Dzisiaj są urocze, ugłaskane, z morałem. Takie, żeby ich bohaterowie stali się ukochanymi postaciami z dziecięcych marzeń. Nie zawsze tak było. Baśnie opowiadane w chłopskich chatach Francji, Niemiec czy Anglii setki lat temu aż trudno rozpoznać w dzisiejszym „Czerwonym kapturku”, czy „Pięknej i Bestii”. Po tych opowiastkach maluchy miałyby nie kolorowe sny, a całkiem przerażające koszmary.
Od zarania dziejów ludzie w opowieściach przekazywali sobie historie, swoje przekonania, opowieści niosące mądrość i przestrogi. Dawny świat był dużo brutalniejszy, co znajdowało odzwierciedlenie także w bajkach, jakie powtarzano z ust do ust. Setki lat później na podstawie tych samych historii wydawane są urocze książeczki dla dzieci, filmy animowane, kręcone seriale.
Reklama
Gdyby jednak pozakażać je osobie z nowożytnych Niemiec, czy Francji, zapewne w jego odczuciu zgadzałyby się tylko imiona. W bajkach, jakie słyszał od małego, krew lała się bowiem strumieniami, a morał wyciągano po tym, jak kogoś spotkały brutalne konsekwencje jego czynów.
Pierwotne wersje ludowych baśni już od całych dekad są poddawane wiwisekcji przez historyków i antropologów kultury. Ten materiał badawczy jest w ich oczach absolutnie fascynujący i wiele mówi o tym, jak myśleli ludzie z epoki. Dorobek specjalistów zestawił Robert Darnton w książce Wielka masakra kotów. Aż ciarki człowieka przechodzą od tej lektury.

Śpiąca królewna to nie jest historia o miłości
Jedną z najpiękniej opakowanych przez Disney’a bajek jest „Śpiąca królewna”. Historia opowiedziana na ekranie podbiła serca całych pokoleń dzieci i dorosłych. Gdyby tylko znali pierwowzór, mina by im zrzedła. Okazuje się, że oryginalna „Śpiąca królewna” to w istocie historia o wykorzystaniu nieprzytomnej dziewczyny i relacji z teściową. Darnton wyjaśnia:
We wczesnej wersji bajki książę, który jest już żonaty z inną, posiadł śpiącą królewnę, a ta urodziła mu kilkoro dzieci jeszcze przed przebudzeniem.
Reklama
Dopiero te niemowlęta, gryząc matkę w piersi, doprowadziły do jej przebudzenia. O żadnym pocałunku i prawdziwej miłości nie ma mowy! Później historia przybiera zupełnie niespodziewany obrót. Nowa teściowa księcia, nota bene ludożercza olbrzymka, podejmuje próbę zjedzenia pozamałżeńskiego potomstwa swojej córki.
Czerwony kapturek. Udko babci popijała jej posoką
Zaskakuje także najwcześniejsza znana naukowcom wersja baśni o czerwonym kapturku. Nie ma w niej ani kapturka, ani gajowego, jest za to parę nowych wątków. Pomińmy sam początek, który różni się nieznacznie od współczesnej wersji i przejdźmy od razu do meritum:

Wilk obrał drugą drogę i jako pierwszy dotarł do domu babci. Zabił ją, jej krew wlał do butelki, a kawałki ciała pokrojone w plastry umieścił na półmisku. Następnie przebrał się w babciną nocną koszulę, położył się w łóżku i czekał.
Po chwili przychodzi oczywiście dziewczynka, którą znamy jako czerwonego kapturka. Wilk przebrany za babcię wita ją serdecznie i zachęca do napicia się wina i spróbowania plasterków mięsa leżących w spiżarni.
Reklama
Dziewczynka zgadza się na to z radością. Kto przy zdrowych zmysłach odmówiłby w tamtych czasach drogiego mięsnego poczęstunku? Niczego nie świadomy Kapturek i zajada się mięsem babci, pociągając ochoczo z butelki napełnionej wcześniej przez wilka. Już sama ta scena wydaje się dość makabryczna, jednak w bajce było… jeszcze gorzej.
– Wtedy wilk rzekł: Rozbierz się i połóż się ze mną.
– Gdzie mam położyć fartuszek?
– Wrzuć go do ognia, nie będzie ci już więcej potrzebny.

Zdejmując ubrania – gorsecik, spódnicę, halkę i pończochy – dziewczynka zadawała to samo pytanie, a wilk za każdym razem odpowiadał: – wrzuć to do ognia, nie będzie ci już potrzebne.
W końcu bohaterka kładzie się do łóżka, a wilk ją pożera. Nikt jej nie ratuje. Bajka się kończy. Nie ma gajowego, nie ma szczęśliwego końca. Jest tylko syty wilk.
Reklama
Jaś i Małgosia. To nie była Baba Jaga
Weźmy jeszcze na tapet historię o Jasiu i Małgosi. Nie zawsze ich przeciwniczką w baśni była podstępna Baba Jaga. Lud we Francji opowiadał zupełnie inną wersję.
Zamiast starej wiedźmy zjadającej dzieci, na malców dybał najprawdziwszy olbrzym. Zakończenie tej historii też jest zupełnie inne. We francuskiej ludowej wersji tej opowieści Jaś podstępem skłania olbrzyma do poderżnięcia gardeł własnym dzieciom.

Wiele osobliwych wariantów ma z kolei baśń o Kopciuszku. W jednym z nich bohaterka zostaje służącą po ucieczce od własnego ojca, który pragnął ją poślubić i dać upust kazirodczym żądzom. W innej wersji:
Zła macocha próbuje wepchnąć Kopciuszka do pieca, ale przez pomyłkę zabija w ogniu własną córkę (…)
W Pięknej i bestii nie było żadnej biblioteki
Podobnych przykładów można wymienić znacznie więcej. Oto jeszcze kilka:
Reklama
Mąż pożera kolejne świeżo poślubione żony w „Pięknej i bestii” (…). W bardziej drastycznej historii „Trzy pieski” siostra zabija brata za pomocą szpikulców ukrytych w materacu jego ślubnego łoża. W najbardziej krwawej – „Matka mnie zabiła, a ojciec mnie zjadł” – matka ćwiartuje ciało syna i przygotowuje z niego duszoną potrawkę w stylu lyońskim, którą córka podaje ojcu.
Jeszcze w XVIII wieku krążyła historia o dziewczynie, która zaraz przed ślubem odkryła, że jej narzeczony jest seryjnym mordercą, a na strychu trzyma skóry swoich poprzednich partnerek. Cóż, dzisiaj wciąż mamy takie historie. Tyle tylko, że są opowiadane w serialach kryminalnych dla dorosłych, a nie w bajkach na dobranoc.
Nowa książka Kamila Janickiego
Powyższy tekst stanowi fragment najnowszej książki Kamila Janickiego pt. Polskość. Prawdziwa historia tego, kim jesteśmy. Książka jest już dostępna w sprzedaży. Autor odpowiada w niej na pytania o to, jacy naprawdę są Polacy? Co nas ukształtowało? Co odróżnia nas od wszystkich innych narodów? Jak się okazuje, za wszystkim stoi historia!
Bibliografia
- Robert Darnton, Wielka masakra kotów i inne epizody francuskiej historii kulturowej, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2012.








