Polska ma historyczno-geograficznego pecha. Na mapie mieliśmy nieszczęście wylądować tuż obok rosyjskiego niedźwiedzia, który, jak pokazują ostatnie lata, nadal potrafi być piekielnie żarłoczny. W tym wszystkim jest jeden zasadniczy paradoks, o czym pisze Bartłomiej Gajos w książce Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji. Mianowicie Rosjanie mają… potężny kompleks na punkcie Polski.
W 1974 r. na łamach paryskiej „Kultury” ukazał się tekst Rosyjski „kompleks polski” i obszar ULB, autorstwa dziennikarza i publicysty politycznego Juliusza Mieroszewskiego, który wskazał bardzo poważny problem w stosunkach pomiędzy Polską a Rosją.
Reklama
W tekście podkreślono, że my, jako Polacy, boimy się Rosjan, a raczej rosyjskiego imperializmu i rosyjskich planów politycznych. Czemu trudno się zresztą dziwić biorąc pod uwagę uwarunkowania historyczne.
Tymczasem, jak wyjaśniał dalej autor, dokładnie taka sama obawa działa i w drugą stronę. Jak przypomina Bartłomiej Gajos w książce Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji, Mieroszewski odwoływał się w tym miejscu do słów jednego z najważniejszych rosyjskich polityków doby ZSRR, byłego ministra spraw zagranicznych Maksima Litwinowa.

Miał on powiedzieć zagranicznemu gościowi w czasie spotkania w cztery oczy w październiku 1944 r., że Rosjanie w żadnym wypadku nie mogą zgodzić się na powrót do kraju rządu londyńskiego, bo reprezentuje on koncepcje dążące do odbudowy polskiego imperium z XVI i XVII w.
Rosyjscy politycy, który najpierw wspólnie z Niemcami rozszarpali Polskę w 1939 r., po zmianie stron i zakończeniu wojny obawiali się utraty zdobyczy terytorialnych. Nie chcieli dopuścić do tego, by Polska upomniała się o Kresy. Dlatego przez długi czas trzymali Polaków w szachu z pomocą władz komunistycznych, czy stacjonujących w kraju do lat 90. rosyjskich sił zbrojnych.
Reklama
„Wielu z nas uważa, że Polacy wyleczyli się z imperializmu.
Rosjanie jednak są odmiennego zdania. Uwarunkowanie historyczne sugeruje im obawę, że Polacy gdyby odzyskali niepodległość – wkroczyliby na imperialny szlak, z którym zawsze się
identyfikowali” – pisał Mieroszewski w 1974 r.
Jak wyjaśnia Gajos w Historii, która zabija, rozmowę z 1944 r. łatwo można by przenieść na współczesne realia i o Polskę zapytać Władimira Putina. Obecny główny lokator Kremla również nie miałby wątpliwości odnośnie tego, że poza NATO w Europie Wschodniej głównym rywalem Rosji jest Polska.

Dalej zaś dodaje, że „Dzisiaj Kreml, jeśli wypowiada się na temat Polski, to widzi w niej albo II Rzeczpospolitą, albo jej przedrozbiorową poprzedniczkę”.
Zdaniem rosyjskich elit – ku ich wściekłości – Warszawa jak przed laty chce zagarnąć „odwieczne rosyjskie ziemie”. „Balast historyczny”, o którym pisał Mieroszewski, nie zelżał ani o gram. „Dla Rosjan polski imperializm jest nurtem historycznym wiecznie żywym”.
Reklama
Gdy na początku lat 90. wycofywano z Polski rosyjskie wojska, dla Warszawy była to okazja do świętowania. Cieszono się, że „wielki brat” ze wschodu już nie stoi nam kamaszem na gardle. A jak odebrano to w Moskwie? To był sygnał do nowej nieufności, a w umysłach rosyjskich przywódców widmo Polski wkraczającej na ścieżkę imperializmu stało się realnym problemem.
Jak podkreśla Gajos, Rosjanie mają względem Polski nie lada kompleks, sięgający czasów Wielkiej Smuty oraz głęboko wbudowaną awersję do pomysłu rozszerzania polskich wpływów na wschód. Mierowszewski w latach 70. podkreślał, że żyło wówczas wielu ludzi marzących o polskim Lwowie, Wilnie, a najlepiej jeszcze Mińsku i Kijowie.

Rosja, choć sama idei polskiego imperializmu boi się jak diabeł święconej wody, jednocześnie próbuje ją rozgrywać na własne potrzeby, pamiętając, że partie ugrupowania o skrajnych poglądach może i nie tak łatwo przejmują władzę, ale są zdolne wpływać na bieżącą politykę.
Najchętniej Kreml wykorzystuje animozje historyczne pomiędzy Polską a Ukrainą. W 2014 r. przewodniczący Dumy Władimir Żyrinowski zapraszał nawet Polskę i innych sąsiadów Kijowa do dokonania wspólnego rozbioru. Autor Historii, która zabija pisze wprost:
Reklama
Gdyby w Warszawie u władzy znaleźli się jednak imperialiści i zdecydowali o aneksji ukraińskich terytoriów, bardzo łatwo przewidzieć reakcję Kremla. Rosyjscy dyplomaci i propaganda przedstawiliby Polskę jako hienę, której spadły okruchy z pańskiego stołu. Skąd ta pewność? Kreml chciałby, aby Warszawa popełniła błąd z 1938 roku
Chodziło tu o zajęcie Zaolzia. Optyka tych działań była z perspektywy czasu fatalna – wyglądała na współdziałanie z III Rzeszą, która w następnym roku najechała samą Polskę. Co ciekawe, w 2009 r. Na Westerplatte w obecności Władimira Putina prezydent Lech Kaczyński nazwał to nie tylko błędem, ale wręcz grzechem.
Ta książka pozwala zrozumieć współczesną Rosję

Bibliografia
- Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji, Bartłomiej Gajos, Prześwity 2026.
- Juliusz Mieroszewski, Rosyjski „kompleks polski” i obszar ULB, „Kultura” wrzesień 1974.







