Pyrrusowe zwycięstwo elitarnego oddziału powstańców styczniowych nad Rosjanami. Zapłacili wysoką cenę

Strona główna » XIX wiek » Pyrrusowe zwycięstwo elitarnego oddziału powstańców styczniowych nad Rosjanami. Zapłacili wysoką cenę

Stoczona 18 marca 1863 roku bitwa pod Grochowiskami była ostatnim dużym starciem Żuawów Śmierci w trakcie powstania styczniowego. Dzięki postawie elitarnej formacji, dowodzonej przez pułkownika Franciszka de Rochebrune’a, udało się tego dnia wygrać z Rosjanami. Batalia okazała się jednak pyrrusowym zwycięstwem, które Polacy okupili ciężkimi stratami. Pisze o tym doktor Kamil Kartasiński w książce pt. Kampania Żuawów Śmierci.

Nad ranem 18 marca powstańcze oddziały około godziny 8.00 wyruszyły z Wełecza Starego ku Grochowiskom. Po godzinie 10.00 powstańcy dotarli do celu swojej wędrówki. Grochowiska składały się z kilku chałup oraz domu leśnika, otoczonych ze wszystkich stron lasami.


Reklama


Powstańczy obóz

Powstańcy rozłożyli się w nich obozem i zaczęli przygotowywać dla siebie ciepły posiłek. Żuawi Śmierci rozpalili ognisko, którego dymy zaczęły się kłębić i wznosić wysoko nad lasem.

Żołnierze mieli prawdziwe szczęście, bo obok nich przebiegły dwie świnie, z których jedną udało się złapać i: „ze znajomością sztuki rzeźniczej pozbawiwszy życia, [żuawi – K.K.] sprawiali i przyrządzali”. Okazało się jednak, że biedny świniak należał do miejscowego gajowego, który przyszedł się o niego upomnieć. Zadośćuczynienie Rochebrune wypłacił mu z własnej kieszeni.

Dowódca Żuawów Śmierci Franciszek de Rochebrune (Walery Rzewuski/domena publiczna).
Dowódca Żuawów Śmierci Franciszek de Rochebrune (Walery Rzewuski/domena publiczna).

W międzyczasie, gdy powstańcy odpoczywali, w okolice zostali wysłani furażerzy, którzy mieli zdobyć dodatkową żywność oraz paszę dla koni. W domu leśniczego, w którym ulokował się sztab Mariana Langiewicza, dyskutowano, jakie należy podjąć dalsze kroki. Dyktator ze względu na, jak się wydawało, dość bezpieczną lokalizację, chciał zatrzymać się na dłuższy wypoczynek, aby w końcu dać wytchnąć swoim zmęczonym oddziałom.

Problem stanowił jednak brak odpowiednich map, które pozwoliłyby na lepsze rozpoznanie okolicy. Dlatego szef sztabu dyktatora postanowił zrobić odpowiedni rekonesans po powrocie furażerów. Na ten moment ograniczono się do ustawienia wart, które miały informować o zbliżaniu się sił rosyjskich.

Sytuacja nie do pozazdroszczenia

Siły Mariana Langiewicza liczyły wówczas około 3000 żołnierzy. W ich skład wchodziły oddziały strzelców, kosynierów, jazdy powstańczej, Żuawów Śmierci, oraz tzw. gewaltygierzy. Około godziny 13.00 do wioski powrócili pierwsi furażerzy z przerażającą wiadomością, że nadciągają Rosjanie. Krótko później przybyli kolejni i następni, którzy, wysłani w inne strony, również napotkali armię rosyjską, podążającą w stronę Grochowisk.

Sytuacja wojsk Langiewicza była nie do pozazdroszczenia. Nie znano terenu, a powstańcom – jak się wówczas wydawało – groziło okrążenie. Dyktator około godziny 14.00 zarządził przerwanie odpoczynku i wymarsz. Zamierzano opuścić las i udać się w kierunku Galowa.


Reklama


Langiewicz chciał kontynuować marsz kolumną marszową, podobną do tej, którą dotarto rankiem do Grochowisk. Jednakże ze względu na gęste zalesienie terenu, słabą widoczność i możliwą pułapkę ze strony Rosjan, był to bardzo zły pomysł, który starał się dyktatorowi wyperswadować Władysław Bentkowski. Szefowi sztabu udało się go namówić, aby wysłał jako zwiadowców oddział Żuawów Śmierci.

Następnie rozkazał oddziałowi Rochebrune’a udać się w kierunku zagajnika po lewej stronie drogi do Galowa. Bentkowski nakazał francuskiemu oficerowi rozsypanie części Żuawów Śmierci w tyralierę, pozostali natomiast mieli iść w odwodzie. Podwładni Rochebrune’a mieli udać się w takiej formacji na przeciwny koniec lasu, tam się zatrzymać i czekać na pozostałe siły powstańcze.

Tekst stanowi fragment książki  Kamila Kartasińskiego pt. Kampania Żuawów Śmierci (Prześwity 2026).
Tekst stanowi fragment książki Kamila Kartasińskiego pt. Kampania Żuawów Śmierci (Prześwity 2026).

Jako posiłki dla żuawów, Bentkowski wysłał dodatkową kompanię strzelców, którzy w podobnym szyku bojowym mieli ubezpieczać prawą stronę drogi. Polecenie to nie zostało jednak wykonane przez dowódcę strzeleckiej kompanii. Gdy około 15.00 główna kolumna powstańców ruszyła naprzód, po pewnym czasie dało się usłyszeć strzały, które dochodziły z pozycji Żuawów Śmierci. Chwilę później Rosjanie rozpoczęli ostrzał kolumny.

Atak Rosjan

Siły rosyjskie pod wodzą pułkownika Ksawerego Czengerego liczyły dwie kompanie piechoty, szwadron dragonów oraz cztery działa. Jako pierwsi zaatakowali powstańców rosyjscy dragoni, którzy posuwając się drogą ku Galowowi, dotarli w pobliże ich obozu. Dwie kompanie piechoty oraz artyleria usadowiły się w zaroślach naprzeciwko lasu galowskiego.


Reklama


To tam miały za kilka chwil zmierzyć się z oddziałem Żuawów Śmierci. Specyfika bitwy pod Grochowiskami polegała na tym, że stanowiła ona de facto kilka odosobnionych i przypadkowych starć. Z tego też powodu jej opisy, które można znaleźć w opracowaniach oraz wspomnieniach powstańców, są zupełnie inne. (…)

Starcie z 18 marca 1863 r. przedstawimy przede wszystkim z perspektywy oddziału Żuawów Śmierci i wspomnień ich uczestników. Naszą opowieść rozpoczniemy od relacji Kazimierza Sokalskiego.

Zdjęcie z 1863 roku przedstawiające grupę Żuawów Śmierci (Walery Rzewuski/domena publiczna).
Zdjęcie z 1863 roku przedstawiające grupę Żuawów Śmierci (Walery Rzewuski/domena publiczna).

Zwyciężą albo zginą

Oddział Rochebrune’a odpoczywał, gotując sobie posiłek, gdy nagle rozległy się strzały. Żuawi od razu poderwali się, a ich dowódca miał ich „hipnotyzować” swoim niespokojnym wzrokiem. Wojciech Komorowski przedstawił członkom oddziału ich beznadziejne położenie, informując, że czeka ich walka, w której zgodnie ze złożoną przysięgą albo zwyciężą, albo zginą.

Rozwinięto sztandar, a oddział podzielono na dwie części. Jedną z nich dowodził Rochebrune, który skierował się na piechotę rosyjską, drugą Komorowski, który ruszył w kierunku rosyjskich armat oraz dragonów. Sokalski należał do tej drugiej grupy.


Reklama


Żuawi rozpuszczeni w tyraliery szli przez gęsty las, gdy odezwały się do nich strzały z armat. Rosjanie strzelali znacznie celniej niż pod Chrobrzem, powodując „znaczne spustoszenia” wśród maszerujących powstańców. Straty oddziału byłyby jeszcze większe, gdyby nie odpowiedni szyk. W końcu żuawom udało się dotrzeć na skraj wyrębu lasu, gdzie spotkali się z rosyjską artylerią oraz dragonami.

Padła komenda, aby otworzyć ogień, a: „skutek naszych strzałów, śmiało powiedzieć mogę, był zadziwiający”. Żuawom udało się zmusić do ucieczki Rosjan oraz zdobyć dwie armaty. Niestety, w trakcie bezpośredniego ataku na artylerię szczęście opuściło brata Kazimierza Sokalskiego – Walerego, który został ugodzony kartaczem w nogę powyżej kolana i upadł na ziemię. Dowodzący tym oddziałem żuawów Komorowski, postanowił teraz jak najszybciej połączyć się z oddziałem Rochebrune’a, aby mu pomóc w walce.

Bitwa pod Grochowiskami na mapie z 1890 roku (domena publiczna).
Bitwa pod Grochowiskami na mapie z 1890 roku (domena publiczna).

„Błyski strzałów i odblask białej broni”

Po dotarciu na miejsce rozpoczął się zacięty i krwawy bój, w którym: „szaleństwo dwóch połączonych kompanii zrobiło swoje. Błyski strzałów i odblask białej broni gasiły życie ludzi po obu stronach wojujących”. Żuawom w starciu pomogły także inne oddziały strzelców i ostatecznie udało się pokonać żołnierzy rosyjskich.

Już wtedy Żuawi Śmierci ponieśli znaczne straty, a walki nie zmierzały jeszcze do końca. Według wspomnień Sokalskiego, chaos panujący na polu bitwy chcieli opanować generałowie Waligórski i Śmiechowski, wraz z pułkownikiem Rochebrune’em oraz kapitanem Komorowskim.


Reklama


Po pewnej chwili Wojciech Komorowski rozkazał Sokalskiemu udanie się do małej grupy żuawów, która znajdowała się w pobliżu miejsca, gdzie oddział stoczył swoją pierwszą walkę z Rosjanami. Sokalski miał ich sprowadzić do głównej części oddziału. Bohater wspomnień udał się tam z ojcem. Żuawi zmierzali na miejsce, kiedy w pewnym momencie zostali niegroźnie ostrzelani przez rosyjskich żołnierzy, którzy zajmowali pozycje w pozostałościach dawnego klasztoru kamedułów.

Gdy Sokalscy wkroczyli do lasu, rozległa się rosyjska salwa, po której: „ojciec mój runął z jękiem na ziemię, a wymawiając jakąś modlitwę w drżeniach kurczowych ułożył się do snu wiecznego. Wyrazy konającego ojca i jego rozdzierające jęki słyszę jeszcze i całe moje życie słyszeć będę”. Kule dosięgły również samego Kazimierza Sokalskiego, który upadł na ziemię.

Pułkownik Wojciech Komorowski (domena publiczna).
Pułkownik Wojciech Komorowski (domena publiczna).

Za jakiś czas rannego żuawa wynieśli z pola walki inni członkowie oddziału, którzy zostali posłani przez Komorowskiego. Podszedł do niego Rochebrune, który nad nim zapłakał i rozkazał zanieść w miejsce, gdzie przebywali wszyscy ranni. Dla młodego żuawa bitwa się zakończyła.

Kilkunastu rosyjskich jeńców

Według Kaźmirza Grabówki Frycza, oddział żuawów nie zdążył zjeść posiłku, gdy w całym obozie ogłoszono alarm. Jedząc w biegu, żołnierze ustawili się w szeregu i zostali skierowani w formacji tyralierów w sosnowy las. Gęstość lasu była tak duża, że nakazano poruszać się powoli, a sygnałami do orientacji w terenie miał być odgłos gwizdków oficerów.

W trakcie marszu przez las żuawi zostali ostrzelani ogniem z karabinów i armat, ponosząc pewne straty. Gdy oddziałowi udało się dojść do końca lasu, dostrzeżono wreszcie Rosjan, do których oddano strzały.

Po krótkiej walce zauważono Mariana Langiewicza wraz ze swoim sztabem. Podszedł do niego chorąży Żuawów Śmierci, aby poradzić się, co robić dalej. Padł rozkaz, żeby połączyć się z pozostałymi żuawami. Gdy udało się odnaleźć Rochebrune’a, ten wydawał rozkazy gromadzącym się żuawom oraz małej grupie kosynierów.


Reklama


Po pewnej chwili pojawili się Rosjanie, którzy oddali w ich kierunku strzały. Francuski oficer wydał polecenie, aby uformować kosynierów w kolumnę, a za nimi ustawić oddział żuawów. Nastąpił atak na żołnierzy rosyjskich, których potraktowano bagnetami i kosami. Bój trwający do nastania wieczoru zakończył się zwycięstwem powstańców i wzięciem do niewoli kilkunastu Rosjan.

„Co mi po życiu, kiedy już bić się nie byłem zdolny”

W relacji Filipa Sanbra-Kahane żuawi nie zdążyli zjeść posiłku, gdy ogłoszono alarm. Ostrzał rosyjskich armat czynił duże spustoszenie w ich szeregach, więc Rochebrune zapytał, kto chciałby pójść na ochotnika je szturmować. Zgłosiło się kilku żuawów, w tym Sanbra-Kahane, którzy popędzili w kierunku rosyjskiej artylerii.

Filip Kahane (domena publiczna).
Filip Kahane (domena publiczna).

W pewnym momencie kula kartaczowa oderwała autorowi wspomnień prawą rękę. Strzelba, którą niósł upadła na ziemię, a on sam, będąc w szoku, nie wiedział, co się z nim dzieje. Dopiero gdy usiadł na zrębie, zorientował się, co się stało. Poczuł bardzo silny ból, połączony z płynącą strugą krwi. Zrozpaczony żuaw udał się w szeregi walczących. Chciał popełnić samobójstwo, celowo wskazując zdrową ręką, aby Rosjanie go zastrzelili, gdyż uważał, że: „co mi po życiu, kiedy już bić się nie byłem zdolny!”.

Pragnąc śmierci, żuaw spotkał Rochebrune’a, który rozkazał mu udać się do punktu opatrunkowego. Sabra-Kahane nie posłuchał dowódcy i dalej celowo wystawiał się na ostrzał Rosjan. Gdy sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy, Rochebrune wydał polecenie dwóm żuawom, aby odprowadzili go siłą na tyły. Tam FilipSanbra-Kahane został załadowany na wóz i opuścił pole bitwy.


Reklama


„Biegiem! Na bagnety!”

W oszczędnej relacji Feliksa Borkowskiego bitwa była niezwykle krwawa, zaś główną rolę odegrali w niej żuawi, strzelcy oraz kosynierzy. Dochodziło bardzo często do walk wręcz, a największa z nich rozegrała się pod sam wieczór. Żuawi, strzelcy oraz kosynierzy zmierzyli się wówczas z dwiema kompaniami piechoty rosyjskiej.

Dowodzący całością tych sił Rochebrune wydał odpowiednie rozkazy i przeprowadzono atak na Rosjan. Powstańcy odnieśli zwycięstwo, biorąc kilkunastu rosyjskich szeregowców i oficera do niewoli. Sam bohater wspomnień w trakcie walk został ranny w rękę.

Tekst stanowi fragment książki  Kamila Kartasińskiego pt. Kampania Żuawów Śmierci (Prześwity 2026).
Tekst stanowi fragment książki Kamila Kartasińskiego pt. Kampania Żuawów Śmierci (Prześwity 2026).

Przejdźmy do relacji Ludomira Cywińskiego. Po zjedzonym posiłku żuawi odpoczywali, gdy nadeszła wiadomość o zbliżaniu się Rosjan. Żuawów wysłano przez niskie zarośla w kierunku rosyjskich armat. W trakcie marszu poległo kilkunastu żuawów, w tym dwóch podchorążych. Gdy oddział znalazł się dostatecznie blisko, francuski oficer wydał rozkaz „Biegiem! Na bagnety!”.

Ze względu na to, że w formacji służyło sporo obcokrajowców, miało to wytworzyć: „straszną wrzawę. Wylękli Rosjanie od razu pierzchnęli, pozostawiając dwie armaty w błocie”. Następnie Rochebrune miał zapytać Cywińskiego, gdzie znajduje się Marian Langiewicz. Ten nie umiał opowiedzieć na to pytanie, ale znalazł się adiutant dyktatora, który pokierował Francuza do sztabu. Na miejscu Rochebrune miał zażądać pod swoje dowództwo 100 kosynierów, aby przeprowadzić kolejny atak na Rosjan.


Reklama


„Nie powinniśmy uważać się za pobitych”

Żuawi wraz z kosynierami dotarli do polanki, gdzie stacjonowała rosyjska kompania. Zaatakowano ją, biorąc w rezultacie do niewoli rosyjskiego oficera oraz 14 żołnierzy. Pod wieczór Żuawi Śmierci powrócili na plac swojego pierwszego boju, na którym zdobyli armaty, aby pozbierać swych rannych.

Wśród nich był między innymi kapitan Wojciech Komorowski. Po zebraniu rannych i wyruszeniu w stronę Wełecza, gdzie po bitwie skierowali się powstańcy, Cywiński miał odbyć krótką rozmowę z dyktatorem. Langiewicz zadał mu pytanie, czy oddział Żuawów Śmierci poniósł porażkę. „Jeślimy zdobyli plac boju, jeżeliśmy rannych naszych zabrać mogli i jeżeli na błotach czekają dwie porzucone armaty, chyba nie powinniśmy uważać się za pobitych” – odpowiedział mu Cywiński.

Po Grochowiskach (Jan Sobecki/domena publiczna).
Po Grochowiskach (Jan Sobecki/domena publiczna).

„Dużo nas tam padło”

Przedstawmy teraz wersję wydarzeń Romana Dallmajera. Młody żuaw czyścił swój karabin, gdy w powstańczym obozie został ogłoszony alarm, a w oddali rozległy się odgłosy wystrzałów. Pierwsza kompania Żuawów Śmierci ustawiona w tyralierę udała się szybkim krokiem w kierunku lasu. Oddział dostał się tam pod ostrzał rosyjskiej artylerii, który przyniósł żuawom ciężkie straty. „Dużo nas tam padło; jęczą ranieni, proszą by im pomódz, by ich skryć choć za jaki pień dęba” – relacjonował Dallmajer.

Będąc dostatecznie blisko rosyjskiej artylerii, żuawi wraz z kosynierami przeprowadzili na nią szturm. Rosjanie odstąpili od swoich stanowisk, jednakże zdążyli zabrać ze sobą armaty. W ręce powstańców dostało się kilkudziesięciu Rosjan, z których część była pochodzenia niemieckiego. Wieczorem według Dallmajera miał miejsce drugi atak, który został przeprowadzony na kosynierów i żuawów przez rosyjską jazdę.


Reklama


Żuawi podzieleni na dwie części wzięli Rosjan w dwa ognie z lewej i prawej strony, a pośrodku walczyli kosynierzy. Rosyjska jazda, wycofując się, przedarła się przez szereg żuawów. Jak wspominał Dallmajer, w tym momencie: „jeden kirasjer uderzył mię ciężką swoją szablą po głowie i czole; zaraz padłem, ale zaraz i wstałem, w oczach mi się zaiskrzyło”. Gdy młody żuaw oprzytomniał, miał zabandażowaną głowę, a twarz, piersi i ręce zalane krwią. Z trudem trzymał się na nogach, gdy kontynuował marsz z oddziałem po bitwie. (…)

Poważne straty walczących stron

Podsumowując całościowo udział Żuawów Śmierci w bitwie pod Grochowiskami, możemy wydzielić dwie fazy. Pierwsza z nich rozegrała się w godzinach popołudniowych. Oddziałowi Rochebrune’a udało się zdobyć (tymczasowo) rosyjskie armaty i doprowadzić do wycofania się oddziałów pod dowództwem Czengerego.

Druga część bitwy rozegrała się pod wieczór, gdy żuawi wraz z pozostałymi powstańcami z sukcesem odparli atak majora Żagriażskiego. Walki zostały przerwane wraz z nastaniem nocy. Powstańcy odnieśli ostateczne zwycięstwo nad żołnierzami rosyjskimi, biorąc kilku z nich do niewoli. Bitwa okazała się bardzo krwawa: poległo łącznie około 600 walczących – po połowie powstańców i Rosjan. Ciała poległych coraz bardziej przykrywał padający mokry śnieg…

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Kamila Kartasińskiego pt. Kampania Żuawów Śmierci (Prześwity 2026).

Nowa seria już w sprzedaży

Autor
Kamil Kartasiński

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.