W naszych podręcznikach do historii wielki książę Konstanty stanowi jeden z symboli zaborczego ucisku. Dla jednej konkretnej Polki stał się on jednak ukochanym mężczyzną. Joanna Grudzińska zawojowała serce carewicza, ale Rzeczpospolitej na nic się to zdało. Jak pisze Sławomir Koper w „Polskich zdrajczyniach”, gdy przyszło do spotkania z przywódcami powstania listopadowego, Grudzińska zrobiła coś, co musiało wprawić ich w konsternację.
Joanna żyła w luksusie, o jakim wcześniej nie mogła nawet marzyć. Nie interesowała się polityką, jej ambicje zaspokajała pozycja żony następcy tronu. Nie była żadną męczennicą sprawy polskiej, jak po latach przedstawiano ją w obiegowej opinii, i nie kochała też majora Waleriana Łukasińskiego. Był to wymysł przedwojennych scenarzystów filmu Księżna łowicka, w którym w rolę tytułowej bohaterki wcieliła się Jadwiga Smosarska, a Konstantego zagrał Stefan Jaracz.
Reklama
Wydaje się, że Joanna miała pozytywny wpływ na zachowanie męża, który podobno z każdym dniem stawał się coraz łagodniejszy. Dostrzegała to rodzina carska, darząc księżnę łowicką sympatią i ciepło z nią korespondując. Miłość do męża wpłynęła też na światopogląd Joanny – zaczęła przejmować opinie partnera na temat spraw społecznych i politycznych.
Niebawem po ślubie brata Aleksander uregulował sprawę następstwa tronu. Jego dwie córki zmarły w dzieciństwie i obawiał się objęcia tronu przez Konstantego. Wiedział, że brat potrafi być gwałtowny, a czasami wręcz nieprzewidywalny. Dodatkowy problem stanowiła księżna łowicka, którą wprawdzie lubił, ale jej pojawienie się w Petersburgu oznaczałoby poważne zawirowania. Jako małżonka morganatyczna sprawiałaby duże problemy, jeśli chodzi o etykietę dworu, w dodatku wraz z Joanną zapewne przyjechaliby Polacy z jej otoczenia. Wszystko to skutkowałoby falą intryg i tworzeniem się nowych koterii.

Konstanty został wezwany przez brata do Petersburga i podpisał zrzeczenie się praw do tronu. Akt zachowano w tajemnicy, ale car sporządził trzy kopie dokumentu. Zdeponował je Soborze Uspieńskim, w budynku Synodu i w gmachu Senatu. Ujawnił ich treść tylko trójce zaufanych współpracowników, zobowiązując ich do zachowania tajemnicy. Dlatego w powszechnej opinii Konstanty nadal pozostawał następcą tronu.
Aleksander I zmarł niespodziewanie w grudniu 1825 roku w Taganrogu. Na polecenie Konstantego informację początkowo zachowywano w tajemnicy na terenie Królestwa Kongresowego, posuwając się nawet do konfiskaty prasy zagranicznej. Dokumenty nadal sygnowano nazwiskiem zmarłego, a cesarzewicz wysłał poufną wiadomość do młodszego brata, Mikołaja. Poinformował go, że kilka lat wcześniej zrzekł się na jego rzecz tronu.
Reklama
Oczywiście po Warszawie krążyły plotki i powszechnie uważano, że Konstanty został już proklamowany imperatorem w Petersburgu. Mikołaj, zanim dostał list od brata, zdążył nawet złożyć przysięgę wierności jego osobie. Sytuacja skomplikowała się, gdy na posiedzeniu Rady Państwa odczytano ostatnią wolę Aleksandra.
W tym samym czasie kolejne pułki uznawały wstąpienie Konstantego na tron, a w witrynach sklepowych ustawiano już litografie z wizerunkiem nowego władcy Rosji. Jednocześnie w Petersburgu wykryto sprzysiężenie dekabrystów, a Mikołaj nie cieszył się poparciem kół oficerskich. Obawiano się przewrotu wojskowego, tym bardziej że wielu oficerów żądało, by Konstanty przybył osobiście do Petersburga i objął tron. W tej sytuacji Mikołaj zrozumiał, że uznanie decyzji zmarłego Aleksandra jest koniecznością, i 24 grudnia opublikował manifest, na mocy którego oficjalnie obejmował władzę w Rosji. Dwa dni później spiskowcy wywołali w Petersburgu powstanie, a ich oficjalnym hasłem stało się przywrócenie należnych praw Konstantemu.

Mikołaj odpowiedział bezwzględnie. Zbuntowane oddziały zgromadzone na Placu Senackim zostały zmasakrowane ogniem kartaczy i rebelia się załamała. Ruszyły aresztowania, a nowy car osobiście przesłuchiwał spiskowców. Pół roku później dekabryści stanęli przed sądem i zapadły drakońskie wyroki. Pięciu przywódców skazano na ćwiartowanie (!), kolejnych trzydziestu jeden na ścięcie, a wobec setki pozostałych orzeczono katorgę. Ostatecznie car złagodził wyroki – na szubienicy zawisło pięciu spiskowców, zaś pozostali zostali zesłani na Syberię.
Carewicz wierny bratu
Konstanty okazał bratu lojalność i złożył przysięgę wierności. Nie był zainteresowany objęciem władzy w państwie, jego ambicje zaspokajało nieoficjalne namiestnictwo w Królestwie Polskim i na Litwie. Żałował Aleksandra, do którego był bardzo przywiązany, ale swoje oddanie i lojalność przeniósł na Mikołaja. Niebawem miało się jednak okazać, że nie rozumie się z nim tak dobrze jak ze zmarłym bratem.
Reklama
Śmierć cara boleśnie przeżyła Joanna. Nazywała go „aniołem pokoju” i z wzajemnością lubiła. Oboje godzinami rozmawiali o książkach, a imperator miał doskonały gust literacki. Pamiętała też, że to właśnie cesarz rozwiązał problemy z panią Friedrichs i być może uratował jej małżeństwo. Teraz starała się ułożyć jak najlepsze stosunki z Mikołajem, który wobec niej zrobił pewien wyjątek. Nowy car nie lubił bowiem Polaków i dzielił ich na dwie kategorie: znienawidzonych i pogardzanych. Bratową jednak szanował i jeden z nowych okrętów ochrzcił nawet „Księżna Łowicka”.
Ciekawie ułożyły się natomiast stosunki Konstantego z rodziną żony. Cesarzewicz wysoko cenił teścia, hrabiego Antoniego Grudzińskiego, który kilka razy odwiedził córkę i zięcia w Warszawie. Nigdy o nic nie prosił i sprawiał wrażenie kompletnie niezainteresowanego dobrami doczesnymi. Po rozwodzie z matką Joanny ożenił się po raz drugi i spokojnie gospodarował na poznańskiej wsi. Konstanty okazywał mu wielki szacunek i nazywał ojcem, a gdy teść odwiedzał małżonków w Warszawie, wyjeżdżał wraz żoną na spotkanie daleko za miasto, zaś na pożegnanie odprowadzał gościa.

Gorzej było z matką i ojczymem Joanny, którzy prowadzili hulaszczy tryb życia i przepuszczali każde pieniądze. Ciągle dopominali się o podwyżkę pensji dla Brońca, o jednorazowe dotacje, żądali dla siebie dzierżawy państwowych dóbr. Zirytowany Konstanty zwykł mawiać, że „poślubił Joannę, a nie jej rodzinę”.
Wielki książę dobrze czuł się w Warszawie, co nie oznaczało, że akceptuje ustrój i obyczaje Królestwa Polskiego. Chciał zachować odrębność państwową, ale konstytucję i parlament uważał za fanaberie, które należy ignorować.
Reklama
Jeszcze w 1819 roku Aleksander w porozumieniu z bratem zniósł w Królestwie Kongresowym wolność prasy i wprowadził cenzurę prewencyjną. Dwa lata później zakazem objęto działalność masonerii i wolność zgromadzeń, a w 1825 roku zlikwidowano jawność obrad sejmowych.
Dodatkowo przesuwało się w czasie rozszerzenie terytorium Królestwa Polskiego, czyli włączenie w jego granice części ziem zaboru rosyjskiego. Aleksander zobowiązał się do tego na kongresie wiedeńskim, aczkolwiek w sposób bardzo niekreślony, gdyż miało się to odbyć w zakresie, „jaki uzna za stosowny”. W Warszawie oczekiwano, że Kongresówka zostanie powiększona o ziemie litewskie i białoruskie. Łamanie zasad konstytucji wywoływało ciągłe protesty. […]
Chyba żadne polskie powstanie nie było tak nieprzygotowane jak jesienny zryw z 1830 roku. W niewielkiej grupie spiskowców nie znalazł się ani jeden wyższy oficer, nie mieli też żadnego poparcia w armii. Właściwie niczego wcześniej nie uzgodniono, licząc na improwizację, spontaniczność i patriotyzm społeczeństwa.
Powstanie miało się zacząć od ataku kilkunastu konspiratorów na Belweder i zabójstwa wielkiego księcia. Wśród zamachowców nie było jednak wojskowych, którzy chcieli brać udział w próbie zamordowania naczelnego wodza. Sygnałem do akcji miało być podpalenie browaru na Solcu.
Reklama
Pożar powinien przyciągnąć tłumy Warszawiaków, którym ogłoszono by wtedy wybuch powstania. Następnie spiskowcy zamierzali zdobyć Arsenał, by uzyskać zapasy broni. I na tym właściwie kończyły się ich plany. W rzeczywistości niemal wszystko poszło źle. Pożar na Solcu był tak słaby, że w wielu częściach stolicy nawet nie został zauważony. Atak na Belweder również potoczył się zupełnie inaczej, niż zakładano. Spiskowcy zebrali się przy pomniku Jana III Sobieskiego w Łazienkach i podzieleni na dwie grupy ruszyli pod pałac. Część miała zaatakować Belweder od strony ogrodu, a część przez główną bramę.
Pałac w ogniu spiskowców
Gmach był praktycznie niebroniony, straż pełniło zaledwie kilku żołnierzy-inwalidów. Konstanty czuł się w Warszawie bezpiecznie i mimo zapadnięcia zmroku brama do pałacu pozostawała otwarta. Zresztą po mieście również poruszał się bez ochrony, uważał, że jest zbyteczna. Grupa atakująca od strony ogrodu zawiodła (problem sprawiło pokonanie muru) i wszystko spoczęło na barkach drugiej ekipy. W chwili ataku Konstanty spał na pierwszym piętrze, a Joanna haftowała w salonie. Na spotkanie z wielkim księciem czekali: wiceprezydent Warszawy i szef miejskiej policji Mateusz Lubowidzki oraz generał Aleksiej Gendre.

Powstańcy wpadli do pałacu, ciężko zranili Lubowidzkiego i zabili generała. Gorączkowo poszukiwano Konstantego, który obudzony schronił się na strychu. Towarzyszyli mu dwaj zaufani pokojowcy. Po kilku minutach pojawiła się warta podoficerska i szwadron kirasjerów pod dowództwem syna wielkiego księcia, Pawła Aleksandrowa.
Zamachowcy zbiegli, a wielki książę zszedł na dół i zajął się wystraszoną żoną, po czym pozostawił ją pod opieką służby. Cała akcja trwała niewiele dłużej niż pięć minut. Tymczasem spiskowcy nie znaleźli żadnego posłuchu na mieście i wydawało się, że powstanie zakończy się, zanim w ogóle się zaczęło.
Reklama
„Wszystko uciekało przed nami jak przed zastępem zarażonych upiorów – wspominał Jan Patelski. – Z trzaskiem zamykały się sklepy, bramy i okiennice, ginęły światła i ludzie, a my jak czarne duchy odbywające nocną pielgrzymkę, nie po Nowym, a po tamtym świecie, przyspieszaliśmy w gęstym błocie kroku, krzycząc zrozpaczeni: »Polacy, do broni!«”. […]
Chociaż część polskich oddziałów dochowała wierności wielkiemu księciu, pozostałe przechodziły na stronę powstania. Nie utworzono jednak rządu cywilnego, a kolejni kandydaci na przewodniczącego (wśród nich Joachim Lelewel) odmawiali przyjęcia funkcji. Oddziały rosyjskie wraz z cesarzewicze m i księżną łowicką wycofały się do Wierzbna. W tym czasie dowództwo powstania objął Józef Chłopicki, ale nie zamierzał podejmować żadnych inicjatyw bojowych.

W Wierzbnie doszło do decydującej rozmowy Konstantego z przedstawicielami strony polskiej. Pojawili się tam: Joachim Lelewel, Adam Czartoryski, Ksawery Drucki-Lubecki i Władysław Ostrowski (późniejszy marszałek Sejmu powstańczego). W pięciogodzinnym spotkaniu uczestniczyła też księżna łowicka i wbrew swoim obyczajom po raz pierwszy zabrała głos w sprawach politycznych. Wypomniała Lelewelowi podburzanie młodzieży, a Ostrowskiemu popieranie opozycji parlamentarnej. Cały ruch powstańczy uznała za zdradę wobec legalnego monarchy, który panował zgodnie z prawem. Podobno nie przebierała w słowach, wzbudzając zdumienie obecnych.
Wierna lecz nie Polsce
Był to właściwie jedyny przypadek, gdy Joanna wyraziła swoje poglądy przy świadkach. Wychodząc za wielkiego księcia, musiała – oczywiście – akceptować politykę Romanowów wobec Polski i Polaków, ale dotychczas unikała jasnych deklaracji. Tym razem jednak nie hamowała się i można się tylko zastanawiać, czy wpływ na jej zachowanie miało szczere przekonanie o zdradzie wobec monarchy, czy też obawa, że z powodu wybuchu insurekcji zakończy swoje luksusowe życie w Belwederze?
Reklama
Jako żona wielkiego księcia miałaby zapewnione znakomite warunki bytowe, ale już nie w Warszawie. Poza tym mogła się obawiać rosyjskiego środowiska w Petersburgu oraz ograniczenia kontaktów z rodziną, do której była bardzo przywiązana. Być może też po prostu po kobiecemu martwiła się o Konstantego, któremu właśnie zawalił się dotychczasowy porządek świata.
Podczas rozmów w Wierzbnie zawarto zawieszenie broni. Cesarzewicz zobowiązał się wycofać wraz ze swoimi wojskami za granicę Królestwa, a polska strona miała się powstrzymać od ataków. Polacy zobowiązali się również do pomocy w zaopatrzeniu wojsk wielkiego księcia. Zdawali sobie sprawę, że Konstanty może być jedynym rzecznikiem ich interesów w Petersburgu. Nie wykluczali negocjacji, które mogłyby zakończyć powstanie, ale car Mikołaj niebawem zażądał bezwarunkowej kapitulacji i zdania się na jego łaskę, co było nie do przyjęcia. Wszyscy doskonale pamiętali, jakie konsekwencje ponieśli przywódcy dekabrystów.

Mimo zawarcia porozumienia odwrót Rosjan odbywał się w nerwowej atmosferze. Wojskom towarzyszyły bowiem rodziny oficerów, a także znaczna grupa urzędników. Księżna łowicka podróżowała karetą, obok konno jechał mąż. Za kolumną, w pewnej odległości, posuwał się polski szwadron kontrolujący zachowanie Rosjan.
Podczas postoju w siedzibie Czartoryskich w Puławach Konstanty sprawiał wrażenie rozżalonego. Nie rozumiał, dlaczego nienawiść skierowano głównie przeciwko niemu, i twierdził, że bardziej czuje się Polakiem niż Rosjaninem. Nie ukrywał, iż planował dożywotni pobyt w Królestwie i wcale nie marzy o powrocie do Rosji. W trakcie marszu Rosjanie wielokrotnie obserwowali zdemobilizowanych polskich żołnierzy kierujących się do punktów zbornych, by dołączyć do zrywu. Wielki książę wdawał się z nimi w pogawędki, ale nie potępiał ich decyzji. Wiedział jednak, że pokojowe zakończenie insurekcji będzie niemożliwe, i napawało go to głębokim smutkiem.
Reklama
Tym bardziej że doskonale znał wartość armii Królestwa, co zapowiadało wyjątkowo krwawą wojnę. W połowie grudnia pod Włodawą oddziały Konstantego przekroczyły granicę na Bugu. Tam cesarzewicz pożegnał się ze swoim ulubionym adiutantem, pułkownikiem Karolem Turną.
Uścisnął go i ucałował, a potem stwierdził: „Spełniliście wasz obowiązek, obecnie idźcie się połączyć z ludźmi rozważnymi; kierujcie się umiarkowaniem i uważajcie na konsekwencje swojej działalności. Liczcie zawsze na moją przyjaźń”. Chwilę później Turno pożegnał się także z księżną łowicką, a na jej pytanie, co zamierza dalej robić, odparł, iż pragnie dzielić losy swojego kraju.

Tak też się stało. Karol Turno dzielnie walczył w powstaniu, pełniąc obowiązki szefa sztabu jazdy polskiej. Dosłużył się stopnia generalskiego i objął dowództwo brygady kawalerii. Po upadku insurekcji został zesłany do Permu, ale dość szybko go zwolniono i osiadł u rodziny w Poznańskiem. Zmarł w 1860 roku, nie doczekawszy kolejnego tragicznego zrywu niepodległościowego.
Te kobiety zmieniły historię Polski









