Budowa potęgi Wenecji. Tak kupiecka republika przypieczętowała swoje panowanie nad Adriatykiem

Strona główna » Średniowiecze » Budowa potęgi Wenecji. Tak kupiecka republika przypieczętowała swoje panowanie nad Adriatykiem

W średniowieczu Republika Wenecka była jednym z najbogatszych i najpotężniejszych państw w basenie Morza Śródziemnego. Jej wpływy rozciągały się zaś daleko poza Półwysep Apeniński. O tym, jak rządzone przez dożów państwo przypieczętowało swoje panowanie nad Adriatykiem pisze Jonathan Keates na kartach książki Wenecja. Niezatapialna.

Podróżujący po wschodniej części Morza Śródziemnego – po Morzu Adriatyckim i Morzu Egejskim – szybko zaczną w wielu miejscach dostrzegać pewien szczególny znak czy herb. Można go ujrzeć nad bramą częściowo zrujnowanej twierdzy na Cykladach, na murze w chorwackim porcie, u podstawy wieży kościelnej niedaleko fiordów Kotoru.


Reklama


Lew Świętego Marka

Ten sam wyblakły, pokruszony herb ujrzymy też na targanych wiatrem, samotnych bastionach na odległych krańcach Peloponezu. Mowa o weneckim skrzydlatym lwie Świętego Marka, trzymającym w pazurach otwartą księgę, na której karcie można nieraz przeczytać łacińską inskrypcję: Pax tibi, Marce, Evangelista meus.

Legenda mówi, że gdy święty podróżował kiedyś z Akwilei statkiem, który ostatecznie miał go zabrać do Ostii, portu starożytnego Rzymu, okręt na moment przybił do jednej z wysp w weneckiej lagunie. To właśnie tam miał Marka nawiedzić anioł, pozdrawiając go następującymi słowami: „Pokój tobie, Marku, mój ewangelisto. Tutaj twe ciało zazna spoczynku”.

Lew Świętego Marka z fasady dziedzińca Pałacu Dożów w Wenecji (Didier Descouens/CC BY-SA 4.0).
Lew Świętego Marka z fasady dziedzińca Pałacu Dożów w Wenecji (Didier Descouens/CC BY-SA 4.0).

W północnych Włoszech znak skrzydlatego lwa Świętego Marka można ujrzeć na żyznych równinach Veneto, wzdłuż całej doliny wielkiego Padu, na wzgórzach u stóp Dolomitów – wschodniej części Alp – a na zachodzie również w Lombardii, niemal pod samymi bramami Mediolanu.

Symbol spólnoty

Miasta takie jak Padwa, Werona, Vicenza czy Bergamo mają ten motyw na swoich bramach, murach obronnych i budynkach publicznych – i noszą go świadomie i z dumą. Związane z tym symbolem wspomnienie przynależności do La Serenissimy nie jest bowiem przyćmione wstydem ani resentymentem. W ostatnich dniach Republiki Weneckiej, w czasie kampanii Napoleona Bonapartego w roku 1797, to właśnie te miasta najdłużej stawiały czoła francuskim wojskom.

Pięćdziesiąt lat później, w czasie walki o zjednoczenie Włoch w roku 1848 – wówczas jeszcze skazanej na porażkę – w tych samych miastach wspomnienie wcześniejszej bohaterskiej obrony, a także poczucie wspólnoty z Wenecją, choć wówczas wspólnoty rozbitej, skłaniało ludzi do jeszcze bardziej zaciętego oporu zbrojnego: tym razem przeciw wojskowej potędze habsburskiej Austrii.

Znak towarowy Wenecji

Kiedy w roku 828 dwaj kupcy, Buono i Rustico, sprowadzali z Aleksandrii do Wenecji ciało Świętego Marka, raczej nie mogli widzieć w swojej eskapadzie nic więcej niż udaną próbę zdobycia dla swego miasta trofeum w postaci bardzo cennych świętych relikwii – w epoce, w której w świecie duchowo związanym z katolicyzmem traktowano je jak talizmany.


Reklama


Kolejne etapy budowania i upiększania Bazyliki Świętego Marka, czy to jako kaplicy pałacowej dla doży, czy jako idealnego miejsca do organizacji uroczystych ceremoniałów, w których Republika demonstrowała swą potęgę samym Wenecjanom i całemu światu, miały zawsze związek z posiadaniem szczątków znaczącego świętego.

Stała obecność Ewangelisty w poświęconej mu wystawnej świątyni ogniskowała nie tylko wiarę w zasady chrześcijańskiej doktryny, które Jezus sformułował w spisanej przez Marka Ewangelii, ale również wiarę w Wenecję jako taką, miasto idealne tworzące idealne państwo, któremu także należy się żarliwe oddanie wyznawców.

Tekst stanowi fragment książki Wenecja. Niezatapialna (Wydawnictwo Literackie 2026). Premiera 3 czerwca, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.
Tekst stanowi fragment książki Jonathana Keatesa pt. Wenecja. Niezatapialna (Wydawnictwo Literackie 2026). Premiera 3 czerwca, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.

Herb ze skrzydlatym lwem trzymającym książkę z napisem Pax tibi, Marce, Evangelista meus stał się tym, co dzisiaj nazywamy znakiem towarowym. Wenecjanie byli wobec tego znaku lojalni, myśląc o sobie jako o synach i córkach Świętego Marka. Tę samą koncepcję przyjęli później poddani Wenecji, kiedy jej władza rozszerzyła się na wschodnią część Adriatyku, na dzisiejszą Słowenię, Chorwację i ziemie greckojęzyczne, tworząc imperium zwane przez Wenecjan Stato da Mar.

Sprawiło to, że ludzie, którzy nigdy nie byli w Wenecji, czuli się z nią związani duchowo. Machina urzędnicza Republiki nie zawsze działała na korzyść podporządkowanych jej społeczności – mocno tego doświadczył Cypr w wieku XVI, tak samo jak Peloponez sto lat później – ale w wielu regionach, na przykład na Istrii albo na Wyspach Jońskich, Marek Ewangelista i jego lew cenieni byli jako gwarancja stabilności.


Reklama


Imperium oparte na handlu

Podobnie jak inne imperia, Stato da Mar powstało dzięki szybkiemu wykorzystaniu możliwości handlowych. Handel – i początkowo nic więcej – był tu siłą napędową, rynki potrzebują jednak gwarancji bezpieczeństwa, by prawidłowo funkcjonować. Dla ekonomicznego przetrwania Wenecji niezbędne więc było w pierwszej kolejności zabezpieczenie przewozu cennych ładunków przez Adriatyk w obu kierunkach.

Na początku wieku XI weneccy kupcy mieli już wypracowane podstawowe zasady prowadzenia interesów, zakorzenione równie mocno jak pale wbite pod fundament weneckich budynków. Najważniejsze było pragmatyczne założenie, że zmienne sojusze polityczne, różnice religijne, a nawet toczące się wojny nie mogą torpedować wzrostu dochodów i zwiększania sprzedaży.

Weneckie posiadłości (zaznaczone na żółto) w XI i XII wieku (domena publiczna).
Weneckie posiadłości (zaznaczone na żółto) w XI i XII wieku (F.W. Putzger/domena publiczna).

Osobom zwiedzającym dziś Wenecję trzeba od czasu do czasu przypominać, że piękno, jakie wokół siebie widzą – od marmurów i mozaik bazyliki przez ołtarze we Frari po bezkresny przepych Santa Maria della Salute – wyrosło z materiałów przywiezionych w ładowniach handlowych statków dalekomorskich lub na pokładach rzecznych barek, sprowadzających towary z północnych Włoch. W Wenecji Bóg i pieniądz byli współdziałającymi partnerami handlowymi.

Znacznie Dalmacji dla Republiki Weneckiej

Być może najlepszego przykładu tego, jak nieraz jesteśmy ślepi na tę prozaiczną prawdę, dostarcza powszechnie ceniony cykl malowideł Vittorego Carpaccia w Scuola Dalmata di San Giorgio degli Schiavoni, uznawany za jeden z klejnotów weneckiego renesansu. Podziwiamy szczegóły w scenach z życia świętych – Jerzego, Tryfona, Augustyna i Jeremiasza. Tam mały piesek, tu lew straszący mnichów; tam sennie wyglądający smok, tutaj egzotyczni tureccy muzycy.


Reklama


Przyznajmy jednak, że niemal nikt z nas nie myśli o tych, którzy za to wszystko zapłacili. Przypominają o nich sam budynek, jak również boczna kaplica ze skromnymi pomnikami chorwackich kupców, którzy stali się Wenecjanami, ale nosili nazwiska kończące się na -ić czy -čić.

Na klatce schodowej wiszą portrety tych kupców na tle ich statków (jedna z postaci ma wokół szyi wywiązane coś, od czego wzięło się nasze słowo „krawat”, co znaczy: „w stylu chorwackim”). Na piętrze znajduje się sala zgromadzeń, której dekoracja – choć nie dorównuje poziomowi Carpaccio – jest wyrazem wspomnianego wcześniej połączenia: wiary i interesu.

Święty Jerzy walczący ze smokiem (Vittore Carpaccio/domena publiczna).
Święty Jerzy walczący ze smokiem (Vittore Carpaccio/domena publiczna).

To właśnie w ojczyźnie tych pobożnych Dalmatów Wenecja zaczęła niegdyś budować swoje imperium. Adriatyk, słynący z burz i zmiennych wiatrów o rożnych porach roku, wiązał się z jeszcze jednym ryzykiem dla weneckich kupców: z piractwem, wykorzystującym czy to pojedyncze statki, czy całe małe, zwrotne floty, czające się pośród wysp wzdłuż wybrzeży dzisiejszej Słowenii i Chorwacji.

Stosunki Wenecji z Bizancjum

Na tych brzegach zawsze czyhało niebezpieczeństwo. Już w starożytności tamtejsi Ilirowie stanowili stałe zagrożenie dla greckich i rzymskich kupców, a od czasu do czasu organizowali też najazdy na porty laguny, w tym tak duże, jak Akwileja czy Heraklea.


Reklama


W stuleciach po upadku Cesarstwa Rzymskiego, korzystając z coraz słabszej kontroli bizantyjskiej nad północnymi Bałkanami, zaczęli się tu w dużych grupach osiedlać przybysze słowiańscy, Chorwaci, którzy prowadzili działalność piracką z wysp i portów na lądzie i rzucili wyzwanie Wenecji, próbującej zapewnić swoim statkom handlowym spokojną żeglugę.

Problem, co zrobić z Dalmacją, urósł do znacznych rozmiarów, kiedy Wenecja szybko rozszerzała sieci handlowe na wschodzie Morza Śródziemnego – albo w ramach cesarstwa bizantyjskiego, albo dzięki portom świata islamskiego w Egipcie i Palestynie.

Konstantynopol z lotu ptaka w czasach Imperium Bizantyjskiego (domena publiczna).
Konstantynopol z lotu ptaka w czasach Imperium Bizantyjskiego (domena publiczna).

Nawet jeśli Konstantynopol uważał, że ze strony Wenecji należą mu się uległość i posłuszeństwo, to w rzeczywistości kolejni bizantyjscy cesarze w X wieku musieli akceptować obecność weneckich kupców nie tylko w samej stolicy, ale również wokół wybrzeży Morza Czarnego i na wyspach Morza Egejskiego. Mniej więcej od roku 950 relacje między Bizancjum a jego dotychczasowym satelitą zaczęły się wyraźnie pogarszać, dopóki w roku 991 nowy doża nie wprowadził wyraźnej zmiany kierunku politycznego.

Traktat z Bazylim II

Pietro Orseolo II był synem Pietra Orseola – doży, który porzucił urząd, by zostać mnichem. Zostawił żonę i dziecko i całkowicie wyrzekł się spraw tego świata, za co później został ogłoszony świętym. Możliwe, że to za sprawą rodzinnej traumy młodszy Pietro Orseolo, jak to często w takich wypadkach bywa, postanowił iść w życiu ścieżką całkowicie odmienną od ścieżki ojca. Stał się jednym z dożów, którzy w największym stopniu zmienili bieg weneckich dziejów.


Reklama


Działo się to bowiem w czasach, kiedy piastowanie urzędu głowy republikańskiego państwa było czymś więcej niż odgrywaniem ceremoniału, noszeniem wyszywanej gronostajem szaty oraz corno dogale, charakterystycznego rogatego nakrycia głowy, będącego częścią urzędowych regaliów.

Na młodszego Orseola wyraźnie wpłynął Bazyli II, będący wówczas bizantyjskim cesarzem, którego charyzma, wizjonerstwo i energia sprawiły, że Bizancjum osiągnęło za jego panowania szczyt swojego znaczenia w świecie średniowiecznym. Doża zrozumiał, że dla dobrobytu Wenecji niezbędne jest związanie się Republiki z Konstantynopolem na jak najlepszych warunkach. Rozpoczęły się więc drobiazgowe negocjacje, zakończone podpisaniem traktatu handlowego bardzo korzystnego dla La Serenissimy.

Wiosną 992 roku cesarz Bazyli wydał tak zwaną złotą bullę, czyli dokument opatrzony cesarską złotą pieczęcią, na mocy której weneccy kupcy mieli płacić znacznie obniżone cła na towary przewożone bezpośrednio ze swego miasta do Konstantynopola; zyskiwali także szybki dostęp – gdy tylko go potrzebowali – do wysokich urzędników dworskich, a ostatecznie również prosto do cesarskiej sali audiencyjnej.

Most między cesarstwami

Bizancjum miało niezwykle rozbudowaną strukturę dworu, naśladowaną później, w nieco zmodyfikowanej formie, przez inne dwory (z nieuniknionym dodatkiem weneckiego protokołu dyplomatycznego) – przedstawiciele Orseola osiągnęli zatem naprawdę dużo. W zamian za te zapisy Wenecjanie zaoferowali możliwość wykorzystania weneckich statków do transportu bizantyjskich wojsk, jeśliby tylko cesarz uznał to za niezbędne.

Dzięki podbojom Bazylego II Bizancjum było w stanie wystawić armię liczącą nawet ponad 250 tysięcy żołnierzy (domena publiczna).
Bizantyjski cesarz Bazyli II (domena publiczna).

Orseolo odniósł sukces negocjacyjny, o którym najlepiej świadczy złota bulla Bazylego. Zdawał sobie przy tym sprawę z wyjątkowego potencjału ekonomicznego i politycznego Wenecji, która mogła tworzyć most między Bizancjum a Świętym Cesarstwem Rzymskim. Piszący o Wenecji chętnie powielają kliszę o równoczesnym spoglądaniu na wschód i na zachód.

Wydaje się jednak, że właśnie ten doża dostrzegł szansę, jaką dla Republiki było zastosowanie dobrze zbalansowanej strategii. Uzyskawszy od Konstantynopola korzyści handlowe dla Wenecji, doża skierował uwagę na cesarstwo zachodnie, którym władał Otton III.


Reklama


Cesarz był znacznie młodszy od Pietra Orseola. Był małym dzieckiem, kiedy zasiadał na niemieckim tronie królewskim, a szesnastoletnim młodzieńcem, gdy w Rzymie przyjmował koronę cesarską z rąk swego kuzyna Brunona z Karyntii, którego wcześniej pomógł zainstalować jako Grzegorza V w Stolicy Apostolskiej. W drodze do Rzymu Otton spotkał się z dożą Pietrem Orseolem w Weronie i przyznał tam Wenecji przywileje handlowe we Włoszech północnych, podobne do tych, którymi Republika cieszyła się w Bizancjum.

Obecność przedstawicieli La Serenissimy w sprawach politycznych i handlowych stała się teraz znacznie wyraźniej widoczna w regionie Veneto, Friuli i we wschodniej Lombardii. Było to możliwe dzięki mądrej dyplomacji ze strony doży oraz dzięki wzajemnemu szacunkowi panującemu w stosunkach między dożą a cesarzem.

Imaginatywny portret doży Pietro Orseoli II domena publiczna).
Imaginatywny portret doży Pietro Orseoli II domena publiczna).

Pietro Orseolo II rusza na wojnę z piratami

Wykucie tych dwóch potężnych sojuszy pozwoliło Pietrowi Orseolowi skupić się na rozwiązaniu największego ówczesnego problemu weneckiego, jakim byli dalmatyńscy piraci łupiący statki handlowe. Doża zrozumiał, że jeśli ostatecznie nie upora się z tymi morskimi rozbójnikami, to stale podważana będzie też reputacja handlowa Republiki.

Chorwaccy korsarze zagrażali bowiem takim miastom nad północnym zakrętem Adriatyku, jak Pula czy Triest. Gdyby opanowali te porty, mogliby z łatwością przedrzeć się przez lagunę i zaatakować Wenecję, tak jak sto lat wcześniej próbował to zrobić Pepin na czele Franków. Poprzedni dożowie, Giovanni Participazio i Pietro Tradonico, na próżno próbowali poskromić piratów w trakcie ekspedycji karnych, gdyż skończyło się to tak, że musieli ich kupować, płacąc im coroczny trybut. Orseolo zdecydował, że nadszedł czas na poważniejszy ruch – ogłosił wstrzymanie wszelkich danin i zaczął zbierać flotę.


Reklama


W San Pietro di Castello odbyła się msza, w czasie której patriarcha uroczyście pobłogosławił banderę Świętego Marka, po czym flota wypłynęła w stronę wybrzeża dalmatyńskiego, po drodze z łatwością zapewniając sobie lojalność mijanych miasteczek, a później wpłynęła na wody oddzielające główny ląd od wysp Brač, Lesina i Korčula.

Celem Orseola było ujście rzeki Neretwy, przez Wenecjan zwanej Narenta, tworzącej deltę pośród małych wysepek i mielizn – znakomita kryjówka dla statków pirackich. Zapał do walki pośród korsarzy zaczął szybko słabnąć, kiedy do głosu doszła morska potęga La Serenissimy, dotąd raczej niewidywana. Natychmiast wysłano emisariuszy do doży Orseola, aby łapówką skłonili go do zawrócenia – ten jednak nie miał takiego zamiaru.

Tekst stanowi fragment książki Wenecja. Niezatapialna (Wydawnictwo Literackie 2026). Premiera 3 czerwca, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.
Tekst stanowi fragment książki Jonathana Keatesa pt. Wenecja. Niezatapialna (Wydawnictwo Literackie 2026). Premiera 3 czerwca, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.

Całkowite zwycięstwo weneckiej floty

Gdy w ręce doży wpadł statek pełen piratów, doża uwolnił jeńców i wysłał ich w deltę Neretwy, by ostrzegli kryjących się tam towarzyszy, że muszą się poddać albo zostaną zgładzeni. Flota wenecka rozpoczęła najazdy na większe wysepki, pozbawiając piratów schronienia i tłumiąc wszelki opór.

„Przeciwnik, podupadłszy na duchu” – pisze kronikarz zwany Janem Diakonem, prywatnie bliski przyjaciel zwycięskiego doży – „złożył broń i padł na kolana, błagając, ażeby oszczędzić mu mąk śmierci. Doża, człek litościwy, rozkazał jeńców pozostawić przy życiu, ale gród ich zniszczyć. (…) Stamtąd, szlakiem miast, które odwiedził uprzednio na swej drodze, doża wrócił w chwale do Wenecji”.


Reklama


Wyprawa Orseola przypieczętowała weneckie panowanie nad Adriatykiem na kolejnych pięćset lat. Miały się pojawiać nowe problemy, aktywni byli rywale handlowi, zdarzały się napady korsarzy i pojedyncze napaści na weneckie statki, ale zasadniczo Republika była teraz lokalnym hegemonem, którego szanowano i którego się obawiano na całej długości obu adriatyckich wybrzeży. La Bella Dominante, jak pisano później o Wenecji.

Coroczne świętowanie triumfu

Wenecjanie szybko zrozumieli, jak wielkie znaczenie ma ich zwycięstwo, i postanowili je uczcić z przepychem, nie przez jednorazowe świętowanie, lecz stworzenie tradycji pamiątkowych corocznych obchodów, które wpisały się w niezwykły kalendarz rytuałów mających na celu umacnianie poczucia wyjątkowości miasta i państwa. Wenecję za miasto niepowtarzalne mieli uznać zarówno mieszkańcy innych krain, jak i sam Pan Bóg.

Pochodzące z XIX wieku popiersie Pietro II Orseoli (Istituto Veneto di Scienze, Lettere ed Arti/CC BY 4.0).
Pochodzące z XIX wieku popiersie Pietro II Orseoli (Istituto Veneto di Scienze, Lettere ed Arti/CC BY 4.0).

To konkretne święto postanowiono spleść z jednym z najdonioślejszych świąt w całym chrześcijańskim kalendarzu – z letnim dniem Wniebowstąpienia Pańskiego, kiedy to wedle tradycji Jezus Chrystus, ukrzyżowany, a potem zmartwychwstały, miał wstąpić do nieba na spotkanie ze swym Ojcem. Analogia między tymi wydarzeniami a pobiciem przez Wenecję piratów na Adriatyku najwyraźniej nie wydawała się Wenecjanom świętokradcza.

Ostateczny triumf Zbawiciela nad śmiercią i mocami piekielnymi miał być boskim odpowiednikiem triumfu, jaki odniosła La Serenissima w walce z wrogami. Siła przetrwania i wytrzymałość, nagrodzone obietnicą wiecznego trwania pod okiem sprzyjającego Boga – te wartości w trakcie obchodów rocznicy owego triumfu przekazywano kolejnym pokoleniom mieszkańców laguny.

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Jonathana Keatesa pt. Wenecja. Niezatapialna (Wydawnictwo Literackie 2026). Przekład: Maciej Miłkowski. Premiera 3 czerwca, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.

1600 lat Wenecji w jednym tomie

Autor
Jonathan Keates

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.