Początki Milicji Obywatelskiej. Bierut wściekał się, że o łapownictwie w jej szeregach „krążą legendy”

Strona główna » Historia najnowsza » Początki Milicji Obywatelskiej. Bierut wściekał się, że o łapownictwie w jej szeregach „krążą legendy”

Nowe komunistyczne władze Polski, ustanowione na obszarach zajętych przez Armię Czerwoną, szybko rozwiązały istniejącą podczas okupacji Policję Polską Generalnego Gubernatorstwa, zwaną granatową. Na jej miejsce już w połowie sierpnia 1944 roku powołano Milicję Obywatelską. Miał ją zorganizować Franciszek Jóźwiak. Nie był z tego zadowolony. O tym jak wyglądały początki MO pisze Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz w książce pt. Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia.

Loga-Sowiński: „Jóźwiak powiedział, że funkcję powierzoną mu przez Bieruta traktuje jak wymierzony sobie policzek. Liczył na stanowisko szefa sztabu generalnego Wojska Polskiego. Na ten temat już wcześniej toczyły się kłótnie między nim a Gomułką. Funkcję tę objął Marian Spychalski, co jeszcze bardziej wkurzyło Franka, bo Spychalski nawet nie służył w wojsku”.


Reklama


„Franek miał pełen pęcherz żalu”

Wkrótce „Marek” został też dokooptowany do Biura Politycznego.

Loga-Sowiński: „Franek miał pełen pęcherz żalu”.

Na pocieszenie mianowano go generałem brygady.

„Największym błędem mojego życia było to, że zgodziłem się zostać głównym milicjantem” – żalił się po latach.

Zadanie, które mu powierzono, rzeczywiście nie należało do prostych: „Musiałem zorganizować Komendę Główną, mając do dyspozycji zaledwie trzy osoby”.

Franciszek Jóźwiak na zdjęciu z okresu, gdy było komendantem głównym Milicji Obywatelskiej  (domena publiczna).
Franciszek Jóźwiak na zdjęciu z okresu, gdy był komendantem głównym Milicji Obywatelskiej (domena publiczna).

Pierwszą z nich była oczywiście Lena [Helena Wolańska], prawa ręka „Franka”: „Z chwilą gdy mój mąż został Komendantem Głównym MO, poszłam na robotę szefa Kancelarii Głównej”.

Drugą – adiutant Jóźwiaka i jego znajomy z przedwojennej odsiadki w Tarnowie Włodzimierz Ley, który właśnie wrócił z ZSRR: „Pracę w Komendzie rozpoczęliśmy w bardzo trudnych i skromnych warunkach. Nie dysponowaliśmy ani odpowiednią ilością broni, mundurów, ani żywności”.


Reklama


Smutna rzeczywistość

Siedzibą KGMO zostało sześcioizbowe mieszkanie w kamienicy przy ulicy Ewangelickiej w Lublinie. Tu „Franek”, z pomocą Leny, wydawał pierwsze rozporządzenia i instrukcje. Mieli zorganizować posterunki milicji na wyzwolonych terenach. Jóźwiak wezwał na pomoc byłych partyzantów z AL.

Marian Janic: „Przyjął nas tak serdecznie i gościnnie, jak to on tylko potrafi. Nie było dnia, żeby do generała nie przyszło kilku aelowców na nocleg, ciągnęli jak do własnego domu”.

To my się biliśmy z okupantem, a zostaliśmy zmajoryzowani przez działaczy przybyłych z ZSRR i towarzysz Wiesław na to pozwolił– skarżył się Jóźwiak towarzyszom. Tym sposobem kompletował skład MO. Na czele terenowych komend stanęli dowódcy oddziałów leśnych.

„Milicjant winien na każdym kroku dawać przykład swoim taktem, spokojem i praworządnością”– pouczał dziennik „Rzeczpospolita”, organ prasowy PKWN. Rzeczywistość wyglądała inaczej.

Tekst stanowi fragment książki Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz pt. Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia (Wydawnictwo Agora 2026).
Tekst stanowi fragment książki Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz pt. Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia (Wydawnictwo Agora 2026).

„Dnia 27 sierpnia wraz z żoną zostaliśmy zaczepieni przez nieznanego osobnika – skarżył się dowództwu jeden ze stacjonujących w Lublinie żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego. – Powiedział, że moja żona to jest ku**a, a nie żadna żona. Chciał nas zastrzelić. Okazało się, że jest majorem milicji”.

(Chodziło o Józefa Sobiesiaka, organizatora partyzantki komunistycznej na Wołyniu i Podlasiu. Nie spotkała go żadna kara. Przeciwnie, już wkrótce wyruszył na szkolenie do Moskwy).


Reklama


Z terenu napływały skargi, że milicjanci grabią ludność, piją na umór, nie potrafią sporządzić najprostszych dokumentów urzędowych.

Włodzimierz Ley: „Bywało, że zasłużeni w partyzantce komendanci nie zdawali egzaminu w nowej robocie. »Witold« o tym wiedział, ale w wielu wypadkach był bezradny i nie mógł ich zdjąć. Bardzo to wszystko przeżywał”.

Józef Sobiesiak na zdjęciu z lat 60. XX wieku (Longina2005/CC BY-SA 4.0).
Józef Sobiesiak na zdjęciu z lat 60. XX wieku (Longina2005/CC BY-SA 4.0).

Alarmujące meldunki

Plaga grabieży wynikała z opłakanej sytuacji materialnej. Milicjanci z mniejszych ośrodków oprócz opaski na ramię nie dostawali nic: ani broni, ani mundurów, ani nawet porządnych butów. Nie mieli też żadnych umiejętności zawodowych. Trudno było w tej sytuacji o jakikolwiek respekt.

Do Lublina napływały alarmujące meldunki.

Z Chełma: „Ciężko raniono kulami rewolwerowymi zastępcę Komendanta MO Demczuka narodowości ukraińskiej. Następnego dnia przyszło do szpitala dwóch cywilów i rannego dobili na łóżku. Zabito też jego żonę, która znajdowała się przy chorym. Wszyscy milicjanci otrzymali pocztą listy z pogróżkami, by natychmiast wystąpili z milicji, bo czeka ich podobny los”.


Reklama


Z Białej Podlaskiej: „Na posterunkach gminnych milicja poza kartoflami nie dostaje nic. Ludzie się poświęcają, lecz ich stan jest straszny: nieobuci, nieodziani, bez bielizny, wszy ich jedzą”.

Z powiatu krasnostawskiego: „Istnieje obawa, że przejdą do grup reakcyjnych, które nowo wstępującym płacą 500 zł dziennie”.

„Całe posterunki uciekały do lasu” – wspominała jedna ze współpracowniczek Jóźwiaka. Bywało też i tak, że „całe posterunki” likwidowało antykomunistyczne podziemie.

„Witold” jeździł, rozmawiał, przekonywał, by nie odchodzili. Obiecywał zwiększyć bezpieczeństwo i wsparcie materialne.

Milicjanci na zdjęciu wykonanym w 1946 roku (domena publiczna).
Milicjanci na zdjęciu wykonanym w 1946 roku (domena publiczna).

Włodzimierz Ley: „Nieraz dziwiłem się, że ma tyle cierpliwości do ludzi. Często te rozmowy przynosiły rezultaty”.

Za złą sytuację w milicyjnych szeregach spadały na Jóźwiaka partyjne gromy. Zwłaszcza Gomułka nie szczędził „Frankowi” krytyki.

Ley: „Na spotkaniach krzyczał na niego, nie dopuszczał do głosu”.

Znacznie wyżej w hierarchii było UB

Pierwszy sekretarz wypominał Jóźwiakowi, że przyjmuje w szeregi byłych granatowych policjantów. Ten próbował tłumaczyć, że brakuje mu ludzi, bo najlepszych zabierał Urząd Bezpieczeństwa.


Reklama


Marian Janic: „Trzeba wiedzieć, że bezpieczeństwo stało przynajmniej cztery stopnie wyżej niż milicja. Radkiewicz cały ciężar walki politycznej przyjmował na siebie”.

Bezpieczeństwo publiczne było kluczowym z trzynastu resortów Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Resort, a od 1945 roku Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, stanowił centralny punkt siatki, którą w terenie tworzyły wojewódzkie, powiatowe i miejskie urzędy bezpieczeństwa. Na szczycie tej hierarchii stanął Stanisław Radkiewicz.

Radkiewicz i Jóźwiak (domena publiczna).
Radkiewicz i Jóźwiak (domena publiczna).

Trudno powiedzieć, co zdecydowało o powierzeniu Radkiewiczowi (…) kluczowego resortu PKWN. Być może ślepe posłuszeństwo, które udowodnił w końcu lat trzydziestych, a może „właściwe pochodzenie”.

Radkiewicz dorobił się opinii figuranta, bardziej zainteresowanego polowaniami niż własnym resortem– lecz to było dekadę później, gdy w niesławie opuszczał MBP. W 1944 roku Biuro Polityczne chwaliło go za konsekwencję w walce z reakcyjnym podziemiem, stawiając Jóźwiakowi za wzór.


Reklama


Milicja na bocznym torze

Milicję Obywatelską (i wojska wewnętrzne) zgodnie z modelem radzieckim podporządkowano służbie bezpieczeństwa. Komendant główny MO został tym samym podwładnym młodszego o osiem lat Radkiewicza. „Franek” boleśnie to odczuł.

Nie poddał się bez walki. Przedstawił Gomułce opracowane w KGMO projekty, które miały uregulować pracę milicji, stworzyć przejrzystą strukturę dowodzenia, a także uniezależnić MO od aparatu bezpieczeństwa. Mimo dobrego przygotowania merytorycznego obu dokumentów, nad którymi musiała pracować – obok byłych granatowych policjantów – także Wolińska, przedstawione przez „Franka” pomysły zostały zignorowane.

Ley: „Bezpieczeństwo było pierwsze. Milicja i Jóźwiak na bocznych torach”.

Sytuację pogarszało zachowanie ubeków, którzy w niewybredny sposób podkreślali swoją wyższość. Dochodziło do bójek i postrzałów.

W tej rywalizacji MO nie miała szans – wyposażeni w broń i sprzęt bezpieczniacy byli awangardą nowego ustroju. Byli też pod specjalnym nadzorem „doradców” radzieckich. Dowódców rekrutowano jeszcze w ZSRR. Część z nich została przeszkolona przez NKWD.

Propagandowe zdjęcie z lat 40. XX wieku przedstawiające szkolenie milicjantów (domena publiczna).
Propagandowe zdjęcie z lat 40. XX wieku przedstawiające szkolenie milicjantów (domena publiczna).

Aparat bezpieczeństwa miał szeroki zakres obowiązków: choć w pierwszej kolejności należała do nich walka z podziemiem i ochrona PKWN, podwładnym Radkiewicza podlegały także więzienia, obozy pracy przymusowej, a nawet cenzura wojenna. Jesienią 1944 roku w resorcie pracowało dwa i pół tysiąca funkcjonariuszy.

Skąd rekrutowali się pierwsi milicjanci?

Milicyjna kadra, złożona w większości z byłych partyzantów (także z AK, którzy w części powiatów stanowili nawet połowę składu), nie była w stanie prowadzić własnej pracy operacyjnej. Wykonywała jedynie proste zadania, jak patrolowanie ulic czy zbieranie obowiązkowych dostaw na wsi, zwanych kontyngentami.


Reklama


Gomułka zarzucał Jóźwiakowi tolerowanie wybryków leśnych oraz dyskryminację skierowanych do milicji berlingowców, których komendant główny miał nazywać „mafią”.

Rezolucja Biura Politycznego KC PPR z listopada 1944 roku nie zostawiła na milicji „Franka” suchej nitki. „Czystce w MO musi towarzyszyć poważna polityczno-propagandowa praca, mobilizująca szeregi do walki z AK i NSZ”– żądali towarzysze. Bierut domagał się zmiany komendanta głównego.

Tekst stanowi fragment książki Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz pt. Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia (Wydawnictwo Agora 2026).
Tekst stanowi fragment książki Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz pt. Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia (Wydawnictwo Agora 2026).

Jóźwiak utrzymał stołek, lecz za cenę ustępstw. Na polecenie Gomułki przydzielono mu nowego zastępcę. Został nim młodszy aż o siedemnaście lat były berlingowiec Leonard Borkowicz. Z Jóźwiakiem znali się jeszcze z odsiadki w Berezie Kartuskiej w 1937 roku. Jednak obozowa przeszłość nie przyczyniła się do lojalności Borkowicza – w raportach kierowanych do władz partii określał zwierzchnika jako „miękkiego i drobnostkowego”.

Postulował jego dymisję, atakował współpracowników. „Franek”, czemu trudno się dziwić, źle przyjął tę narzuconą obecność Borkowicza. Jego protesty były jednak złośliwie zbywane przez Gomułkę.


Reklama


„O łapownictwie Milicji krążą legendy”

W ramach programu naprawczego do struktur milicji wszystkich szczebli wprowadzono tak zwanych pełnomocników partyjnych. Mieli kontrolować „postawę polityczno-moralną”, by milicjanci nie dyskredytowali władzy ludowej.

Mimo to z dyscypliną w szeregach wciąż było bardzo źle. W wielu prowincjonalnych komisariatach i posterunkach pędzono bimber, a okoliczni mieszkańcy zamiast pomocy doświadczali grabieży i bicia.

Syn uważał, że przyczyną zgonu Bieruta były złe metody leczenia (domena publiczna).
Bierut był wściekły na poziom jaki początkowo prezentowała sobą milicja (domena publiczna).

„O łapownictwie Milicji krążą legendy”– wściekał się Bolesław Bierut.

Podwładni Jóźwiaka oceniali go lepiej niż towarzysze z okupacyjnej trójki.

Marian Janic: „Na górze uważano, że jest potrzebna tak zwana mocna ręka i bezwzględność. Tymczasem Jóźwiaka cechował humanizm. Na stanowisku ministra MBP, ze swoją drobiazgowością, dociekliwością i stosunkiem do ludzi, mógłby z pewnością wiele spraw przeprowadzić inaczej”.


Reklama


(Charakter Jóźwiaka oddaje opowieść Leona Chajna: „Franek” jako komendant główny MO spotkał się z lubelskim prokuratorem sądu apelacyjnego. Okazało się, że to starzy znajomi. „Ja pana Jóźwiaka oskarżałem w procesie komunistycznym” – tłumaczył się przejęty prokurator. Chodziło o sfingowaną sprawę z 1937 roku, z powodu której skazano Jóźwiaka na dziesięć lat. „Mimo to był dla mnie niesłychanie uprzejmy i nawet odwiózł mnie swoim samochodem do domu”. „Bo to był przyzwoity prokurator – potwierdził „Franek” – oskarżał na tyle, ile musiał. Przemawiał bez temperamentu. Odwalał robotę”).

Mimo piętrzących się trudności milicjantów przybywało. Pod koniec października 1944 roku było ich już ponad trzynaście tysięcy. W Komendzie Głównej pracowało trzysta trzydzieści jeden osób. KGMO dostała samochody i motocykle (w terenie jednak było znacznie gorzej: w wielu powiatach milicjanci ścigali przestępców furmankami),

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz pt. Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia (Wydawnictwo Agora 2026).

Historia Wolińskiej i Brusa

Autor
Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.