Czarna śmierć dotarła do Wenecji w pierwszej połowie 1348 roku. Wystarczyło zaledwie kilka miesięcy, a „całe miasto stało się jak grób”. Mimo prób przeciwdziałania szalejącej epidemii podejmowanych przez władze choroba zebrała straszliwe żniwo wśród mieszkańców kupieckiej republiki.
Kiedy w 1345 roku wojska chana Dżany Bega rozpoczęły oblężenie Kaffy nikt nie mógł przypuszczać, jak brzemienne skutki przyniesie to dla Europy. Jednak to nie sami Mongołowie stanowili największe zagrożenie lecz przywleczona przez nich z głębi Azji śmiercionośna zaraza.
Reklama
Czarna śmierć dociera do Wenecji
Po kilku miesiącach obrońcy genueńskiej kolonii na Krymie zauważyli, że w szeregach przeciwnika zaczęła szaleć choroba, która „przez skrzepnięcie humorów w pachwinach i pod pachami prowadzi do przerażającej gorączki”. Wkrótce dżuma pojawiła się w Konstantynopolu oraz innych portach Morza Czarnego skąd została przewieziona na genueńskich i weneckich statkach do Italii.
Jonathan Keates na kartach książki Wenecja. Niezatapialna pisze, że w mieście św. Marka „czarna śmierć uderzyła z pełną mocą na początku lata 1348 roku”. Choroba rozprzestrzeniała się błyskawicznie wśród obywateli, liczącej wówczas około 100 tysięcy mieszkańców kupieckiej republiki.

Dramatyczny opis tamtych wydarzeń pozostawił Lorenzo de Monacis w Chronicon de Rebus Venetis. Według jego słów miasto było dosłownie zasłane ciałami ofiar epidemii, a kościoły i kapice zamieniły się w miejsca składania zwłok.
Niewiele dało się zrobić
Starając się ratować własne życie ludzie porzucali domy, a tych którzy się już zarazili pozostawiano na pastwę losu. W efekcie „całe miasto stało się jak grób”. Jak podkreśla Jonathan Keates „na wyspach w lagunie wykopano specjalne doły, do których zwożono sterty ciał na specjalnych tratwach”. Zgodnie z relacją Monacisa „wielu ludzi na tych tratwach i w tych dołach jeszcze oddychało (…), a większość wioślarzy też się zaraziła i zmarła”.
Reklama
Co ciekawe jednak nie dochodziło do szabrowania porzuconego mienia ponieważ „wszystkich w mieście ogarnął letarg i zniewolił strach”. Mimo że niewiele dało się zrobić to władze republiki próbowały przynajmniej w jakimś stopniu walczyć z szalejącą zarazą. Zgodnie z tym co podaje autorka książki Wenecja. Niezatapialna:
Powołano trzech urzędników zwanych Savi alla Sanita. Wielka Rada wyznaczyła ich pro conservatione sanitatis et ad evitandum corruptionem in terra, ale podjęte środki można sprowadzić do pustych gestów, zrodzonych z desperacji na widok rosnącej liczby zmarłych.

Wydano na przykład rozkaz, że groby kopane w mieście powinny być głębokie co najmniej na półtora metra i że każda dzielnica ma powołać tres bonos homines, których zadaniem będzie oficjalny nadzór nad przewozem zwłok, a także radzenie sobie z rozmaitymi przykładami zachowań antyspołecznych, potencjalnie nasilonych w obliczu gwałtownego załamania porządku publicznego.
Cenna lekcja na przyszłość
O sytuacji, jaka panowała w mieście dobrze świadczy uchwała senatu republiki z lipca 1348 roku. Grożono w niej surowymi karami pracownikom administracji publicznej, którzy uciekali z miasta. Dodatkowo piętnowano notariuszy zbijających majątki na spisywaniu testamentów oraz lekarzy, którzy zamiast opiekować się chorymi woleli ukrywać się przed zarazą na wsi.
Reklama
Choroba szalała przez wiele miesięcy i zaczęła ustępować dopiero jesienią. Przez ten czas zebrała straszne żniwo, zabijając aż 2/3 mieszkańców republiki. Jak podkreśla Jonathan Keates na kartach książki Wenecja. Niezatapialna dla władz „najważniejszą kwestią stało się ponowne zaludnienie miasta”. Aby to osiągnąć:
Postanowiono przyciągnąć więc nowych ulgami podatkowymi i specjalnymi przywilejami oraz przyspieszoną procedurą przyznawania pełnego obywatelstwa ad habitationem et reparationem civitatis nostrae. Kiedy wjazd do Wenecji znów stał się bezpieczny, plan zaczął znakomicie działać i od 1350 roku miasto stopniowo odzyskiwało żywotność i energię.

Zaraza odcisnęła ogromne piętno na mieszkańcach Wenecji. Jak zapisano na sklepieniu Scuola Grande della Carita, w której obecnie mieści się słynna Gallerie dell’Accademia: „Ludzie tak się bali, że ojciec nie śmiał zbliżać się do synów ani synowie do ojca”.
Mimo wszystko była to również cenna lekcja. Jak zauważa Jonathan Keates „epidemia 1348 roku miała okazać się dla Wenecjan chrztem bojowym, bo przez trzy kolejne stulecia miasto doświadczyło kilku innych większych wybuchów zarazy. Wiedzieli już, czego się spodziewać”.
1600 lat Wenecji w jednym tomie

Bibliografia
- Jonathan Keates, Wenecja. Niezatapialna, Wydawnictwo Literackie 2026.







