Szlachcice i uciekający chłop. Fragment malowidła na drzwiach prawdopodobnie z XVII wieku.

Dlaczego nawet po upadku Rzeczpospolitej szlachta nie chciała dać chłopom wolności?

Strona główna » Nowożytność » Dlaczego nawet po upadku Rzeczpospolitej szlachta nie chciała dać chłopom wolności?

Liderzy kolejnych powstań narodowych wzywali wprawdzie chłopów do udziału… ale tak samo jak twórcy konstytucji 3 maja nie byli chętni ani gotowi zaproponować im niczego, co ten udział by uzasadniało. Tadeusz Kościuszko pokazywał się w chłopskiej sukmanie, jadał wspólnie z chłopskimi żołnierzami w ich obozie, słowem robił różne ustawki, ale nie był w stanie przeforsować… prawie niczego. Nawet nie reformy, ale nawet postulatu prawdziwie stanowczych zmian. A potem wcale nie było lepiej.

Poniższy materiał to fragment scenariusza na podstawie którego powstał odcinek na moim kanale na Youtube.

W tak zwanym uniwersale połanieckim obiecywano tylko obniżenie pańszczyzny i ograniczenia poddaństwa. Ale cały system zależności, zwłaszcza gospodarczej został bezwzględnie utrzymany. Nikt też się nie zająknął o oddawaniu chłopom na własność jakiejkolwiek ziemi. Nawet obietnice były więc bardzo niewielkie. I w nie mało kto zresztą na wsi wierzył.


Reklama


Chłopi byli od stuleci przyzwyczajani, że żadne wielkie, zewnętrzne obwieszczenia wcale nie mają znaczenia dla ich życia. Liczyło się co powie bezpośredni pan, właściciel wsi i ludzi. Mało kto był gotów z własnej woli ryzykować zdrowiem i życiem, bo powiedziano, że może przymusowych robót będzie trochę mniej. Może. Albo może zostaną indywidualnie zawieszone. Znów: może. I to bez żadnej gwarancji utrzymania takiego stanu rzeczy.

Powód dla którego chłopom nie zaproponowano żadnej wielkiej poprawy nie stanowi tajemnicy. Na kartach książki „Powstańcy. Marzyciele i realiści”, która jest wielkim zbiorem rozmów z różnymi historykami, opowiada o tym profesor Richard Butterwick. Zresztą w słowach, które sam uznałbym za aż nazbyt ugładzone.

Tadeusz Kościuszko na portrecie pędzla Karla Gottlieba Schweikarta (domena publiczna).
Tadeusz Kościuszko na portrecie pędzla Karla Gottlieba Schweikarta (domena publiczna).

Badacz stwierdza: „Sytuacja była skomplikowana. Trzeba było pogodzić wodę z ogniem, czyli nakłonić chłopów, żeby się zgłaszali, i jednocześnie nie przestraszyć szlachty. Kościuszko wiedział, że nie może stracić jej poparcia, ponieważ właśnie na szlachcie spoczywał główny ciężar walki. Trochę to była więc kwadratura koła”.

Myślę, że rzecz jednak należałoby ująć bardziej stanowczo. Tak więc inicjatorami insurekcji byli może i po części postępowi, ale szlachcice. Podobnie było z kolejnymi zrywami, zawsze o wyraźnie szlacheckim, ziemiańskim zabarwieniu.


Reklama


Jeśli powstania organizowała szlachta, to i trudno się dziwić, że walczyła o szlachecką Polskę. I była bardzo niechętna reformom, które podważyłyby jej własną pozycję. Za każdym razem liderzy byli gotowi co najwyżej składać bardzo luźne, wprost fantomowe obietnice. Ale już pod niczym nie chcieli się wprost „podpisać”.

Tak samo rzecz wyglądała w powstaniu listopadowym. Od razu nasuwają się słowa księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, a więc prezesa ówczesnego Rządu Tymczasowego. Stwierdził on , cytuję, że „panowie póty uwolnić [chłopów] nie mogą, póki Moskal panuje”. Piękny warunek: wygrajcie powstanie to może w ogóle pogadamy o czymkolwiek. Może.

Adam Jerzy Czartoryski (domena publiczna).
Adam Jerzy Czartoryski (domena publiczna).

Do kwestii odnosi się też kolejny z rozmówców Mirka Maciorowskiego, profesor Jerzy Zdrada. Zapytany czy podczas powstania listopadowego „w sprawie chłopskiej nic nie uczyniono” odpowiada, cytuję: „Zupełnie nic, choć kiedy wybuchło powstanie, szumnie zapowiedziano reformę włościańską”.

Na zapowiedziach się zaczęło… i skończyło. Dla porównania można też przytoczyć słowa Maksymiliana Melocha, autor książki Sprawa włościańska w powstaniu listopadowym. Pisał on: „Polityka przywódców powstania, przeciwnych reformie włościańskiej, wywoływała opłakane skutki. Mamy już w tym czasie do czynienia ze stanowiskiem [chłopów] nie tylko obojętnym dla powstania, ale w niektórych wypadkach — wręcz wrogim”.


Reklama


Szlacheccy przywódcy powstania wzywali chłopów do walki w celu odbudowania tego samego systemu władzy… który przez stulecia spychał ich w nędzę i podległość. I to w zamian za nic, same obiecanki cacanki. Myślę, że bardzo trafnie rzecz ujął pewien anonimowy chłop z tej doby, mówiący, cytuję: „Ojczyzna — ojczyzna! I cóż nam z tej ojczyzny? Jeden pan sprzedaje nas drugiemu, a król ten czy ów nic nam nie zelży”.

Sprawa chłopska wyraźniej weszła do debaty powstańczej dopiero w połowie XIX wieku. Wtedy jednak było już po prostu za późno, by obietnice jakichkolwiek rewolucjonistów można było traktować wiążąco, na serio.

Szlachcice i uciekający chłop. Fragment malowidła na drzwiach prawdopodobnie z XVII wieku.
Szlachcice i uciekający chłop. Fragment malowidła na drzwiach prawdopodobnie z XVII wieku.

O tym też mówi profesor Zdrada w rozmowie zamieszczonej na kartach „Powstańców”. Jak tłumaczy, w 1831 roku za powstaniem stały faktyczne władze, rząd kontrolujący aparat państwowy i pewne terytorium. Można było ogłosić prawdziwe reformy, nawet zacząć je wdrażać. I w ten sposób zwiększyć zaangażowanie ludu. I w ogóle sprawić, że to będzie także zryw w jego interesie.

Zupełnie otwarcie chłopom zaczęto proponować pełną wolność i zwłaszcza prawo do zachowania ziemi, uwłaszczenia, dopiero w latach 1846, 1863, a więc zwłaszcza w powstaniu styczniowym. Wtedy to były jednak, jak mówi profesor, już tylko „deklaracje zakonspirowanych spiskowców”. Z perspektywy chłopów: ot mrzonki, których nie dało się w żaden sposób wdrożyć w życie.


Reklama


Postulaty zmiany pozycji chłopów końcowo wdrożyli nie powstańcy, nie żadni patrioci i wolnościowcy, ale… zaborcy. Oczywiście do znoszenia pańszczyzny i uwłaszczenia nie doszło za sprawą żadnej łaskawości, humanitaryzmu. Carowie i cesarze nie myśleli o tym, jak pomóc polskiemu pospólstwu. Ale jednak z perspektywy ludu to właśnie dobry pan w Petersburgu albo Moskwie przyniósł im wreszcie wytchnienie.

Starczy przypomnieć, że na wsiach stawiano później setki, tak dosłownie setki, krzyży, kamieni i pomników dziękczynnych ku chwale władz zaborczych. Oczywiście część powstawała pod naciskiem urzędników, ale wiele naprawdę oddolnie, z inicjatywy autentycznie wdzięcznych chłopów. Mit „dobrego cara” i „dobrego cesarza” był na wsiach o wiele bardziej rozpowszechniony niż jakkolwiek rozumiany mit „dobrej Polski”, której odbudowa przyniosłaby chłopom korzyść.

***

Całą historię chłopskiej niechęci do powstań znajdziecie w odcinku na moim kanale na YT:

Autor
Kamil Janicki

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.