Jakie było najgorsze stulecie w historii Europy? Oczywiście ramy tego pytanie niby można rozumieć różnie, możne się zastanawiać kiedy zaczyna się historia, co jest Europą… takie tam. Ale bądźmy szczerzy: te szczegóły nie mają raczej znaczenia.
Poniższy materiał, w znacznie dłuższej wersji, ukazał się pierwotnie w formie wideo na moim kanale na Youtube.
Niemal każdy przecież posiada odruchową, jakby automatyczną odpowiedź: powszechnie zakładamy, że oczywiście najgorszy musiał być wiek XX. Dwie wojny światowe, wszystkie związane z nimi tragedie, ogrom ludzkiej krzywdy, dyktatury, reżimy, przemoc na skalę przemysłową.
Reklama
Tego nie da się z niczym porównać. I fakt, w liczbach bezwzględnych żadne stulecie nie przyniosło ludziom takich tragedii, co minione. Na pewno nie zamierzam tego faktu podważać, trywializować. Ale jednak w odniesieniu do rozmiaru populacji, procentowo, mieliśmy w historii gorsze epizody. Dużo gorsze, wyniszczające w stopniu wprost niewyobrażalnym.
Tragiczna kulminacja XX stulecia
Na skutek II wojny światowej życie straciło na całym świecie od sześćdziesięciu kilku do niespełna osiemdziesięciu milionów ludzi. Ogromna liczba, gigantyczna, ale wówczas na planecie żyły już dwa miliardy. Tak więc populacja ludzkości skurczyła się o mniej niż 4%.

Oczywiście bez porównania gorzej rzecz wyglądała w Polsce, kraju skrajnie dotkniętym przez ten konflikt. Podczas drugiej wojny światowej śmierć poniosło około 16 procent obywateli Rzeczpospolitej.
Powtórzę raz jeszcze, że naprawdę nie chodzi mi o to, by kwestionować skalę tragedii. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że w przeszłości Europę nawiedzały kryzysy, które odbierały życie nie kilku, nie kilkunastu, ale kilkudziesięciu procentom ludności. W krótkim czasie doszczętnie demolowały całe społeczeństwa. Nadwyrężały całe normy rządzące światem, i wywracały do góry nogami rzeczywistość.
Reklama
Czy jednak czasy czarnej śmierci?
Kiedy było zupełnie najgorzej? Część z was pomyślała pewnie o XIV stuleciu, o czarnej śmierci, a więc dżumie, która nawiedziła wówczas Europę z prawdziwie przerażającą siłą. Dokładna skala tego kryzysu wciąż nie jest rozpoznana.
Sam jeszcze do niedawna opowiadałem się za wnioskami norweskiego historyka Ole Benedictowa, które kazały sądzić, że już na skutek pierwszej fali zarazy umarło nawet 60% populacji kontynentu.
Nowsze analizy, w tym rewelacyjne badania polskich uczonych, między innymi Piotra Guzowskiego, wskazują jednak, że odsetek był nieco niższy. W każdym razie – wciąż gigantyczny, pewnie na poziomie 50% populacji Europy. W ciągu kilku lat połowa ludzi odeszła.
Nawet to nie był jednak, w skali całych stuleci, najbardziej dotkliwy kryzys. System wówczas przetrwał, a ubytek populacji miał nawet, o czym raczej się nie mówi… pewne pozytywne skutki. Ograniczył wcześniej nagminne niedobory żywności, zniwelował klęski głodu, przyniósł ożywienie gospodarcze. Kto przeżył czarną śmierć, ten na ogół żył lepiej niż przed nią.
Faktycznie najgorsze stulecie naszej historii
No dobra starczy tych wstępów i kluczenia. Pora opowiedzieć o stuleciu istotnie największej degrengolady i najgłębszego upadku. W dziejach naszego kontynentu nigdy nie było gorzej niż w wieku XVII. Tu nawet nie ma konkurencji, dyskusji. To było stulecie jak z piekła rodem.

Akurat Polakom nie trzeba tego oczywiście tłumaczyć. Nawet jeśli nie każdy zna statystyki, to jednak wszyscy uczyliśmy się w szkołach podstawowych faktów. XVII stulecie to był dla Rzeczpospolitej okres niemal nieustannych, niezwykle wyniszczających wojen i buntów. Kulminacja nastąpiła w połowie wieku: wielkie powstanie kozackie, najazd moskiewski, wreszcie niesławny potop szwedzki.
To była łącznie katastrofa bez precedensu w całych dziejach. I bez powtórki. Powiedziałem już, że podczas drugiej wojny światowej śmierć poniosło około 16 procent obywateli Polski. W następstwie wojen z połowy XVII wieku (tylko z połowy wieku, z parunastu lat, a nie z całego stulecia) populacja kraju skurczyła się natomiast nawet o 30 procent. Z 11 milionów mieszkańców Rzeczpospolitej pozostało niespełna 8 milionów.
Reklama
Straty największe były w miastach – średnio ich ludność spadła o 40 procent. Na wsiach jednak, gdzie chłopi już wcześniej żyli w nędzy, na krawędzi bankructwa i głodu, destrukcja okazała się najbardziej trwała i brzemienna w skutkach. To dopiero po „potopie” polscy chłopi na dobre stali się niewolnikami, doszło do skrajnego zaostrzenia systemu pańszczyźnianego. A sam kraj na dobre pogrążył się w kryzysie, który nieco ponad sto lat później zakończył się rozbiorami.
Tkwiąc w naszej biało-czerwonej bańce niekoniecznie jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że polska tragedia stanowiła część o wiele większej, ponurej serii. Nie była wyjątkiem. O tym dlaczego rzeczone stulecie było czasem jak z koszmaru także dla reszty Europy szeroko opowiadam w nowym odcinku na moim kanale na Youtube:







