Archibald Clark Kerr pracował w brytyjskiej służbie dyplomatycznej niemal od samego początku XX wieku. Jego najważniejsza misja rozpoczęła się jednak w roku 1942. Wówczas wyruszył na wschód jako ambasador nadzwyczajny i pełnomocny w Związku Sowieckim.
Po niespełna tygodniu od przybycia do Kujbyszewa Archie otrzymał pozwolenie na dwutygodniową podróż do Moskwy razem z kilkoma pracownikami. Oficjalnym powodem jego wizyty było wręczenie swoich ambasadorskich listów uwierzytelniających głowie sowieckiego państwa Michaiłowi Kalininowi, ale Archie rozpatrywał już możliwość wcześniejszego spotkania ze Stalinem.
Reklama
Był zaopatrzony w list od Churchilla w nadziei, że mógłby mu on zapewnić wstęp na Kreml. Do Moskwy przyleciał o wpół do piątej po południu w piątek 20 marca. Podróż rozpoczęła się dobrze, mimo przejmującego wiatru jego niewielki zespół został powitany o wiele przyjaźniej, niż kiedykolwiek witano ambasadora Crippsa. Po czym odwieziono ich do wciąż czynnego hotelu Metropol, gdzie zarezerwowano dla nich pokoje.
„Najpierw zaskoczyła mnie jego sylwetka i wzrost”
Tydzień po przybyciu do stolicy Kerr otrzymał niespodziewane wezwanie na Kreml. Wyszło ono bezpośrednio od Stalina, który wyraził zainteresowanie spotkaniem z nowym ambasadorem. Wizyta została umówiona na sobotni wieczór 28 marca.

Po przejściu przez labirynt korytarzy Archie został wprowadzony do dużego, lecz skąpo umeblowanego pokoju. Na jego drugim końcu stał Stalin, człowiek niewielkiej postury.
„Najpierw zaskoczyła mnie jego sylwetka i wzrost — napisał. — Spodziewałem się kogoś dużego i tęgiego. Na końcu długiego pokoju ujrzałem jednak niskiego, szczupłego, zgarbionego i siwowłosego mężczyznę z dużą głową i wielkimi białymi dłońmi”.
Reklama
„Jego twarz wydawała się obwisła, miał też lekko powiększone podgardle”
Wszechwładny sowiecki przywódca sprawiał niezbyt imponujące wrażenie, a jego zachowanie wydawało się dziwnie nieśmiałe. „Gdy ściskał moją dłoń, zauważyłem, że odwrócił wzrok, kierując go na środkowy guzik mojej marynarki. Wskazał mi krzesło na końcu długiego zielono-beżowego stołu, prawie tak długiego jak pokój”.
Archie był również zaskoczony fizjonomią Stalina. „Jego twarz wydawała się obwisła, miał też lekko powiększone podgardle. (…) Gdy mówi, ta obwisłość pozostaje niemal niezmieniona, dopóki coś nie sprawi mu radości, a wtedy rysy całej twarzy wyostrzają się i marszczy się ona w ujmującym i rozbrajającym uśmiechu”.

Archie słyszał, jak inni określali Stalina mianem dobrze odżywionego kota, ale on wolał inną analogię. „Mnie przywodzi na myśl raczej oposa niż kota, i to takiego, którego chciałoby się trzymać w domu”.
Oposy potrafiły być jednak niebezpieczne i nieobliczalne. Stalin był „oposem, którego na przekór zdrowemu rozsądkowi darzyło się wielką sympatią, ale trzeba było bacznie obserwować, żeby z czystej psotliwości nie ugryzł w tyłek”.
Reklama
Nie była to odpowiedź właściwa
Obok Stalina stał komisarz spraw zagranicznych Mołotow, którego cechą charakterystyczną były pozbawione wyrazu oczy i bladość twarzy. Archie od razu poczuł do niego niechęć i od tego dnia nazywał go „Starym Ponurakiem”.
„Gdy sięgałem po przesłanie premiera Churchilla, które stanowiło pretekst do mojej wizyty, do pokoju wpadł jakiś młody oficer i krzyknął, że niemieckie bombowce są nad Moskwą”. Stalin zapytał Archiego, czy chciałby schronić się w jego prywatnym bunkrze w podziemiach Kremla.

„Odparłem, że dopiero co przyjechałem z Chongqing, który przez niemal trzy lata był bombardowany dniem i nocą, i przywykłem do huku nalotów”. Chętnie pozostałby w gabinecie Stalina.
Nie była to odpowiedź właściwa. „Stalin zasugerował, że w schronie będzie ciszej, poprowadził nas bardzo szybkim krokiem do windy i wepchnął do niej Mołotowa oraz mnie, zatrzasnął za nami drzwi, a sam pozostał na zewnątrz”.
Źródło
Powyższy tekst stanowi fragment książki Gilesa Miltona pt. Sprawa Stalin. Ukazała się ona nakładem oficyny Noir Sur Blanc w 2026 roku.
Kulisy zawiązania najbardziej nieprawdopodobnej koalicji w dziejach świata








