W nowożytnej Polsce władza spoczywała w rękach mężczyzn. Kobiety miały im rodzić dzieci i umacniać sojusze. Tymczasem, jak podkreśla Sławomir Koper w „Polskich zdrajczyniach”, w gronie najwybitniejszych polityków Rzeczpospolitej znalazły się dwie królowe – Bona Sforza i Ludwika Maria Gonzaga. By umocnić swoją pozycję sięgnęły one po… mocno nieortodoksyjną, ale piekielnie skuteczną metodę.
Przez długie stulecia politykę w Polsce robiło się z pomocą armii, pieniędzy i wpływów potężnych rodzin, a władza spoczywała w rękach i na barkach mężczyzn – marszałków, hetmanów i oczywiście książąt, królów. Na przestrzeni stuleci dwie kobiety udowodniły, że da się to zrobić inaczej.
Reklama
Gdy włoska księżniczka Bona Sforza d’Aragona przybywała do Polski w 1518 r., nie miała na miejscu silnego zaplecza. Miała za to wszechstronną edukację, wiedzę i doświadczenie w dziedzinie intryg politycznych, wyniesione z włoskiego kłębowiska żmij, jakim była elita w Italii. Zarazem miała oczywiście łeb na karku.
Natychmiast po przyjeździe na dwór Zygmunta Starego zaczęła budować osobisty majątek, który uważała za kluczowe zaplecze efektywnych rządów oraz własne stronnictwo polityczne.

To ostatnie musiało zostać w jakiś sposób ugruntowane. Włoszka postanowiła postawić na budowanie go przez… sypialnię. A konkretnie przez małżeńskie łoża swoich dwórek. Tę samą ścieżkę obrała także późniejsza władczyni, przybyła z Francji Ludwika Maria Gonzaga.
Urocza pułapka
Jak wyjaśnia Sławomir Koper w „Polskich zdrajczyniach”, obie władczynie przywiozły ze sobą do Polski grupę powabnych dwórek. Młode, piękne i przede wszystkim wierne swoim patronkom kobiety, szybko stały się ich orężem politycznym, a uroda, inteligencja i dowcip dziewcząt ich najgroźniejszą bronią.
Reklama
Wobec ataku wyprowadzonego wprost z królewskiego fraucymeru, polscy możni panowie nie mieli najmniejszych szans. Rok po roku zarówno Bona, jak i później Ludwika Maria, wżeniały swoje agentki w najznamienitsze polskie rody, przywiązując je tym samym do siebie.
Kluczem było to, że panienki choć były piękne, inteligentne i wierne, nie pochodziły z wpływowych i bogatych rodzin. Wszystko, co udawało im się osiągnąć na dworze zawdzięczały zatem łasce swojej królewskiej patronki. Jaki był dalszy schemat działania Bony i Ludwiki Marii?

Śliczna i rozszczebiotana dwórka zawracała w głowie wpływowemu magnatowi. Dziewczyna raczej nie miała posagu, jednak jej kapitałem było samo to, że należała do najbliższego otoczenia królowej.
Gdy para miała się ku sobie, władczyni albo sama wprost aranżowała małżeństwo, albo delikatnie popychała magnata w kierunku mariażu, tym samym przywiązując wpływowego dworzanina do własnej koterii.
Reklama
Te zabiegi nie uszły uwagi ogółu społeczeństwa. Za czasów panowania Ludwiki Marii Gonzagi krążył nawet zabawny wierszyk podsumowujący politykę królowej.
We wszystkim moim górnym, pierwszym fraucymerze
niech każdy sobie mężny kawaler wybierze.
Która mu się spodoba, dam mu ją za żonę,
tylko niechaj mam z niego w tym państwie obronę.

I faktycznie, władczyni odnosiła na polu polityki matrymonialnej niemałe sukcesy. Wśród udanych mariaży jej dwórek znalazł się związek Klary Izabelli de Mailly-Lespine z jednym z najbogatszych ludzi w kraju – Krzysztofem Zygmuntem Pacem, który z czasem doszedł także do najwyższych funkcji politycznych w kraju, wiernie wspierając przy tym stronnictwo dworskie.
Najjaskrawszym przykładem polityki małżeńskiej Francuzki okazała się jednak ukochana pupilka królowej, czyli Maria Kazimiera d’Arquien, która najpierw wyszła za magnata Jana Sobiepana Zamoyskiego, a później za Jana Sobieskiego, który został królem Polski.
Te kobiety zmieniły historię Polski








