Dlaczego rajtarzy mieli taki problem z pokonaniem husarii? Ten czynnik odgrywał kluczową rolę

Strona główna » Nowożytność » Dlaczego rajtarzy mieli taki problem z pokonaniem husarii? Ten czynnik odgrywał kluczową rolę

Podczas licznych wojen toczonych w XVII wieku przez Rzeczpospolitą Obojga Narodów husaria wielokrotnie ścierała się z rajtarami. W bezpośrednim boju, posługująca się bronią palną, jazda przeciwnika miała niewielkie szansę na zwycięstwo ze skrzydlatą kawalerią. Oto dlaczego tak się działo.

Zgodnie z tym, co pisze doktor Radosław Sikora na kartach książki Husaria w walce na ziemiach Rzeczpospolitej Obojga Narodów „przyjęło się nazywać rajtarami jazdę zachodniej proweniencji uzbrojoną w rapier i broń palną”.


Reklama


Mała skuteczność broni rajtarów

Husaria mierzyła się z rajtarami, którzy służyli nie tylko w szwedzkiej armii, ale również zaciężną kawalerią tego typu wykorzystywaną przez carską Rosję. Kiedy dochodziło do starcia w otwartym polu rajtarów czekała zwykle sromotna klęska.

Ówczesna broń palna bowiem zupełnie nie sprawdzała się w walce z husarią. Jak podkreśla Radosław Sikora w pierwszej kolejności „wynikało to z jej parametrów technicznych”. Energia kinetyczna kul była po prostu zbyt niska, aby przebić napierśnik polskich i litewskich kawalerzystów.

Rajtar. Obraz Piotra Michałowskiego (domena publiczna).
Rajtar. Obraz Piotra Michałowskiego (domena publiczna).

W efekcie zmuszało to rajtarów „do celowania w nieosłonięte części ciała husarza lub do próby trafienia w głowę jego konia”. W połączeniu z bardzo niską celnością nowożytnej broni palnej sprawiało to, że salwa musiała być oddana dosłownie z odległości kilku kroków. Dlatego „strzelanie ze zbyt wielkiego dystansu nie przynosiło właściwie żadnych efektów”.

Zagrożenie ze strony husarskich kopii

Skracanie dystansu podczas walki z husarią niosło ze sobą jednak dosłownie śmiertelne ryzyko. Głównym orężem skrzydlatej kawalerii były bowiem długie kopie. Zgodnie z tym, co pisze autor książki Husaria w walce:


Reklama


Gdyby rajtarzy chcieli strzelić do nacierających husarzy z odległości na przykład 10 m, to – biorąc pod uwagę, że grot husarskiej kopii wystawał przed jeźdźcem i jego koniem na około 4 m – czas, jaki upływał od oddania salwy do momentu trafienia kopiami, wynosił zaledwie 0,6 sekundy – i to przy założeniu, że konie rajtarów stały w miejscu, a nie również nacierały. Czas ten z całą pewnością nie wystarczał na dwukrotne oddanie strzału.

Dopuszczenie husarii na zaledwie 10 metrów wymagało naprawdę stalowych nerwów. Czy widząc szarżującego przeciwnika rajtarzy faktycznie wyczekiwali do ostatniej chwili? Francuski dowódca i teoretyk wojskowości François de la Noue w latach 80. XVI wieku miał jasne zdanie na ten temat. Według niego z zasady strzelano już z 20 kroków, podczas gdy efektywny zasięg pistoletu wynosił zaledwie trzy kroki!

Tekst stanowi fragment książki Radosława Sikory pt. Husaria w walce (Zona Zero 2026). Premiera 17 marca, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.
Artykuł powstał w oparciu o książkę Radosława Sikory pt. Husaria w walce (Zona Zero 2026).

To jednak nie koniec. Francuz pisał, że w momencie gdy pierwszy szereg rajtarów oddawał salwę, pozostali jeźdźcy przyłączali się do kanonady. Kończyło się to tym, że większość zamiast we wroga celowała w powietrze. Jak podkreśla Radosław Sikora:

Z kolei sir Roger Williams, odnosząc się do dzieła François de la Noue, stwierdzał, że większość pistoletów była albo źle ładowana, albo wystrzeliwano z nich zbyt daleko od celu.


Reklama


Praktykę strzelania z pistoletów z odległości 20 kroków i w ogóle karakolowania potępiał również [wybitny XVII-wieczny teoretyk wojskowości] Raimondo Montecuccoli.

Przypadek bitwy nad Basią

Doskonałym przykładem na to, że rajtarzy, jak i piechota przeciwnika, miały tendencję do strzelania zbyt wcześnie podczas szarży husarii była bitwa nad rzeką Basią. Mimo że 8 października 1655 roku carska armia posiadała znaczną przewagę liczebną, to nie była w stanie odnieść zwycięstwa. Dodatkowo poniosła nawet czterokrotnie większe straty niż wojska Rzeczpospolitej.

Szarża husarii na rysuku Stanisława Haykowskiego. Na pierwszym planie rotmistrz (domena publiczna).
Szarża husarii na rysuku Stanisława Haykowskiego. Na pierwszym planie rotmistrz (domena publiczna).

Po nierozstrzygniętej batalii Aleksy I Romanow wytykał swoim oddziałom, że strzelano do przeciwnika nie czekając na rozkaz dowódcy. Dodatkowo salwy do szarżującej kawalerii oddawano już z ponad 40 metrów, celując przy tym „w powietrze”, a nie w przeciwnika. Jak kwituje autor Husarii w walce:

(…) tak niska skuteczność ognia broni palnej – zarówno rajtarów, jak i rosyjskiej piechoty w bitwie nad rzeką Basią – była spowodowana ich słabością psychiczną. Żołnierzom puszczały nerwy – strzelali bez sygnału dowódcy, zbyt wcześnie, z dużej odległości, obawiając się dopuścić bliżej szarżującą kawalerię.


Reklama


Co więcej, strzelali jedynie w ogólnym kierunku nacierających, bez dokładnego celowania w ludzi i konie. Wszystko to sprawiało, że Polacy, mimo wielokrotnych szarż, ponosili jedynie minimalne straty.

Gdy jednak rajtarzy zbyt długo czekali z oddaniem salwy istniało realne ryzyko, że husarze ugodzą ich swoimi kopiami zanim w ogóle padną strzały. Dotyczyło to zresztą nie tylko pistoletów, ale również karabinów.

Potyczka husarii ze Szwedami w czasie poopu (Józef Brandt/domenaPotyczka husarii ze Szwedami w czasie potopu (Józef Brandt/domena publiczna). publiczna).
Potyczka husarii ze szwedzkimi rajtarami w czasie potopu (Józef Brandt/domena publiczna).

Sytuacja nie do pozazdroszczenia

Wystrzeliwane z nich kule także „miały problem z przebiciem zbroi husarskich, a strzelanie z większej niż kilka metrów odległości skutkowało niewielką celnością”. Ogółem jak podsumowuje Radosław Sikora:

Rajtarzy byli więc w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Albo musieli przyjąć cios kopii i, jeśli po tym byli jeszcze w stanie, dopiero wtedy próbować strzelać, albo też strzelać z odległości, która pozwalałaby im użyć swojej broni przed uderzeniem husarskich kopii.

W tym ostatnim przypadku jedynie perfekcyjnie wyszkolony i dysponujący żelaznymi nerwami rajtar mógł liczyć na to, że trafi w cel.

Mechanika wojny w XVII wieku

Bibliografia

Autor
Rafał Kuzak

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.