Franciszek z Asyżu urodził się w 1181 lub 1182 roku jako Giovanni di Pietro di Bernardone. Jego ojciec był zamożnym kupcem, który dzięki pieniądzom mógł zapewnić synowi awans społeczny. Chłopak marzył, aby zostać rycerzem. Młody Giovanni wziął nawet udział w bitwie przeciwko wojskom papieża. Ostatecznie jednak zrezygnował z przynależności do średniowiecznej elity. O tym dlaczego tak się stało pisze ksiądz profesor Andrzej Zwoliński w biografii słynnego świętego.
Franciszek wzrastał w atmosferze wojen i ciągłych walk wewnętrznych. Od kilkudziesięciu lat Asyż, jego rodzinne miasto, żądało dla siebie swobód.
Reklama
Chciał awansu dla syna
W 1174 roku kupcy asyscy podjęli próbę zrzucenia z siebie jarzma cesarskiego, lecz napotkali silny wrogi opór. W 1177 roku cesarz Fryderyk Barbarossa zjechał do warowni Rocca – rozłożonej nad miastem, aby osadzić tam swojego namiestnika, księcia Konrada z Lutzen.
Miał on za zadanie trzymać mieszkańców Asyżu w ryzach i lennym posłuszeństwie. Odtąd zmuszeni do poddaństwa mieszkańcy, grabieni poprzez wysokie płatności i pozbawieni praw politycznych, pałali chęcią zemsty na ciemiężcach.

Ojciec Franciszka marzył o awansie społecznym – o tytule szlacheckim dla swego syna, który mógł zyskać te honory na drodze dzielnej służby wojskowej, prowadzącej do pasowania go na rycerza. Zanim chłopiec został rycerzem, musiał wiele się nauczyć. Młodzieniec z rycerskiego domu już w wieku siedmiu lat był przyjmowany na służbę do rycerza jako paź.
Uczył się dobrych manier, żeby umieć zachować się przy stole i wobec dam. Pomagał pani domu, opiekował się też końmi, poznawał poezję. Gdy chłopiec ukończył czternaście lat, zostawał giermkiem. Od tego momentu towarzyszył rycerzowi na wojnie, pomagał mu nosić broń i zakładać zbroję, o którą dbał, czyścił ją i oliwił. Troszczył się też o konia. Giermek uczył się władać bronią, jeździć konno i czasem sam walczył u boku rycerza.
Gdy młodzieniec świetnie władał bronią i jeździł konno, a także wykazywał się odwagą i wiernością, mógł zostać pasowany na rycerza. W czasie ceremonii pasowania otrzymywał od swego pana miecz, ostrogi i pas rycerski. Uroczystość wieńczyło pasowanie na rycerza, czyli lekkie uderzenie mieczem w ramię oraz złożenie przez niego przysięgi, że będzie wiernie służył Bogu i swemu władcy.
Pierwsze wojskowe doświadczenia Franciszka
Franciszek mógł po raz pierwszy okazać swoje męstwo na polu bitwy w roku 1197, gdy doszło do zamieszek w związku z pustym tronem po Henryku IV, co zachwiało potęgą germańską. Miasta włoskie, żądne zrzucenia uciążliwej hegemonii, wykorzystały ten moment. Włosi mścili się za przymusowe opłaty za bród, przejazdy przez mosty, za opłaty drogowe, za prawo wyrębu kawałka lasu. Gminy miejskie w odwecie zagarnęły dobra cesarskie, wygnały przedstawicieli cesarza i przejęły warownie. Papież Innocenty III poparł zbuntowane miasta, wezwał też niektóre z nich do podporządkowania się papieżowi.
Reklama
Tak było również w Asyżu: Konrad z Lutzen posłuchał papieża, zdradził cesarza i udał się do Narnii, by oddać hołd lenny legatom papieskim. Wówczas mieszkańcy Asyżu zaatakowali warownię Rocca, bronioną przez niemiecką załogę. Po jej zdobyciu ogłosili utworzenie rządu komunalnego – pierwszą jego decyzją było opasanie miasta murem obronnym, by zapobiec przyszłym atakom na miasto.
Wzniesiono je bardzo szybko, wykorzystując kamienie z rozebranej warowni. Nie ulegli jednak wezwaniom legatów papieskich do oddania miasta, nawet gdy straszono ich ekskomuniką. Zarówno w walkach o Roccę, jak i w budowie muru obronnego Asyżu brał udział Franciszek, który miał wtedy około 15 lat. Był to jego pierwszy „rycerski” wyczyn.

Nie wiadomo, czy i jaki był jego udział w pobitewnej rzezi Niemców. Zdobywcy nie poprzestali tylko na wygnaniu ciemiężców, ścigano ich po lasach, podpalano zamki, w których się zatrzymywali, burzono ich domy w miastach, kasowano dobra szlacheckie, w których znaleźli schronienie.
W innych miastach, walczących podobnie z hegemonią niemiecką, dochodziło do okrutnych zachowań: w Forli kazano ich podkuć jak muły; zbiory puszczano z dymem, niszczono ich miasteczka, jeńców okaleczano i torturowano. Rocznice tych wydarzeń obchodzono uroczyście, np. wprowadzając na scenę na rynku wieprza, osła lub kozę, by podsycać wzgardę dla odwiecznych wrogów. (…)
Reklama
Udział w bitwie pod Collastradą
Asyż niedługo cieszył się zwycięstwem nad niemieckim hegemonem. Już w 1201 roku sąsiadująca z Asyżem Perugia, jego odwieczna rywalka, wypowiedziała wojnę. W Perugii schronili się wrogowie gminy asyskiej – szlachta żądna odwetu na mieszczanach z Asyżu. Rozpoczęła się wojna sąsiadów, która – z przerwami – trwała aż 10 lat. W ciągu tego okresu, w 1202 roku, stoczono bitwę przy Moście św. Jana na Tybrze, pod Collastradą. Asyż ją przegrał.
Do niewoli dostało się wielu jego wojowników, w tym 20-letni Franciszek. Brał udział w bitwie, wykazał się dzielnością, lecz został wzięty do niewoli i uprowadzony do Perugii jako jeniec. W niewoli przebywał do listopada 1203 roku, kiedy podjęto rokowania pokojowe.

Istnieją przekazy, że jego ojciec musiał zapłacić za syna duży okup. W wyniku rokowań pokojowych szlachta asyska miała powrócić do swych posiadłości w mieście, wejść ponownie w posiadanie odebranych sobie włości, w zamian za co miała zrzec się swoich przywilejów feudalnych i nigdy więcej nie sprzymierzyć się z wrogami miasta.
Warunki te zostały jednak odrzucone i wojna rozgorzała na nowo – kolejne okresy pokoju i rzezi trwały aż do 1210 roku. W średniowiecznych opowieściach opisywane były cechy idealnego rycerza i zasady, którymi powinien się kierować. Musiał być odważny, hańbą była ucieczka z pola walki. Zwycięstwo nad bezbronnym i słabym przeciwnikiem nie przynosiło chwały.
Reklama
Wymagano od niego uprzejmości wobec kobiet i – w razie potrzeby – opieki nad nimi. Rycerz powinien być dzielny, wierny swemu panu, bronić wiary chrześcijańskiej, dotrzymywać danego słowa. W niewoli zaś powinien trwać cierpliwie, nie poddając się zwątpieniu.
W niewoli podupadł na zdrowiu
Czas spędzony w lochach więziennych Perugii, a było to około roku, był dla Franciszka owocny. Z pewnością nie wpłynął na jego dalsze zapędy rycerskie – ani na odwagę i wesołość, które zwykle mu towarzyszyły. Był uwięziony z rycerzami jako ten, który wiódł już życie szlachcica i walczył na równi z innymi. Jedno z podań mówi, że jeden z uwięzionych, młody szlachcic, był nieznośny dla wszystkich.

Jedynie Franciszek próbował z nim rozmawiać, aż przekonał go, że nie warto pogłębiać wokół siebie samotności. Miało to świadczyć o niezwykłym charyzmacie Franciszka, jakim było zjednywanie sobie ludzi.
Pobyt w trudnych więziennych warunkach wpłynął jednak na jego zdrowie – młodego człowieka przywykłego do wygód. Po powrocie do domu musiał przez pewien czas się leczyć – było to w 1204 roku. Zdrowie odzyskane po chorobie nabiera szczególnej wartości. Spacery z podpierającym go kijem po pobliskiej dolinie przybliżyły go do natury, pozwoliły dostrzec piękno przyrody.
Reklama
Wraz z powrotem do zdrowia powróciły jednak także jego marzenia o rycerskiej sławie. Niebawem pojawiła się nowa możliwość, aby zadbać o ich realizację. Nadarzyła się okazja, by wziąć udział w kolejnej wojnie, w Apulii. Wyprawę organizował hrabia Gentil, który na wezwanie papieża Innocentego III miał udać się do południowych Włoch i na Sycylię, aby położyć kres szerzącej się tam anarchii.
Sen, który zmienił wszystko
Ochotników na wojnę zbierał rycerz Walter z Brienne. To pod jego chorągwią Franciszek miał zapracować na sławę godną rycerstwa i pasowania na rycerza. Cała grupa wyruszała z Asyżu przy asyście wielu gapiów. Franciszek we wspaniałej zbroi i na bojowym koniu żegnał swoje miasto.
Po wyruszeniu na wojnę, podczas drogi, Franciszkowi we śnie objawiła się nowa prawda o jego życiu. Usłyszał głos: – Franciszku, komu lepiej służyć: panu czy słudze?… Odpowiedział bez wahania: – To oczywiste, że panu. Wówczas ten sam głos powiedział: – Dlaczego więc podążasz za sługą, a nie za panem?…

Początkowo Franciszek nie wiedział, co odpowiedzieć, ale w końcu zadał ostateczne pytanie: – Panie, co chcesz, abym uczynił?… Otrzymał wyraźną wskazówkę: – Wróć do Asyżu. Tam zostanie ci objawione, co masz czynić!…
Kiedy skończyła się noc, Franciszek oznajmił zaskoczonym towarzyszom wyprawy wojennej, że wraca do domu. Najpierw nie chciano mu uwierzyć. Myślano, że kolejny raz sobie z nich żartuje. Potem podejrzewano go, że stchórzył. Wcale nielepiej było w domu: ojciec nie szczędził mu szyderczych uwag. On zaś przyjmował wszystko cierpliwie, bez wyjaśnień, milczał. Wiedział już, że zakończyła się jego pogoń za rycerskimi honorami.
Źródło
Tekst stanowi fragment książki ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego pt. Franciszek. Ilustrowana biografia wielkiego świętego (Wydawnictwo Fronda 2026).
Biografia wielkiego świętego








