Na dawnej polskiej wsi dzieci od najmłodszych lat musiały mierzyć się z nędzą oraz ciężką pracą. Chłopi wychowywali swoje potomstwo twardą ręką, a każdy objaw nieposłuszeństwa lub złamanie licznych zakazów i nakazów skutkowały surowymi karami. Wśród najmłodszych włościan znajdowała się jednak grupa, którą czekały szykany już za sam fakt pojawienia się na świecie.
Wbrew obiegowej opinii na dawnej polskiej wsi narodziny nieślubnego dziecka wcale nie były rzadkością. Jasno dowodzą tego badania ksiąg chrztów.
Reklama
Ile nieślubnych dzieci rodziło się na wsi?
Według danych przywoływanych przez profesora Mateusza Wyżgę w książce Chłopstwo. Historia bez krawata w okresie od XVII do XIX wieku „nawet kilkanaście procent ogółu noworodków to dzieci nieślubne lub podrzutki”.
Z kolei urodzony na Podkarpaciu w 1842 roku znany wiejski pamiętnikarz Jan Słomka utyskiwał, że pod koniec XIX wieku „wkradała się na wsi w zatrważający sposób rozpusta”. Rzeczywiście, druga połowa stulecia przyniosła znaczne zmiany w kwestii najprywatniejszych sfer życia polskich chłopów i chłopek.

Bardzo ciekawe informacje w tej materii zamieścił Franciszek Bujak w książce pt. Żmiąca, wieś powiatu limanowskiego. Stosunki gospodarcze i społeczne. Wydana w 1903 roku publikacja, stanowiła pierwszą naukową monografię polskiej wioski.
Autor przedstawił tam między innymi szczegółowe dane na temat narodzin nieślubnych chłopskich dzieci. O ile w pierwszej połowie XIX wieku w osadzie przyszło ich na świat 68, to w kolejnych 50 latach liczba ta wzrosła do 130. I to w sytuacji, gdy „wszystkich urodzonych w drugiej połowie [stulecia] było trochę mniej, niż w pierwszej”.
Reklama
Ogółem według obliczeń Bujaka w latach 80. i 90. XIX wieku z nieprawego łoża pochodziło 8,5% noworodków w Żmiącej. Zatem częściej niż co dwunaste chłopskie dziecko rodziło się poza związkiem małżeńskim!
Tak małopolscy chłopi nazywali nieślubne dzieci
Mimo zachodzących na wsi zmian obyczajowych matki nieślubnych dzieci nadal czekał ostracyzm ze strony innych członków gromady. Zgodnie z tym co pisze profesor Andrzej Chwalba „dziewczęta, które zaszły w ciążę, uznawano za upadłe i karano w różny sposób”. Przykładowo „w wielu regionach musiały stać w niedzielę przed kościołem w słomianym wianku, co świadczyło o popełnieniu ciężkiego grzechu”.

Jeszcze gorszy los spotykał jednak same dzieci. Jak podawał Jan Świętek w 1897 roku na kartach książki Zwyczaje i pojęcia prawne ludu nadrabskiego pod koniec XIX wieku chłopi z okolic Krakowa:
Dziecku nieślubnemu nadają pospolicie pogardliwe przezwisko „bąka“, względnie „bącki“. Przezwiskiem tym prześladują je przy każdej sposobności, bez najmniejszej nieraz przyczyny, co wszakże nie przeszkadza, aby się z „bąkiem” bawiły dzieci zamożnych a porządnych gospodarzy.
Reklama
Przezwisko „bąk“ tak się zrasta niekiedy z życiem nieprawego dziecka, że ono prawie tylko pod ta nazwa jest we wsi znane, zwykle z dodatkiem imienia jego matki np. „bąk Kajscyn, bąk „Jagniescyn“ itp.
Od tego przezwiska uwalnia się dziecko nieprawe czasami dopiero w młodzieńczym wieku np. w dwudziestym roku życia, ale i to niezupełnie, choć wprost w oczy rzadko to już usłyszy, chyba wśród zwady i zatargów.

Na wsi czekało je koszmarne traktowanie
Z kolei Stanisław Polaczek w pracy Wieś Rudawa. Lud, jego zwyczaje, obyczaje, obrzędy, piosnki, powiastki i zagadki podkreślał, że „bąk jest istotą bardzo nieszczęśliwą, jeżeli matka jego za mąż potem nie wyszła. On za grzech matki tu na ziemi pokutę odbywa”.
Gdy mały jeszcze, to rówieśnicy nigdy inaczej nań nie wołają, jak: bącek! Gdy dorasta, niech się tylko gdzie pokaże, a już mówią: oto idzie ten, co ma pełną stodołę „ojców”. Do tego wszystkiego od parobka takiego stronią dziewczęta, dziewczynę taką omijają parobcy. Rzecz to dziwna: matka zawiniła, a dziecię przez całe życie cierpi.
Reklama
Takie traktowanie nieślubnych dzieci na wsi nie dotyczyło w żadnym razie jedynie Galicji. Podobnie sytuacja wyglądała na terenie zaboru rosyjskiego. Możemy się o tym przekonać sięgając po książkę Zygmunta Wasilewskiego Jagodne (wieś w powiecie łukowskim, gminie Dąbie). Autor publikacji z 1889 roku ze smutkiem pisał, że na pograniczu Mazowsza i Podlasia:
Los nieprawych dzieci, „bastruków”, zostających w pogardzie u ludzi, bywa zazwyczaj opłakany. Matki oddają je najczęściej na służbę „do ludzi”, którzy wyzyskują ich pracę. Na pierwszy rzut oka wyróżnić można z masy innych te wychudłe, obdarte dzieci, wystraszonym okiem spoglądające na gospodarzy i ich dzieci.

Pędzą one między ludźmi żywot popychadeł i kopciuszków, spotykają pogardę, słuchają szczegółów swego zjawienia się na świat, opowiadanych ze śmiechem każdemu kto je ciekawy usłyszeć.
Jedyną nadzieją na normalne życie dla chłopskich dzieci z nieprawego łoża, była sytuacja, gdy ich rodzice wzięli ślub. Wtedy – jak podkreślał Świętek – „nie tylko pozbywają się swego obelżywego przezwiska, ale nabywają takich praw, jakie przysługują dzieciom ślubnym”.
Bibliografia
- Franciszek Bujak, Żmiąca, wieś powiatu limanowskiego. Stosunki gospodarcze i społeczne, Gebethner i Spółka 1903.
- Andrzej Chwalba, Wojciech Harpula, Cham i pan. A nam, prostym, zewsząd nędza?, Wydawnictwo Literackie 2022.
- Stanisław Polaczek, Wieś Rudawa. Lud, jego zwyczaje, obyczaje, obrzędy, piosnki, powiastki i zagadki, M. Arct 1892.
- Jan Słomka, Pamiętniki włościanina od pańszczyzny do czasów dzisiejszych, Nakładem Towarzystwa Szkoły Ludowej w Krakowie 1929.
- Jan Świętek, Zwyczaje i pojęcia prawne ludu nadrabskiego, Akademia Umiejętności 1897.
- Zygmunt Wasilewski, Jagodne (wieś w powiecie łukowskim, gminie Dąbie), Zarys etnograficzny, Zakłady Wydawnicze M Arct 1889.
- Mateusz Wyżga, Chłopstwo. Historia bez krawata, Znak Horyzont 2022.







