Przez setki lat walki gladiatorów stanowiły jedną z ulubionych rozrywek mieszkańców starożytnego Rzymu. Starcia toczone w Koloseum oraz innych amfiteatrach potrafiły gromadzić dziesiątki tysięcy widzów. Aby widowiska prezentowały odpowiedni poziom biorący w nich udział mężczyźni musieli posiadać specjalne wyszkolenie. O tym, jak wyglądał ich trening pisze doktor Harry Sidebottom w książce Idący na śmierć. Gladiatorzy w starożytnym Rzymie.
Opisy szkolenia gladiatorów pochodzą z wyjątkowo niejasnych źródeł: mizoginicznej satyry oraz oderwanej od rzeczywistości starożytnej propozycji reformy późnorzymskiej armii. Nie mamy jednak niczego lepszego od Satyry szóstej Juwenalisa i Zarysu wojskowości Wegecjusza.
Reklama
Juwenalius o gladiatorach
Juwenalisa przepełniała odraza. Nie znosił on – lub postać, którą przybrał w swych wierszach – między innymi zdeprawowanych arystokratów, karierowiczów, (…) i cudzoziemców, zwłaszcza Żydów i innych mieszkańców wschodu; jego zdaniem fekalia z Orontesu płynęły do Tybru. Napisane w II wieku n.e. Satyry są ostre jak brzytwa, ironiczne i bardzo zabawne… chyba że czytelnika razi, gdy inne kultury nie podzielają jego poglądów.
W Satyrze szóstej, próbując odwieść przyjaciela od ożenku, Juwenalis wymierza swoje zjadliwe pióro w kobiety. Są kłótliwe, zrzędliwe, pazerne, rozrzutne i okrutne. Odpędzają dawnych przyjaciół, za dużo piją, za dużo mówią i nakładają zbyt wiele makijażu. Na starość odstręczają wyglądem. Uzależnione od szarlatanów religijnych gotowe są człowieka otruć. Niezadowolone z mężowskich wyczynów w łóżku oddają się nieskończonej liczbie kochanków.

W twórczości Juwenalisa seks często ma związek z gladiatorami. Nawet lanista nie będzie tolerował zboczeńców, których twoja żona zaprosi na obiad. Da ci ona syna i dziedzica, którego rysy – jeśli nie czarna skóra – podobne będą do rysów gladiatora walczącego jako murmillon. Eppia, żona senatora, ucieka do Egiptu ze starym gladiatorem Sergiusem, którego czule nazywa „drogim” (Sergiolus).
Wówczas twoja żona może się okazać jedną z tych wysoko urodzonych kobiet, które kwestionują szacowne role płciowe, szkoląc się z myślą o arenie. Będzie nosić ciężki hełm i pełny ekwipunek: dwa nagolenniki gladiatora walczącego z małą tarczą (prawdopodobnie Traka [Thraex ] lub hoplomachusa) albo jeden tylko nagolennik tego, który dzierży dużą tarczę (prawdopodobnie murmillon).
Stęka, uderzając w pal treningowy (palus) mieczem i tarczą w rytmie (numerus) zalecanym przez instruktora. Jej płeć zdradza jedynie korzystanie z nocnika. Według Juwenalisa późno w nocy pijane kobiety z warstw wyższych lubiły na zmianę sikać na posąg Pudicitii, bogini czystości.
Wyidealizowany obraz „starożytnego legionu”
Wegecjusz, biurokrata 54 i ekspert w dziedzinie chorób koni i bydła, nie był wojskowym. Mimo to w pewnym momencie między rokiem 383 a 450 zdecydował się napisać broszurę z propozycją reformy armii rzymskiej i wysłał ją cesarzowi. Udzielanie rad autokratom jest ryzykownym zajęciem.
Reklama
W pochlebnej przedmowie Wegecjusz utrzymuje, że jedynie przypomina cesarzowi o rzeczach już mu znanych. Według niego władca poprosił go o kontynuację i w ten sposób Zarys wojskowości wzbogacił się o kolejne trzy księgi. Wyparłszy się wiedzy i oryginalności, Wegecjusz zastąpił je, jak stwierdził, żmudnymi badaniami: owocem wielogodzinnych studiów nad licznymi księgami starożytnych autorytetów.
Był to słaby argument. Opierał się głównie na późniejszych opracowaniach cytowanych autorów. Na tej podstawie, skacząc po epokach i w znacznej mierze ignorując współczesne realia, stworzył całkowicie ahistoryczny obraz wyidealizowanego „starożytnego legionu”. Główne przesłanie Zarysu było w większości dyplomatycznie ukryte: „skończyć z zatrudnianiem barbarzyńskich najemników”.

Legionistów szkolono, jak gladiatorów?
W ich miejsce cesarz miał werbować odpowiedni sort młodzieży rzymskiej z terenów wiejskich, należycie ją wyposażać i organizować oraz poddawać surowemu szkoleniu. Tu na scenie pojawiają się gladiatorzy, ponieważ Wegecjusz wierzył, że w przeszłości podstawowe szkolenie do walk na arenie i w armii było identyczne.
Rekruci ustawiali prawie dwumetrowy pal. Ćwiczyli na nim rankiem i po południu, „jak gdyby był to prawdziwy przeciwnik”, używając drewnianego miecza i uplecionej z gałązek wierzby tarczy niemal dwukrotnie cięższych od oryginalnych. Weteranom wolno było ćwiczyć tylko raz dziennie.
Reklama
Celowali w głowę i twarz, boki, ścięgna podkolanowe i nogi, cofali się, podchodzili i wyskakiwali do przodu: „Niech przyzwyczają się do zadawania ciosów w skoku, rzucania się na tarczę i powrotu do przykucu, co raz to z zapałem wypadając do przodu, to ustępując i odskakując”. Uczono ich pchnięć sztychem miecza zamiast cięć ostrzem – nie tylko zwiększało to szanse na zadanie śmiertelnej rany, ale też mniej odsłaniali przy tym prawe ramię i bok.
Rekrut, który wziął w dłonie prawdziwą, lżejszą broń, „walczył pewniej i zwinniej, wyzwolony od ciężaru”. Wegecjusz stwierdził, że „człowiek, który odebrał staranne szkolenie przy palu, na arenie i polu bitwy był niezwyciężony”.

Kolejne etapy treningu rzymskich gladiatorów
Z prac Juwenalisa i Wegecjusza, napomknięć w kilku innych dziełach literackich oraz szczątkowych znalezisk archeologicznych możemy spróbować zestawić program szkolenia gladiatorów. Nowicjusze (novicii) zaczynali od pala treningowego. Jak stwierdził Seneka Starszy, „gladiatorzy trenowali z bronią cięższą od używanej w walce, nauczyciel zaś dbał, aby czynili to dłużej niż ich przeciwnicy”.
Uczono ich atakować i bronić się, a w ofensywie używać nie tylko miecza, ale i tarczy. Ruchy te składały się na pewną sekwencję lub, jak ujął to Juwenalis, „rytm”. Następnym krokiem była walka z przeciwnikiem za pomocą ciężkiej broni drewnianej. Kilka szkieletów z cmentarza gladiatorów w Efezie nosi ślady zagojonych urazów spowodowanych tępym narzędziem. Do dalszych sparingów używano metalowej, ale stępionej broni.
Reklama
Kommodus kpił z tego, posługując się ostrym mieczem: „tak że kogoś zabijał (albo z niektórymi niemal do tego doprowadzał, bo niby to ucinając im włosy, jednym obrzynał nos, innym ucho […])”. W końcu, podobnie jak szkolony orator przechodzący od wyimaginowanych przemówień do popisów na sali sądowej, gladiatorzy otrzymywali prawdziwą broń.
Nowicjusz (novicius) stawał się wyszkolonym, lecz jeszcze nieotrzaskanym w walce gladiatorem (tiro). Jeśli przetrwał pierwsze starcie na arenie, zostawał weteranem (veteranus) i mógł liczyć na to, że będzie się piął po szczeblach kariery w swojej szkole.

Kim byli instruktorzy w szkołach gladiatorów?
Instruktora w szkole nazywano doktorem lub magistrem. Byli to starsi lub emerytowani gladiatorzy. Marcjalis chwalił słynnego wojownika Hermesa, który biegły we wszystkich stylach walki, był zarówno gladiatorem, jak i trenerem.
Po edykcie Hadriana złodzieje bydła z Hiszpanii, którzy przeżyli co najmniej trzy lata na arenie, mogli się spodziewać, że resztę wyroku w familia spędzą na przekazywaniu nabytych umiejętności. Małe prywatne szkoły zatrudniały tylko jednego trenera (doctor gladiatorum), którym mógł być sam lanista. W większych szkołach, w tym wszystkich cesarskich, zatrudniano specjalistów od każdego typu gladiatora: doctores murmillonum, hoplomachorum, retiariorum i tak dalej.
Reklama
Prawie nagi sieciarz, wyposażony jedynie w trójząb, sieć i sztylet, potrzebował zupełnie innego szkolenia niż, dajmy na to, murmillon odziany w ciężki hełm i nagolenniki oraz dzierżący dużą tarczę i krótki miecz.
Echo tego znajdujemy w uchwalonych za rządów Tyberiusza przepisach, które zabraniały członkom elity oraz ich potomkom nie tylko pojawiania się na arenie, ale też w szkole gladiatorów, aby „wyrywać pióra (pinnas) gladiatorom, brać do rąk rudis (miecz treningowy) czy w inny sposób uczestniczyć w równie podrzędnej roli”.

Wyposażenie rzymskich gladiatorów
Większość typów gladiatorów walczyła mieczem i nosiła hełm, który często był ozdobiony piórami; stąd też slangowo gladiatora nazywano „noszącym pióra” (pinnirapus). Juwenalis narzeka, że na igrzyskach przyzwoity biedak musi ustąpić miejsca synom alfonsów, licytatorów, pinnirapi i lanistów.
Kilka typów gladiatorów, zwłaszcza sieciarz, nie miało miecza ani hełmu. Polegali na szybkości, zwinności i sprycie. Wyrywanie piór z hełmów ciężej uzbrojonych gladiatorów było doskonałym treningiem. Przypomina mi to popołudnie spędzone na oglądaniu prowansalskich torreadorów ćwiczących parami w rzymskim amfiteatrze w Arles.
Reklama
Jeden wcielał się w byka, trzymając drewnianą planszę z kwiatami przypiętymi między przymocowanymi do niej rogami. Drugi wymachiwał przed nim peleryną i zrywał kwiaty za każdym przejściem „byka”.
Jak przydzielono typy gladiatorom?
Kto decydował o tym, jakim typem gladiatora zostanie nowicjusz? W schyłkowym okresie Republiki Cyceron oskarżył swego wroga politycznego Watyniusza o to, że w swojej liczącej dwustu ludzi rodzinie przypisuje typy gladiatorów (Samnitów lub provocatores) w drodze losowania.

Był to jednak zespół sformowany tylko na jeden pokaz i najmniejszym kosztem. Jego członków nie wybierano starannie na targach niewolników, lecz kupiono hurtem jako niewolników wiejskich. Watyniusz twierdził później, że wyłącznie jeden z nich był gladiatorem, a pozostali walczyli ze zwierzętami. W stałych szkołach pryncypatu przestępcom, niewolnikom i jeńcom wojennym role przypisywali nauczyciele lub sam lanista, oceniając ich budowę fizyczną, siłę, zwinność i widoczne wrodzone predyspozycje.
Wolni ochotnicy, którzy wstąpili do szkoły, prawdopodobnie sami wybierali rodzaj walki gladiatorskiej, do której chcieli być szkoleni. Także wysoko urodzeni, którzy umawiali się z organizatorem igrzysk na pojedynczy występ, bez wątpienia sami decydowali o stylu, w jakim będą walczyć. Hańbę szlachetnego Grakchusa pogłębił fakt, że zdecydował się wystąpić na arenie jako sieciarz.
Źródło
Tekst stanowi fragment książki Harry’ego Sidebottoma pt. Idący na śmierć. Gladiatorzy w starożytnym Rzymie (Rebis 2026). Przekład: Adam Bukowski
Historia gladiatorów w starożytnym Rzymie








