Jaka powinna być żona? Na to nasi pradziadowie zdecydowanie mieli własne pomysły, które czytane z dzisiejszej perspektywy wywołują prawdziwą zgrozę. Pewien nowożytny dekalog dla polskich pań może niejednego przyprawić o zawrót głowy.
Poniższy materiał, w znacznie dłuższej wersji, ukazał się pierwotnie w formie wideo na kanale Wielka Historia na Youtube.
Dzika i nieposkromiona bestia z najciemniejszych ostępów puszczy. Nieprzewidywalne monstrum, któremu może stawić czoła tylko szczególnie dzielny myśliwy. No i stworzenie uparte, wymagające stanowczej pracy… To nie są, zapewniam, żadne moje prywatne skojarzenia czy porównania. Odwołuję się do sposobu, w jaki rozumował jeden z największych autorytetów Polski szlacheckiej. To on tak wyobrażał sobie… białogłowy, kandydatki na żonę, czy wprost właśnie żony. Słowem: ogół polskich kobiet, przynajmniej z warstwy uprzywilejowanej.
Reklama
Bartosz Paprocki przeszedł do historii jako autor sławnego herbarza ze schyłku XVI wieku. Szlachcice z całego kraju obsesyjnie zaczytywali się w jego opisach rodowodów i wspaniałych czynów minionych pokoleń. Heraldyczne wywody to jednak nie była jedyna kategoria twórczości Paprockiego. Szanowany autor był też… jednym z największych, najbardziej zajadłych mizoginów całej epoki przedrozbiorowej.
Zachował się odstręczający wiersz, w którym tłumaczył, jak należy utrzymywać białogłowy w karności. O wiele zbyt odstręczający bym mógł go przytaczać tutaj, na Youtubie. Paprocki napisał poza tym swoisty dekalog adresowany do świeżo upieczonych żon. A właściwie bardziej do ich mężów. Dzisiaj mało kto pamięta o tym tekście, na pewno nie jest on wykładany w szkołach. Jednak za czasów sarmackich był naprawdę szalenie popularny.

Dziesięcioro przykazań mężowskich Bartosza Paprockiego wznawiano w XVI i XVII stuleciu aż osiem razy, każda edycja schodziła jak ciepłe bułeczki. I choć niektórzy badacze próbują twierdzić, że utworu mimo wszystko nie traktowano zupełnie poważnie, to jednak trudno się z nimi zgodzić. Sama niezwykła popularność Przykazań potwierdza, że musiały one, jak stwierdził przed laty historyk Kazimierz Bartoszewicz „odpowiadać zapatrywaniom” najwyższej warstwy. Tysiące mężczyzn czytały te słowa i wyciągały wnioski. Na ich podstawie panowie wydawali polecenia co do wychowania własnych córek. Podobnie starali się „wychowywać” i kobiety, z którymi przychodziło im stanąć na ślubnym kobiercu.
Dekalog polskiej kobiety?
Zresztą, wytyczne Paprockiego wcale nie były dalekie od „złotych rad” z innych szlacheckich instruktaży. Co najwyżej pan „herbuś” ujął rzecz bardziej… dosadnie. I na swój sposób utorował drogę kolejnym stuleciom podobnych oczekiwań.
Reklama
Bartosz Paprocki pouczał odbiorców, niekoniecznie jeszcze osobiście obeznanych z instytucją małżeństwa, że nawet rycerz nawykły do wojny i zasłużony w starciach z „okrutnymi” poganami, napotka na wyzwanie, gdy przyjdzie mu, cytuję, to NIE są moje słowa, „TO zwierzę ukrócić i woli swej nauczyć”. Aby ułatwić czytelnikom proces, opisywany niczym tresura, autor oferował dziesięć naczelnych wskazówek, jakie panowie mieli obowiązek wpajać połowicom.
Po pierwsze, w myśl wywodu najsławniejszego heraldyka nowożytnej Rzeczpospolitej, należało uświadomić białogłowę o znaczeniu pobożności. Miłość do wszechmogącego wyrażała się zaś w prosty sposób: kobieta bogobojna miała być posłuszna też mężowi, zgodnie z niebiańskim nakazem.

Po drugie, żona miała nieustannie „brać wzór” z męża i miłować go tak „jak własne ciało”. Jej obowiązkiem było też zachowywać w tajemnicy wszystko, co działo się w domu, ukrywać wszelkie niesnaski małżeńskie.
Po trzecie, Paprocki zakazywał kobietom słuchania jakichkolwiek porad wychodzących od ich matek lub innych żeńskich krewnych. Prawda i słuszna nauka mogły płynąć, w jego głębokim przekonaniu, tylko od męskiej głowy rodziny. Na pewno nie od teściowej…
Reklama
Po czwarte, jakby przecząc sobie, autor zaznaczył, że żona ma przejmować wyłącznie dobre, pozytywne przykłady. Jeśli mąż „zboczył z drogi”, jej nie wolno było również tego czynić.
Piąte przykazanie dotyczyło cnoty milczenia. Kobieta miała odzywać się nie wtedy, gdy naszła ją na to ochota, ale wyłącznie, gdy zachodziła taka potrzeba. W końcu tylko zła żona, cytuję, „wymówić się musi, a swej głupiej [o]powieści nigdy nie udusi”.
Kolejne trzy reguły tyczyły się życiowego horyzontu białogłowy. Miała ona dbać o dom, „o mleku tylko, o kądzieli gadać”. Miała też trzymać się z daleka od wszelkich spraw przynależnych mężczyznom i nie zatruwać sobie głowy jakąkolwiek niepotrzebną – bo przecież zastrzeżoną dla ponoć silniejszej płci – wiedzą.
Dziewiąte przykazanie dotykało sprawy skromności ubioru. Stroić się mieli mężowie, nie żony. Im „pstrociny”, pierścienie i obrażające Boga zbytki były zdaniem Paprockiego niepotrzebne. Wreszcie polecenie dziesiąte. Paprocki stanowczo ordynował kobietom, by nie popychały mężów do gniewu, a w razie gdyby mąż już się rozzłościł – by „nie hukały” na niego.
Reklama
Aby w pościeli nie zalęgło się plugastwo
Kilka dodatkowych wskazówek padło jeszcze w zamknięciu, posłowiu. Najwidoczniej formuła dekalogu okazała się dla autora zbyt restrykcyjna. Na ostatek krytykował przypadki, gdy żony ośmielały się w czymkolwiek poprawiać swoich panów. Przytoczmy jeden charakterystyczny przykład. Paprocki pisał: „A nade wszystko proszę pilnie, miła żono, gdy ja rzeknę: »golono«, nie mów ty: »strzyżono«”. Autor pouczał też kobiety, by na wezwanie mężów przybiegały do łóżka „ochędożnie”, a więc czysto, schludnie, aby w pościeli nie zalęgło się żadne „plugastwo”.
Niewiasty miały poza tym okazywać „uczciwość i wstyd”. Dopiero jeśli spełniły absolutnie wszystkie zalecenia, wolno im było marzyć o tym, że z pomocą boskiej opatrzności… poznają miłość mężowską.
Jakie jeszcze zasady wychowawcze sarmackie i XIX-wieczne „mądre” głowy chciały stosować na kobietach? Tego dowiecie się z filmu opublikowanego na YouTube.







