Gdybyśmy współcześnie przypadkiem odziedziczyli średniej wielskości zamek, nie wiedzielibyśmy, co z nim zrobić. Fajnie byłoby go mieć, jest jednak jedno „ale”. Oprócz posiadania kluczy do całkiem niemetaforycznych bram musielibyśmy mieć, wzorem dawnej magnaterii, cały tabun ludzi, którzy sprawiliby, że nie posiwielibyśmy ze stresu.
Poniższy materiał, w znacznie dłuższej wersji, ukazał się pierwotnie w formie wideo na kanale na Youtube.
Gdy dzisiaj, w XXI wieku, oglądamy dawne rezydencje, albo ich ruiny, to myślimy chyba głównie o ich właścicielach, może o dystyngowanych gościach. O tym jak żyli królowie, książęta, magnaci. Ale przecież ci panowie (i panie) stanowili tylko drobniutki ułamek osób przebywających i zamieszkujących w jakimkolwiek pałacu.
Reklama
Oni pod wieloma względami nawet nie byli tam najważniejsi. Żaden zamek nie mógłby funkcjonować, gdyby nie gigantyczne rzesze aktorów drugiego czy trzeciego planu. Ludzi o których historia niemal zapomniała. I o których dlatego dzisiaj spróbujemy opowiedzieć w Wielkiej Historii z Kamilem Janickim. A zrobimy to dzięki Muzeum Zamek w Janowcu, które zdecydowało się wesprzeć niniejszy odcinek. I które naprawdę warto odwiedzić, jeśli tylko będziecie nieopodal Kazimierza Dolnego.
Co czyniło kiedyś człowieka prawdziwie wielkim panem, członkiem elity? Co odróżniało waćpana od „motłochu”? Na myśl przychodzą oczywiście kwestie takie jak odpowiednie urodzenie, herb, tytuły, posiadłości ziemskie… Ale było jeszcze jedno, absolutnie kluczowe kryterium, które z perspektywy XXI wieku łatwo zbagatelizować.

Człowiek ze szczytów drabiny społecznej to był ten, kto miał służbę. A im był na tej drabinie wyżej, tym miał (i musiał mieć!) więcej służby. Jeśli ktoś nie był w stanie angażować ludzi, którzy pozwolą mu unikać jakiegokolwiek codziennego wysiłku, to na pewno paniskiem nazywać się nie mógł.
Ile służby miała dawna szzlachta?
Dzisiaj, dużo lepiej niż jeszcze parę lat temu, wiemy, że spełnienie tego warunku nie było wcale łatwe, a przede wszystkim: było wprost fenomenalnie kosztowne. Zespół historyków z Uniwersytetu w Białymstoku przeanalizował ostatnio dokumentację z końca XVIII wieku, dotyczącą ponad 1800 dworów szlacheckich i magnackich z różnych regionów Rzeczpospolitej.
Reklama
To pionierskie badania, nigdy nie prowadzono podobnych na równie szerokim materiale. No i udało się ustalić, że naprawdę ogromne liczebnie dwory to była w przedrozbiorowej Polsce zupełna rzadkość.
Typowy ziemianin zatrudniał tylko kilku członków służby. Zaledwie w 13% wszystkich dworów służących czy dworzan było więcej niż dziesięciu. A dwory złożone z przynajmniej dziesiątek osób, o których chętnie i z zachwytem opowiadali na przykład zagraniczni podróżnicy, stanowiły… ewenement. Badacze natrafili na tylko pojedyncze takie przykłady. O tym, ilu faktycznie ludzi w dawnej Rzeczpospolitej mogło sobie na to pozwolić dowiesz się z filmu opublikowanego na moim kanale YouTube.







