Matrona ze starożytnego Rzymu... zmieniła się w potwora. To wydarzenie popchnęło ją do brutalnej zemsty

Strona główna » Starożytność » Matrona ze starożytnego Rzymu... zmieniła się w potwora. To wydarzenie popchnęło ją do brutalnej zemsty

Rzymskie matrony znamy przede wszystkim jako tło opowieści o ich słynnych mężach. Tymczasem Marcja, wdowa po jednym z wodzów Republiki, dorobiła się własnej przerażającej legendy. Jak opisuje Łukasz Schreiber w książce „Kobiety republiki rzymskiej” , jej historia to opowieść o krwawym odwecie.

Do trybunów plebejskich dotarły wstrząsające wieści o okrucieństwie, które przekraczało granice ówczesnego pojmowania człowieczeństwa. W domostwie wpływowego rodu Atyliuszy kobieta, Marcja, wraz z dwoma synami dopuszczała się tortur wobec więźniów w sposób, który urągał rzymskim normom. Już pierwszy akt tego dramatu – uwięzienie dwóch rosłych mężczyzn w klatce tak ciasnej, że musieli wyginać ciała niczym węże w potrzasku – budził grozę i współczucie. Wedle doniesień, przez pierwsze pięć dni więźniowie nie otrzymali żadnego pożywienia, co doprowadziło do śmierci jednego z nich.


Reklama


Drugi, bardziej odporny, lecz pełen wiary w ludzką dobroć, błagał Marcję o zmiłowanie, przysięgając na swą uczciwość. Ona jednak, niewzruszona, skazała go na kolejne pięć dni w towarzystwie rozkładających się zwłok towarzysza, z nędznymi racjami żywności. Lament więźnia, pełen skarg na niesprawiedliwość i błagań do Zeusa o szybką śmierć, rozbrzmiewał w murach domu, odsłaniając bezmiar cierpienia.

Krwawa zemsta za śmierć męża?

Ratunek nadszedł niespodziewanie, gdy trybuni, powiadomieni przez niewolników – wiarygodnych świadków tego makabrycznego widowiska – postanowili działać. Zażądali od Atyliuszy natychmiastowego zaprzestania tortur i wyjaśnień. Jeden z trybunów miał stwierdzić, że ich czyny hańbią Rzym. Dalsze losy Marcji i więźnia pozostają nieznane, choć jeden z jej synów, współodpowiedzialny za te okrucieństwa, osiągnął po latach najwyższe urzędy w państwie. Kluczowe pytanie brzmi: co pchnęło Marcję do tak nieludzkiego postępowania? Czy była to żądza władzy w domostwie, zemsta, czy może mroczna skaza jej charakteru? Przyjrzyjmy się bliżej ich rodzinnym perypetiom.

Według relacji historyków w Marcji coś pękło.

Siedem lat wcześniej jej mąż, M. Atyliusz Regulus, został przez komicja obrany na urząd konsula na rok 256. Drugi konsulat (poprzednio pełnił urząd w roku 267) był wielkim wydarzeniem dla każdego senatora – i zapewne świętem w domu. Nastrój musiał jednak pozostawać poważny, Regulus bowiem miał stanąć na czele sił Republiki, których zadaniem było dokonanie desantu w Afryce Północnej. W ten sposób planowano zadanie Kartaginie decydującego ciosu w trwającej ósmy rok wojnie.[…]

Po siedmiu latach od wybuchu walk Republika osiągnęła przewagę na tyle dużą, że w senacie zdecydowano się wdrożyć ultraofensywny plan zakładający desant legionów w Afryce Północnej. To była misja, która została powierzona nowym konsulom: L. Manliuszowi Wulso i znanemu już nam M. Atyliuszowi Regulusowi. Punijczycy zdecydowali się zagrodzić Rzymianom drogę pod Eknomos, by nie dopuścić do przeniesienia walk do ich ojczyzny. Próba zakończyła się katastrofą: flota Republiki odniosła wspaniałe zwycięstwo. Kiedy legiony wylądowały na Czarnym Lądzie, jasne stało się, że jeden z konsulów jest zmuszony prowadzić ofensywę, a drugi wrócić do Rzymu, by przeprowadzić wybory.


Reklama


Konsul Atyliusz Regulus, dowodzący kampanią w Afryce w 256 roku, miał ponoć serce rozdarte. Z jednej strony senat w uznaniu za odniesione sukcesy prolongował mu dowództwo w wojnie z Kartaginą na kolejny rok, z drugiej – z domu napływały wieści, które mogłyby wzruszyć nawet najtwardszego legionistę. Marcja, jego żona, w rozpaczliwym liście pisała o śmierci zarządcy ich skromnego – ledwie dwuhektarowego – majątku ziemskiego i o najemnych robotnikach, którzy, niczym hieny, rozkradli narzędzia. Zrozpaczona, błagała Regulusa o powrót, bo widmo nędzy czaiło się nad ich rodziną. Konsul, jak głosi legenda, prosił senat o zastępstwo, a ten, w przypływie rzymskiej solidarności, otoczył jego bliskich wsparciem ze skarbu państwa. Brzmi jak historia, która wyciska łzy, prawda? Zbyt piękna, by była prawdziwa.

Regulus nie był święty?

Polibiusz, nasz najbardziej skrupulatny kronikarz, nie zna tej opowieści, a nawet sugeruje coś zgoła innego: Regulus wcale nie palił się do oddania dowództwa, obawiając się, że następca zgarnie laury za jego sukcesy. Trudno zresztą wyobrazić sobie rzymskiego konsula – w dodatku w połowie III wieku, w apogeum kampanii – który błaga o skrócenie misji, by ratować podupadłe gospodarstwo. Regulus, pochodzący z plebejskiej arystokracji, nie był byle kmieciem; jego ojciec zostawił majątek, który wyniósł nie tylko jego, ale i młodszego brata na szczyty republikańskiej hierarchii. Jego uwagi o ziemiach, których nie warto kupować, pachną raczej wiedzą magnata niż chłopa na skraju ruiny.

Powyższy tekst stanowi fragment książki „Kobiety republiki rzymskiej” autorstwa Łukasza Schreibera, która ukazała się nakładem wydawnictwa Prześwity.
Powyższy tekst stanowi fragment książki „Kobiety republiki rzymskiej” autorstwa Łukasza Schreibera, która ukazała się nakładem wydawnictwa Prześwity.

Jeśli w tej historii jest ziarno prawdy, to co najwyżej drobne kłopoty z majątkiem – ot, chwilowy ból głowy, a nie widmo nędzy. Senat mógł udzielić wsparcia, ale na pewno nie z litości nad konsulem biedakiem. Tradycja rozciągnęła kampanię Regulusa na dwa lata, podczas gdy prawda jest mniej romantyczna: w 256 roku poniósł klęskę pod Adys (dzisiejsza Oudna w Tunezji), a reszta to tylko barwne zmyślenie. Marcja, choć w tej opowieści jawi się jako zrozpaczona matrona, mogła być kimś więcej niż pionkiem w ckliwej legendzie. Czy jej list, jeśli istniał, był wołaniem o pomoc, czy sprytnym ruchem, by ściągnąć męża do domu?

Pięć lat spędził w punickiej niewoli dumny konsul Atyliusz Regulus, czekając na moment, gdy Kartagińczycy uznają go za użytecznego. Klęska pod Adys w 256 roku, gdzie stracił całą armię konsularną, skutecznie ostudziła zapał Rzymu do kolejnych inwazji na Afrykę. Republika jednak nie złożyła broni – przełomem było zwycięstwo L. Cecyliusza Metellusa pod Panormos w 250 roku, które pokazało, że potomkowie Romulusa potrafią poskromić nawet budzące grozę punickie słonie.

W tym właśnie czasie Kartagińczycy postanowili odesłać Regulusa do Rzymu z misją pokojową – a przynajmniej z propozycją wymiany jeńców, żądając w zamian tysięcy swoich żołnierzy za jednego konsula. Regulus, jak głosi tradycja, przysiągł optować za układem i złożył honorową obietnicę powrotu do Kartaginy, gdyby negocjacje spełzły na niczym.

Z dramaturgią godną teatru Syliusz Italikus w szóstej księdze Puniki odmalował wydarzenia z 250 roku. Marcja, żona Regulusa, miała ujrzeć męża w punickim odzieniu – widok, który złamałby serce każdej matronie. Wraz z dwójką synów przeżyła to jak cios, a młodszy z chłopców, z dziecięcą rozpaczą, błagał ojca o chwilę uwagi dla rodziny. Niewzruszony Regulus odmówił spotkania, spiesząc się, by zdać relację senatorom. Czyżby chciał pokazać, że obowiązek wobec Rzymu waży więcej niż łzy żony? Syliusz Italikus oddaje głos Marcji, której lament, pełen bólu i goryczy, maluje obraz kobiety uwięzionej między miłością a honorem męża. W tej scenie, choć wyczuwamy literacką przesadę, Marcja staje się czymś więcej niż tłem męskiej chwały – jej głos, nawet jeśli ubarwiony przez poetę, przypomina, że kobiety Republiki nosiły ciężar wojen nie mniej niż ich mężowie.

Korneliusz Regulus wyruszający z powrotem do Kartaginy.
Korneliusz Regulus wyruszający z powrotem do Kartaginy.

Atyliusz Regulus, wracając do Rzymu w punickim odzieniu W 250 roku, miał plany dalekie od rodzinnego ciepła. Reakcja Marcji, jego żony, balansowała na granicy histerii – i trudno jej się dziwić, gdy mąż, po latach niewoli, pojawił się jak duch z kartagińskiej opowieści. Regulus jednak, świadom swego losu, wiedział, że spokojne życie u boku rodziny to mrzonka. Przed senatorami stanął jako kwintesencja rzymskiego kwiryty: wyjawił gorzką prawdę o swoim położeniu, lecz uznał, że związany przysięgą daną wrogowi, stracił prawo do głosu w senacie. Z żelazną logiką doradzał, by nie zgadzać się na wymianę jeńców – w końcu on, „stary i jeden”, nie ważył tyle co tłum młodych punickich oficerów.

Dumny mąż wiernej żony

Tylko Diodor Sycylijski dopatrzył się w tym arogancji; reszta antycznych kronikarzy, z błyskiem w oku, sławiła jego virtus jako wzór rzymskiego bohaterstwa. Senatorowie, kiwając głowami, przyjęli jego radę, a Regulus, pod punicką eskortą, ruszył w powrotną drogę do Kartaginy. Widowisko musiało zapierać dech, a Marcja, złorzecząc mężowi za wierność wrogom kosztem małżeńskiej przysięgi, dodawała scenie tragicznego żaru. Czy można ją winić za to, że wolała żywego męża od marmurowego mitu?


Reklama


Szczęśliwego finału nie było. Kartagińczycy, niewzruszeni honorem Regulusa, okazali się mistrzami okrucieństwa. Relacje o jego śmierci różnią się, lecz wszystkie malują ponury obraz: zamęczono go, pozbawiając snu i jadła. Niektórzy autorzy (Cyceron, Ampeliusz czy Eutropiusz) wolą nie wgłębiać się w makabrę. Inni (Aulus Gelliusz, Waleriusz Maksymus czy Syliusz Italikus) opisują klatkę nabijaną kolcami, w której Regulus konał. Jeszcze dalej idzie Orozjusz, wspominając odcięte powieki, a Seneka i Florus dodają gwoździe wbijane w ciało i śmierć na krzyżu. Najbardziej przerażający obraz, rodem z koszmaru, serwuje Diodor Sycylijski: Regulus, poddany wszystkim tym torturom, miał zostać rozszarpany przez rozwścieczone słonie.

Gdy wieści o śmierci Atyliusza Regulusa dotarły w 250 roku nad Tyber, Marcja musiała porzucić resztki nadziei – i tu powróćmy do początków naszej opowieści. W gniewie i bólu, jak głosi tradycja, nakazała swoim synom wziąć odwet za ojca, torturując punickich niewolników z zaciętością godną rzymskiej furii. Historia ta, choć mroczna, ma swój ciąg dalszy: młodszy syn Regulusa i walecznej Marcji wspiął się na konsulat w 225 roku, niosąc imię rodu w chwale. Ale czy ta opowieść, pełna dramatyzmu i okrucieństwa, jest prawdziwa? Wielu badaczy odrzuca ją jako czystą konfabulację.

Marcja miała nakazać swoim synom powzięcie krwawej zemsty za ojca. To, co wydarzyło się w ic domu, miało wstrząsnąć opinią publiczną (fot. ilustracyjne).

Sceptycy opierają się na milczeniu greckich historyków – Polibiusz z Megalopolis i Diodor Sycylijski nie wspominają ani słowa o misji pokojowej Regulusa. Stąd wniosek, że cała historia to rzymska bujda, tkana przez ród Atyliuszy, by polerować swój wizerunek. Ale skąd w takim razie opowieść o bestialstwie Marcji i jej synów? Czy konsul z 225 roku lub jego potomkowie mieliby interes w rozgłaszaniu, że ich matka zamieniła żałobę w krwawą zemstę? Raczej nie. Może więc istnieje logiczne wyjaśnienie, które nie każe nam odrzucać wszystkiego jako bajki.

Załóżmy, że Marcja rzeczywiście dopuściła się tortur – czyn bulwersujący, ale nie niemożliwy w epoce wojen punickich. Polibiusz, z powodów politycznych, mógł pominąć zarówno bohaterstwo Regulusa, jak i skandaliczne zachowanie jego żony, by nie drażnić rzymskich elit. Późniejsi autorzy, jak Syliusz Italikus czy Waleriusz Maksymus, wolni od tych ograniczeń, z lubością ubarwili historię. By usprawiedliwić Marcję, dorzucono ckliwy wątek o ubogim domu, w którym biedna matrona walczyła o byt rodziny – bajkę, którą mogli wymyślić tylko obrzydliwie bogaci. A ród Marcjuszy Filippusów, z którego pochodziła Marcja, z pewnością do takich należał. Ta patriotyczna legenda, choć przesycona fikcją, miała wybielić jej czyny i dodać blasku Atyliuszom.


Reklama


Jeśli Regulus naprawdę wykazał się odwagą, a Kartagińczycy zamęczyli go na śmierć, czyn Marcji – torturowanie punickich niewolników – nabiera innego wymiaru. Wzmacnia tę tezę milczenie Polibiusza, który nie tylko nie zna misji pokojowej Regulusa, ale i jego męczeńskiej śmierci. Dopiero w połowie I wieku Cyceron, swoim autorytetem, tchnął życie w legendę tragicznego konsula, splatając jego losy w licznych pismach w hymn na cześć rzymskiego virtus. To on, bardziej niż ktokolwiek, uczynił z Regulusa ikonę honoru – choć, jak się zdaje, na fundamentach z piasku.

Oddała im te same cierpienia

Krwawa zemsta Marcji pojawia się w kronikach Diodora Sycylijskiego, który, co ciekawe, nie wymienia jej imienia, jakby chciał rozmyć jej postać w cieniu. Z kolei Aulus Gelliusz, cytując Kw. Eliusza Tuberona z drugiej połowy I wieku, zdejmuje z niej odium, przypisując tortury wyłącznie jej synom. W tej wersji senat miał rzekomo wydać rodzinie kartagińskich jeńców – historia tak absurdalna, że brzmi jak wymysł zdesperowanego kronikarza. Godna uwagi jest jednak liczba źródeł wspominających Marcję, niezwykła jak na kobietę tamtej epoki: Liwiusz, Horacy, Seneka, Waleriusz Maksymus, Frontynus, Kasjusz Dion, a nawet autor „De viris illustribus” snują opowieści o jej losach. Syliusz Italikus maluje ją jako dumną matronę, a Horacy, opisując poselstwo Regulusa, wspomina „pocałunek wstydliwej małżonki” – być może poetycką fanaberię, ale i próbę podkreślenia jej delikatności, tak odległej od obrazu mściwej furii.

To wszystko pokłosie wysiłków rodu Marcjuszy Filippusów, który chciał wybielić swoją przedstawicielkę, ubierając ją w patriotyczny kostium Atyliuszy. Opowieść przyjęto tym chętniej, że zdejmowała hańbę z Regulusa – jedynego wodza pierwszej wojny punickiej, który poniósł tak druzgocącą klęskę w bitwie lądowej pod Adys w 256 roku. Misji pokojowej, rzecz jasna, nigdy nie było. Pozostała jedynie niegodna zemsta Marcji, którą rzymscy autorzy próbowali zamazać.

A jednak historia Regulusa i jego nieugiętej żony ukazuje, że małżeństwa, nawet aranżowane, mogły być przepełnione zgodą, a może i miłością. Regulus, zdolny, lecz pechowy wódz, stał się dla Rzymian exemplum męstwa i honoru – nie dzięki zwycięstwom, lecz z uwagi na męczeńską śmierć, która, jak wiele w tej opowieści, prawdopodobnie nigdy nie miała miejsca. Marcja, w cieniu tych opowieści, jawi się nie tylko jako zrozpaczona wdowa, ale także jako kobieta, która, wbrew kronikom, chwyciła los we własne ręce – nawet jeśli jej dłonie splamiła krew.

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Łukasza Schreibera „Kobiety republiki rzymskiej”, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Prześwity.

Te kobiety ukształtowały historię starożytnego Rzymu

Autor
Łukasz Schreiber

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.