Gdy słyszymy, że panują właśnie rekordowe upały, aż trudno nam sobie wyobrazić, że tak fatalnie nie było w całej historii Polski. Nigdy. Nawet gdy temperatury osiągały poziomy, które można by sklasyfikować jako „w pół do piekarnika”, sytuacja nie wyglądała tak samo jak teraz. I wcale nie chodzi o to, ile stopni Celsjusza pokażą słupki rtęci.
Poniższy materiał, w znacznie dłuższej wersji, ukazał się pierwotnie w formie wideo na kanale na Youtube.
29 lipca 1921 roku niemiecka stacja meteorologiczna w Proskau, czy też Prószkowie niedaleko Opola odnotowała w dzień temperaturę wynoszącą 40,2 stopnia Celsjusza. Od wielu dekad ten wynik uznawało się za historyczny rekord ciepła na ziemiach polskich, który w niedzielę 28 czerwca 2026 r. został pobity w Słubicach. Paradoksalnie to nie jest autentycznie istotne. Jedna liczba, chwilowy pomiar z wybranego miejsca… nie powie nam niczego przełomowego.
Reklama
Nie wiadomo czy rekord z 1921 roku w ogóle został uzyskany w sposób, który powinno się porównywać z dzisiejszymi wynikami. Czy był w pełni wiarygodny i czy zasługuje na to, by traktować go jako punkt odniesienia. Na potrzeby oficjalnych pomiarów, temperatury nie wolno sczytywać z dowolnego termometru umieszczonego gdzieś w cieniu.
Aparatura musi być odpowiednio precyzyjna, należy ją zamknąć w specjalnej klatce izolującej ją od dodatkowych wpływów, zawiesić na właściwej wysokości – standardowo 2 metrów. Oczywiście nie jestem meteorologiem, ale jako historyk mogę powiedzieć, że w Prószkowie ponad 100 lat temu chyba nie wszystkie warunki były spełnione. A poza tym podejrzanie blisko znajdowała się stacja chemiczna, która mogła wpłynąć na miejscowy odczyt…

W każdym razie lato 1921 roku ogółem przeszło do historii jako wyjątkowo upalne. W wielkopolskim Zbiersku odnotowano wówczas maksymalnie równe 40 stopni, w Poznaniu temperatura doszła do niemal 39 stopni.
No i niby nigdy więcej, jeśli odrzucić pewne dużo bardziej wątpliwe liczby, nie zdarzyło się by punktowo w Polsce, w cieniu, pękło gdzieś 40 stopni. Nie stało się to ani razu nawet w XXI wieku, w każdym razie aż do czerwca 2026 roku. Ale na sprawę wypada jednak spojrzeć… szerzej.
Reklama
Dlatego dzisiaj w Wielkiej Historii z Kamilem Janickim zapytajmy czy w historii Polski i Europy serio kiedykolwiek było równie gorąco co teraz. I czy w ogóle historia znała to, co my rozumiemy jako upały.
Skwar tysiąclecia?
Dzisiaj może trochę trudno to sobie wyobrazić, ale skrajna fala upałów z 1921 roku, ten „skwar tysiąclecia”, nie była traktowana nad Wisłą jak walna klęska żywiołowa, wielki kataklizm. Oczywiście można wspominać różne bardzo poważne jej skutki. Wzrosła więc liczba pożarów, szczególnie niebezpiecznie robiło się też chociażby w kopalniach. „Kurier Zagłębia” wymieniał aż siedem, w których na skutek upałów doszło do niekontrolowanych eksplozji w magazynach materiałów wybuchowych.

Niedobór deszczu i bardzo wysokie temperatury niosły z sobą suszę, gazety pisały więc, że „spala się gryka, mizernieją owsy, usychają okopowizny”. To nie było jednak zjawisko powszechne. Bo jednocześnie padały i takie komentarze, cytuję: „W żyźniejszych okolicach urodzaje pod każdym względem są nad wyraz świetne”. Ostrzegano poza tym, że rekordowe upały mają poważne skutki zdrowotne – „wywołują podrażnienie układu nerwowego”, sprzyjają migrenom i bezsenności, wreszcie ponoć „wywołują fermentację w żołądku z powodu zmniejszonego wydzielania się soków trawiennych”.
Tyle, że tych ostrzeżeń, powtórzmy: z dni, gdy pobito temperaturowe rekordy wszechczasów, naprawdę nie było aż tak dużo jak można by sądzić. Nie traktowano ich też bardzo poważnie. Jeśli przekartkowalibyście na przykład numery popularnego „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” z przełomu lipca i sierpnia 1921 roku, moglibyście nie znaleźć żadnych informacji w sprawie fali upałów. Drukowano je co najwyżej gdzieś pod koniec, w zbiorczych kolumnach. To był temat nawet nie drugo, ale trzeciorzędny. Nie na czołówkę.
Reklama
Przed wojną bano się pogody, tyle że… nie takiej. Gdy kraj nawiedzały rekordowe fale mrozów, to był to temat na pierwsze strony, z nim wtedy wiązało się naprawdę ogromne niebezpieczeństwo, działanie państwa wprost zamierało. Podobnie za kryzys najwyższej miary uchodziły powodzie. Ale już fala upałów, nawet ta największa ze wszystkich, wtedy skłaniała raczej do komentarzy… że nie należy panikować, a w innych krajach jest gorzej. I że jeśli jest zbyt gorąco to można przecież pójść na spacer do parku albo nad rzekę.
Zresztą tu wcale nie chodzi tylko o jeden przykład, o sam rok 1921. Ale o zjawisko z niemal całej naszej przeszłości. Lato, letnie upały i w ogóle uciążliwość wysokich, nie zaś niskich temperatur, kiedyś po prostu wyglądały w naszej części świata radykalnie inaczej niż teraz. I to w stopniu, którego chyba nie doceniamy.
Resztę materiału znajdziesz na moim kanale YouTube.







