Władze PRL przez dziesięciolecia skrzętnie ukrywały los, jaki Polkom zgotowali czerwonoarmiści pod koniec II wojny światowej. W latach 1944-1946 tysiące kobiet znad Wisły padły ofiarą żołnierzy Stalina. Przypomina o tym doktor Leszek Pietrzak w książce pt. Zakazana historia Sowietów.
Gdy w lipcu 1944 r. Sowieci przekroczyli linię Bugu, szybko dotarli do linii Wisły, na której front zatrzymał się na prawie pół roku. Na tereny tzw. Polski Lubelskiej napłynęły wówczas olbrzymie masy sowieckich jednostek frontowych oraz innych formacji Armii Czerwonej, a także jednostki sowieckiego Smierszu i NKWD.
Reklama
Pierwsza fala przemocy seksualnej
Szacuje się, że od lipca 1944 do stycznia 1945 r. na terenach tych stacjonowało łącznie prawie 2 miliony sowieckich żołnierzy. Władza PKWN i jego resortu bezpieczeństwa (UB, Milicji) była tam czysto iluzoryczna. W rzeczywistości rządzili Sowieci, którzy traktowali zajęte tereny jako strefę przyfrontową, w której obrębie mogą robić, co tylko zechcą.
Kontrolowali miasta i miasteczka, a także wszystkie ważniejsze drogi, organizując na nich specjalne punkty przepustowo-kontrolne. Ich oddziały ustawicznie przeczesywały wsie, poszukując rzekomo ukrywających się tam bandytów z AK. Ze strony tych oddziałów nagminnie dochodziło do rabunków i gwałtów.

Te ostatnie miały różny wymiar – od indywidualnych gwałtów, których dopuszczali się pojedynczy żołnierze, po gwałty grupowe dokonywane przez całe oddziały. Nie jest wykluczone, że w tym ostatnim przypadku motywem mogła być również frustracja sowieckich żołnierzy z powodu fiaska w poszukiwaniu AK-owców.
W każdym razie ówczesne sprawozdania okresowe Milicji i UB z terenów Polski Lubelskiej pełne są informacji o przestępstwach sowieckich żołnierzy, wśród których gwałty były codziennością. Ofiarami były nie tylko dorosłe kobiety, lecz także nader często małe dziewczynki. Historycy szacują, że gwałty mogły wówczas stanowić od 10 do 20 procent ogólnej struktury sowieckich przestępstw na obszarze Polski Lubelskiej.
Na pewno mocno dawało się to we znaki miejscowej ludności. Doszło nawet do tego, że mieszkańcy Lublina i okolic jesienią 1944 r. zaczęli się skarżyć sowieckim komendantom wojennym na zachowanie pod-legających im żołnierzy. Jeden z nich w odpowiedzi na taką skargę stwierdził lakonicznie: „Nie możemy karać wszystkich, bo nie byłoby komu służyć”. Ta pierwsza fala gwałtów nie była wcale największą, jaka dotknęła polskie kobiety.
Piekło Polek od Krakowa po Pomorze
O wiele silniejsza była kolejna, która zaczęła się w styczniu 1945 r. wraz z nową ofensywą Armii Czerwonej. Masowe gwałty zdarzyły się wówczas podczas zajmowania przez nią Krakowa, a potem w czasie walk o Poznań. Istnieje wiele relacji, które opisują, jak w stolicy Wielkopolski sowieccy żołnierze pod pozorem pomocy w opatrywaniu rannych zwabiali do siebie kobiety, a potem je brutalnie gwałcili.
Reklama
W tym czasie miały również miejsce masowe gwałty Polek na Pomorzu. W samym Gdańsku mieszkające tam Polki, podobnie zresztą jak i Niemki, zmuszone były tygodniami do ukrywania się w mrocznych piwnicach, ponieważ wyjście niechybnie groziło porwaniem i zgwałceniem przez grupy pijanych krasnoarmiejców, dla których ani narodowość, ani wiek kobiet nie miały żadnego znaczenia. Tak naprawdę gwałty na Pomorzu były swoistym przedłużeniem tego, co nieco wcześniej zaczęło się na terenie Prus Wschodnich.
Wiosną 1945 r. masowe gwałty zaczęły się także na Śląsku, gdzie – podobnie jak na Pomorzu – przybrały charakter swoistej klęski żywiołowej. W wielu miastach i miasteczkach sowieccy żołnierze organizowali obławy na kobiety, wyłapując je, a potem brutalnie gwałcąc. Tak było m.in. w Katowicach, Zabrzu i Chorzowie. W sposób szczególny ucierpiały Polki na Opolszczyźnie, gdzie w niektórych miejscowościach jednego miesiąca zgwałcono połowę z nich.

Obok ulic i głównych dróg najbardziej niebezpiecznymi dla kobiet miejscami były dworce kolejowe i pociągi. Głównie dlatego, że były systematycznie patrolowane przez sowieckich żołnierzy. Jedna z ofiar zbiorowego gwałtu krasnoarmiejców opisywała sytuację, w jakiej się znalazła:
W dniu 8 stycznia [1946 r.] o godz. 1-ej w czasie powrotu mojego z ferii świątecznych z Radomia do Szprotawy, między Legnicą a Szprotawą do wagonu, w którym jechałam, jak również do innych wagonów, wkroczyły masy bolszewików, zaczęli torturować i bić mężczyzn, rabować walizki i gwałcić kobiety, z których ani jedna nie uszła tej hańby i gwałtu.
Reklama
Autorka relacji przez wiele miesięcy pogrążona była w głębokiej traumie i nie mogła powrócić do zdrowia.
Czerwonoarmiści poszukiwali kobiet
W czerwcu 1945 r. nadeszła trzecia fala gwałtów polskich kobiet, najbardziej okrutna i mająca największy zasięg. Było tak głównie dlatego, że po zakończeniu działań wojennych z Niemiec powracały olbrzymie masy żołnierzy Armii Czerwonej. Siłą rzeczy ich droga do domu wiodła przez Polskę. Każde miejsce postoju na stacji pośredniej wiązało się z poszukiwaniem kobiet.

Miejscem, które cieszyło się z tego powodu wyjątkowo złą sławą, był dworzec kolejowy w Iławie, na którym stawały sowieckie pociągi. Jeśli akurat na dworcach nie było kobiet, żołnierze wchodzili do polskich domów, a następnie gwałcili wszystkie obecne tam kobiety na oczach ich bliskich.
Próby powstrzymywania żołnierzy na nic się nie zdawały. W takich sytuacjach bardzo często dochodziło do mordu wszystkich członków rodziny ofiary. W raporcie milicji z terenu województwa krakowskiego jedną z takich sytuacji opisano w ten sposób:
Reklama
Dnia 25 VI br. o godz. 2-ej dwaj nieznani osobnicy w mundurach wojsk radzieckich uzbrojeni w broń automatyczną zamordowali przez zastrzelenie B. Ludwika, córkę Helenę lat 3 oraz zgwałcili jego żonę B. Agnieszkę, poczem pobili ją, wybijając jej oczy. Osobnicy poza tym zrabowali garderobę i zbiegli.
Takich przypadków były wówczas w Polsce dziesiątki. Wystarczy wspomnieć, że w czerwcu 1945 r. na terenie powiatu ostrowskiego w Wielkopolsce wracający z Niemiec sowieccy żołnierze zgwałcili 33 kobiety. W wielu miasteczkach i wsiach milicja, wojsko, a nawet UB rozdawały mężczyznom broń, aby mogli chronić swoje żony, matki, córki przed rozbestwionymi krasnoarmiejcami.

W czasie tej fali ofiarami sowieckich gwałtów stały się również Polki, które w czasie wojny zostały wywiezione do Niemiec na roboty. W praktyce wyglądało to tak, że Sowieci napadali na przemieszczające się z Niemiec grupy polskich robotników przymusowych, wyławiając z nich kobiety, a następnie zbiorowo je gwałcąc.
Nawet 100 tysięcy ofiar
Meldunki placówek Polskiego Urzędu Repatriacyjnego (PUR) z tamtego okresu jasno wskazują, że gwałty na kobietach z takich grup były w zasadzie normą, a nie jedynie jakimś incydentem. W każdym razie fala gwałtów, której ofiarami stały się Polki w lecie 1945 r., była zdecydowanie najsilniejsza i najbardziej opłakana w skutkach. Gwałty dokonywane przez sowieckich żołnierzy zdarzały się i później, ale nie miały one już tak masowego charakteru jak te z lat 1944–1945.
Reklama
Jakie były skutki tego przestępczego zjawiska? Przede wszystkich to tysiące zgwałconych i okaleczonych fizycznie i psychicznie kobiet, a wśród nich wiele ofiar śmiertelnych. Głęboka trauma powodowała również ciężkie depresje, co nierzadko kończyło się samobójstwem. W wyniku tych gwałtów w Polsce nastąpiła praw-dziwa pandemia chorób wenerycznych. W wielu rejonach liczba zarażonych kobiet sięgała nawet 50 procent.
Polskie władze przez wiele lat nie mogły sobie poradzić z tym problemem. Z gwałtów rodziły się także dzieci, które potem zazwyczaj określano „kacapskimi”. Jednak znacznie częściej dochodziło do aborcji. Dokładnych liczb w tym zakresie nie znamy. Spora część historyków szacuje jednak, że po wojnie ofiarami gwałtów żołnierzy Armii Czerwonej mogło paść co najmniej 100 tysięcy polskich kobiet.

To liczba, która plasuje nas wśród europejskich krajów, gdzie kobiety były najczęściej gwałcone przez żołnierzy Armii Czerwonej. Jednak, jak wspomnieliśmy, w przypadku Polek miała być to forma zapłaty zawyzwolenie kraju z rąk niemieckich faszystów.
Władze PRL latami ukrywały prawdę
Komunistyczne władze powojennej Polski, mimo że dobrze wiedziały, jak wygląda problem, niewiele robiły, aby ostrzec polskie kobiety. Wolały milczeć, aby nie drażnić wyzwolicieli. Z dokumentów urzędowych i milicyjnych raportów nakazywały usuwać nazwiska sprawców.
Reklama
Milczały również w sprawie faktycznych skutków gwałtów – nie wolno było o tym ani mówić, ani pisać. Tak było w zasadzie przez cały okres PRL. Gdy w roku 1989 nadeszła polska wolność, a potem upadł Związek Sowiecki, długo nie mogliśmy się dowiedzieć o tym, że nasi wyzwoliciele gwałcili polskie kobiety i że działo się to za przyzwoleniem sowieckiego dowództwa i sowieckich władz najwyższych.
Mało tego, nie można się było również dowiedzieć o tym, że władze komunistycznej Polski nie podjęły w zasadzie żadnych działań, aby obronić polskie kobiety przed tymi gwałtami, a potem w żaden sposób nie zajęły się ich losem, stawiając na milczenie w tej sprawie. Dopiero ostatnie dekady przyniosły stopniową zmianę.
Dzięki kolejnym publikacjom na temat zachowań sowieckich żołnierzy w wyzwolonej przez nich Polsce możemy zgłębiać ten temat. Jednak nie doczekał się on jeszcze solidnej monografii. To na pewno wyzwanie dla polskich historyków. Temat gwałtów przez żołnierzy Armii Czerwonej jest również słabo obecny w pamięci zbiorowej Polaków.
Źródło
Tekst stanowi fragment książki Leszka Pietrzaka pt. Zakazana historia Sowietów (Wydawnictwo Fronda 2025).
Największa kolebka ludzkiego cierpienia








