Maria Kazimiera d’Arquien przybyła na polski dwór z Francji i przez dekady uważała się za wierną poddankę francuskiego króla. W pewnym momencie jednak Ludwik zorientował się, że pupilka królowej Ludwiki Marii ma potężne ambicje. Francuski władca postanowił utemperować zapędy Marysieńki goszczącej w Wersalu. Jak pisze Sławomir Koper w „Polskich zdrajczyniach”, nieprzyjemnie zrobiło się z powodu… taboretu.
Gdy w Polsce trwało bezkrólewie, Marysieńka przebywała poza krajem. Na początku czerwca 1668 roku wyjechała do Francji, by po raz kolejny zrealizować marzenie o zdobyciu zaszczytnej pozycji na dworze Ludwika XIV.
Reklama
Zapewne śmierć Ludwiki Marii przyspieszyła tę decyzję, a blask Wersalu nadal działał na nią jak narkotyk. Poza tym dochodził jeszcze ważny aspekt medyczny: Zamoyski zaraził ją kiłą, a Marysieńka była w ciąży. Lekarze nad Wisłą nie potrafili jej pomóc, natomiast we Francji medycyna stała na zdecydowanie wyższym poziomie. Przyszła królowa postanowiła połączyć sprawy zdrowotne z polityką i uzyskać zgodę Ludwika XIV na emigrację do Francji.
Oczywiście razem z mężem i na jej warunkach. W rozmowach z francuskim ambasadorem w Warszawie nie ukrywała, że poparcie Sobieskiego dla burbońskiego kandydata zależy od „wszelkich łask, zaszczytów i oznak uprzejmości, jakich dozna ona we Francji”. Oceniając po wiekach jej zachowanie, trudno nie uznać pani hetmanowej za lobbystkę na rzecz interesów francuskich.

Początki w Paryżu były obiecujące, bowiem gdy Sobieska urodziła syna Jakuba, do chrztu trzymał go sam Ludwik XIV. Potem nie było już tak miło, a kością niezgody stała się odmowa przyznania intratnego opactwa bratu Marysieńki. Największym rozczarowaniem okazał się jednak brak obietnicy otrzymania prawa do … taboretu.
Ludwik XIV wyciągnął bowiem wnioski z błędów poprzedników i nie pozwalał arystokratom na stały pobyt w ich rezydencjach na prowincji. Najważniejsi przedstawiciele musieli bywać regularnie na królewskim dworze, gdzie wprowadzono ścisłą hierarchię. Jedną z jej oznak były meble do siedzenia przydzielane w zależności od pozycji społecznej. Królowi przysługiwał fotel, czasami na podobnym sprzęcie zasiadali też członkowie jego rodziny.
Książęta krwi mieli do dyspozycji krzesła bez oparć, podobnego zaszczytu dostępowały osoby obdarzone przez monarchę najwyższymi urzędami. Natomiast celem większości arystokratów było prawo do taboretu. Na tym meblu (oczywiście z wyściełanym siedziskiem) można było zasiadać w obecności rodziny królewskiej. Przywilej przyznawano indywidualnie, a odebranie go stanowiło dowód wyjątkowej niełaski, wręcz śmierci towarzyskiej.
Pozbawieni taboretu członkowie dworu musieli bowiem stać podczas wielogodzinnych audiencji lub towarzyszenia królowi przy posiłkach czy rozrywce. I właśnie spór o ten mebel doprowadził do nieporozumień między Marysieńką a Ludwikiem XIV.

Król Słońce doskonale zdawał sobie sprawę z pozycji Sobieskiej i jej męża w Polsce, ale nie zamierzał ustąpić. Najwyraźniej uważał Marysieńkę za nuworyszkę niezasługującą na zaszczyty na jego dworze.
„Urodziła się poddanką moją – irytował się król Francji – a jak silnie nadepnęła mi nogą na gardło, widząc lub sądząc, że koniecznie potrzebuję usług jej męża”.
Niezręczna prośba do Marysieńki
Sytuacja stała się patowa i Sobieski poprosił żonę o powrót nad Wisłę. Rozłąka źle wpływała na jego psychikę i męskie siły. W listach narzekał na przymusowy celibat, co fatalnie odbijało się na jego zdrowiu. Nie chciał postępować, „jak drudzy czynią żonaci”, chociaż nie ukrywał, że miał wiele okazji do zdrady.
Reklama
„Tylko o to proszę, abyś się zmiłowała nad uwiędłym już Celadonem, a odżywiła go ślicznością swoją, która by z grobu człowieka do siebie przywabiła – pisał do żony. – Zmiłuj się, zmiłuj się, Śliczna Dobrodziejko, niech lata nasze tak marnie nie idą, ile mnie, który bym się przez milion lat nie mógł nasycić wszystkiej śliczności mojej jedynej panny”.
Przy okazji wspominał o horrendalnych kosztach pobytu damy swojego serca nad Sekwaną. Początkowo pochłonęły 50 tysięcy złotych, a potem wysłał nad Sekwanę kolejne 20 tysięcy. Ale przecież żona tak wpływowego polskiego magnata musiała odpowiednio się prezentować. Zresztą Sobiepan tylko na trunki i uczty wydawał w ciągu roku niewiele mniej.

Zwycięstwo Sobieskiego nad przeważającymi siłami tatarsko-kozackimi pod Podhajcami spowodowało gwałtowny wzrost jego popularności. Hetman był przedstawiany jako zbawca ojczyzny, który ocalił Rzeczpospolitą przed groźnym najazdem. Otrzymał wielką buławę koronną, co wraz z urzędem marszałka dawało mu szeroki zakres władzy. Jednak jego kandydatury nie brano pod uwagę podczas elekcji po abdykacji Jana Kazimierza. Inna sprawa, że nikt nie mógł przewidzieć, iż szlachta będzie chciała obrać Piasta na króla.
Po powrocie znad Sekwany Marysieńka zastała w Polsce zmienioną sytuację polityczną. Początkowo sprawiała wrażenie przerażonej anarchią, jaka zapanowała po objęciu władzy przez Wiśniowieckiego. Poza tym nowy władca był przecież synem znienawidzonej Basetli, a zastępcą Sobieskiego i hetmanem polnym inny przedstawiciel tego rodu – książę Dymitr.
Reklama
Przyszła królowa zdecydowała się więc na krok, o jakim wcześniej nawet nie myślała. Odkładając na bok honor i ambicję, napisała do Ludwika XIV list, w którym przedstawiła nieszczęścia, jakie spadły na nią i jej męża, prosząc jednocześnie o udzielenie gościny i akceptację ich przeprowadzki do Francji. Bez specjalnych dodatkowych warunków. Wątpliwe, by o inicjatywie żony nie wiedział Sobieski. Zapewne ją akceptował – była to bowiem zbyt poważna sprawa, by pani hetmanowa decydowała samodzielnie. Wprawdzie podczas wizyty nad Sekwaną miała carte blanche, ale wcześniej ustalili warunki negocjacji z Wersalem.
Przewidział królewskie ambicje Marysieńki?
Król Słońce nie raczył odpowiedzieć, ale zaczął podliczać koszty poniesione na prowadzenie profrancuskiej polityki nad Wisłą. Były horrendalnie wysokie, a efektów nie osiągnięto żadnych. Na polskim tronie zamiast Burbona zasiadał Michał Korybut Wiśniowiecki, którego doradcy orientowali się na habsburską Austrię. Ponadto Ludwik pod wpływem opinii swojego ambasadora w Warszawie zaczął dopuszczać inne rozwiązanie. Zdawał sobie bowiem sprawę z rosnącej popularności Sobieskiego.

„Zasmakuje w sławie, jaką sobie zdobył przy tej okazji [triumfu pod Podhajcami] – wieszczył proroczo francuski dyplomata – i należy go utrzymywać w służbie Waszej Królewskiej Mości, bo on jeden może grać wielką rolę w tym królestwie”.
Na razie jednak wszystko zmierzało w kierunku kolejnej wojny domowej. Opozycja nie zawahała się nawet przed kolportowaniem oszczerczego pisma („List szlachcica polskiego”) zarzucającego Wiśniowieckiemu prawdziwe i zmyślone winy. Przy okazji dostało się również jego rodzinie i zwolennikom, a w dystrybucji złośliwego druku przodował sam prymas. Jego inwencja nie miała granic.
Reklama
Zarzucał królowi, że jest impotentem, a jednocześnie twierdził, że grzeszy rozpustą. Gdy ktoś przytomnie zauważył, iż wnioski hierarchy są sprzeczne, odparł, że nie chodzi o miłostki czynne, lecz bierne. Trudno powiedzieć, co właściwie miał na myśli.
W tej sytuacji dwór królewski postanowił zneutralizować przynajmniej Sobieskiego. Doskonale zdawano sobie sprawę, jak wiele do powiedzenia ma Marysieńka – i powstał plan genialny w swojej prostocie. Na czele poselstwa do Paryża postawiono ukochanego brata pani hetmanowej.

Nieważne, że właściwie nie było to poselstwo, lecz raczej przesyłka kurierska, liczył się sam fakt. Młody d’Arquien wrócił nad Wisłę z listem od francuskiego monarchy, co spacyfikowało sytuację – wystarczyło, że został wysłany jako kurier. Hetman przestał knuć i zajął się swoimi obowiązkami, a podczas koronacji Michała Korybuta złożył przysięgę wierności.
Marysieńka niebawem ochłonęła z niepokojów i doszła do wniosku, że powinna zapomnieć o taborecie w Paryżu i skoncentrować się na budowie pozycji męża nad Wisłą.
Reklama
Skoro na króla obrano „małpę”, dlaczego korony nie miałby założyć Sobieski? A przy okazji także ona? Oczywiście z poparciem dworu francuskiego, gdyż Rzeczpospolita pod rządami Wiśniowieckiego coraz bardziej orientowała się na Habsburgów. Niebawem Michał Korybut miał poślubić arcyksiężniczkę austriacką, a to oznaczało poważne zagrożenie dla Paryża. Tym bardziej że w Hiszpanii i jej europejskich posiadłościach otaczających Francję rządziła inna linia tej dynastii.
Pani hetmanowa rzuciła się w wir politycznych intryg, a miała z kogo brać wzór – wszak wyszła ze szkoły Marii Ludwiki; podkreślali to nawet obcy dyplomaci rezydujący w Warszawie. Twierdzili o Sobieskim, że „za żoninymi namowami dąży on do zdobycia korony”. Podkreślano, iż Marysieńka jest „pełna strasznej ambicji i tę ambicję przy odpowiedniej sposobności przelewała na małżonka swego”. W efekcie „wzbudziła w nim myśl o koronie”.
Te kobiety zmieniły historię Polski








