Ukończony w 1931 roku Empire State Building przez kolejne 41 lat dzierżył miano najwyższego budynku na świecie. Mierzący wraz z iglicą nieco ponad 443 metry drapacz chmur był dziełem życia multimilionera Johna Raskoba. Mimo że gmach stał się jednym z symboli Nowego Jorku, to przez dekady stanowił dla właściciela finansowe obciążenie. O tym, jak wyglądały okoliczności jego budowy oraz za ile został sprzedany w 1952 roku pisze Andrew Ross Sorkin w książce pt. 1929. Największy krach w historii Wall Street.
Zgromadzeni w hotelu Biltmore, sztabie Ala Smitha, dziennikarze nie mieli bladego pojęcia, dlaczego były gubernator [stanu Nowy Jork] zdecydował się zwołać konferencję prasową właśnie na 29 sierpnia [1929 roku].
Reklama
Ogłoszenie budowy Empire State Building
Ale rozmowa ze Smithem gwarantowała zawsze doskonały materiał, więc posłusznie się na niej stawili. [Smith oznajmił zgromadzonym:]
Otóż wracam do gry. W gruncie rzeczy wróciłem do interesów zaledwie dwie godziny temu. Mniej więcej tyle czasu minęło, odkąd podpisałem właściwe dokumenty i znalazłem się w sytuacji, w której mogę wam opowiedzieć o swoich planach.

Następnie przedstawił kolejny krok, jaki zamierzał podjąć na drodze swej zawodowej kariery: miał zająć stanowisko prezesa nowo tworzonej spółki, która wzniesie „największy biurowiec na świecie, największe osiągnięcie w dziedzinie nieruchomości w tym kraju, jakie przypisać można jednemu człowiekowi”.
Miało nosić nazwę Empire State Building.
„Zamierzam zostać irlandzkim czynszobiorcą” – oznajmił Smith. Spółka, na której czele miał stanąć, zakupiła zrujnowany hotel Waldorf Astoria przy Trzydziestej Czwartej Ulicy i Piątej Alei, dawną świątynię pieniądza, statusu i mody, zanim The Plaza zepchnęła ją z tego piedestału. Smith oznajmił, że zamierza zburzyć budynek, a na jego miejscu wznieść drapacz chmur sięgający nieba.
„Budynek ten – ciągnął Smith, spoglądając na przygotowane wcześniej oświadczenie – wznosić się będzie na wysokość niemal 300 metrów, odpowiadającej długości pięciu miejskich przecznic”.
Miał pomieścić 60 tysięcy ludzi
Smith, stojąc w towarzystwie ochroniarza, przekazał również prasie, że budynek będzie na tyle ogromny, że:
zdoła pomieścić jednorazowo przeszło 60 tys. osób, czyli mniej więcej połowę ludności miasta Syracuse; i całą populację miasta Troy; trzy razy więcej niż wynosi liczba mieszkańców miasta Watertown; o 10 tys. więcej, niż mieszka w Binghamton; i trzykrotnie więcej, niż ludność największej wsi w całym stanie. Tylko 24 spośród 63 hrabstw w tym stanie mogą się poszczycić ludnością większą niż liczba osób, które da się pomieścić w tym gmachu.
Reklama
Dodał, że nie zdążył jeszcze zatrudnić architekta do jego zaprojektowania, ale przewidywał już, że budynek zajmie działkę położoną w samym sercu i centrum wyspy Manhattan, zaledwie dwie przecznice od Pennsylvania Station i osiem przecznic od Grand Central Terminal. Leży dokładnie na trasie planowanego tunelu drogowego biegnącego w poprzek miasta.
Jeden z dziennikarzy zadał podniesionym głosem pytanie, czy na najwyższym piętrze mogłaby znaleźć się stacja nadawcza. „Nic jak na razie na ten temat mi nie wiadomo” – odparł Smith. „Ale właśnie przyszło mi do głowy, że miejsce to nadałoby się do tego znakomicie”.

Smith zachował dla siebie jeden szczegół dotyczący tego budynku: choć to on prowadził konferencję prasową, nowy gmach był pomysłem i przedmiotem inwestycji na ogromną skalę innego człowieka, którego tego dnia nie było nawet w sali: jego bliskiego przyjaciela i politycznego sojusznika, Johna Raskoba. (…)
Spotkanie u Johna Raskoba
2 października 1929 roku John Raskob wydał lunch dla grupy dziewięciu mężczyzn w swoim apartamencie w Carlton House przy Wchodniej Czterdziestej Szóstej Ulicy. Zebrani przybyli tam w przekonaniu, że będą omawiać wahania na giełdzie i zastanawiać się nad tym, co zrobić, by przywrócić inwestorom poczucie bezpieczeństwa.
Reklama
Od Święta Pracy Indeks Dow spadł o 10 procent. Wśród obecnych znaleźli się jedni z najbogatszych ludzi na świecie: William Durant, potentat giełdy towarowej Arthur Cutten oraz bracia Van Sweringen z Cleveland. Jeden z gości nie był jednak dobrze znany większości pozostałych.
Nie było też jasne, dlaczego na spotkanie zaproszono architekta Williama Lamba, lecz jeśli ktokolwiek się nad tym zastanawiał, był zbyt uprzejmy, by pytać. Raskob uwielbiał drobne niespodzianki; sprawiało mu przyjemność trzymanie przyjaciół i współpracowników w stanie lekkiej niepewności.

Raskob nie był beztroskim optymistą. Ostatnio sam starał się nie narażać majątku na wahania kursów, pozbył się części akcji i wcale nie uważał, by niedawne odbicie dawało w najbliższym czasie powody do odetchnięcia z ulgą. Istniało jednak ryzyko, że inwestorzy zaczną być nazbyt ostrożni i zagrożą przyszłości, która przecież wciąż rysowała się w świetlanych barwach. Ten nastrój należało rozwiać.
– Na zdrowym rynku rozkwitamy – powiedział Raskob do zgromadzonych. – Na rynku chorym wszyscy niedomagamy.
Reklama
Empire State Building, jako pomnik przyszłości
Gdy goście przyswajali sobie sens jego słów, Raskob wyślizgnął się z Lambem do sąsiedniego pokoju. Po chwili obaj wrócili, niosąc spory model nowej obsesji Raskoba – majestatycznej wieży, którą nazywał Empire State Building.
O budynku oczywiście już mówiono; jego przyjaciel Al Smith ogłosił wieść o tym przedsięwzięciu budowlanym nieco ponad miesiąc wcześniej, ale sam Raskob pozostawał w tej sprawie głęboko w cieniu.

Teraz jednak wysuwał się naprzód, by zaznaczyć, że jest jego pomysłodawcą.
– Panowie – powiedział – oto część tego, co rzucam teraz na szalę. Pomnik przyszłości.
Przesłanie nie mogło być jaśniejsze. Cokolwiek niepokojącego działo się na giełdzie, cokolwiek fatalnego przepowiadali wieszcze nieszczęścia, nie mogło to w żaden sposób wpłynąć na dalekowzroczną wizję Raskoba. Dziesięć lat wcześniej uwierzył w potencjał automobilu jako nieodłącznego elementu amerykańskiego życia – i okazało się, że się nie mylił. Teraz pokładał wiarę w dalszy rozwój wielkiego amerykańskiego miasta.
Reklama
Drapacze chmur na Manhattanie lat 20. XX wieku
Nie on jeden obiecywał sięgnąć nieba wapieniem i stalą. Manhattan gościł już wiele wieżowców. W latach 20. Nowy Jork nie przypominał już pozostałych miast w Stanach Zjednoczonych. W 1929 roku poszczycić się mógł 2479 budynkami liczącymi dziesięć lub więcej kondygnacji; Chicago, drugie pod tym względem miasto, miało ich zaledwie 449. A jeśli idzie o budynki wyższe niż dwadzieścia jeden kondygnacji, Nowy Jork mógł się pochwalić liczbą 188, podczas gdy Chicago skromnymi 65.
Nowa strzelista panorama Manhattanu stała się źródłem ogromnej obywatelskiej dumy, wyrazem olbrzymiego bogactwa, którego źródło biło przy Wall Street. W 1925 roku spośród 207 Amerykanów, którzy zadeklarowali dochody osobiste przekraczające milion dolarów, 96 mieszkało w Nowym Jorku.

Od 1913 roku tytuł „najwyższej budowli w mieście” należał do pięćdziesięciopięciopiętrowego Woolworth Building, mieszczącego się nieopodal City Hall. Choć sama firma potrzebowała zaledwie paru kondygnacji dla swojej centrali, jako jedna z pierwszych zrozumiała w pełni wartość propagandową takiego przedsięwzięcia budowlanego, traktowanego jako trofeum w zawodach o wysokość.
Boom budowlany nabrał takiego tempa, że Woolworth Building wydawał się na tym tle gmachem już nieco staroświeckim i uroczo anachronicznym, ikoną epoki minionej. Wkrótce potem prześcignąć miał go wielki budynek w stylu art déco: pomnik wystawiony samemu sobie przez Waltera Chryslera, u zbiegu ulic Lexington Avenue i Czterdziestej Drugiej Ulicy. Prace nad jego budową miały się zakończyć jesienią 1929 roku.
Reklama
Ostatecznie sięgnąć miał wysokości przeszło 300 metrów, mimo że Chrysler do samego końca prac budowlanych zachował jego ostateczną wysokość w tajemnicy, chcąc zaskoczyć swych potencjalnych rywali.
Motywacje Raskoba
Budowniczowie tych nowych drapaczy chmur byli często ludźmi pozbawionymi większego doświadczenia w branży budowlanej. Jednak, w odróżnieniu od pozostałych gałęzi przemysłu, brak doświadczenia nie stanowił tu większej przeszkody. Wystarczały do tego fundusze, marzenie i rozbuchane ego. John Raskob mógł się poszczycić wszystkimi trzema.

Odczuwał równocześnie przemożną potrzebę wyświadczenia jakiejś przysługi Alowi Smithowi, który po przegranej w wyścigu z Hooverem o fotel prezydencki, rozpaczliwie szukał zajęcia, które pozwoliłoby mu zachować dotychczasowy wystawny styl życia. Miał ponadto jeszcze jeden, tym razem osobisty, powód do tego, by wznieść najwyższy w całym mieście budynek.
Gdy jego przyszłość w General Motors wisiała na włosku, spekulowano nad tym, czy nie trafi do Chryslera, wówczas jednej z najgorętszych nowych firm samochodowych Detroit. Choć nigdy do tego nie doszło, miał szansę dowieść, że w niczym nie ustępuje Walterowi Chryslerowi, ani komukolwiek innemu. (…)
Reklama
Najwyższy budynek na świecie
Gdy w 1931 roku z wielką pompą i ceremonialnym rozmachem otwierano (…) [Empire State Building]– prezydent Hoover uroczyście zapalił w nim światła, naciskając przycisk w Waszyngtonie – był on najwyższym budynkiem na świecie.
Raskobowi udało się przechytrzyć Waltera Chryslera i prześcignąć jego Chrysler Building, zdobywając ten tytuł dzięki dodaniu tarasu widokowego i masztu. Powstająca właśnie National Broadcasting Company zdobyła wyłączne prawa do nadawania sygnału z wierzchołka budynku, co nieoczekiwanie przyniosło niebywałe dochody.

Podobnie jednak jak Chrysler Building, a także Rockefeller Center – drugi oszałamiający dodatek do panoramy Nowego Jorku z tamtej epoki – Empire State Building przez lata stanowił znaczne finansowe obciążenie. W chwili otwarcia, jego przestrzeń na wynajem zajęta była w mniej niż 20 procentach.
Przyjaciel Raskoba, Al Smith, użyczał powierzchnię za darmo katolickim organizacjom charytatywnym, by budynek nie wyglądał na przygnębiająco opustoszały. Mimo to prasa ochrzciła go mianem „Empty State Building”. Ponieważ Raskob z natury nie cierpiał się zadłużać i postanowił samodzielnie sfinansować budowę, był w stanie przetrwać chude lata. (…)
Reklama
Sprzedaż Empire State Building
W 1945 roku doszło do tragedii. Pilot bombowca B-25, „zagubiony w oślepiającej mgle”, rozbił swój samolot między 78. a 79. Piętrem Empire State Building, w wyniku czego zginęło 13 osób, a straszliwy pożar ogarnął budynek wysoko nad ziemią. Konstrukcja okazała się jednak na tyle solidna, że zamknięto go zaledwie na niecały tydzień.
W 1952 roku, rok po śmierci Raskoba, budynek sprzedano za sumę 51 mln dolarów, najwyższą cenę zapłaconą dotychczas za pojedynczy budynek. Jako inwestycja nie okazał się wielkim sukcesem: sam grunt już w 1929 roku kosztował Raskoba 34,5 mln dolarów, ale w przeciwieństwie do wielu innych niefortunnych zakładów z tej epoki, Empire State Building niewątpliwie pozostawił po sobie trwały ślad.
Źródło
Tekst stanowi fragment książki Andrew Rossa Sorkina pt. 1929. Największy krach w historii Wall Street (Wydawnictwo Poznańskie 2026). Przekład: Sławomir Królak.
Kulisy największej katastrofy finansowej XX wieku








