23 lutego 1922 roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie ruszył proces prawdopodobnie najgorszej morderczyni w dziejach Polski, a także jej trzech najbliższych pomocnic. 74-letnia Marianna Laskowska sama przyznawała, że „przez całe życie trudniła się «wychowywaniem dzieci»”. W rzeczywistości zaś: odbierała od zdesperowanych niezamężnych matek niemowlęta i potem doprowadzała do ich śmierci, biorąc za to jeszcze słone pieniądze. Mogła mieć na sumieniu 300, 400, może nawet więcej ludzkich istnień.
Poniższy tekst stanowi fragment książki Kamila Janickiego pt. Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej. Jej nowe, zaktualizowane wydanie niedano trafiło do sprzedaży.
Reporter „Gazety Porannej 2 Grosze” niemalże przecierał oczy ze zdumienia. Po wejściu na salę sądową poczuł się tak, jakby przeniósł się w czasie… aż do lat własnego dzieciństwa.
Reklama
„Czytaliśmy w bajkach, że na krańcach miasta, w dalekich wsiach, w osobnych izdebkach, w lochach ciemnych, mieszkają stare wiedźmy, «gaduchy», wstrętne, złe czarownice. Łapią one dzieci, męczą je, zabijają…” — wspominał opowiastki, którymi karmili go niegdyś rodzice.
Gdy na salę wprowadzono cztery podsądne, gdy odczytano akt oskarżenia, gdy [one] zaczęły dawać swe wyjaśnienia, obrazy ze strasznych bajek dzieciństwa ożyły przede mną. Ta siedemdziesięcioletnia Laskowska, pięćdziesięcioletnia Tonderska i Żybortowa, czterdziestopięcioletnia Leśnikowska, te szkielety straszne… Czyż to nie czarownice, nie upiory bajkowe?!
„Z chęci zysku przyjmowały z rąk matek «kompromitujące» niemowlęta”
Porównania do kościotrupów, do istot już na wpół martwych i rozsiewających wokół siebie woń zgnilizny, padały też w innych relacjach z rozprawy. „Sucha jak szkielet ludzki, powleczony cienkim pergaminem skóry” — opisywał samą Laskowską sprawozdawca „Rzeczpospolitej”.

„W głębi czaszki błyszczy para małych, nerwowo biegających oczu, na głowie mały węzeł siwo-brudnych włosów”. Na szpaltach każdej z gazet podkreślano, niemal do znudzenia, wiek oskarżonych. Dziennikarzom nie mieściło się w głowach, że przestępczą bandą kierowała 74-letnia staruszka. Istna baba Jaga; czarownica zdolna utrzymać swą egzystencję tylko tak długo, jak długo była w stanie karmić się krzywdą niemowląt…
Akt oskarżenia odczytał podprokurator Jerzy Nissenson. „[Podsądne] z chęci zysku przyjmowały z rąk matek «kompromitujące» niemowlęta, obiecując oddawać je na wychowanie do ludzi bezdzietnych zamożnych, a podrzucały je bez opieki na ulicach i w bramach domów, wśród okoliczności dla życia niebezpiecznych” — zarzucał „czterem wiedźmom”.
Reklama
Dodał też, że „oskarżone przed podrzuceniem dziecka obdzierały je zupełnie z bielizny i pościeli, zawijały w gałgany i szmaty, często nawet w papier”. (…)
Kto mając obowiązek opiekowania się…
Proces wytoczono na mocy rosyjskiego kodeksu. (…) Tak zwany kodeks Tagancewa zawierał paragraf, który dało się łatwo odnieść do procederu podrzucania dzieci. Artykuł 489 w skrócie brzmiał następująco:
Kto mając obowiązek opiekowania się osobą pozbawioną możności mieć o sobie pieczę wskutek wieku młodocianego lub zgrzybiałego, albo wskutek innego stanu bezradności, pozostawił tę osobę bez pomocy w warunkach, w których życiu osoby pozostawionej groziło niebezpieczeństwo, o czym winowajca wiedział, będzie karany.

Pierwotny przepis mówił o zamknięciu winnego w „domu poprawy” na maksymalnie trzy lata. W praktyce oskarżonym groziło więzienie, zresztą na czas o wiele dłuższy. Nissenson dodał bowiem jeszcze zarzut z artykułu 455 punkt 12. A więc: morderstwo z chęci zysku.
Laskowską obwiniono o kierowanie gangiem „dusicielek dzieci”. Jej młodsze współpracownice były natomiast sądzone za w pełni świadomy współudział.
„Jak można wnioskować zabiła nie jedną setkę dzieci”
Gros uwagi służby śledczej skupiło się na prostszym do udowodnienia procederze podrzucania dzieci, nie zaś na ich zabijaniu. Wyszczególniono około pięćdziesięciu przestępstw. W tym jednak stwierdzono tylko jeden, jedyny przypadek morderstwa. I to mimo że absolutnie dla każdego było jasne, iż jest to liczba wprost absurdalnie zaniżona.
Reklama
Do jakich wniosków rzeczywiście prowadziły wywody prokuratora? Obrazowej odpowiedzi udzieliła „Gazeta Poranna 2 Grosze”. „Stracony zbrodniarz Landru zabił podobno 60 kobiet” — stwierdził jej reporter. — „Laskowska, jak można wnioskować ze szczegółów sprawy, zabiła nie jedną setkę dzieci”. Dokładniejszej odpowiedzi niż „kilkaset” nikt nie próbował nawet formułować.
Sama Laskowska wyparła się, rzecz jasna, wszystkiego. Nie oszukiwała zdesperowanych matek, nie obdzierała i nie truła dzieci, nie dusiła ich, ani nie porzucała… Akt oskarżenia był jej zdaniem stekiem wyrachowanych kłamstw i wierutnych bzdur. Zarzucał jej czyny, których nawet nie byłaby w stanie się dopuścić. Przecież nigdy nie pozwoliliby na to… święci, których ikonami obwiesiła ściany swego mieszkania. „Obrazy nie zniosłyby zbrodni” — wołała z dramatyzmem.
Prawdą było wedle jej słów tylko to, że — jak relacjonował „Kurier Warszawski” — „od lat 14-tu chodziła stale pod przytułki położnicze, proponując wychodzącym stamtąd nieszczęśliwym matkom pośrednictwo swoje w umieszczaniu niemowląt w przytułkach”. Słowem, wykazywała się litością i sercem. A za swe trudy brała tylko konieczne opłaty…
Temat tych ostatnich oczywiście zaraz został podjęty przez oskarżyciela publicznego. I chyba właśnie z tą chwilą załamały się jakiekolwiek nadzieje na skuteczną obronę staruszki i jej wspólniczek. Marianna Tonderska próbowała jeszcze pójść w ślady przywódczyni bandy. „Duża kobieta w wełnianej chustce, o ostrych rysach” — pisała o niej „Rzeczpospolita”.

„Typ czarownicy z wyobraźni dziecka”
Podobno „krzywy, ku brodzie zagięty nos” nadawał jej twarzy „jakiegoś sępiego wyrazu”. Żeby nie powiedzieć: wiedźmowatego. Broniła się zawzięcie, chrapliwym głosem. Ale prokurator i tak zdołał przebić się przez tarczę jej kłamstw i krętactw.
Tonderska chcąc nie chcąc wyjawiła, że rzeczywiście pracowała dla Laskowskiej. Jednak zdarzyło jej się to… zaledwie trzy razy. „Jedno dziecko podrzuciła w bramie domu przy ul. Chmielnej nr 130; drugie w bramie domu przy ul. Gęsiej nr 103” — relacjonowała. — „Dziecko to wskutek mrozu zamarzło”.
Był jeszcze trzeci bobas, zostawiony w grudniu na mrozie przy ulicy Pańskiej. Prokuratorowi to nie wystarczyło. Przypomniał, że w śledztwie przerażona Tonderska opowiadała ze szczegółami o pozbyciu się dwudziestu dzieci. I był na to podpisany protokół.
Reklama
Maria Żybort („typ czarownicy z wyobraźni dziecka”) też próbowała milczeć. I też nie zdołała wytrwać w swoim oporze. Zasypywana nieustępliwymi pytaniami pękła i przyznała się do dwóch zbrodni. Na polecenie Laskowskiej miała podrzucić niemowlę „na chodniku przy ul. Mirowskiej”, kolejne zaś — „przy ulicy Rynkowej nr 5”.
„Podrzuciłam nie więcej, jak… 80 sztuk”
Najmłodsza z szajki Leśniewska w pierwszej chwili wydawała się też najbardziej zatwardziała. Przyznała się do odosobnionego czynu, na który widocznie policja miała dowody zbyt silne, by mogła się go wyprzeć. Jedno dziecko podrzuciła „w bramie domu, przy ul. Twardej 31”.

Wszystko inne to kłamstwa — zarzekała się. A jednak widać było, że coś się w niej kotłuje. Nie litość, nie poczucie winy, ale… przekonanie, że dała się okraść. Prokurator twierdził, że Laskowska za jedno dziecko brała od matek 8, 10, a czasem i 15 tysięcy marek… 15 tysięcy…
— „To wszystko ta Laskowska!” — wybuchła nagle Leśniewska. — „Ja tylko nosiłam. Ona mnie bardzo mało płaciła. Pewnego razu za jednego dwutygodniowego chłopaka dała 5 marek”.
Reklama
Gdy szefowa była w humorze, płaciła od dziecka sto marek polskich. Leśniewska miała w efekcie na bochenek chleba albo cztery litry śmietany. Sama Laskowska mogła natomiast kupić sobie choćby… palto podszywane jedwabiem. I jeszcze zostałoby jej pieniędzy na dwie pary butów.
— „Jak często oskarżona podrzucała dzieci?” — padło pytanie ze strony sędziego.
— „Rzadko, bardzo rzadko” — odparła wreszcie rozżalona Leśniewska — „Podrzuciłam nie więcej, jak… 80 sztuk”.
***
Kryminalne historie, o których nigdy wcześniej nie pisano tak dokładnie. Poruszający obraz przedwojennej Polski. Historie seryjnych morderców z czasów II Rzeczpospolitej, o których historia zapomniała, choć mieli na sumieniu łącznie setki ofiar. Do sprzedaży właśnie trafiło nowe wydanie książki Kamila Janickiego pt. Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej. Zdobądź swój egzemplarz na Empik.com.
Mroczne sekrety II RP w książce Kamila Janickiego








