Gdy dwie armie, bądź dwa wrogie bloki, stają naprzeciw siebie gotowe do walki na śmierć i życie, rozpoczyna się niebezpieczna rozgrywka. Zwycięża się w niej na wiele sposobów. Tę taktykę stosował zarówno zaciekły wróg Hannibala, jak i alianci w czasie II wojny światowej. Na czym polega pisze o Antulio J. Echevarria II w książce „Strategia wojskowa”.
Na początku stycznia 1943 roku, zaledwie 13 miesięcy po tym, jak Stany Zjednoczone przystąpiły do II wojny światowej, prezydent Franklin Delano Roosevelt zwrócił się do Kongresu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej w następujący sposób: „Za główny cel wojny na Pacyfiku uznaliśmy, by dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu niszczyć większą ilość japońskiego sprzętu wojennego niż japoński przemysł mógłby wyprodukować”.
Reklama
Strategia wojskowa, którą przedstawił Roosevelt, a która ostatecznie przyniosła sprzymierzeńcom zwycięstwo, polegała na wyniszczeniu. Alianci mogli sobie pozwolić na taką strategię ze względu na swoją przytłaczającą potęgę gospodarczą i przemysłową w porównaniu z potęgą państw Osi. Innymi słowy, strategia wyniszczenia ma na celu zwycięstwo poprzez osłabienie siły materialnej przeciwnika.
Uzupełnieniem strategii wyniszczenia jest strategia wyczerpania, której istota polega na osłabieniu woli walki przeciwnika. Często są one realizowane jednocześnie. Warto zauważyć, że zniszczenie zaplecza materialnego może również doprowadzić do spadku woli walki. Niekiedy przeciwnik może osiągnąć punkt kulminacyjny poprzez kontynuację oporu, przez co wojna wydaje się niekończąca lub bezcelowa. Wietnamski przywódca Hồ Chí Minh zastosował strategię wyczerpania wobec francuskich sił okupacyjnych, co wpłynęło na jej długotrwały przebieg.

W tej sytuacji okupacja Indochin przez Francję stała się bardzo kosztowna. W przededniu pierwszej wojny indochińskiej (1946–1954) Hồ ostrzegł francuskiego generała, że chociaż za każdego zabitego Francuza zginie 10 Wietnamczyków, to Francuzi pierwsi wyczerpią się walką. Przyjęcie tej strategii przez H ồ okazało się bardzo trafne, a to z powodu właściwego momentu historycznego, gdyż Francja dążyła jednocześnie do ugruntowania swojej pozycji i odbudowy gospodarki po II wojnie światowej.
Zatem ostrzeżenie H ồ okazało się trafne. Wynika to stąd, że strategia wyczerpywania ma na celu albo znużenie przeciwnika walką, albo doprowadzenie do sytuacji, w której zwycięstwo wydaje się niemożliwe. Obie strategie wiążą się z długotrwałym konfliktem prowadzącym do obniżenia potencjału gospodarczego i demograficznego. Nie zawsze są zatem akceptowalne kulturowo, a także ich ekonomiczne uzasadnienie jest wątpliwe. Wdrożenie strategii wyniszczania i wyczerpywania może jednak stanowić skuteczną przeciwwagę dla strategii unicestwienia i destabilizacji, które dążą do szybkiego zwycięstwa.
Reklama
Często mówi się, że strategie wyniszczania i wyczerpywania stanowią podstawę wszystkich innych strategii wojskowych. W rzeczywistości każda strategia wojskowa polega na wyczerpaniu materialnej lub moralnej siły przeciwnika, a przynajmniej grozi znacznym obniżeniem poziomu tychże zasobów. Ponadto wyczerpanie i wyniszczenie są najczęstszymi objawami braku skuteczności innych strategii.
Strategia aliantów w II wojnie światowej jest przykładem współczesnego modelu walki na wyniszczenie. Obejmowała połączenie działań lądowych, powietrznych i morskich w celu szybszego zmniejszenia potęgi militarnej państw Osi, niż można ją było odtworzyć, co realizowano równolegle z natarciem aliantów na ich stolice.

Fabiusz Maksimus, trafnie nazywany „Kunktatorem” Opóźniaczem), stosował strategię wyczerpania, znaną wówczas jako „uderzenie armii wroga w brzuch”, by osłabić potencjał logistyczny wojsk Hannibala. George Washington, określany przez wybitnych historyków „amerykańskim Fabiuszem”, również stosował strategię wyczerpania podczas amerykańskiej wojny o niepodległość w celu zmniejszenia determinacji Brytyjczyków do walki.
Najprostsza, a śmiertelnie skuteczna
Strategia wyniszczania to chyba najprostsza ze strategii wojskowych. Zakłada niszczenie sił przeciwnika w szybszym tempie, niż może on uzupełnić braki z tego wynikające, przy jednoczesnym utrzymaniu własnych strat na akceptowalnym poziomie.
Reklama
Eksperci wojskowi od dawna zgadzają się co do tego, że morale żołnierzy i materialne zdolności do prowadzenia walki są ściśle powiązane. To pierwsze jest uważane za najważniejsze. Niemniej jednak trudno stwierdzić, kiedy wola walki zostaje faktycznie utracona, albowiem obniżenie morale może być krótkotrwałe.
Dlatego niektórzy stratedzy wojskowi preferują działania mające na celu pozbawienie przeciwnika materialnej zdolności do walki, czyli strategię wyniszczenia. Jeśli dochodzi do obniżenia potencjału materialnego rywala, to zarządzanie konfliktem jest łatwiejsze, nawet jeśli strona przeciwna odmawia poddania się.

Ważną cechą strategii wyniszczania jest to, że nie wymaga ona następujących po sobie zwycięskich starć. Warto zauważyć, że wyniszczenie to immanentna cecha wojny, niezależnie od tego, czy określone oddziały rzeczywiście biorą udział w walkach. Niemal codziennie odnotowuje się straty w stanie osobowym, sprzęcie wojskowym, do których dochodzi nawet w czasie pokoju, choć nie w tak dużym tempie, jak w trakcie wojny.
Ubytki te powstają nie tylko w wyniku walki, lecz także wskutek wypadków lub wygaśnięcia resursów. Podczas bitwy o Anglię w ciągu jednego miesiąca dowództwo myśliwskie Królewskich Sił Powietrznych (Royal Air Force – RAF) straciło jedną trzecią swoich samolotów.
Reklama
Wynik ten jest efektem sumowania rezultatów walk z przeciwnikiem oraz wypadków. Jak zauważyli niektórzy historycy, same straty RAF powstałe w wyniku wypadków wystarczyłyby do tego, aby doprowadzić do jego upadku pod koniec 1940 roku, gdyby nie stały dopływ uzupełnień.
Podobnie było w latach 1941–1942, kiedy 40 procent strat poniesionych przez japońskie lotnictwo wynikało z bezpośredniej walki, podczas gdy 60 procent było związanych ze szkoleniem, powstało w czasie transportu, nastąpiło wskutek wypadków albo aktów sabotażu. Zasadniczy okres eksploatacji samolotów bojowych wynosił trzy miesiące, czołgów – cztery miesiące, a artylerii – pięć miesięcy. W Armii Czerwonej co miesiąc wymieniano około 20 procent ciężkiego sprzętu, co wynikało z jego zużycia.

Siły zbrojne ponoszą straty w stanie osobowym również z przyczyn niezwiązanych z walką, do których zalicza się: choroby, dezercje lub wygaśnięcie obowiązku służby. Historycznie rzecz ujmując, choroby osłabiały siłę bojową wojsk znacznie szybciej niż bezpośrednia walka. Niezależnie od tego, co jest przyczyną ubytków – działania zbrojne czy działalność bieżąca – siły zbrojne muszą uzupełniać swe zasoby. Bardzo ważne jest utrzymanie łańcuchów zaopatrzenia.
Najprościej mówiąc, siła bojowa jest składową siły militarnej. To zdolność do działania w walce i zależy od liczebności oraz wyszkolenia żołnierzy. Uzupełnianie strat bezwzględnych poniesionych w walce, choć konieczne, nigdy nie jest wystarczające. Wynika to stąd, że uzupełnienia zwykle nie przywracają natychmiastowej sprawności bojowej, ponieważ nowo przybyli żołnierze potrzebują czasu, by wyszkolić się na takim poziomie, jak ci z bardziej doświadczonych pododdziałów lub oddziałów.
Reklama
Zostało to wyraźnie udowodnione podczas bitwy na Morzu Filipińskim w czerwcu 1944 roku, kiedy załogi amerykańskich myśliwców zestrzeliwały swoich japońskich odpowiedników w stosunku 5 do 1, głównie dlatego, że miały większe doświadczenie i były lepiej wyszkolone, a także posiadały nieznaczną przewagę technologiczną.
Przykryć wszystko cyferkami
Tym, co może maskować rzeczywisty spadek siły bojowej, jest wzrost wskaźników liczbowych. Na przykład do stycznia 1944 roku III Rzesza straciła prawie 4,2 miliona żołnierzy, przy czym powołała do służby prawie 9,5 miliona poborowych. Wiek wielu z nich nie mieścił się jednak w optymalnym przedziale przewidzianym dla służby wojskowej (18–25 lat).

Ponadto znaczna ich liczba została przymusowo wcielona do służby w Wehrmachcie z terenów okupowanych przez Niemcy, co oznaczało, że ich motywacja do walki była niska. Dodatkowo na tym etapie wojny w niemieckich jednostkach często brakowało doświadczonych oficerów i podoficerów (niektórzy awansowali, by obsadzić istniejące wakaty na wyższych stanowiskach), co z kolei osłabiało skuteczność bojową oraz prowadziło do większych strat.
Należy też podkreślić, że nie wszystkie straty są równe czy porównywalne. Zniszczenie stanowisk dowodzenia może szybciej osłabić wartość bojową danego związku taktycznego lub operacyjnego niż zniszczenie czołgów i samolotów. Podczas bitwy o Anglię potencjalna utrata stacji radarowych (radiowych systemów wykrywania i namierzania) – „oczu i uszu” dowództwa myśliwców RAF – okazałaby się bardziej dotkliwa niż samolotów i pilotów.
Reklama
Radar niekoniecznie był „zwycięzcą wojny”, jak głosiły powojenne mity, ale odegrał ważną rolę w zintegrowanym systemie obrony powietrznej. Bez „oczu i uszu” dowództwo myśliwców nie mogłoby skoncentrować swoich zasobów i skoordynować działań tak skutecznie, jak w przypadku przeciwdziałania atakom Luftwaffe. Zwłaszcza utrata zdolności w zakresie zarządzania zużyciem paliwa oraz stopniem eksploatacji samolotów i zmęczeniem pilotów spowodowałaby z kolei poważny spadek skuteczności prowadzonych działań.
Do 1944 roku straty wśród doświadczonych niemieckich pilotów okazały się bardziej dotkliwe niż straty w samolotach, ponieważ wyszkolenie tychże pilotów wymagało więcej czasu niż produkcja samolotów. Niedobór wyszkolonych pilotów utrudniał Luftwaffe realizację zadań polegających na wsparciu operacji lądowych i morskich, co z kolei oznaczało zwiększenie wskaźnika strat w jednostkach prowadzących te operacje.

Zatem braki w niektórych jednostkach i na niektórych stanowiskach mogą prowadzić do wystąpienia efektów drugiego i trzeciego rzędu, a także skutkować gwałtownym spadkiem efektywności prowadzonych działań. Aby zrekompensować wysokie straty poniesione na froncie po 1943 roku, Niemcy musieli wycofywać znaczną liczbę personelu ze swoich fabryk i miejsc pracy na rzecz państwa, zastępując tak pozyskanych poborowych osobami wykonującymi pracę niewolniczą, co z kolei niekorzystnie wpływało na przebieg i jakość produkcji.
Kilka prostych rozwiązań
Istotę strategii wyniszczania można zredukować do kilku prostych równań. Dwa najczęstsze są autorstwa brytyjskiego inżyniera i wynalazcy Fredericka Lanchestera. W szczytowym okresie I wojny światowej opracował on dwa matematyczne prawa opisujące ideę strategii wyniszczania. Pierwsze z nich to tak zwane prawo liniowe, które, jak twierdził, odnosi się do klasycznej sztuki wojennej, natomiast drugie to tak zwane prawo kwadratu, które dotyczy współczesnej sztuki wojennej.
Reklama
W klasycznej sztuce wojennej, argumentował Lanchester, każdy walczący zazwyczaj walczył z jednym przeciwnikiem w tym samym czasie, stąd prawo liniowe, podczas gdy we współczesnej sztuce wojennej broń obsługiwana przez załogę, taka jak karabiny maszynowe, czołgi, samoloty i artyleria, umożliwiała walczącym jednoczesną walkę z wieloma przeciwnikami, stąd prawo kwadratu.
Prawa Lanchestera okazały się przydatne w grach wojennych oraz projektowaniu operacji w trybie planowym i ewentualnościowym. Ocenia się jednak, że w swoich założeniach Lanchester zbyt duży nacisk położył na czynniki ilościowe, aby jego kalkulacje mogły być wiarygodnym predykatorem wyników walki. Czynniki o charakterze losowym i jakościowym, takie jak umiejętności i morale, okazały się trudne do zamodelowania metodą inną niż rozkład losowy.
Ta książka pozwoli ci zrozumieć, jak działa władza








