Tak zwane Ziemie Odzyskane miały być rekompensatą Stalina dla Polski za utratę Kresów Wschodnich na rzecz ZSRS. Zanim jednak obszary zabrane Niemcom trafiły pod kontrolę władz w Warszawie, Sowieci przeprowadzili tam systematyczną grabież infrastruktury przemysłowej. Na wschód trafiały nie tylko surowce i nowoczesne maszyny, ale dosłownie całe fabryki. Skala procederu była gigantyczna.
Stalin myślał o reparacjach wojennych, jakie uzyska od Niemiec już w momencie, gdy udało się odeprzeć Wehrmacht spod Moskwy. Świadczą o tym zapiski Iwana Majskiego, które cytuje Leszek Pietrzak w książce pt. Zakazana historia Sowietów. Komunistyczny ambasador w Londynie zanotował, że:
Reklama
W grudniu 1941 r. usłyszałem od towarzysza Stalina: 40 tys. obrabiarek z Niemiec – oto reparacje dla nas. Jednak w jaki sposób wejdziemy w posiadanie 40 tys.?
Chyba tak, że zamówimy je po wojnie w Niemczech i będziemy je otrzymywać w ratach przez całe dziesięciolecia albo zdemontujemy maszyny już pracujące w niemieckich zakładach przemysłowych.

Usankcjonowanie przyszłych rabunków
Czerwony car musiał jednak czekać blisko trzy lata na możliwość powetowanie sobie strat jakie poniósł Związek Sowiecki podczas niemieckiej inwazji. Pierwsza okazja do zakrojonych na szeroką skalę rabunków pojawiła się latem i jesienią 1944 roku po wkroczeniu na tereny Rumunii a następnie Węgier, które były sojusznikami brunatnego dyktatora.
Infrastruktury przemysłowej nie oszczędzono także na ziemiach polskich między Bugiem a Wisłą. Był to jednak dopiero przedsmak tego, co miało się dziać po przekroczeniu przez Armię Czerwoną granic III Rzeszy. 8 stycznia 1945 roku Rada Komisarzy Ludowych podjęła uchwałę nr 67–3 mówiącą o zdobyczach wojennych, którą doprecyzowywał rozkaz nr 4 generała Nikołaja Bułganina.
Zastępca Ludowego Komisarza Obrony ZSRS stwierdzał w nim, że jako zdobycz wojenną należy traktować „zakłady, majątki ziemskie, dwory, magazyny, spichlerze, sklepy z wszelkim asortymentem, maszyny rolnicze, artykuły spożywcze, paliwo, pasze, bydło, porzucony sprzęt gospodarstwa domowego i inne przedmioty”. Do tego dochodziły wszelkie pozostałe materiały niezbędne Armii Czerwonej. Jak zatem widać elementem reparacji wojennych mogło być dosłownie wszystko.
Pod koniec lutego 1945 roku stworzono również Komitet Specjalny przy Państwowym Komitecie Obrony, który miał nadzorować demontaż przemysłu na zajmowanych przez Sowietów ziemiach. Później powołano kolejne organy mające zajmować się tym tematem. Ogółem jak podkreśla Leszek Pietrzak „wszystkie oddziały trofiejne Armii Czerwonej liczyły ponad 80 tysięcy osób”.
Reklama
Dziesiątki tysięcy wagonów
Pierwszym łakomym kąskiem dla Sowietów w 1945 roku stały się dobrze uprzemysłowione ziemie Górnego oraz Dolnego Śląska. Chociaż miały one przypaść Polsce jako część rekompensaty za utratę Kresów Wschodnich to najpierw zostały doszczętnie ograbione z wszelkiej infrastruktury. Jak czytamy w książce Zakazana historia Sowietów:
Już 2 marca 1945 r. Stalin podpisał pierwsze sowieckie rozporządzenia dotyczące demontaży zakładów przemysłowych na Górnym Śląsku. Sowieckie trofiejne komanda konfiskowały całe zakłady przemysłowe, surowce, półprodukty i gotowe produkty, a także żywność, zwierzęta hodowlane i paszę.

Na podstawie innego sowieckiego rozporządzenia – nr 7614 – zdemontowano śląskie elektrownie, w tym m.in. w Miechowicach, Zabrzu, Zdzieszowicach, Mikulczycach, Blachowni i Chełmsku Śląskim. Inne rozporządzenie – nr 7608 – ostatecznie przesądziło o rozbiórce śląskich hut, w tym m.in. w Gliwicach, Katowicach, Świętochłowicach, Bobrku oraz Łabędach.
Szczególnie cenny łup dla Sowietów stanowiły fabryki paliw syntetycznych w Blachowni Śląskiej, Policach i Zdzieszowicach. Mimo że ten pierwszy zakład nigdy nie został w pełni ukończony to zdemontowano tam sprzęt i wyposażenie o łącznej wadze ponad 168 tysięcy ton!
Reklama
Do ich przewiezienia potrzebne było aż 9723 wagonów. Polskie komunistyczne władze interweniowały nawet w Moskwie, aby pozostawić wyposażenie na miejscu, na nic się to jednak nie zdało. Na jeszcze szerszą skalę przebiegał rabunek w Policach. Ogółem jak podaje profesor Bogdan Musiał:
Ilość sprzętu z zakładów benzyny syntetycznej w Blachowni Śląskiej, Policach i Zdzieszowicach (łącznie 25 283 wagony, nie licząc wyposażenia elektrowni – w samej Blachowni było to co najmniej 1100 wagonów) przewyższała kilkakrotnie ilość wyposażenia, które sowieckie komanda zdemontowały na Węgrzech (2800 wagonów) i w Czechosłowacji (6500 wagonów). Według danych sowieckich z Austrii wywieziono 31 200 wagonów z aparaturą.

Tysiące wywiezionych górników
Szerokim strumieniem na wschód płynęły także wyroby metalowe oraz śląski węgiel. O ile w połowie kwietnia 1945 roku miało być go 12 tysięcy ton dziennie, to z każdym kolejnym miesiącem wartość ta rosła. Dochodząc ostatecznie od 1 czerwca do 26 tysięcy ton dziennie. Dodatkowo do ZSRS deportowano aż 15 tysięcy śląskich górników, skierowanych następnie do pracy przymusowej w kopalniach Donbasu.
Podczas grabieży infrastruktury przemysłowej Sowieci nie oszczędzali również torów kolejowych, których łącznie rozebrano i wywieziono kilka tysięcy kilometrów. Ich łupem padła także trakcja elektryczna. Wykopywano nawet ułożone głęboko w ziemi kable. Zgodnie z tym co pisze Leszek Pietrzak w książce pt. Zakazana historia Sowietów:
Reklama
Kulminacja grabieży terenów Górnego i Dolnego Śląska miała miejsce w okresie od marca do maja 1945 r. Ale Sowieci łupili również tereny Poznańskiego, Pomorza, Warmii i byłych Prus Wschodnich.
Nie miało większego znaczenia to, czy grabiony obszar miał być częścią Polski czy powojennych Niemiec. Nie zwracano też uwagi na protesty przedstawicieli lokalnych samorządów przeciwko zorganizowanej i systemowej kradzieży mienia, jakie pozostawało na ich terenie.

Wartość wywiezionego mienia
Ogółem według polskich obliczeń z lat 40. XX wieku straty w przemyśle Ziem Odzyskanych poczynione przez Sowietów jedynie w wyniku demontażu infrastruktury przemysłowej oraz maszyn wyniosły 2 miliardy dolarów (ceny z 1938 roku). Biorąc pod uwagę zmianę siły nabywczej daje do równowartość niemal 46 miliardów USD w 2026 roku, czyli około 165 miliardów złotych!
Do tego należy jeszcze doliczyć nieusankcjonowany rabunek oraz przeprowadzane z premedytacją niszczenie poniemieckiego mienia przez czerwonoarmistów. Ale tutaj nie dysponujemy żadnymi konkretnymi danymi.
Reklama
Oficjalne powojenne polskie szacunki mówiły jednak o tym, że w 1939 roku majątek niemieckich ziem wschodnich, które trafiły później pod kontrolę Warszawy wynosił 59 miliardów przedwojennych złotych (ponad 935 miliardów PLN). Ale gdy tereny te znalazły się w polskich rękach skurczył się on do 37,4 miliarda złotych (594 miliardy obecnych złotych).
I to wszystko biorąc pod uwagę ogromne inwestycje w przemysł, jakie Niemcy poczynili na tych ziemiach podczas II wojny światowej. Tak drastycznego spadku w żadnym razie nie można tłumaczyć jedynie zniszczeniami wojennymi.
Największa kolebka ludzkiego cierpienia

Bibliografia
- Bogdan Musiał, Wojna Stalina 1939–1945. Terror, grabież, demontaże, Zysk i S-ka 2012.
- Leszek Pietrzak, Zakazana historia Sowietów, Wydawnictwo Fronda 2025.
Ilustracja tytułowa: Zdjęcie poglądowe (domena publiczna)







