Od 1850 do 1939 roku liczba mieszkańców Łodzi wzrosła blisko 43-krotnie. W przededniu wybuchu II wojny światowej w robotniczej metropolii żyło ponad 670 tysięcy ludzi. Mimo tak błyskawicznego rozwoju miasta nad Nerem przez całe dziesięciolecia nie powstała tam ani jedna wyższa uczelnia. Wszystko zmieniło się dopiero po 1945 roku, o czym możemy przeczytać w książce Małgorzaty Czyńskiej pt. Pisz do mnie na Łódź!
Długo największą bolączką Łodzi był brak szkolnictwa wyższego. Przed drugą wojną światową istniała tu jedynie skromna filia Wolnej Wszechnicy Polskiej. [Jak podkreślają autorki książki Opowiedzieć Uniwersytet:]
Reklama
Sposobem na zmianę „ustosunkowania sił społecznych” byłoby powstanie uczelni wyższej. Przez 18 lat, począwszy od 1921 r., samorząd i środowisko przemysłowe bezskutecznie zabiegały, by rząd poparł i dofinansował utworzenie przynajmniej politechniki. Łodzianie chcieli nawet wybudować ją z własnych środków, a nazwiska darczyńców wyryć na fasadzie.
Dlaczego w Łodzi nie otwierano uczelni wyższych?
Prof. Ignacy Chrzanowski, krakowski historyk literatury, wyśmiał „złe miasto”, mówiąc, że jeśli koniecznie chce wydawać pieniądze, niech ufunduje specjalne akademiki dla Łodzian przy istniejących uczelniach.

Kolejne rządy zasłaniały się brakiem pieniędzy na łódzką uczelnię, mimo że nie zabrakło ich na rozbudowę Wyższej Szkoły Handlowej w Warszawie, reaktywowanie Uniwersytetu Wileńskiego, dotacje dla Uniwersytetu Lubelskiego czy założenie Akademii Górniczej w Krakowie i Uniwersytetu Poznańskiego.
Brak uczelni wyższych nie pozwalał na rozwinięcie środowiska artystycznego i naukowego, więc wielu zdolnych ludzi wyjeżdżało do stolicy. Z kolei brak tego środowiska powodował, że wciąż pokutowała opinia, że Łódź to miasto, które nie ma potencjału na miasto akademickie. Koło się zamykało.
Reklama
Zdaniem etnografki Bronisławy Kopczyńskiej Jaworskiej ten brak szkolnictwa wyższego w Łodzi był powszechnie dyskutowany: „To ma ścisły związek z tradycją powstania Uniwersytetu w Łodzi, dlatego że właśnie Łódź walczyła przez wiele lat o jakąkolwiek wyższą szkołę, techniczną, ogólną humanistyczną. Była drugim co do wielkości miastem w Polsce, które nie miało wyższej uczelni. Pamiętam ze swoich młodych lat, że to się stale komentowało, to było bardzo istotne. Komentarze były takie, że po prostu władze państwowe nie chcą mieć takiego skupiska młodzieży w mieście, które w połowie jest o lewicowych poglądach, że to może być kosztowny eksperyment”.
Diametralna zmiana po 1945 roku
Po drugiej wojnie światowej zaś miasto przeżyło oświatowy awans, jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać szkoły wyższe: Uniwersytet Łódzki (twórcą uczelni i pierwszym rektorem był Teodor Vieweger – biolog i społecznik, przed wojną rektor filii Wolnej Wszechnicy Polskiej, a po nim stanowisko objął filozof Tadeusz Kotarbiński), Politechnika Łódzka, oddział warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej, Wyższa Szkoła Gospodarstwa Wiejskiego, Państwowa Wyższa Szkoła Pedagogiczna i te artystyczne – Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych, Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna, Państwowa Wyższa Szkoła Muzyczna, Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa.

Nagle w Łodzi znalazła się i kadra uniwersytecka, i studenci. Zjechali się naukowcy, intelektualiści, ludzie kultury. otwierały się teatry, wydawnictwa, gazety, biblioteki.
Tu wychodziły dzienniki: „Rzeczpospolita”, „Głos Ludu”, „Express Ilustrowany”, „Polska Zbrojna”, „Robotnik”, „Głos Robotniczy”, „Kurier Popularny”; czasopisma humanistyczne – „Łódź Teatralna”, „Teatr Lalek”, „Myśl Współczesna”, „Wieś’”, i najważniejsze – „Kuźnica”, uznawana za forpocztę marksizmu, za „żelazną pałkę reżimu”.
Reklama
Kluczem było zniszczenie Warszawy
Powodów tego awansu, tej rewolucji intelektualnej było kilka: Warszawa była zburzona, „Warszawa leżała strzaskana jak garnek”, a Łódź, jeśli chodzi o tkankę miejską, nie ucierpiała specjalnie w czasie wojny (stolica w gruzach, a w Łodzi na Piotrkowskiej, gdy przesuwała się linia frontu, nawet szyby w witrynach sklepowych nie wypadły).
Miasto ucierpiało oczywiście demograficznie, bo okupanci wysiedlali Polaków i wymordowali Żydów, a ludność niemiecka w znacznej większości uciekła przed Sowietami, co więcej, w nowych granicach miasto nagle znalazło się w centrum kraju, na skrzyżowaniu sprawnych szlaków komunikacyjnych.

Sprzyjała też atmosfera socjalistycznego miasta i nikt jakoś nie patrzył na to, że przed wojną w Łodzi dominowali socjaliści, a nie komuniści. Czerwone miasto, miasto barykada idealnie nadawało się na przyjęcie aparatu administracyjnego kraju.
A nowa władza potrzebowała tuby. Należało się też temu fabrycznemu miastu trochę kultury w najlepszym wydaniu. Życia artystycznego nie można wszak oddzielić od walki politycznej.
Źródło
Tekst stanowi fragment książki Małgorzaty Czyńskiej pt. Pisz do mnie na Łódź! Życie kulturalne i towarzyskie w tymczasowej stolicy (Marginesy 2026).
Jak Łódź stała się nieformalną stolicą Polski?

Tytuł, lead, tekst w nawiasie kwadratowym oraz śródtytuły pochodzą od redakcji.







