Turcy wielokrotnie próbowali zająć Konstantynopol. Ostatecznie udało się im tego dokonać 29 maja 1453 roku. Zdobywca bizantyńskiej stolicy, sułtan Mehmed II, od tej chwili uważał się za dziedzica cesarzy starożytnego Rzymu. O wynikających z tego faktu planach podbojów władcy osmańskiego mocarstwa pisze Roger Crowley w książce Morskie imperia.
Na długo zanim stanęły tam biurowce, a nawet meczety, po drugiej stronie Złotego Rogu wyrosła Hagia Sophia. Przez tysiąc lat jego kopuła samotnie odcinała się na tle nieba.
Reklama
Zdobycie Konstantynopola przez Mehmeda II
W czasach średniowiecza oczom tego, kto się na nią wspiął, ukazywał się widok „przystrojonego wodnymi girlandami miasta”. Patrząc z tego miejsca, nikt nie mógł mieć wątpliwości, dlaczego przez setki lat Konstantynopol panował nad światem.
Wieczorem 29 maja 1453 roku na kopułę Hagii Sophii wspiął się sułtan imperium osmańskiego Mehmed II. Tego doniosłego dnia jego armia szturmem zdobyła miasto, wypełniając tym samym islamskie proroctwo i niszcząc ostatni bastion chrześcijańskiego cesarstwa bizantyjskiego. Osmański kronikarz napisał, że sułtan „niczym Duch święty dostąpił czwartej sfery nieba”.

Władca spoglądał w dół przygnębiony i smutny. Konstantynopol leżał w gruzach, doszczętnie splądrowany, „ogołocony i poczerniały, jakby strawił go pożar” 3 . Wojsko się wycofało, kościoły obrabowano, a ostatni cesarz zginął w masakrze. Zdobywcy spędzali razem mężczyzn, kobiety i dzieci, pętali im ręce i ustawiali w długie szeregi.
Na opuszczonych domach łopotały flagi na znak, że już wcześniej ktoś je obrabował. Żałosne jęki branych w jasyr ludzi zagłuszało wezwanie do modlitwy. Oznajmiało, że czas jednej dynastii cesarskiej dobiegł końca i legalną władzę na zasadzie prawa zdobywcy przejmuje następna.
Reklama
Największe wyzwanie dla Turków
Turcy osmańscy, wędrowny lud plemienny pochodzący z serca Azji, zdołali w końcu na stałe zaznaczyć obecność islamu na europejskim brzegu, w mieście, które nazwali Stambułem. Ich zwycięstwo potwierdzało prawo wyznawców Mahometa do Bizancjum i pozycję niekwestionowanego patrona świętej wojny.
Dogodny punkt obserwacji skłonił sułtana do rozmyślań nad przeszłością i przyszłością swojego ludu. Na południu, za cieśniną Bosfor, rozciągała się Anatolia, Azja Mniejsza, skąd przywędrowali w drodze na północ, do Europy, którą uczynili obiektem swoich ambicji terytorialnych.

Jednak to Zachód miał się stać dla Turków największym wyzwaniem. W popołudniowym słońcu morze Marmara połyskiwało niczym polerowany mosiądz. Za nim rozciągał się bezmiar wód Morza śródziemnego, które Turcy zwali Morzem Białym. Podbijając Konstantynopol, Mehmed II nie tylko zdobył nowe terytoria, ale także stał się dziedzicem morskiego imperium.
Wydarzenia 1453 roku były częścią zmagań islamu z chrześcijaństwem. Dzięki ruchowi krucjatowemu trwającemu od XI do XV wieku chrześcijaństwo zdominowało basen Morza śródziemnego. Krzyżowcy stworzyli mozaikę państewek na wybrzeżu Grecji i wysepkach Morza Egejskiego, które ułatwiały im kontakt z łacińskim Zachodem. Kierunek podbojów uległ odwróceniu, kiedy w 1291 roku krzyżowcy utracili Akkę i ostatni ważny przyczółek w Palestynie. Nastąpił kontratak islamu.
Reklama
Uważał się za następcę rzymskich cesarzy
Od czasów starożytnych Rzymian nikt nie zdołał zapanować nad Morzem śródziemnym. Mehmed II uważał się jednak za dziedzica cesarzy rzymskich. Jego ambicja nie znała granic. Postanowił, że stworzy „na świecie jedno imperium, z jedną wiarą i jednym monarchą”, i nazywał siebie „władcą dwóch mórz”: Białego i Czarnego.
Początkowo Turcy czuli się na morzu obco. Nie było stałym lądem. Nie miało naturalnych granic. Nomadom musiało się wydawać wyjątkowo niegościnne. Nie pamiętali, że islam już wcześniej zdobył przyczółki na wybrzeżu Morza śródziemnego, ale je utracił. Mehmed II jednak już podjął decyzję: zgromadził dużą flotę i przystąpił do oblężenia Konstantynopola. I choć załogi jego okrętów nie miały wielkiego doświadczenia, szybko się uczyły.

Mapa Ptolemeusza
Kilka lat po zdobyciu miasta sułtan zlecił wykonanie kopii mapy Europy sporządzonej przez starożytnego geografa Ptolemeusza, którą Grecy przetłumaczyli mu na arabski. Z drapieżną dokładnością studiował na niej układ mórz. Wodził palcem po Wenecji, Rzymie, Neapolu, Sycylii, Marsylii i Barcelonie, wykreślał trasę przez Wrota Gibraltaru, interesowały go nawet tak dalekie krainy jak Brytania.
Tłumacze przezornie zadbali, żeby największym miastem na mapie był Stambuł, tak że Mehmed II nie miał pojęcia, iż na jej zachodnim krańcu władcy Hiszpanii mają podobne ambicje imperialne. Madryt i Stambuł niczym gigantyczne lustra odbijały to samo słońce, ale z początku znajdowały się od siebie zbyt daleko, żeby zdać sobie z tego sprawę.
Reklama
Wkrótce to światło miało się skupić w ich wzajemnej wrogości. Mapa Ptolemeusza, pomimo trudno rozpoznawalnych półwyspów i zniekształconych konturów wysp, nie pozostawiała wątpliwości co do najważniejszej cechy Morza śródziemnego: że są to faktycznie dwa morza oddzielone wąskim przesmykiem między Tunezją a Sycylią, pośrodku którego niczym przypadkowa kropka leży Malta.
Osmanowie mieli wkrótce opanować morza na wschodzie, a Habsburgowie hiszpańscy na zachodzie. Prędzej czy później musieli się spotkać przy owej kropce.
Źródło
Tekst stanowi fragment książki Rogera Crowleya pt. Morskie imperia (Rebis 2026). Przekład: Tomasz Hornowski.
Historia walki o panowanie na Morzu Śródziemnym








