Giovanni di Pietro di Bernardone, znany później jako Franciszek z Asyżu pochodził z zamożnej kupieckiej rodziny. Został nawet pasowany na rycerza. Mając niewiele ponad 20 lat porzucił jednak wojaczkę i stał się człowiekiem głęboko religijnym. Jednocześnie zaczął hojnie wspierać ubogich środkami z ojcowskiej szkatuły. Następnie przywdział strój żebraka i własnoręcznie odbudowywał zrujnowane kościoły. To nie spodobało się seniorowi rodu, który postanowił wytoczyć synowi proces przed obliczem lokalnego biskupa. O tym, jak zachował się późniejszy założyciel Zakonu Braci Mniejszych pisze ksiądz profesor Andrzej Zwoliński w biografii słynnego świętego.
[W średniowiecznej Europie] źródłami zobowiązań prawnych były: czyny niedozwolone, czyli delikty (łac. ex delicto) – samo wyrządzenie szkody prowadziło do powstania po stronie sprawcy obowiązku jej naprawienia; umowy formalne (łac. ex contracto) – dokonywane wraz z uroczystym przyrzeczeniem; umowy realne (łac. ex contracto) – dochodziły do skutku przez przyjęcie świadczenia do otrzymania rzeczy od drugiej strony. Istniała możliwość umacniania umów. Najbardziej powszechnym zabezpieczeniem swoich wierzytelności był zastaw.
Reklama
Motywacja ojca Franciszka z Asyżu
W średniowieczu przestępstwa dzielono na większe i na mniejsze, w zależności od wagi sprawy i właściwości sądu. Spory sądowe toczyły się przede wszystkim między osobami indywidualnymi.
Taki spór stał się przedmiotem oskarżeń wniesionych przez asyskiego kupca Pietro Bernardone, ojca św. Franciszka z Asyżu. W związku ze sporem o dobra rozdane przez Franciszka poprosił o radę biskupa asyskiego w 1206 roku.

Ojciec żądał zwrotu rozdanego majątku, zrzeczenia się wszelkich praw do majątku ojca oraz domagał się wygnania syna z miasta. Teraz chodziło mu już tylko o to, by oddalić od siebie hańbę ojca okradzionego przez własnego syna. Miał może nadzieję, że pozbawienie Franciszka środków do życia i perspektywa wyrzucenia go poza miasto wymusi na nim powrót – z przeprosinami i z obietnicą poprawy – do własnego domu.
Powszechnym zjawiskiem społecznym w średniowiecznych miastach i miasteczkach była tzw. fama publica – kontrola publiczna, publiczny podgląd. W średniowieczu miało ono ogromny zasięg i dużą siłę oddziaływania. Ludzie nieustannie przyglądali się sobie, śledzili kroki i działania innych, wchodzili w nieustanną konfrontację ze sobą, polemizowali, oceniali się negatywnie lub pozytywnie – nie zezwalając na bierność, milczenie i życie na marginesie zainteresowań innych.
Dlatego też kiedy Franciszek pojawił się w żebraczym stroju, prosił o jałmużnę lub kamienie na San Damiano, spotykał się z aktywną reakcją mieszkańców, często z wrogością, a niekiedy z życzliwością – w zależności od aktualnej o nim opinii i stanu dyskusji na jego temat. Ojciec był tego świadom i dlatego bardzo zależało mu na jednoznacznym ocenieniu poczynań Franciszka, aby sam nie był postrzegany jako nieudolny ojciec, nieumiejętnie kierujący swoją rodziną, bogaty, ale bez powodzenia w budowaniu rodzinnego spokoju i szczęścia.
Najpierw udał się do ratusza
W tej sprawie w pierwszej kolejności zwrócił się do konsulów urzędujących w ratuszu. Ratusz był siedzibą rady miasta i burmistrza (tzw. podesta). Ambicją miast-państw włoskich była wówczas w miarę duża samodzielność sądowa. Powstające komuny miejskie powoływały radę. Wraz z jej pojawieniem się następowała próba sił między miastem, które rządziło się samo, a jego właścicielem (dotychczas „seniorem” w układzie feudalnym).
Reklama
W wypadku Asyżu właścicielem miasta był papież, a w jego imieniu – biskup. Między biskupem a podesta były ciągłe spięcia dotyczące głównie interpretacji uprawnień, także sądowych. Podesta rządził miastem w imieniu właściciela, ale jeszcze bardziej reprezentował interesy rady miejskiej wobec właściciela. Podesta był też dowódcą wojska i w razie zagrożeń wojennych przejmował władzę w mieście, kiedy trzeba było go bronić.
To w ratuszu, wobec rady miasta – faworyzując jej siłę i uprawnienia – ojciec Franciszka chciał złożyć skargę. Oni zareagowali natychmiast: wysłali na ulice miasta obwoływacza, który wszystkim ogłaszał wezwanie Franciszka do stawienia się przed ich obliczem. Franciszek, korzystając z prawa, nie chcąc ani oddać pieniędzy, ani opuścić Asyżu, złożył protest, że wezwanie go nie dotyczy.

Sprawę musiał rozstrzygnąć biskup
Uzasadniał to w prosty sposób: oddał się na służbę Bogu i dlatego już nie podlega prawu świeckiemu. Odmówił więc stawienia się w ratuszu. Konsulowie poczuli się bezradni wobec tego argumentu i skargę ojca Franciszka umorzyli. Ojciec musiał więc – trwając nadal w zamiarze ukarania syna – skierować się ze skargą do jurysdykcji kościelnej.
Biskupem Asyżu był wówczas Gwido Sekundi (piastował tę posługę także po śmierci św. Franciszka). Zachowując wszelkie procedury i przepisy prawa kościelnego, wezwał on Franciszka do stawienia się przed nim jako biskupem miejsca.
Reklama
Reakcja Franciszka była tym razem pozytywna: „Pójdę stawić się przed biskupem, albowiem on jest ojcem i panem dusz”. Wyrok miał być wydany publicznie, na Placu Najświętszej Maryi Większej, przed pałacem biskupa.
Biskup zwrócił się do oskarżonego Franciszka z polubowną propozycją: „Skoro chcesz służyć Kościołowi, pragniesz tego, nie masz prawa – pod pozorem pobożnego czynu – przetrzymywać nie swoich pieniędzy, zdobytych podstępnie, bez woli ojca. Aby więc uśmierzyć gniew własnego ojca, zwróć mu jego pieniądze, nieprawidłowo przywłaszczone przez ciebie”.

Wyrzekł się wszelki dóbr
Franciszek nie szukał dla siebie obrony, nie oczekiwał zrozumienia ani usprawiedliwienia. Odparł, że chętnie odda pieniądze, jakie jeszcze posiada, a nawet więcej… I poszedł do wnętrza pałacu biskupa, ściągnął z siebie odzież, którą miał na sobie. Typowy ubiór mężczyzny w średniowieczu składał się z: koszuli – najczęściej długiej, sięgającej kolan; surcoty – długiej tuniki, która była podstawowym elementem odzieży; spodni – skórzanych lub wełnianych, zakładanych pod tunikę oraz obuwia – najczęściej skórzanego, które mogło być zdobione lub proste, w zależności od statusu społecznego.
Trzymając ubranie w rękach, nagi powrócił na plac i wobec wszystkich zebranych mieszkańców ogłosił: „Dotąd zwałem Piotra Bernardone ojcem. Teraz jednak, gdy tylko Bogu służyć pragnę, oddaję ojcu nie tylko pieniądze, których tak bardzo pożąda, lecz również i odzienie, które od niego otrzymałem!”.
Reklama
I wszystko, co miał w rękach, cisnął na ziemię pod stopy ojca. Jeszcze dodał: „Tak oto będę mógł chodzić nagi przed obliczem Pana, mówiąc – zgodnie z prawdą – już nie «Ojcze mój, Piotrze Bernardone», lecz «Ojcze nasz, któryś jest w niebie»”.
Odszedł o odzieniu podarowanym przez ogrodnika
Biskup, wzruszony całą sceną, a zwłaszcza słowami Franciszka, podszedł do niego, uścisnął go i okrył go fałdem swego płaszcza. Gdy zaś obecni dostrzegli na gołym ciele Franciszka włosienicę, którą nosił, byli bardzo wstrząśnięci.

Niektórzy zaczęli płakać. Bernardone, zmieszany i zawstydzony, pozbierał szaty Franciszka, zabrał sakiewkę, którą oddał mu syn, i pospiesznie się oddalił z placu rozprawy. Tak Franciszek rozstał się na zawsze z rodziną.
Z placu biskupiego odszedł w dziurawym okryciu, jakim go obdarzył ogrodnik biskupa – tak nakazał bowiem sam biskup. Wapnem wymalował sobie na nim znak krzyża – jakby własny, nowy herb rycerski. Odchodząc, głośno i radośnie śpiewał chwałę Bogu. Tak oddał się na służbę Panu, ogłosił się Jego rycerzem, świadomy, że poślubił na zawsze Panią Biedę.
Reklama
Reakcje mieszkańców miasta na jego zachowanie i radykalne decyzje były rozmaite. Jedni dostrzegali w nich dziwactwo, a nawet szaleństwo, chorobę umysłową – nie rozumiejąc, jak bogaty młody mężczyzna, któremu obcy był niedostatek, odrzuca od siebie luksus wygodnego życia, stając się z syna bogatego kupca biedakiem i proszącym o chleb żebrakiem.
Niektórzy jednak dostrzegali, że istotnym źródłem jego przemian były doświadczenia duchowe, nawrócenie religijne, odczytanie swojego specyficznego powołania. Z tej drugiej grupy ludzi będą pochodzili pierwsi naśladowcy jego sposobu życia.
Matka Franciszka, Pika, odwiedzała go jeszcze parę razy w ruinach San Damiano, lecz wkrótce zmarła – na tę samą chorobę, co później jej syn. Więcej jednak biografowie o niej nie wspominają. Źródła pisane nie wspominają też nic o losie i śmierci Pietra Bernardonego po nawróceniu jego syna. Wiadomo tylko, że nie żył już przed 1215 rokiem.
Źródło
Tekst stanowi fragment książki ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego pt. Franciszek. Ilustrowana biografia wielkiego świętego (Wydawnictwo Fronda 2026).
Biografia wielkiego świętego








