Po zakończeniu II wojny światowej Argentyna stała się bezpieczną przystanią dla wielu brunatnych zbrodniarzy. To właśnie tam trafili między innymi Josef Mengele czy Adolf Eichmann. Udał się tam również Gruppenführer Ludolf von Alvensleben. Oto jak człowiek odpowiedzialny za śmierć tysięcy Polaków dotarł do Ameryki Południowej.
Alvensleben wstąpił w szeregi NSDAP już 1 sierpnia 1929 roku. Pięć lat później dołączył do SS. Niski numer partyjny oraz bezwzględność w zwalczaniu przeciwników politycznych zapewniły mu szybki awans.
Reklama
Zapadł się pod ziemię
Od 1938 do początków 1941 roku był adiutantem samego Heinricha Himmlera. Po niemieckim ataku na Polskę został wyznaczony na dowódcę północnego okręgu Selbstschutzu. Na tym stanowisku zapisał na swoim koncie pierwsze masowe zbrodnie, odpowiadając za śmierć tysięcy Polaków z Pomorza (więcej na ten temat przeczytacie w innym tekście).
Kolejne lata wojny przynosiły mu awanse oraz coraz ważniejsze stanowiska. Swoje zbrodnicze „talenty” wykorzystywał między innymi na okupowanym przez Niemców Krymie. Ostatecznie w 1944 roku, będąc już SS-Gruppenführerem (odpowiednik generała dywizji) został mianowany wyższym dowódcą SS i policji w okręgu Łaby.

Zgodnie z tym co podaje Filip Gańczak w książce pt. Polakożerca chociaż von Alvensleben „na początku wojny szumnie zapowiadał w Bydgoszczy, że naród będzie walczył »do zwycięstwa albo dopóki ostatni Niemiec nie wykrwawi się na polu bitwy«”, to gdy III Rzesza upadała sam „zapadł się pod ziemię”.
Aresztowanie u ucieczka z obozu internowania
Z uwagi na wysoką rangę oraz liczne zbrodnie, jakie popełnił, Ludolf von Alvensleben szybko znalazł się na liście poszukiwanych przez aliantów przestępców wojennych. Przez wiele miesięcy udawało mu się jednak unikać aresztowania. W końcu powinęła mu się noga i 2 sierpnia 1946 roku wpadł w ręce Brytyjczyków.
Reklama
Po zatrzymaniu w Hamburgu podał swoje prawdziwe dane, ale jak podkreśla Filip Gańczak „w informacjach o przebiegu służby pomija jednak okres, gdy na Pomorzu kierował Selbstschutzem”. Następnie trafił do obozu internowania w Neuengamme. Przesłuchujący go tam Dennis Goodman opatrzył swój protokół notatką: „Prawdopodobne, że będzie próbował uciec”. Tak też się stało. Jak czytamy w Polakożercy:
Do ucieczki dochodzi 11 września 1946 roku. Według Goodmana Alvensleben opuścił Neuengamme w karetce „w miejsce kogoś innego” i „wszystko wydawało się bardzo dobrze zorganizowane”. Wedle innej wersji, powtarzanej po latach przez Karla Wolffa, były szef pomorskiego Selbstschutzu wydostał się z obozu w kadzi na mleko.

Amerykanie z CIC otrzymają z kolei informację, jakoby w ucieczce pomógł Alvenslebenowi fałszywy szwajcarski paszport. Weidauer natomiast sugerował, że w wydostaniu się z obozu pomogła esesmanowi rodzina, mająca bardzo dobre kontakty z angielską szlachtą: „Najwyraźniej miał wspólników wśród oficerów angielskich władz okupacyjnych”.
Fałszywy dowód osobisty
Po ucieczce z obozu były adiutant Himmlera znów zapadł się pod ziemię. W tym czasie jako zbrodniarza wojennego poszukują go już nie tylko Polacy, ale również Sowieci oraz czechosłowackie władze.
Reklama
Do dzisiaj nie wiadomo, gdzie von Alvensleben znalazł schronienie w kolejnych miesiącach. Wiele jednak wskazuje na Lubekę, gdzie esesman miał rodzinę. To właśnie stamtąd pod koniec listopada 1946 roku został wysłany list do policji w Bolzano.
„Zatroskana” Lona Kremhart pytała w nim czy w tyrolskim mieście znajduje się jej mąż Theo Kremhart, który pod koniec wojny miał służyć na włoskim froncie. Miesiąc później przyszła pozytywna odpowiedź.

Przeprowadzona po latach analiza grafologiczna wykazała, że w rzeczywistości list został napisany przez samego von Alvenslebena, który miał zamiar zdobyć dokumenty podszywając się pod niemieckiego spadochroniarza Theodora Kremharta. Plan się powiódł i zbrodniarz uzyskał dowód osobisty wydany przez gminę Termeno. Nie był zresztą jedyny. Zgodnie z tym co pisze autor Polakożercy:
Dowód tożsamości z Termeno w Tyrolu Południowym otrzymało w krótkim czasie kilku prominentnych zbrodniarzy wojennych: w kwietniu 1948 roku Josef Mengele, niesławny „Anioł Śmierci” z Auschwitz, miesiąc później Alvensleben, a w czerwcu – Adolf Eichmann, nazywany architektem Holokaustu.
Reklama
Nigdy nie odpowiedział za swoje czyny
Teraz droga do ucieczki Gruppenführera z Europy była już prosta. Posługując się fałszywymi danymi skierował 31 października 1949 roku prośbę do przedstawicielstwa Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w Genu „o wystawienie dokumentu podróży uprawniającego do wjazdu do Argentyny”.
Mężczyzna składający podanie przedstawia się jako Teodoro (wcześniej Theodor) Kremhart, urodzony 2 maja 1906 roku w Termeno, ewangelik, ekspert rolniczy, żonaty z… Loną Wasilewski. W rubryce „tożsamość” powołuje się na dowód osobisty wydany przez gminę Termeno.

Do formularza przyklejono zdjęcie. Widoczny na nim mężczyzna nosi wąsy i zdaje się mieć sporo włosów, ale bez większego trudu można w nim rozpoznać Ludolfa von Alvenslebena. Najwyraźniej przywdział półperukę.
Wniosek został również podpisany przez franciszkanina Eduarda Dömötera. Tego samego, który pomógł w ucieczce Adolfowi Eichmannowi. Prośba została rozpatrzona pozytywnie i już w grudniu 1949 roku Gruppenführer dopłynął na pokładzie transatlantyku „Cabo de Buena Esperanza” do Buenos Aires.
Stał się tym samym najwyższym rangą niemieckim zbrodniarzem, który uciekł do Argentyny. W połowie lat 50. XX wieku dołączyły do niego żona i dzieci. Zmarł w 1970 roku na raka płuc. Miał wówczas 69 lat. Nigdy nie spotkała go żadna kara za popełnione czyny.
Historia kata Pomorza

Bibliografia
- Filip Gańczak, Polakożerca, Prószyński i S-ka 2026.
- Bettina Stangneth, Eichmann Before Jerusalem. The Unexamined Life of a Mass Murderer, Vintage Publishing 2021.







