9 października 1944 roku Winston Churchill przyleciał do Moskwy na drugą osobistą wizytę u Stalina. Amerykanie byli oburzeni, że zamierzał sam pertraktować z czerwonym carem. I słusznie. Churchill, pod wrażeniem lawinowych postępów Armii Czerwonej miał zamiar złożyć propozycję, która po dziś dzień kładzie się cieniem na jego politycznej karierze.
W rozmowie, która odbyła się jeszcze tego samego dnia, poza przywódcami Wielkiej Brytanii i Związku Sowieckiego wzięli udział tylko ich ministrowie spraw zagranicznych oraz dwaj tłumacze – Arthur Birse ze strony brytyjskiej i Władimir Pawłow, na usługach gospodarzy.
Reklama
Zwłaszcza zaangażowanie tego pierwszego ma z perspektywy historii znaczenie, nie był on bowiem w stanie przemilczeć rzeczy rozgrywających się na jego oczach.
„Tam, gdzie jest jeden Polak…”
Spotkanie zaczęło się od drwin z Polaków. I nie zainicjował ich Stalin, ale jego brytyjski rozmówca. „Tam, gdzie jest dwóch Polaków, zaczyna się kłótnia” – rzucił Winston Churchill. Przywódca Związku Sowieckiego roześmiał się i odpowiedział: „Tam, gdzie jest jeden Polak, z czystej nudy zacznie się kłócić z sobą samym”.

Następnie Stalin przerwał premierowi Wielkiej Brytanii i stwierdził, że jednak dostał prośbę od strony amerykańskiej, by do rozmowy włączono ambasadora Stanów Zjednoczonych w Moskwie, Williama Averella Harrimana.
„Premier wyciągnął wtedy coś, co nazwał «nieprzyzwoitym dokumentem»”
O tym co zdarzyło się następnie obrazowo opowiada Giles Milton na kartach nowej książki pt. Sprawa Stalina. Niewyobrażalny sojusz, który pomógł wygrać II wojnę światową:
Reklama
Churchill skinął głową i odparł, że z przyjemnością powita Averella na pozostałych rozmowach, „ale nie chce, by to przeszkodziło w poufnej rozmowie między nim i marszałkiem Stalinem”. Słowa te były wstępem do propozycji tak szokującej i cynicznej, że wszyscy byli zaskoczeni, szczególnie Arthur Birse.
„Premier wyciągnął wtedy coś, co nazwał «nieprzyzwoitym dokumentem»”. Był to eufemizm. Dokument zawierał listę pięciu krajów — Grecji, Rumunii, Bułgarii, Jugosławii i Węgier — z procentami zapisanymi obok każdego z nich. Oznaczały one zakres wpływów, jakie Wielka Brytania i Związek Sowiecki miały uzyskać w każdym kraju.

„(…) Czy urządzałoby was posiadanie dziewięćdziesięciu procent wpływów w Rumunii, przy naszych dziewięćdziesięciu procentach w Grecji?”. Dodał, że powinni mieć równe wpływy — pół na pół — na Węgrzech i w Jugosławii, a Stalin siedemdziesiąt pięć procent w Bułgarii.
Przekreślone słowa
Zszokowany Birse zapisał swoje wrażenia z obserwowanej rozmowy. Te prywatne notatki, z jednoznaczną wzmianką na temat „nieprzyzwoitego dokumentu”, zostały później, jak wyjaśnia Giles Milton w Sprawie Stalina, „przekreślone na znak, że miały być usunięte z oficjalnej relacji ze spotkania”. Nie stało się to jednak skutecznie:
Reklama
„[Churchill] powiedział, że Amerykanie będą zaszokowani, jeśli zobaczą, jak dosadnie to ujął”, po czym dodał, że „marszałek Stalin jest realistą” i że „on sam nie jest sentymentalny”. Premier chciał od razu rozparcelować Europę, dzieląc łupy między siebie i swojego sowieckiego towarzysza broni.
Notatka z procentami była napisana ołówkiem na małej kartce. Zanim przesunął ją na drugą stronę stołu, zaczekał, aż Pawłow skończy tłumaczyć jego słowa. „Nastąpiła mała przerwa. Potem wziął swój niebieski ołówek i machnął na kartce wielki podpis i przesunął ją w naszą stronę. Wszystko zostało załatwione w czasie krótszym, niż zajmuje to opowiadanie”.
Bibliografia
Artykuł powstał na podstawie książki Gilesa Miltona pt. Sprawa Stalin. Ukazała się ona nakładem oficyny Noir Sur Blanc w 2026 roku.
Kulisy zawiązania najbardziej nieprawdopodobnej koalicji w dziejach świata








