Dlaczego Polacy się nie uśmiechają? Jest na to historyczne wyjaśnienie

Strona główna » Historia najnowsza » Dlaczego Polacy się nie uśmiechają? Jest na to historyczne wyjaśnienie

Obcokrajowcy przyjeżdżający do Polski zwracają uwagę na poważne miny ludzi mijanych na ulicy, w sklepie, czy spotykanych w tramwaju. Nie mogą się nadziwić, że nasi rodacy ciągle chodzą z kamienną twarzą. Jak wyjaśnia Kamil Janicki w swojej najnowszej książce „Polskość. Prawdziwa historia tego, kim jesteśmy”, grobowe miny Polaków mają swoje głębokie historyczne uzasadnienie.

Czy dużo się wczoraj śmiałeś albo uśmiechałeś? To kolejne z pytań zadawanych przez Instytut Gallupa w ramach badania „globalnych emocji”. W 2025 roku tylko 64% Polaków odpowiedziało na nie twierdząco. Z takim wynikiem zajęliśmy jedno z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej. Równie rzadko co my uśmiechają się Bułgarzy, jeszcze nieco rzadziej tylko Chorwaci i Grecy. Tylko! Dla porównania, chociażby w Czechach do uśmiechu przyznaje się 80% populacji, w Szwecji 79%. W skali całego świata też jesteśmy zdecydowanie w dolnej części stawki. Pod względem deklarowanej skłonności do uśmiechu zajmujemy dopiero 118. miejsce na 144 przebadane kraje […].


Reklama


Kiedy w odmiennych kulturach rodzice albo nauczyciele zachęcają podopiecznych do uśmiechu, nad Wisłą mieliśmy i mamy całą masę przysłów oraz powiedzeń wzywających do zachowania statecznej mimiki. Śmieje się w końcu „głupi do sera”, również głupi „do jajecznicy”, „Filip na jelito”. Ale nie człowiek godny szacunku, stateczny. A już na pewno nie ktoś pozbawiony dobrego powodu. Zresztą zajrzyjmy do klasycznego kompendium wydanego w Krakowie w 1901 roku pod tasiemcowatym tytułem: Praktyczna mądrość życia w najlepszych i najwięcej używanych zdaniach i przysłowiach, jako też cytatach (…) zawarta.

Można się z niego dowiedzieć, że oczywiście to tylko „głupi się śmieje, choć się nic nie dzieje” – ot, z racji dobrego humoru. Że trudy życia powinny powstrzymywać człowieka od śmiechu, bo „kto się w nieszczęściu śmieje, rzekłbym, że szaleje”. Polakom nie wypadało się śmiać na przekór niepowodzeniom, przez łzy, dla samomotywacji. W ogóle śmiech mógł świadczyć o zgubnej nieostrożności, zapominaniu się, rozswawoleniu, ponieważ „kto się śmieje, temu sadło rośnie”. I oczywiście na wsi to byłoby powiedzenie aspiracyjne. Na przełomie XIX i XX wieku wśród chłopów poważnym problemem wciąż był głód, a prości ludzie tylko marzyli o „rosnącym sadle”.

Zofia Sieniawska. To małżeństwo z nią uczyniło z Czartoryskich najbogatszy ród nad Wisłą
Zofia Sieniawska, bogata magnatka, kazała się portretować z poważną miną.

Cytowana książka była jednak przeznaczona nie dla nich, lecz dla mieszczuchów. A sens zdania zdaje się tym bardziej oczywisty, że sąsiaduje ono z przestrogą: „Kto się rozpuścił w ciele, nie dba o cnotę wiele”. Tak więc nadmiar sadła dla redaktora Praktycznej mądrości życia raczej już nie był stanem upragnionym. Jeśli czegoś brakuje wrzeczonej publikacji,to odniesień do śmiechu/uśmiechu serdecznego, beztroskiego. W polskich porzekadłach śmiech jest prędzej szyderczy, cyniczny, to śmiech wyższości i triumfu. Ewentualnie śmiech sił nieczystych.

Przysłowia o śmiechu prawdę ci powiedzą?

Tak więc „cudza szkoda, ludziom śmiech”, „najlepiej się śmieje, kto się na ostatku śmieje”, „kto obdarza bogatego, śmieje się diabeł z niego”. Uśmiech niewinny i stateczny budzi podejrzenia… na tyle duże, że ukuto nawet uspokajające hasło: „Śmiech nie grzech”. Zupełnie jakby Polacy potrzebowali się o tym przekonywać. I może nie ma się czemu dziwić, bo w naszej kulturze nieraz przewijały się też motywy łączące już samo uniesienie kącików ust z pechem, nieszczęściem. I tak na przykład prekursor etnografii Seweryn Udziela w latach 20. XX wieku notował, że wśród wiejskiej ludności z okolic Krakowa panowało przekonanie, iż w dniu ślubu nowożeńcom nie wolno się uśmiechać. Zakaz adresowano zwłaszcza do kobiet. Wesoły wyraz twarzy rzekomo „sprowadzał niepomyślne pożycie w małżeństwie”. Kiedy jednak panna, w myśl społecznych oczekiwań, przed ołtarzem szlochała i okazywała smutek, to wierzono, że „jej płacz zamieni się w radość po ślubie”. Oczywiście radość skrywaną przed otoczeniem, nieskutkującą żadnym stałym, a zbędnym szczerzeniem się.


Reklama


Fakt, że Polacy mają swoiste podejście do uśmiechu, wydaje się sprawą oczywistą. Ale czy nasze zakorzenione normy kulturowe niosą z sobą głębsze skutki? Czy sprawiają, że ludzie nad Wisłą inaczej niż przedstawiciele odmiennych narodów reagują na radosną lub ponurą mimikę? Ten intrygujący problem próbowano zbadać statystycznie. W 2014 roku Kuba Kryś i Karolina Hansen, psycholodzy z PAN i UW, podjęli się konkretnie sprawdzenia, jak przedstawiciele różnych społeczeństw oceniają uśmiechnięte lub nieuśmiechnięte zdjęcia tych samych osób.

Czy poważne twarze są odbierane jako mniej czy bardziej inteligentne? Czy wydają się one bardziej czy mniej szczere, godne zaufania? Sondażem pierwotnie objęto tylko kilka krajów, ale rok później, przy zaangażowaniu znacznie większego międzynarodowego zespołu, rozszerzono go na aż 44 państwa i łącznie 5200 respondentów. Grupy z poszczególnych krajów były niewielkie, wyciągnięte wnioski należy więc traktować ostrożnie. Wygląda w każdym razie na to, że Polacy zauważalnie odbiegają od średniej.

Nowa książka Kamila Janickiego "Polskość" ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.
Tekst stanowi fragment książki Kamila Janickiego „Polskość. Prawdziwa historia tego, kim jesteśmy”, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

W zdecydowanej większości krajów ludzi uśmiechniętych postrzega się jako bardziej „bystrych”, „mądrych”, „inteligentnych” niż ci z ponurą twarzą. W takim przekonaniu w Europie przodują między innymi Niemcy, Szwajcarzy, Brytyjczycy czy Duńczycy. Zwłaszcza w kręgu kultury niemieckiej ludzie uśmiechnięci uchodzą za dużo inteligentniejszych. U nas rzecz kształtuje się inaczej. Polacy oceniają inteligencję ludzi uśmiechniętych i nieuśmiechniętych niemal identycznie. Osoby nieuśmiechnięte wyglądają ich zdaniem nawet na odrobinę mądrzejsze.

Nie śmiejemy się przez wojnę?

Co do szczerości, wynik okazał się… zależny od płci. Czy dana twarz jest „autentyczna”, budzi zaufanie, czy raczej wydaje się „nienaturalna” albo wprost „fałszywa”? Polscy mężczyźni pod tym względem właściwie identycznie oceniają tak zdjęcia osób roześmianych, jak i ponurych. Uśmiech w ogóle nie wpływa na ich osąd. Nie pogarsza go, ale i nie poprawia. Natomiast już dla polskich kobiet uśmiech jest bardzo często oznaką większej szczerości, wzbudza zaufanie. Podobną różnicę w odbiorze między mężczyznami i kobietami odnotowano też w Niemczech czy Norwegii. Odmienne jest za to podejście Amerykanów czy, szerzej, przedstawicieli kultur anglosaskich. Dla nich uśmiech to ogółem dobry sygnał szczerości. Wyraźnie poprawia ocenę, niezależnie od płci.


Reklama


Autorzy pierwotnych badań sugerowali, że uśmiech, choćby sztuczny, jest najbardziej ceniony w społeczeństwach premiujących indywidualizm, pewność siebie, nastawienie na osiąganie celów. A tak właśnie zwykle, choć oczywiście w sporym uproszczeniu, opisuje się Amerykanów. Kuba Kryś i Karolina Hansen zwracają poza tym uwagę na możliwe znaczenie podejścia do władzy. W Polsce, do czego jeszcze wrócimy, poczucie dystansu względem rządzących, elity, jest szczególnie silne. To zaś miałoby potęgować oczekiwanie, że w oficjalnych stosunkach należna jest pewna powaga, także w mimice. I że na przykład na zdjęciach do dokumentów nie powinno się nigdy uśmiechać.

Na rzecz można też jednak spoglądać mniej teoretycznie, a bardziej… historycznie. Chociażby kontrowersyjny amerykański psycholog Philip Zimbardo (odpowiedzialny za sławny, ale i bardzo wątpliwy naukowo „stanfordzki eksperyment więzienny”) ocenił kiedyś w wywiadzie, że Polacy mało się uśmiechają głównie z racji bolesnych doświadczeń swojego narodu. „Przywołujecie straszne duchy z przeszłości – komunistycznego reżimu, nazistowskiej okupacji, a nawet z jeszcze wcześniejszych czasów. Wasze «teraz» jest skażone całym tym złem, które was kiedyś spotkało” – komentował.

Trzech Polaków aresztowanych przez Niemców podczas okupacji. Zdaniem naukowców część naszej powagi wynika z trudnych doświadczeń historycznych (domena publiczna).

Niezależnie od tła zjawiska, można w pewnym uproszczeniu (czy nawet z niejakim cynizmem) stwierdzić, że w naszej kulturze uśmiech, a w każdym razie wymuszony, niewynikający z odruchu uśmiech… rzadko się przydaje. Nie jest premiowany. W innych społeczeństwach obiektywnie warto się uśmiechać, nawet jeśli nie ma się na to ochoty. W końcu sama radosna twarz już sprawia, że człowiek uchodzi za nieco inteligentniejszego albo przynajmniej bardziej godnego zaufania.

Tym samym uśmiech zwiększa szanse sukcesu, ewentualnie podnosi szacunek. W Polsce korzyści z uśmiechu są dla porównania ograniczone. Cenimy więc uśmiech, który ma autentyczne podstawy – skierowany do najbliższych, będący owocem radości, nie zaś konwenansu. Niezależnie jednak od tego podejścia Polacy… w ostatnich latach uśmiechają się mimo wszystko coraz częściej, także publicznie i wśród nieznajomych. Choć niekoniecznie z własnej woli.


Reklama


Dla obcokrajowców ponure twarze Polaków to wciąż rzecz dalece charakterystyczna i zastanawiająca. Temat stale powraca chociażby w komentarzach zamieszczanych w mediach społecznościowych. Na YouTubie też nie brakuje zupełnie świeżych materiałów usiłujących wytłumaczyć, „dlaczego Polacy się nie uśmiechają”. Zresztą i psycholodzy nadal serwują podobne oceny co przed laty. „W Polsce myślimy, że śmieje się głupi” – komentował w 2025 roku chociażby profesor Michał Bilewicz. – „Człowiek, który jest uśmiechnięty, nie wydaje się być szczery. W tym kraju [w przeszłości] nie było za bardzo ludziom do śmiechu, więc normą kulturową stał się smutny wyraz twarzy”.

U nas nikt się nie szczerzył

Co więc się zmieniło i zmienia? Przede wszystkim kultura pracy, inspirowana nawet nie tyle zachodnimi, co ściśle anglosaskimi wzorcami. Zgodnie z nimi uśmiech jest uzasadniony, a nawet konieczny, w każdej sytuacji. Choćbyśmy mieli na siłę przyklejać go sobie do twarzy. Należy co najwyżej stopniować jego szerokość i pozorowany entuzjazm. Przed laty takie podejście wywoływało w Polsce wyraźne niezrozumienie, nawet drwiny.

Rodzina bezrobotnych na przedwojennej fotografii
Rodzina bezrobotnych na przedwojennej fotografii

Pisano o nim jako o swoistej szopce, zakłamującej międzyludzkie relacje. I tak na przykład wydawany w Warszawie socjalistyczny dziennik „Robotnik” w 1932 roku, niemal u szczytu globalnego kryzysu gospodarczego, zamieścił cały artykuł satyryczny na temat wymuszonych amerykańskich uśmiechów. Pisano w nim, jak to „optymizm uśmiechniętej Ameryki” sprawił, że przed fleszami aparatów nawet o porwaniu synka Charlesa Lindbergha opowiadano obowiązkowo z uśmiechem.

Jak to bezrobotnych, zabiedzonych, „okrytych łachmanami” robociarzy obyczaj nakazywał strofować: „Keep smiling! Uśmiechnij się!”. Jak ten sam nakaz rozbrzmiewał na „bulwarach pokrytych kałużami krwi”, po tym jak policja rozpędziła tę czy inną demonstrację… U nas oczywiście władze podobnie strzelały w tamtych czasach do ludzi. Ale jednak nikt się wówczas publicznie nie szczerzył.

Nowa książka Kamila Janickiego

Powyższy tekst stanowi fragment najnowszej książki Kamila Janickiego pt. Polskość. Prawdziwa historia tego, kim jesteśmy. Książka jest już dostępna w sprzedaży. Autor odpowiada w niej na pytania o to, jacy naprawdę są Polacy? Co nas ukształtowało? Co odróżnia nas od wszystkich innych narodów? Jak się okazuje, za wszystkim stoi historia!

Autor
Kamil Janicki

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.