Rozpoczęty w 1942 roku na Projekt Manhattan doprowadził do powstania najpotężniejszej broni w historii ludzkości. W szczytowym momencie przy programie, zainicjowanym na polecenie prezydenta Franklina D. Roosevelta, pracowało około 130 tysięcy ludzi. O tym jak wyglądał proces budowy pierwszej bomby atomowej pisze doktor Wojciech Michnik w najnowszym numerze Pomocnika historycznego „Polityki”.
Historia bomby atomowej nie zaczyna się od laboratorium, lecz od listu. W sierpniu 1939 r., gdy Europa zmierzała ku wojnie, fizyk Leo Szilard przekonał Alberta Einsteina do podpisania ostrzeżenia skierowanego do prezydenta Franklina D. Roosevelta: niemieccy naukowcy zademonstrowali właśnie rozszczepienie jądra atomowego, a broń o katastrofalnej sile mogła być tego konsekwencją.
Reklama
Koszt Projektu Manhattan
Korespondencja nie wywołała natychmiastowego działania, amerykański establishment naukowy i polityczny był ostrożny, a powołany przez Roosevelta komitet doradczy działał powoli. Ustanowił jednak precedens: rząd Stanów Zjednoczonych po raz pierwszy przyznał, że fizyka może być kwestią przetrwania i bezpieczeństwa narodowego.
Projekt Manhattan, który ostatecznie wyrósł z tego uznania, kosztował równowartość ok. 30 mld dol. w dzisiejszej walucie, zatrudniał w szczytowym momencie ok. 130 tys. pracowników i wyprodukował broń, która zabiła ponad 200 tys. ludzi w niespełna cztery dni. Na trwałe zmienił też architekturę ładu międzynarodowego.

Przez niemal dwa lata po liście Einsteina amerykańskie inwestycje w badania jądrowe pozostawały skromne i rozproszone. Przełom nadszedł z nieoczekiwanego kierunku: Wielkiej Brytanii. Latem 1941 r. Komitet MAUD, naukowa grupa robocza powołana przez Winstona Churchilla, wydał precyzyjny i alarmujący werdykt.
Masa krytyczna uranu-235 może wywołać eksplozję równo-ważną tysiącom ton TNT, a taka broń może być gotowa w ciągu dwóch lat. Tam, gdzie amerykańskie komitety oferowały ostrożne spekulacje, raport MAUD przedstawiał precyzyjne szacunki inżynieryjne. Dostarczył dokładnie to, czego potrzebowali urzędnicy w Waszyngtonie: nie hipotezy, lecz planu.
Raport dotarł do Vannevara Busha, inżyniera i administratora wyznaczonego przez Roosevelta do koordynowania wojennych badań naukowych. W połowie 1941 r. Bush zreorganizował badania nad uranem i doprowadził do intensyfikacji wysiłków na tym polu. Kiedy Japonia zaatakowała Pearl Harbor w grudniu 1941 r., opór instytucjonalny się załamał. Pytanie przestało brzmieć, czy zbudować bombę atomową, lecz raczej jak szybko można ją wyprodukować. Pearl Harbor przekształcił program naukowy w imperatyw o znaczeniu wojskowym.
Rola generała Leslie’a R. Grovesa
Zadanie przekucia tego imperatywu w sprzęt wojskowy przypadło Okręgowi Inżynierów Manhattanu, formalnie ustanowionemu w sierpniu 1942 r. Anonimowe określenie miało ukryć cel programu. Jego kluczową postacią był generał brygady Leslie R. Groves, mianowany we wrześniu 1942 r. Nie był on naukowcem, tylko budowniczym i menedżerem (nadzorował wznoszenie Pentagonu).
Reklama
Jego najważniejszy wybór dotyczył personelu: wyznaczył J. Roberta Oppenheimera, fizyka teoretyczne go z Berkeley o lewicowych powiązaniach i bez doświadczenia administracyjnego, na stanowisko naukowego dyrektora laboratorium projektowania bomby w Los Alamos w Nowym Meksyku. Mianowanie takiej osoby łamało konwencje instytucjonalne i okazało się decydujące.
Pierwszy sztuczny reaktor jądrowy
Skala przemysłowa projektu była bezprecedensowa. Trzy główne ośrodki, każdy realizujący inną ścieżkę techniczną, działały w niemal całkowitej tajemnicy i w dużej mierze nie były świadome nawzajem swojej pracy. Na Uniwersytecie Chicago zespół Enrica Fermiego zademonstrował podstawy fizyczne. 2 grudnia 1942 r. stworzono pierwszy sztuczny reaktor jądrowy na świecie, który osiągnął trwałą reakcję łańcuchową.

Groves nazwał to później najważniejszym pojedynczym wydarzeniem naukowym w rozwoju energii atomowej. Wytworzona energia była znikoma; to, co potwierdziła, to możliwość kontrolowania reakcji łańcuchowej, którą Szilard wyobraził sobie w 1933 r.
W Oak Ridge w stanie Tennessee dwa zakłady przemysłowe wzbogacały uran-235 do poziomu umożliwiającego jego uzbrojenie. W Hanford w stanie Waszyngton program podążał równoległą drogą do uzyskania innego materiału rozszczepialnego. Trzy reaktory produkcyjne transmutowały uran w pluton w ilościach wystarczających do produkcji broni.
Reklama
Wyprodukowany tam pierwiastek dostarczano do Los Alamos, gdzie zespół Oppenheimera stanął przed zasadniczym problemem projektowym: pluton wy-produkowany w reaktorze nie mógł być użyty w prostym złożeniu armatnim bez przedwczesnej detonacji. Rozwiązanie – precyzyjnie zaprojektowana implozja, w której konwencjonalne materiały wybuchowe symetrycznie i natychmiastowo ściskały rdzeń plutonowy – było jednym z najbardziej technicznie wymagających osiągnięć całego projektu.
„Stałem się Śmiercią, niszczycielem światów”
Ten projekt zatwierdzono 16 lipca 1945 r., gdy pierwsze urządzenie jądrowe eksplodowało na pustyni w Nowym Meksyku. Dało wybuch o mocy ok. 21 kiloton, daleko przekraczając oczekiwania, i skaziło ponad 2,8 tys. km kw. opadem radioaktywnym. Obserwujący kulę ognia Oppenheimer podobno przypomniał sobie fragment Bhagawadgity: „Stałem się Śmiercią, niszczycielem światów”.

Sekretarz wojny Henry Stimson wagę tego przedsięwzięcia przedstawił tak: „W ciągu czterech miesięcy ukończymy z dużym prawdopodobieństwem najbardziej straszliwą broń, jaką kiedykolwiek znała historia ludzkości – jedną bombę, która może zniszczyć całe miasto”.
Gdy produkcja bomby była na ukończeniu, w łańcuchu decyzyjnym doszło do znaczącego sprzeciwu. W czerwcu 1945 r. stosowny raport opracowali naukowcy z Chicagowskiego Laboratorium Metalurgicznego pod przewodnictwem laureata Nagrody Nobla Jamesa Francka, z udziałem Glenna Seaborga i Leo Szilarda.
Reklama
Nie negowali użyteczności broni; kwestionowali strategiczną mądrość jej zastosowania. Użycie bomby w Japonii bez ostrzeżenia, argumentowano, pozbawiłoby Stany Zjednoczone autorytetu moralnego, uniemożliwiłoby politycznie międzynarodową kontrolę broni jądrowej i wywołałoby wyścig zbrojeń, którego Stany Zjednoczone nie mogłyby prowadzić w nieskończoność.
Zamiast tego proponowano demonstrację przed przedstawicielami ONZ na niezamieszkanym obszarze. Franck osobiście zawiózł raport do Waszyngtonu; sekretarz Stimson był niedostępny i dokument przekazano jego pomocnikowi. Komisja Tymczasowa, obradująca 21 czerwca, potwierdziła wcześniejsze zalecenie: bomba powinna być użyta jak najszybciej, bez ostrzeżenia, przeciwko celowi otoczonemu mieszkaniami robotniczymi.

Zrzucenie bomb atomowych
17 lipca 1945 r. Leo Szilard rozprowadził petycję do prezydenta Harry’ego Trumana podpisaną przez ok. 68 naukowców Projektu Manhattan, wzywającą do przedstawienia Japonii wyraźnych warunków kapitulacji i czasu na odpowiedź przed jakimkolwiek atakiem atomowym.
Petycja nigdy nie dotarła do adresata, utknęła w wojskowym łańcuchu dowodzenia. Odtajniono ją dopiero w 1961 r. Bomba Little Boy spadła na Hiroszimę 6 sierpnia; a druga, Fat Man, na Nagasaki trzy dni później. Truman ujął atak w triumfalnym języku osiągnięcia przemysłowego: „Siła, z której słońce czerpie swą moc, została skierowana przeciwko tym, którzy przynieśli wojnę na Daleki Wschód” – oświadczył z pokładu USS „Augusta”.
Reklama
Polityczne rozliczenie decyzji o użyciu bomb z ładunkami nuklearnymi nadeszło szybko i z nieoczekiwanych stron. Gen. Dwight Eisenhower (późniejszy prezydent) napisał w swoich pamiętnikach, że wyraził wobec Stimsona poważne wątpliwości; argumentował, że Japonia była już pokonana i że Ameryka powinna unikać „wstrząsania opinią świata użyciem broni, której zastosowanie, według mnie, nie było już konieczne jako środek ratowania życia Amerykanów”.
Admirał William Leahy był kategoryczny w swoich pamiętnikach z 1950 r.: „Użycie tej barbarzyńskiej broni w Hiroszimie i Nagasaki nie przyniosło żadnej materialnej pomocy w naszej wojnie z Japonią… Będąc pierwszymi, którzy jej użyli, dołączyliśmy do barbarzyńców świata”. Naukowcy i ustawodawcy dostrzegli, że utrzymywanie wojskowej kontroli nad bronią jądrową jest niezgodne z amerykańskimi tradycjami demokratycznymi.

Zdobycie przez sowietów broni atomowej
Ustawa McMahona o energii atomowej z 1946 r. ustanowiła cywilną władzę nad badaniami i produkcją jądrową poprzez nową Komisję Energii Atomowej Stanów Zjednoczonych, która przejęła zasoby Projektu Manhattan o północy 1 stycznia 1947 r. Najważniejszy przepis utajniał wszelkie informacje dotyczące konstrukcji broni jądrowej, niezależnie od sposobu ich uzyskania.
Kontrola cywilna nie oznaczała jednak powściągliwości. Sowiecki test atomowy 29 sierpnia 1949 r., przyspieszony częściowo dzięki informacjom od Klausa Fuchsa i innych szpiegów osadzonych w Projekcie Manhattan, rozbił amerykański monopol znacz-nie wcześniej, niż przewidywali analitycy.
Reklama
Odpowiedzią polityczną był NSC-68, przedstawiony Trumanowi w kwietniu 1950 r. przez Paula Nitzego: kompleksowy plan militaryzacji zimnej wojny, wzywający do przyspieszonego rozwoju bomby wodorowej, rozbudowy sił konwencjonalnych i potrojenia budżetu obronnego. Jak napisał Ernest May, NSC-68 „dostarczył planu militaryzacji zimnej wojny od 1950 r. do upadku Związku Sowieckiego”.
Wzajemne Gwarantowane Zniszczenie
Projekt Manhattan pozostawił światu nie tylko nową śmiercionośną broń, lecz także strategiczną logikę: odstraszanie poprzez wzajemną groźbę zagłady, którą sam Oppenheimer przyrównał do „dwóch skorpionów w butelce, z których każdy może zabić drugiego, ale tylko ryzykując własne życie”.

Ta logika, skodyfikowana jako Wzajemne Gwarantowane Zniszczenie (MAD), rządziła stosunkami supermocarstw przez cztery dekady. Pozostaje, w zmodyfikowanej formie, zasadą rywalizacji jądrowej wielkich mocarstw do dziś. List, który Einstein podpisał w 1939 r., nie zainicjował jedynie programu zbrojeniowego, zainicjował podstawowy warunek współczesnego bezpieczeństwa międzynarodowego.
Amerykanie byli jednocześnie dumni z broni, która zakończyła wojnę światową, i niespokojni z powodu tego, co jej istnienie oznaczało dla ich własnej przyszłości. Kultura popularna stała się główną areną, na której ścierały się te dwa podejścia.
Reklama
Np. film „Doktor Strangelove” Stanleya Kubricka (1964 r.) przed -stawiał planowanie wojny jądrowej jako system tak wewnętrznie spójny i tak zewnętrznie szalony, że jego ostateczny wynik, całkowita zagłada, następował z komiczną nieuchronnością. Dał kulturze popularnej trwały słownik absurdu odstraszania.
Powieść Nevila Shute’a „Na plaży” (1957 r., sfilmowana w 1959 r.) oferowała spokojniejszą alternatywę: ostatni ocalali czekają na przybycie radioaktywnego opadu bez wroga do obwiniania i bez decyzji do cofnięcia, tylko z logiką systemu, który prześcignął swoich twórców.
Era Reagana przyniosła własny przełom: film telewizyjny „Na zajutrz” (1983 r.) przedstawiał wymianę jądrową z perspektywy zwykłych mieszkańców stanu Kansas z realizmem, który wstrząsnął licznymi widzami, i podobno samą administracją. Bomba w końcu znalazła swą masową publiczność, a masowa publiczność w końcu spojrzała jej w twarz.
Wędrówka przez stulecie potęgi USA

Tytuł, lead oraz śródtytuły pochodzą od redakcji.







