„Czułam na sobie ich spojrzenia”. Nastolatka zesłana do Bergen-Belsen tak wspominała pierwsze chwile w obozie

Strona główna » II wojna światowa » „Czułam na sobie ich spojrzenia”. Nastolatka zesłana do Bergen-Belsen tak wspominała pierwsze chwile w obozie

Hannah Goslar wraz z młodszą siostrą, ojcem i babcią zostali wywiezieni z Holandii do Bergen-Belsen na początku 1944 roku. Mimo że wcześniej rodzina spędziła już ponad półtora roku w obozie przejściowym Westerbork, to piętnastolatka zupełnie nie była gotowa na to co ją czekało. Tak na kartach wspomnień pt. Moja przyjaciółka Anne Frank opisywała pierwsze chwile w niemieckim obozie.

Gdy po trzech dniach od rozpoczęcia podróży pociąg wjechał na stację Bergen-Belsen, byłam wykończona. Znajdowaliśmy się około sześćdziesięciu kilometrów od Hanoweru czyli rodzinnego miasta mojego ojca.


Reklama


„Obrzucali ich obelgami”

Schodząc na peron, zobaczyłam oficerów SS uzbrojonych w karabiny z bagnetami. Towarzyszyły im ujadające i warczące owczarki niemieckie. Zawsze bardzo się bałam psów, więc wczepiłam się w ramię ojca i mocno objęłam Gabi. Babcia nie odstępowała nas na krok.

Stacja składała się jedynie z peronu na środku pustkowia – pociąg nie dojeżdżał do samego obozu, który znajdował się osiem kilometrów dalej. Sprawnym dorosłym i nastolatkom dojście tam na piechotę razem z bagażami zajęłoby co najmniej dwie godziny. Ponieważ Gabi była mała i chora, mogła pojechać razem ze mną w ciężarówce dla matek z dziećmi.

Hannah Pick-Goslar (Michal Chelbin/materiały prasowe Wydawnictwa Agora).
Hannah Pick-Goslar (Michal Chelbin/materiały prasowe Wydawnictwa Agora).

Słyszałam krzyki SS-manów poganiających tych, którzy ich zdaniem rozpoczęli marsz nie dość szybko. Obrzucali ich obelgami i wyzywali od słabeuszy.

– Zobaczymy się na miejscu – powiedział tata, usiłując nadać głosowi pogodne brzmienie, gdy rozstawaliśmy się pośród chaosu i wrzasków. Wyobraziłam sobie, jak on i babcia znikają za nami, gdy ruszyliśmy wyboistą wiejską drogą.

Jak ja ich odnajdę w obozie? Przecież było nas tak wiele.


Reklama


– Hanneli, dokąd jedziemy? – Miałam wrażenie, że Gabi zadaje to pytanie po raz setny. Powtarzałam jej, że jedziemy do dobrego, nowego miejsca, w którym będziemy razem i dadzą nam wygodne łóżka oraz ciepłą zupę. Wierzyłam w nadzieję taty, a Gabi w moją.

„Otaczało nas ogrodzenie z drutu kolczastego”

Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłam, gdy zbliżaliśmy się już do obozu, były szare budynki wśród świerków, z dużymi trawnikami. Pomyślałam z nadzieją, że to może tam nas zakwaterują. Wkrótce jednak zobaczyłam tablicę informującą, że tam znajdował się oddział SS Totenkopf.

Tekst stanowi fragment wspomnień Hannah Pick-Goslar pt. Moja przyjaciółka Anne Frank (Wydawnictwo Agora 2026).
Tekst stanowi fragment wspomnień Hannah Pick-Goslar pt. Moja przyjaciółka Anne Frank (Wydawnictwo Agora 2026).

Znaczyło to „oddział trupiej czaszki”. Tam mieszkali SS-mani. Dojechaliśmy do szlabanu obstawionego strażnikami uzbrojonymi w karabiny maszynowe i z charakterystycznym symbolem czaszki oraz skrzyżowanych kości przypiętym po prawej stronie kołnierzyka. Za szlabanem wysiedliśmy z ciężarówki i stanęliśmy pod szarym, zachmurzonym niebem.

Od razu zwróciłam uwagę, że otaczało nas ogrodzenie z drutu kolczastego. Gdziekolwiek spojrzałam, mój wzrok napotykał wieże strażnicze i reflektory poszukiwawcze. Nie byłam w stanie sobie wyobrazić, by komukolwiek mogło się udać stąd uciec.


Reklama


Po drugiej stronie drutów kolczastych rosły potężne, zielone świerki, a za nimi rozpościerały się okryte śniegiem pola. Świat przyrody emanował takim spokojem, że zasłaniające horyzont drewniane baraki, ponure i masywne, zdawały się go plamić.

„Nie byłam w stanie udawać”

Pomyślałam, że teraz jesteśmy w Niemczech i poczułam szarpnięcie bólu, jaki się czuje, gdy jest się zapomnianym przez świat, z dala od pozornego bezpieczeństwa, jakie dawała nam Holandia.

Obóz Bergen-Belsen na zdjęciu wykonanym po jego wyzwoleniu (domena publiczna).
Obóz Bergen-Belsen na zdjęciu wykonanym po jego wyzwoleniu (domena publiczna).

Grupa kobiet i dzieci została zaprowadzona do obszernej, zimnej łaźni z prysznicami i betonową podłogą.

SS-man, który nas pilnował, kazał nam się rozebrać. On i kilku innych strażników nie ruszyło się z miejsca, dając nam do zrozumienia, że będą patrzeć, jak zdejmujemy ubrania.

Zawahałam się, ale inna kobieta ponagliła mnie, mówiąc, żebym po prostu to zrobiła i udawała, że ich tam nie ma.


Reklama


Ja jednak nie byłam w stanie udawać. Czułam na sobie ich spojrzenia. O ile rozpaczliwie pragnęłam zmyć z siebie trud podróży, o tyle wydawało mi się, że zaraz się rozpuszczę ze wstydu i zażenowania. Skupiłam się więc na Gabi, instruując ją, żeby trzymała głowę poza strumieniem wody, bo martwiłam się, że zmoczy sobie opatrunek.

Tego dnia woda była ciepła, co przyjęłam z ulgą. Wkrótce jednak znów zaczęłam dygotać z zimna, gdy przeszłyśmy do znacznie chłodniejszego, wilgotnego pomieszczenia. Do okrycia się miałyśmy tylko po jednym małym ręczniku na osobę i tak stałyśmy w kolejce do lekarza, który sprawdzał, czy nie mamy wszy.

Makieta obozu Bergen-Belsen ( J. Tajchert /CC BY-SA 3.0).
Makieta obozu Bergen-Belsen ( J. Tajchert /CC BY-SA 3.0).

Obóz Gwiazdy

Potem zabrali nas do Sternlager, czyli Obozu Gwiazdy, nazwanym tak od żółtych gwiazd, które nosiliśmy jako więźniowie żydowscy. To był ten sławetny uprzywilejowany obóz dla więźniów przeznaczonych do wymiany – jedna z wielu części większego kompleksu.

Bergen-Belsen rozrastało się w ciągu lat, a w chwili naszego przyjazdu było podzielone na trzy części: obóz dla jeńców wojennych, gdzie przetrzymywano tysiące pojmanych żołnierzy, w tym wielu Rosjan; „obóz pobytowy” wraz z licznymi podobozami dla „Żydów na wymianę”, w tym z naszym; wreszcie: mniejszy „obóz więzienny” przeznaczony dla nieżydowskich więźniów z całej Europy.


Reklama


Niemcy przypisali nas do kategorii Schutzjuden, czyli „Żydów chronionych”, i trzymali nas z dala od pozostałych więźniów, ponieważ jako posiadacze zagranicznych paszportów byliśmy kandydatami do ewentualnej wymiany na niemieckich żołnierzy pojmanych przez aliantów. Każdą z części obozu zaludniała inna grupa – od więźniów politycznych po polskich Żydów, od przestępców po rosyjskich jeńców wojennych.

170 kobiet i dzieci w baraku

Nasza część była podzielona na trzy sekcje: dla mężczyzn, dla kobiet i dzieci oraz szpital. Przez środek biegł główny trakt komunikacyjny łączący poszczególne obszary, który nazywaliśmy „główną ulicą”.

Baraki w Bergen-Belsen na zdjęciu wykonanym po wyzwoleniu obozu (domena publiczna).
Baraki w Bergen-Belsen na zdjęciu wykonanym po wyzwoleniu obozu (domena publiczna).

W Obozie Gwiazdy znajdowało się około trzech tysięcy ludzi zamieszkujących osiemnaście baraków. Gdy spytałam, kiedy będę mogła zobaczyć się z ojcem i babcią, powiedziano mi, że Gabi i ja zostałyśmy przydzielone do kobiecego baraku, ale że spotkam się z nimi później.

Mimo że dla Niemców byliśmy rzekomo „wartościowi”, stawało się coraz bardziej jasne, że nie będziemy w ten sposób traktowani. Wchodząc do naszego baraku, trzęsłam się z zimna. W środku był prawie taki sam mróz jak na zewnątrz. Nienawidziłam marznąć, a tutaj było wyraźnie zimniej niż w Westerbork.


Reklama


Po raz kolejny poczułam przypływ wdzięczności za wełniane płaszcze, które pani Ledermann kazała mi spakować. W baraku śmierdziało środkiem dezynfekującym i kapustą. Prawie całą przestrzeń zajmowały rzędy trzypiętrowych prycz podobnych do tych, na jakich spaliśmy w Westerbork.

Między pryczami było tak wąsko, że musiałam się przeciskać bokiem. Mieszkało tam w sumie sto siedemdziesiąt kobiet i dzieci. W przedniej części baraku stał otoczony krzesłami długi stół, przy którym jedliśmy posiłki. Kuchnia była tylko jedna. Próbowałam się przy niej ogrzać razem z Gabi, ale wokół tłoczyły się też inne kobiety, więc cały czas ktoś przepychał nas na bok.

Źródło

Tekst stanowi fragment wspomnień Hannah Pick-Goslar pt. Moja przyjaciółka Anne Frank (Wydawnictwo Agora 2026).

Zagłada oczami dorastających dziewczynek

Autor
Hannah Pick-Goslar

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.