Eugeniusz Bodo był jedną z największych gwiazd polskiego kina lat 30. XX wieku. Niewiele jednak zabrakło, a jego kariera zakończyłaby się już w 1929 roku. Zdobywający coraz większą popularność aktor doprowadził bowiem 26 maja do groźnego wypadku samochodowego, w którym zginął jego kolega. Wyrok był śmiesznie niski.
Bogdan Eugeniusz Junod, znany lepiej pod scenicznym pseudonimem Eugeniusz Bodo zyskał rozpoznawalność dzięki występom na deskach warszawskiego kabaretu „Qui Pro Quo”. W połowie lat 20. XX wieku zaczął również grać w filmach.
Reklama
Niedoświadczony kierowca
Dzięki doskonałym zarobkom, zafascynowany motoryzacją aktor mógł pozwolić sobie w 1929 roku na zakup sześciocylindrowego kabrioletu marki Chevrolet. Zgodnie z tym co podaje Sławomir Koper w książce pt. Asceza, rozpusta, zbrodnia. Skandale tysiąclecia, zanim Bodo zasiadł za jego kierownicą „ukończył kurs w szkole prowadzonej przez braci Mariana i Michała Reczków. Niestety, zbyt szybko chciał zostać mistrzem kierownicy, co zakończyło się tragedią”.
Tuż po zdobyciu prawa jazdy wpadł na pomysł, by zwiedzić Powszechną Wystawę Krajową. Jednodniowa eskapada do Poznania stanowiła poważne wyzwanie dla świeżo upieczonego kierowcy (następnego dnia wieczorem miał wystąpić w kolejnym przedstawieniu rewii), ale Bodo koniecznie chciał wypróbować nowy pojazd.

Feralnej nocy Bodo nie jechał sam. Towarzyszyli mu tancerka Zofia Oldyńska i aktor Witold Roland z którymi wspólnie występował. Dodatkowo w pojeździe znajdowali się bracia Reczkowie. Cała piątka ruszyła do Poznania wieczorem 25 maja po zakończeniu spektaklu w kabarecie „Morskie Oko”. Jak czytamy w książce Sławomira Kopra:
Wesołe towarzystwo odjeżdżało spod teatru żegnane przez kolegów. Orkiestra grała tango „On nie powróci już” – przebój najnowszego programu Morskiego Oka.
Reklama
„On nie powróci już,
więc szkoda twoich łez.
On nie powróci już,
marzeniom połóż kres”.
Okoliczności wypadku Eugeniusza Bodo
Do tragicznego wypadku doszło krótko po 2.00 w nocy nieopodal Łowicza. Zgodnie z doniesieniami ówczesnej prasy „przy przejeździe kolejowym na zakręcie szosy prowadzącej do głównego traktu Warszawa-Poznań, samochód marki Chevrolet Nr W. 23642, jadący w kierunku Poznania z 5-cioma osobami, stoczył się z czterometrowego nasypu do rowu, gdzie wywracając się do góry podwoziem, przygniótł wszystkich pasażerów”.

Na miejscu zginął przyjaciel Eugeniusza Bodo, Witold Roland. Kierowca oraz pozostali pasażerowie doznali „ciężkich uszkodzeń ciała i po udzieleniu im opatrunku na miejscu, zostali odwiezieni do szpitala św. Tadeusza w Łowiczu”. Przyczyną wypadku miała być „dość szybka jazda na nieznanej drodze i nieoświetlenie ulicy”.
Według zeznań świadków samochód prowadzony przez Eugeniusza Bodo miał pędzić ponad 60 kilometrów na godzinę. Biorąc pod uwagę tragiczny stan ówczesnych dróg była to rzeczywiście zawrotna prędkość. Co gorsza przybyły na miejsce wypadku posterunkowy Brzeziński wyczuł woń alkoholu od wszystkich uczestników wypadku, nie wyłączając kierowcy. Dodatkowo w pojeździe znajdowały się puste butelki po koniaku i wódce.
Reklama
Sam Bodo kategorycznie zaprzeczał wszelkim oskarżeniom. W wywiadzie udzielonym dwa dni po wypadku stwierdził, że jechał jedynie 30 kilometrów na godzinę. Dalej zaś argumentował, że:
Gdybyśmy jechali szybciej, nikt nie wyszedłby z życiem z tej katastrofy. W jasnym świetle reflektorów ujrzałem niespodziewanie nagły zakręt w prawo koło Korabki. Nie byłem do tego przygotowany, gdyż przy szosie nie było ustawionego znaku ostrzegawczego. W ostatniej chwili skręciłem gwałtownie w prawo. Samochód zarzucił tyłem i spadł z nasypu wysokości 4 i pół metra, wywracając się do góry kołami. Więcej nic nie pamiętam, – gdyż straciłem przytomność.

Łagodny wyrok
Cała sprawa znalazła swój epilog dopiero trzy lata później na sali sądowej. W procesie, który rozpoczął się 23 maja 1932 roku na ławie oskarżonych poza Eugeniuszem Bodo zasieli również włodarze Łowicza. Jak czytamy w książce Asceza, rozpusta, zbrodnia. Skandale tysiąclecia:
Podczas rozprawy biegli mieli rozstrzygnąć, w jakim stopniu do wypadku przyczyniło się fatalne oznakowanie drogi. Sąd uznał oskarżonych za winnych: burmistrz Łowicza, jego zastępca i jeden z członków magistratu dostali po trzy miesiące więzienia, natomiast Bodo – pół roku w zawieszeniu na trzy lata. Niedługo później kara uległa zatarciu na mocy ogłoszonej amnestii.
Reklama
Mimo że Bodo do samego końca twierdził, że feralnej nocy nie był pod wpływem alkoholu (w butelkach miała rzekomo znajdować się kawa i zakwas), to przestał spożywać napoje wyskokowe. Co więcej „odmawiał nawet reklamowania wódek Baczewskiego, twierdząc, że jako abstynent będzie w tej roli nieprzekonujący”.
Śmierć przyjaciela oraz wyrok nie przeszkodziły aktorowi w zrobieniu zawrotnej kariery. Łącznie zagrał w ponad 30 filmach, stając się jedną z największych gwiazd polskiego kina lat 30. XX wieku.
Skandale, które zmieniły historię

Bibliografia
- „Głos Poranny” 1929.
- Iwona Kienzler, Bodo i jego burzliwe romanse, Bellona 2016.
- Sławomir Koper, Asceza, rozpusta, zbrodnia. Skandale tysiąclecia, Zona Zero 2026.
- Anna Mieszkowska, Bodo wśród gwiazd. Opowieść o losach twórców przedwojennych kabaretów, Marginesy 2016.
- „Nasz Przegląd” 1929.







