Po przejęciu władzy przez brunatnego dyktatora rodzina Anny Frank wyjechała w 1934 roku z Niemiec do Holandii. Uciekinierzy znaleźli schronienie w Amsterdamie. Nie zamierzali jednak pozostawać tam na stałe. Rodzice późniejszej autorki słynnego pamiętnika przez lata próbowali zdobyć dokumenty pozwalające na opuszczenie Europy. Nigdy jednak im się to nie udało. Tak ich starania po latach opisywała w swoich wspomnieniach bliska przyjaciółka Anne, Hannah Pick-Goslar.
Pan Frank lubił powtarzać, że alianci na pewno pokonają Niemców. W naszym kręgu był on spokojnym, rozważnym optymistą, co stanowiło przeciwwagę dla mniej pogodnego podejścia mojego ojca.
Reklama
Zniszczenie amerykańskiego konsulatu
Tak jak wszyscy miałam nadzieję, że wojna skończy się po kilku tygodniach, może miesiącach, a przypuszczenia pana Franka utwierdzały mnie w tym przekonaniu.
Dopiero po wojnie dowiedziałam się (choć moi rodzice wiedzieli o tym od początku), że gdy wujek Hans, moi dziadkowie i rodzice rozpaczliwie poszukiwali dróg ucieczki z Holandii, wykorzystując wszystkie swoje koneksje, Frankowie robili dokładnie to samo.

„Sądzę, że wszyscy niemieccy Żydzi na pewno szukają schronienia we wszystkich możliwych miejscach na świecie – i nigdzie go nie znajdują” – pisała pani Frank w liście do przyjaciółki z Buenos Aires, też niemieckiej Żydówki.
W 1938 roku złożyli podanie o możliwość emigracji do USA i czekali na odpowiedź. I czekali. Konsulat amerykański w Rotterdamie, który zajmował się podaniami o wizy, był w budynku, który został zbombardowany i spłonął podczas niemieckiej inwazji [w 1940 roku]. Oznaczało to, że wszyscy kandydaci, w tym państwo Frankowie, musieli złożyć dokumenty ponownie.
Reklama
Podobnie jak inni Żydzi musieli bardzo uważać, usiłując z jednej strony stworzyć wrażenie, że będą w stanie utrzymać się w Ameryce, a z drugiej wyjaśnić, jak niebezpieczna jest ich sytuacja w Holandii. Ci, którzy mieli koneksje w Stanach, musieli rozważyć, w jaki sposób powinni się wyrazić w listach z prośbami o pomoc do rodziny i przyjaciół.
Wykształceni niemieccy Żydzi starali się być bardzo porządni i nie lubili zanadto dawać upustu emocjom. Jednak im bardziej pogarszało się ich położenie, tym wyraźniej ich listy odzwierciedlały desperację.

Niechęć amerykańskich urzędników
Pan Frank odezwał się do swojego dawnego przyjaciela Nathana Straussa Juniora, syna współwłaściciela domu handlowego Macy’s, prosząc go o pomoc. Zaprzyjaźnili się w czasach studenckich, gdy Strauss, który uczył się na Uniwersytecie Princeton, przyjechał na jeden semestr w ramach wymiany na uniwersytet w Heidelbergu. W kwietniu 1941 pan Frank napisał do Straussa:
Nie prosiłbym Cię, gdyby tutejsze warunki nie zmusiły mnie do zrobienia wszystkiego, co w mojej mocy, bym zdążył uniknąć jeszcze gorszego losu… Musimy o to zadbać przede wszystkim ze względu na dzieci.
Reklama
Dalej zapewniał kolegę, że nie stanowiłby dla nikogo finansowego ciężaru: „Czuję, że wciąż jestem na tyle młody, by pracować, i ufam, że uda mi się zdobyć środki utrzymania”.
Jednak urzędnicy Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych blokowali wszystkie prośby powodowani osobistym antysemityzmem i ksenofobią. Zasłaniali się przekonaniem, że wśród uchodźców mogą się znaleźć komuniści i szpiedzy.

Twierdzili też, że Żydzi mogliby doprowadzić do destabilizacji Ameryki. Konsulaty amerykańskie w Europie, takie jak ten w Rotterdamie, odrzucały setki tysięcy wniosków od roku 1933, gdy Hitler doszedł do władzy, aż do końca wojny w 1945.
Amerykański rabin Stephen Wise, który w amerykańskiej społeczności żydowskiej kierował działaniami lobbingowymi na rzecz imigracji, nazwał to „śmiercią od biurokracji”.
Reklama
Zamoknięcie konsulatów w okupowanej Europie
Bracia pana Franka, którzy już zdążyli się osiedlić w Massachusetts, też próbowali wszystkich możliwych dróg. Ich wniosek o wizę kubańską dla pana Franka został unieważniony 11 grudnia 1941 roku, czyli tego samego dnia, którego Stany przystąpiły do wojny.
W lipcu 1941 zlikwidowano wszystkie konsulaty amerykańskie na terenach okupowanych przez Niemcy – kolejne utrudnienie, przez które emigracja coraz bardziej wydawała nam się marzeniem niemożliwym do spełnienia. Dla wielu Żydów uwięzionych w okupowanej Europie najbliższy konsulat USA był teraz w Hiszpanii.

Trzeba było dostać się do tamtejszego biura, by na nowo rozpocząć proces wizowy. Gdy teraz, po przeszło osiemdziesięciu latach, przypominam sobie ten skomplikowany, okrutny system, chce mi się krzyczeć.
W jaki sposób ktoś, kto nie ma niemieckiego zezwolenia na opuszczenie kraju, miałby się dostać do Hiszpanii? Przeprawić się przez okupowaną Belgię i Francję, częściowo piechotą przez Pireneje, mogąc liczyć jedynie na pomoc ruchu oporu? Większość rodzin, co zrozumiałe, nie zamierzała podejmować takiego ryzyka.
Źródło
Tekst stanowi fragment wspomnień Hannah Pick-Goslar pt. Moja przyjaciółka Anne Frank (Wydawnictwo Agora 2026).
Zagłada oczami dorastających dziewczynek








