Gamal Abdel Nasser i Mohamed Nadżib (fot. Zdravko Pečar - Museum of African Art, lic. CC BY-SA 4.0)

Agenci CIA wręczyli egipskiemu przywódcy walizkę pieniędzy. Desperacki gambit Amerykanów

Strona główna » Historia najnowsza » Agenci CIA wręczyli egipskiemu przywódcy walizkę pieniędzy. Desperacki gambit Amerykanów

Do pewnego momentu Brytyjczycy rozgrywali politykę Bliskim Wschodzie niczym mecz piłki nożnej na własnym podwórku. Po drugiej wojnie światowej stało się jasne, że w regionie trwa prawdziwa walka o władzę i Wujek Sam jest gotowy na nieczyste zagrania. Jak pisze James Barr w książce Władcy Pustyni, agenci CIA chcieli kupić egipskiego przywódcę.

Rozmowy brytyjsko-egipskie wznowiono pod koniec sierpnia. Należało rozstrzygnąć trzy kwestie. Najważniejsza dotyczyła okoliczności, w jakich Brytyjczycy i ich sojusznicy mogli powtórnie przejąć bazę i na jak długo. Jednak ani jedno, ani drugie nie pogrążyło rokowań. Kością niezgody stała się trzecia kwestia: czy brytyjscy technicy obsługujący bazę przed jej przekazaniem powinni nosić mundury, czy nie. Strona brytyjska błędnie uznała, że Egipcjanie przystali na uniformy, ale Naser stanowczo się nie godził. Wielka Brytania ani myślała ustąpić i pod koniec września „stracił cierpliwość i oburzony odszedł”.


Reklama


Na pozór błaha kwestia umundurowania utożsamiała większe, trudno definiowalne problemy związane z dumą i suwerennością narodową, które były sednem sporu. Politycy obu stron z miejsca uznali uniformy za symbol, który każdy przechodzień powinien rozpoznać i okazać szacunek. Dla Nasera noszenie mundurów w bazie wykluczało rozgłaszanie końca brytyjskiej okupacji, Churchill zaś nie musiał odpierać zarzutów, że się sprzedał, wskazując, iż w istocie niewiele się zmieniło. I jeszcze jedno, znacznie ważniejsze.

Brytyjski premier za grosz nie wierzył, że Egipcjanie dotrzymają warunków zawartego porozumienia. Twardo stał na stanowisku, że noszenie mundurów przez brytyjski personel w bazie ma życiowe znaczenie – każde podniesienie ręki na umundurowanego funkcjonariusza można potraktować jako wrogie działanie. 

Churchill przemawiający podczas jednego z wieców przed wyborami (domena publiczna).
Churchill przemawiający podczas jednego z wieców przed wyborami (domena publiczna).

Na Amerykanach – których Brytyjczycy w Kairze zapewniali, że kwestia mundurów „niekoniecznie stanie się pierwszorzędnym problemem” – nie zrobiło wrażenia, że właśnie z powodu uniformów załamały się rokowania. Ambasador Stanów Zjednoczonych w Egipcie uważał, że skupianie się na „galanterii męskiej” zamiast na dalece ważniejszej ze strategicznego punktu widzenia kwestii przyszłego dostępu do bazy, potwierdza jego opinię: „Brytyjczycy od samego początku torpedują negocjacje”. Gdy tylko Eden po sześciomiesięcznej nieobecności wrócił do kierowania ministerstwem, musiał stawić czoła Dullesowi. Powodem była sytuacja w Egipcie.

Amerykanin ostrzegł swojego brytyjskiego odpowiednika, że niebawem będzie musiał przekazać Naserowi pomoc wojskową obiecaną latem przez prezydenta Eisenhowera. Sekretarz stanu dał do zrozumienia, że wkrótce Brytyjczycy staną naprzeciwko fedainów wyposażonych w amerykańską broń, zatem Wielka Brytania dyskretnie powiadomiła „New York Timesa” w nadziei na zaalarmowanie żydowskich czytelników gazety. 


Reklama


Wyprowadzić Egipt z chaosu i nicości?

Choć postępowaniu Dullesa daleko było do subtelności, to Eden, który upór Churchilla uważał za absurd, zgadzał się z sekretarzem stanu, że Brytyjczycy powinni opuścić bazę jak najszybciej. Kiedy jednak premier zapytał: „Jakie mamy gwarancje, że Egipcjanie, którzy obecnie łamią umowę, którą z nimi zawarłeś w 1936 roku, dotrzymają tej, którą z nimi uzgodnisz?”, nie znalazł odpowiedzi.

Minister, liczący na schedę po Churchillu, doskonale wiedział, że twarda postawa premiera ma wielu zwolenników wśród konserwatystów zasiadających w parlamencie, zatem zimą na przełomie 1953 i 1954 roku usztywnił poglądy. W tym mniej więcej okresie wpływy tak zwanej  grupy sueskiej, czyli około czterdziestu posłów z ramienia Partii Konserwatywnej, którzy twardo sprzeciwiali się opuszczeniu bazy, były największe.

Poniższy tekst stanowi fragment książki Jamesa Barra "Władcy Pustyni", która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Prześwity.
Poniższy tekst stanowi fragment książki Jamesa Barra „Władcy Pustyni”, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Prześwity.

Zmagania między słabującym premierem a nerwowym, niezdecydowanym ministrem spraw zagranicznych o to, który będzie sterował partią, sprawiły, że w tamtym czasie polityka rządu Wielkiej Brytanii wobec Egiptu wahała się między pragmatyzmem a brakiem elastyczności. 

Kairski pat został przełamany w styczniu 1954 roku przez funkcjonariusza CIA, świeżego triumfatora z Teheranu – Kima Roosevelta. Przeświadczony, że Naser był „jedynym spotkanym facetem, który zrobił na mnie wrażenie przekonaniem, że posiada talenty do wyprowadzenia Bliskiego Wschodu – nie tylko samego Egiptu, ale z jego pomocą także arabskich przyjaciół oraz sąsiadów – z chaosu i nicości”, postarał się nawiązać bliskie relacje z egipskim przywódcą już po majowej wizycie Dullesa.


Reklama


Roosevelt zjawił się w Kairze 24 stycznia. Nazajutrz Naser poczynił pierwsze ważne ustępstwo – oznajmił, że zezwoli Wielkiej Brytanii wrócić do sueskiej bazy, gdyby zaatakowano Turcję (członka NATO). Sześć tygodni później, po zmuszeniu Nadżiba do dymisji, z inicjatywy Roosevelta wykonał w stronę Brytyjczyków kolejny gest, wyraził mianowicie chęć szybkiego porozumienia, jeśli ci ustąpią w drażliwej kwestii mundurów. 

Fasadowy wspólny front

Minister Eden uznał to za swego rodzaju koło ratunkowe i przekonywał, że bazę należy przekazać firmom cywilnym, rząd zaś powinien skupić się na wydłużeniu okresu obowiązywania umowy. Churchill przystał, acz niechętnie. Dulles przyklasnął, ale nie omieszkał zauważyć, że premier „tylko grymasem okazał obrzydzenie propozycją”. Eden miał już wówczas poparcie Charlesa Mott-Radclyffe’a, konserwatywnego przewodniczącego komisji spraw zagranicznych.

Gamal Abdel Naser (na zdjęciu z młodości) okazał się odporny na zabiegi CIA (fot. domena publiczna).
Gamal Abdel Naser (na zdjęciu z młodości) okazał się odporny na zabiegi CIA (fot. domena publiczna).

Bezpośredni i prostoduszny torys, powszechnie szanowany w partii, wiosną odwiedził bazę. W raporcie napisał, że brak przychylności ze strony lokalnych społeczności powoduje, że jest ona „bezużytecznym białym słoniem”. Stacjonujący w niej osiemdziesięciotysięczny kontyngent nie strzegł ani bazy, ani kanału. Z ledwością chronił sam siebie.

Zdetonowanie w marcu przez Stany Zjednoczone bomby wodorowej nad atolem Bikini stało się dla Churchilla listkiem figowym, którego tak potrzebował. Dowiodło niepodważalnie, że nie należy utrzymywać  zbyt wielu oddziałów w jednym miejscu. Dwudziestego drugiego czerwca premier w końcu przyznał, że „nasza obecność w Egipcie nie jest korzystna z wojskowego punktu widzenia”. Dopiero teraz się poddał i zrezygnował z prób sabotowania porozumienia. 


Reklama


Dotąd Dulles ostentacyjnie odrzucał to, czego Eden się domagał: wspólnego działania, które uświadomiłoby Naserowi, że Anglicy i Amerykanie stworzyli wspólny front. Zdaniem brytyjskiego ministra „istotą jest »zmowa« i jej niemaskowanie”, czyli dokładnie to, czego sekretarz stanu unikał jak ognia. Prezydentowi Eisenhowerowi oznajmił, że najszczęśliwszy w życiu byłby, „gdybyśmy nie musieli modyfikować naszej polityki w imię fasadowej jedności”.

Departament stanu nie ustawał w naciskaniu na Brytyjczyków – w kwietniu negocjował pakiety pomocowe z Irakiem, miesiąc później z Pakistanem. W ten sposób napominał Edena, że brak postępów w Egipcie nie zniechęci Stanów Zjednoczonych do nawiązywania sojuszy z krajami, które Wielka Brytania uznaje za swoich regionalnych sprzymierzeńców. Z drugiej strony Dulles potrzebował wsparcia brytyjskiego w budowaniu podobnych sojuszy obronnych w Azji Południowo-Wschodniej.

Anthony Eden musiał zmierzyć się z poważnym problemem (fot. domena publiczna)
Anthony Eden musiał zmierzyć się z poważnym problemem (fot. domena publiczna)

I podczas szczytu anglo-amerykańskiego w czerwcu 1954 roku w Waszyngtonie obiecał Churchillowi i Edenowi, że w zamian za takie poparcie Ameryka będzie udzielała Nadżibowi obiecanego przez Eisenhowera wsparcia gospodarczego, jak długo będzie dotrzymywał warunków zawartej z Wielką Brytanią umowy.

Pomocny Wujek Sam

Po powrocie do Londynu Eden oznajmił, że Amerykanie byli „wyjątkowo pomocni”. Ike jednak trzy tygodnie później w liście do Churchilla nie powstrzymał się od uszczypliwości. „Kolonializm jako forma kontaktów międzyludzkich jest w odwrocie. To jedynie kwestia czasu i sposobu”. 

Szczyt waszyngtoński wszelako utorował drogę do szybkiego zawarcia umowy z Naserem. Po zapewnieniu sobie przez Churchilla poparcia własnej partii w parlamencie, pod koniec lipca do Kairu polecieli minister wojny Antony Head i doradca ministra spraw zagranicznych Evelyn Shuckburgh.

W trakcie kolacji pod piramidami złożyli Naserowi i jego ludziom propozycję: Brytyjczycy wycofają wojska w ciągu dwudziestu miesięcy, bazę przez kolejne siedem lat będą serwisować firmy cywilne. W tymże okresie możliwe będzie powtórne jej przejęcie, gdyby doszło do zaatakowania Egiptu, Turcji lub któregoś z krajów sygnatariuszy układu bezpieczeństwa zawartego w ramach Ligi Arabskiej.

Nadżib i Nasser rządzili Egiptem (fot. domena publiczna)
Nadżib i Nasser rządzili Egiptem (fot. domena publiczna)

To ostatnie w obliczu użycia bomby wodorowej było bezprzedmiotowe, ale konieczne politycznie, by uratować dumę Albionu. Po półgodzinnej dyskusji Egipcjanie wyrazili zgodę. Szóstego sierpnia Naser w obecności Edena wyraził nadzieję, że porozumienie „rzeczywiście zapoczątkuje nowy i szczęśliwszy rozdział w stosunkach między naszymi dwoma krajami”. Rozdział ten miał być krótki.

Sprezentowanie Nadżibowi pistoletu przez prezydenta Eisenhowera, wraz z późniejszą obietnicą dozbrajania egipskiej armii, utorowało drogę do porozumienia z jednej strony, z drugiej zaś przysporzyło kłopotów, bo prezydencka obietnica była niewykonalna. Amerykańskie prawo, a zwłaszcza, Mutual Security Act (ustawa o wzajemnym bezpieczeństwie), wymagało stosownego porozumienia z Egiptem i wyrażenia przezeń aprobaty dla obecności wojskowych doradców amerykańskich. Naser, który właśnie pozbył się Brytyjczyków, przypuszczalnie by się na to nie zgodził.


Reklama


Jeszcze przed podpisaniem w październiku anglo-egipskiego porozumienia z 20 czerwca 1956 roku jako ostatecznego terminu wyjścia Brytyjczyków, minister spraw zagranicznych Egiptu przestrzegł ambasadora Stanów Zjednoczonych, że Rada Rewolucyjna już nie życzy sobie amerykańskiej broni.

Dyplomata usiłował dopatrzyć się pozytywów, choćby takiego, że decyzja uwalniała Waszyngton od kłopotliwego zobowiązania – wojskowa pomoc dla Egiptu, który wciąż był w stanie wojny z Izraelem, niewątpliwie napotkałaby w Kongresie na zażarty sprzeciw koalicji izolacjonistów i prożydowskiego lobby. A to byłoby porażką. 

Gamal Abdel Nasser i Mohamed Nadżib (fot. Zdravko Pečar - Museum of African Art, lic. CC BY-SA 4.0)
Gamal Abdel Nasser i Mohamed Nadżib (fot. Zdravko Pečar – Museum of African Art, lic. CC BY-SA 4.0)

Od samego początku było oczywiste, że Egipcjanie chcą nowego uzbrojenia i CIA rozpaczliwie starała się uniknąć oskarżeń o złą wolę. Ponieważ Eisenhower obiecał także pomoc gospodarczą, Kimowi Rooseveltowi przyszło do głowy ukrycie pięciu milionów dolarów na dozbrajanie armii w większym, czterdziestomilionowym pakiecie przeznaczonym na inwestycje w infrastrukturę.

Zaproponował jednocześnie, żeby Miles Copeland – osoba, która sprowokowała kiedyś w Syrii strzelaninę, a obecnie była bezpośrednim łącznikiem agencji z egipskim przywódcą – wręczył Naserowi trzy miliony w gotówce na zakup nowych mundurów i środków transportu. Amerykańską delegację przybyłą w listopadzie z dobrą nowiną do Kairu na spotkanie z Naserem i jego przybocznym, dowódcą sił zbrojnych Egiptu Abdelem Hakimem Amerem, spotkało dość chłodne przyjęcie. Ale lista przekazana Amerykanom – zapotrzebowanie na bombowce, czołgi i artylerię – wskazywała na apetyt, którego nigdy nie zaspokoją.


Reklama


Tymczasem Naser, według zapewnień Copelanda, „tysiące razy” zapewniał, że nie przyjmie żadnej pomocy, której tropy prowadzą do Waszyngtonu. Obawiał się, że jeśli wyjdzie na jaw przyjęcie walizki z pieniędzmi, oskarżą go o bycie na amerykańskim żołdzie. Ostatecznie wydał te pieniądze na budowę pomnika na jednej z wysp na Nilu. Jeśli wierzyć Copelandowi, szybko zaczęto go nazywać „erekcją Roosevelta”. 

Zażegnany kryzys?

Wobec niemożności zaopatrywania Nasera w broń CIA zainwestowała w budowę nowej, potężnej radiostacji: Głos Arabów. Dzięki niej Naser mógł być słyszany na całym Bliskim Wschodzie. Propaganda przeplatała się z muzyką popularną w wykonaniu Umm Kulthum i jej podobnych. 

Wieża Kairska ma też  inną, mocno niewybredną nazwę nawiązującą do Roosevelta (fot. BavKraft, lic. CC0).
Wieża Kairska ma też inną, mocno niewybredną nazwę nawiązującą do Roosevelta (fot. BavKraft, lic. CC0).

– Jak możecie słuchać „Głosu Arabów”, wiedząc, że to, co mówią, to nieprawda? – zapytał Palestyńczyka zdziwiony dziennikarz brytyjski. 

– Ponieważ nadają to, czego lubimy słuchać – brzmiała odpowiedź. 

Czas pokazał, jakiej głupoty dopuściła się CIA. As-Sadat, atakowany za treści szerzone przez radiostację, oznajmił: 

– Będziemy nadal głosić nienawiść. 

– Do kogo? – dopytywano.

– Do Zachodu. Będziemy kontynuować, dopóki nie zmienicie swojej polityki i nie dacie Arabom tego, czego chcą.

Rok 1954 mijał i John F. Dulles miał na koncie zakończone sukcesem pośrednictwo między Wielką Brytanią a Egiptem. Zlikwidował źródło napięcia, które mógł wykorzystać Związek Radziecki. Ale oferta dozbrajania na warunkach, których Naser nie mógł zaakceptować, stała się zarzewiem kolejnego. Egipt potrzebował nowoczesnej broni i Dulles wiedział, że niemożność dostarczenia jej przez Stany Zjednoczone sprowadza niebezpieczeństwo, iż uczynią to Rosjanie. Ale to nie był jedyny kłopot sekretarza stanu, Anthony Eden bowiem spróbował odzyskać inicjatywę na Bliskim Wschodzie.

Źródło

Powyższy tekst stanowi fragment książki Władcy Pustyni autorstwa Jamesa Barra, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Prześwity.

Dzięki tej książce zrozumiesz konflikt na Bliskim Wschodzie


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.