Jak wygląda zwyrodnialec, który z zimną krwią zabił przynajmniej siedem kobiet? Gdy w 1922 roku na ławie oskarżonych zasiadł pierwszy (a w każdym razie pierwszy ujawniony) seryjny morderca przedwojennej Polski, Szczepan Paśnik, to pytanie było na ustach wszystkich. Odpowiedź, jakiej udzielali dziennikarze więcej miała jednak wspólnego z pewną teorią pseudonaukową niż z faktyczną sylwetką przestępcy.
Poniższy tekst powstał na podstawie książki Kamila Janickiego pt. Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej. Jej nowe, zaktualizowane wydanie właśnie trafiło do sprzedaży.
Sto lat temu powszechnie uważano, że wyrachowany zbrodniarz nie może mieć oblicza zwyczajnego, przyzwoitego człowieka. To by przecież przeczyło najnowszym ustaleniom ówczesnej (pseudo)nauki.
Reklama
U schyłku XIX stulecia włoski psychiatra Cesare Lombroso ukuł teorię, wedle której ciągoty do zbrodni wiązały się niemal nierozerwalnie z anatomiczną deformacją. Zatwardziali kryminaliści nie byli dla niego nawet pełnoprawnymi ludźmi, ale raczej zniekształconymi stworzeniami, stojącymi w rozkroku między gatunkami małp, a przedstawicielami homo sapiens.
Wszelcy tacy osobnicy, jak pseudonaukowo przekonywał Lombroso, nigdy w pełni nie wyewoluowali. Już na pierwszy rzut oka robili więc wrażenie „dzikich”, a ich status odbijał się w rysach twarzy, kształcie czaszki, rozmiarze uszu i w „fizycznych stygmatach”.

Koncepcja kontrowersyjnego lekarza – o której dzisiaj oczywiście wiemy, że nie ma nic wspólnego z faktami – działała na wyobraźnię. Ustawicznie pisano, że ten czy inny przestępca jest „typem lombrozowskim”, na jego zaś twarzy „wyryte zostało piętno zbrodni”.
Także w pierwszym seryjnym mordercy ujawnionym w II Rzeczpospolitej, Szczepanie Paśniku, gapie chcieli ujrzeć potwora. Chodzący przykład odpychającej brzydoty oraz zezwierzęcenia. I jeśli wierzyć dziennikarzom, nie zawiedli się.
Reklama
„Nie oczy lecz jamy”
Oskarżonego oraz sądzoną razem z nim żonę, Józefę Paśnikową, wprowadzono na salę z dwudziestominutowym opóźnieniem pod wzmocnioną, czujną eskortą. Cała uwaga skoncentrowała się na nim.
„Wyobraźcie sobie szpetnego chłopa o jasnych wąsach, wysokim, nierównym czole, z oczami tkwiącymi gdzieś tak głęboko, że o dwa kroki nie widać ich zupełnie” — relacjonował sprawozdawca „Gazety Porannej 2 Grosze”. — „Nie oczy lecz jamy. Gdy patrzy z daleka, wydaje się, że to nie żywa głowa, a czaszka trupia”.

Na te wąskie, drapieżne ślepia zwrócili też uwagę inni dziennikarze. Reporter „Rzeczpospolitej” pisał: „Twarz zbrodniarza jakby martwa, tylko małe, czerwone oczy chytro i złośliwie biegają po sędziach”.
Dzień później jeden z przedstawicieli prasy podejdzie zresztą bliżej, by przypatrzyć się oczom Paśnika. „Malutkie, zezowate, bez rzęs…” — zaraportuje. — „Straszne oczy, strasznego zbrodniarza, przez 35 lat jego życia były schowane dla ludzi”.
Reklama
„Kurier Warszawski” bez ogródek podsumował wygląd oskarżonego: „wyraźny typ degenerata o chorobliwym wyrazie twarzy”. Podobne były odczucia sprawozdawcy „Rzeczpospolitej”. On pisał nawet nie o zwyrodniałym, ale wprost nieludzkim obliczu osaczonego drapieżnika.
„Szereg zbrodni, które Paśnik popełnił w swoim życiu, zostawił ślad na jego szaro-zielonej twarzy o tępym, zwierzęcym wyglądzie” — podkreślał. — „Martwy wyraz twarzy jeszcze bardziej uwydatnia długie czarne palto, w którym Paśnik siedzi na ławie oskarżonych”.
***
Kryminalne historie, o których nigdy wcześniej nie pisano tak dokładnie. Poruszający obraz przedwojennej Polski. Historie seryjnych morderców z czasów II Rzeczpospolitej, o których historia zapomniała, choć mieli na sumieniu łącznie setki ofiar. Do sprzedaży właśnie trafiło nowe wydanie książki Kamila Janickiego pt. Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej. Zdobądź swój egzemplarz na Empik.com.
Mroczne sekrety II RP w książce Kamila Janickiego








