Kiedy na początku 1944 roku Sowieci przekroczyli dawną granicę II RP dowództwo Armii Krajowej uznało, że lokalne oddziały polskiego podziemia powinny wziąć czynny udział w wyzwalaniu Kresów Wschodnich z rąk Niemców. Stalin nie zamierzał jednak dziękować za pomoc. Wręcz przeciwnie. Taki los żołnierzom AK zgotował „czerwony car”.
Jedną z decyzji, jakie podjęto podczas trwającej od 28 listopada do 1 grudnia 1943 roku, konferencji teherańskiej było przekazanie ziem wschodnich II RP Stalinowi..
Reklama
Błędne złożenia Bora-Komorowskiego
Kiedy więc Armia Czerwona na początku stycznia 1944 roku wkroczyła na Wołyń Kresy stały się swoistym poligonem doświadczalnym dla „wyzwolicieli” w zwalczaniu polskiego podziemia. Siepacze Stalina mieli ułatwione zadanie. Jak bowiem podkreśla Leszek Pietrzak w książce pt. Zakazana historia Sowietów:
(…) tamtejsze oddziały Armii Krajowej przystąpiły do realizacji „Burzy”, wzmożonej akcji zbrojnej przeciwko wycofującym się siłom niemieckim. Rozkaz rozpoczęcia „Burzy” wydał już w listopadzie 1943 r. komendant główny Armii Krajowej gen. Tadeusz Bór-Komorowski.

Zalecał w nim Armii Krajowej wystąpienie w roli gospodarza wobec wkraczającej Armii Czerwonej. Dowódca AK wierzył, że takie działanie zmusi Sowietów do uznania władzy rządu polskiego w Londynie, suwerenności Polski i nienaruszalności jej granic.
Rzeczywistość boleśnie zweryfikowała te założenia. Już w styczniu przekonała się o tym 27. Wołyńska Dywizja AK, która podjęła nierówną walkę z przeważającymi niemieckimi siłami. Krasnoarmiejcy często zamiast pomagać Polakom „rozbrajali oddziały Armii Krajowej i aresztowali jej żołnierzy”. Zgodnie z tym co pisze Leszek Pietrzak:
Reklama
Dotyczyło to zwłaszcza tych sytuacji, kiedy oddziały wołyńskiej Armii Krajowej zmuszone były do przejścia linii frontu z powodu ogromnej przewagi sił niemieckich, z którymi toczyły boje. W kwietniu Sowieci nie zgodzili się na wycofanie wszystkich oddziałów 27. Dywizji do strefy sowieckiej.
Dowódca jednostki pułkownik Jan Kiwerski „Oliwa” zdecydował się w tej sytuacji na ryzykowny manewr przebicia się na niemieckie tyły. Dzięki determinacji żołnierzy ostatecznie plan się powiódł i po zaciętych walkach formacja dotarła w czerwcu 1944 roku na Lubelszczyznę. Tam 27. Wołyńska Dywizja AK ponownie stanęła do walki z okupantem w ramach operacji „Burza”.

Los żołnierzy AK na Wileńszczyźnie
Podobne doświadczenia z Armią Czerwoną miały formacje 11. i 12. Dywizji Piechoty AK z Podola. Ale jak podkreśla autor książki Zakazana historia Sowietów:
Prawdziwym probierzem stosunku Sowietów do Armii Krajowej okazała się Wileńszczyzna i Nowogródczyzna, gdzie dowództwo nad siłami Armii Krajowej w czerwcu 1944 r. objął płk Aleksander Krzyżanowski „Wilk”. „Burza” na tych terenach zaczęła się od opanowania Wilna (operacja „Ostra Brama”) przez wileńskie oddziały Armii Krajowej, które następnie wycofały się z miasta w rejon Puszczy Rudnickiej.
Reklama
Pułkownik Krzyżanowski miał nadzieję, że podległe mu oddziały zostaną dozbrojone przez Sowietów i u boku Armii Czerwonej wezmą udział w dalszej walce z Niemcami. Kiedy jednak 18 lipca, wraz z towarzyszącymi oficerami udał się do sztabu 3. Frontu Białoruskiego, aby omówić szczegóły porozumienia został aresztowany. Jak czytamy w książce Leszka Pietrzaka:
Inna grupa oficerów wileńskiej Armii Krajowej, omawiająca z oficerami sowieckimi w miejscowości Bogusze szczegóły wyposażenia dywizji, również została aresztowana i osadzona w więzieniu w Wilnie. Został także aresztowany delegat rządu na okręg wileński i pracownicy delegatury.

Uczestniczące w akcji „Burza” siły wileńskiej AK ostrzeliwane były przez sowieckie lotnictwo szturmowe, ponosząc kolejne straty. W zaistniałej sytuacji podzielono je na mniejsze pododdziały, pozostawiając dalsze decyzje w gestii ich dowódców. Część z nich uległa rozproszeniu, a pozostałe postanowiły przebijać się w kierunku Grodna i Białegostoku. Sowieci urządzili na nie prawdziwe polowanie.
Milczenie Brytyjczyków
Ogółem podczas „Burzy” na Wileńszczyźnie Sowieci internowali około ośmiu tysięcy żołnierzy Armii Krajowej. Oficerowie zostali wywiezieni do obozu w Riazaniu, z kolei podoficerowie i szeregowi trafili do obozu NKWD w Miednikach Królewskich. Kiedy część z nich nie chciała złożyć przysięgi po przymusowym wcieleniu do jednego z pułków Armii Czerwonej deportowano ich do obozu w Kałudze, skąd wrócili dopiero na przełomie 1946 i 1947 roku.
Reklama
Należy przy tym podkreślić, że władze Polskiego Państwa Podziemnego oraz rząd w Londynie informowały Brytyjczyków o działaniach Sowietów. Churchill nie zamierzał jednak w żaden sposób reagować, aby nie drażnić Stalina. Zgodnie z tym co pisze Leszek Pietrzak w książce Zakazana historia Sowietów:
Poza tym „Burza” na Kresach w wykonaniu polskiej Armii Krajowej była dla Brytyjczyków sprzeczna z postanowieniami konferencji w Teheranie, w trakcie której uzgodniono, że Kresy mają przypaść Sowietom. Dlatego właśnie postanowili milczeć.
Zadbał o to najbardziej brytyjski minister informacji Brendan Bracken, który nałożył cenzurę prewencyjną na wszelkie informacje o akcji „Burza” na polskich Kresach, wskutek czego nikt nie zauważył wysiłku polskiej Armii Krajowej w walce z Niemcami.
Największa kolebka ludzkiego cierpienia

Bibliografia
- Leszek Pietrzak, Zakazana historia Sowietów, Wydawnictwo Fronda 2025.







