Tajemnicza średniowieczna wspólnota. Te kobiety łączyły się w pary i zapisywały sobie nawzajem majątek

Strona główna » Średniowiecze » Tajemnicza średniowieczna wspólnota. Te kobiety łączyły się w pary i zapisywały sobie nawzajem majątek

Pobożność ludzi średniowiecza miała wiele obliczy. Także wtedy nie brakowało chętnych, by swoje potrzeby duchowe realizować w pewnym sensie obok głównego nurtu życia konsekrowanego Kościoła. Beginki stworzyły wspólnotę, która budziła niemały niepokój otoczenia. O tym czym w rzeczywistości się zajmowały pisze Anna Brzezińska w książce Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny.

U schyłku XII wieku świeccy, zwłaszcza w miastach, które zyskiwały na znaczeniu, zaczęli szukać nowych i bardziej osobistych form duchowości. Spoglądali na swoich duszpasterzy i jakoś nie byli przekonani, że miejscowy pleban z większym zamiłowaniem do tłustego jadła niż do psałterza albo wyniośli cystersi z klasztoru pod miastem należycie realizują ewangeliczne ideały. Poza tym świeccy chcieli naśladować Chrystusa i nie wystarczało im już samo uczestnictwo we mszy świętej oraz składanie sutych datków na Kościół.


Reklama


Przecież Jezus rzekł, że jeśli kto chce pójść za nim, niech się zaprze samego siebie, weźmie krzyż swój i go naśladuje. Oni zatem właśnie chcieli naśladować. Osobiście. Każdy kupiec przecież wie, że na pośrednikach trudno polegać. Jak chcesz mieć zrobione dobrze, musisz zrobić sam. Zbawienie to zbyt ważna sprawa, by zostawiać je w rękach księży czy mnichów.

Często się powtarza, że średniowieczne społeczeństwo dzielono na tych, którzy się modlili, tych, którzy walczyli, i tych, którzy pracowali w pocie czoła. Lecz te kategorie nigdy nie były szczelne, nadto ludzie nie należeli do nich z wyboru. Kobiety ze szlachetnych rodów czy bogate patrycjuszki, choćby marzyły o życiu konsekrowanym, wydawano za mąż, jeśli ich krewniacy uznali, że w ten sposób najlepiej się przysłużą rodzinom. Z kolei ich gorzej urodzone i biedniejsze sąsiadki nie były w stanie wnieść posagów, jakich zwykle wymagały żeńskie zgromadzenia. Na dodatek w wielu regionach po prostu nie było tylu wielu klasztorów żeńskich, by pomieściły wszystkie chętne kobiety.

XVIII-wieczna ilustracja przedstawiająca beginkę z Antwerpii (fot. domena publiczna).
XVIII-wieczna ilustracja przedstawiająca beginkę z Antwerpii (fot. domena publiczna).

Właśnie w tych okolicznościach w diecezji Liège, zaledwie dwieście kilometrów od Douai, zaczęły się tworzyć wspólnoty kobiet, które nazwano beginkami. Jedna z pierwszych powstała wokół Marie d’Oignies, którą jak wiele innych pobożnych dziewcząt wbrew jej życzeniu wydano za mąż.

Z czasem Marie zdołała przekonać męża, by wraz z nią zachowywał czystość i rozdał majątek pomny na ewangeliczną przestrogę, że łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. Po oszacowaniu rozmiaru ucha igielnego i wymianie ziemskich dóbr na nadzieję zbawienia oboje poświęcili się opiece nad trędowatymi, których wówczas uważano za nieczystych i wykluczano ze społeczności.


Reklama


Wreszcie po śmierci męża Marie została rekluzką, zyskała opinię świętej oraz zasłynęła wieloma cudami. Na swojego spowiednika Marie d’Oignies wybrała Jacques’a de Vitry, który zyskał wykształcenie teologiczne na Uniwersytecie Paryskim, później zaś stał się wpływowym kaznodzieją, uczestnikiem piątej wyprawy krzyżowej oraz biskupem Akki.

W przyszłości miał twierdzić, że to Marie, jego duchowa matka, popchnęła go na właściwą ścieżkę duchowego rozwoju. Na razie był po prostu młodym kanonikiem, który z bliska obserwował młodą wspólnotę, a w jej mistrzyni zobaczył kobietę obdarzoną siedmioma darami Ducha Świętego: mądrością, rozumem, radą, męstwem, umiejętnością, pobożnością i bojaźnią Bożą.

Poniższy tekst jest fragmentem nowej książki Anny Brzezińskiej "Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny", która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Marginesy.
Poniższy tekst jest fragmentem nowej książki Anny Brzezińskiej Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny„, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Marginesy.

Swoje świadectwo spisał w żywocie Marie d’Oignies, pierwszym hagiograficznym tekście poświęconym świeckiej kobiecie, który zyskał ogromną popularność. Towarzyszki Marie, pisał, gardzą pokusami cielesnymi. Nawet jeśli pochodzą z bogatych rodzin, z miłości do Chrystusa odrzucają ziemskie dostatki, by żyć w pokorze, ubóstwie i trudzie, utrzymując się z pracy własnych rąk. Są wspólnotą świętych dziewic, przez które Bóg dokonuje wielkich czynów.

Modlitwa i praca sensem życia?

Beginki – albo pobożne kobiety, jak je po prostu zwano – w niczym nie przypominają heretyków, bo w przeciwieństwie do nich szanują Kościół i nie podważają roli duchownych jako szafarzy sakramentów. Pomagają natomiast ubogim i chorym, prowadzą szkoły dla dzieci – wiele późniejszych mistyczek pierwsze nauki odbierało właśnie u beginek – posługują umierającym. Jednym słowem, dokonują czynów miłosierdzia, ale nie zamykają się w klasztorach. Przeciwnie, żyją wśród ludzi i służą bliźnim, w pokorze wykonując rozliczne prace na rzecz społeczności.


Reklama


Dzięki przychylności papiestwa i atrakcyjności tego na poły świeckiego, na poły duchownego modelu życia beginki jęły się z Brabancji i Flandrii rozprzestrzeniać po Europie, od Prowansji po ziemie polskie. Do Douai dotarły nie później niż w 1218 roku, wszak nie miały daleko. Miasto, bogacące się dzięki koniunkturze na sukno, przyjęło je z otwartymi ramionami. Douai nie dorobiło się wielkiego opactwa ani katedry odzwierciedlającej pobożność i municypalną dumę mieszkańców. Może właśnie dlatego w XIII i XIV wieku córki mieszczan, a także bogate patrycjuszki i krewne rajców, z wielkim entuzjazmem szukały inspiracji w duchowości beginek.

Beginki wybierały w miastach północnej Europy różne siedziby, od wielkich beginaży otoczonych murem po rodzinne domy, gdzie mieszkały z jedną lub kilkoma towarzyszkami. Niektóre prowadziły życie kontemplacyjne, inne zaś aktywne, bo jak zauważył trzynastowieczny francuski poeta Rutebeuf, beginka może być zarówno Martą, jak i Marią. Jedne zachowywały rygorystyczne ubóstwo, inne specjalizowały się w produkcji jedwabiu, który był wówczas dobrem luksusowym.

Dawny beginaż w Stuttgarcie (fot. Enslin, lic. CCA SA 30 U).
Dawny beginaż w Stuttgarcie (fot. Enslin, lic. CCA SA 30 U).

Czasami kierowały własnymi warsztatami rzemieślniczymi, zatrudniały uboższe siostry i handlowały na wielką skalę, a czasami przemieszczały się swobodnie pomiędzy miastami i wspólnotami, utrzymując się z datków i słuchając rozmaitych kaznodziejów, niekiedy nieprzyjemnie trącących herezją.

Notabene właśnie te wędrujące bezpańskie kobiety budziły największe obawy. W Douai zidentyfikowano dotychczas aż osiemnaście różnych wspólnot beginek, w tym dwa beginaże. Mieszkające w nich siostry intensywnie uczestniczyły w miejskim życiu.


Reklama


Pracowały w szpitalach i przytułkach, zajmowały się ubogimi, chorymi, trędowatymi. Wspierały się nawzajem i miały zwyczaj pracować w parach albo małych grupkach. Starsza i bardziej doświadczona stawała się opiekunką i przewodniczką młodszej. Wprowadzała ją w rytm modlitw i pracy, chroniła przed obmową i napaścią. Służba w szpitalach, przytułkach i szkołach zmuszała je wszak do kontaktów z najróżniejszymi osobami i wystawiała na zagrożenia, przed którymi córki miejskich elit starannie chroniono.

Żadna się nie obijała

Beginki utrzymywały się z pracy i wszystkie – w mniejszym lub większym stopniu – posiadały umiejętności cenne na rynku sukienniczym. Zręczna tkaczka czy pracowita prządka była wartościową pracowniczką, przecież od czasów Penelopy to kobiece ręce wytwarzały tkaniny. Część z tych pobożnych niewiast dysponowała kapitałem pozwalającym wspierać biedniejsze towarzyszki, zapewniać im dach nad głową i pomoc w potrzebie. Gdy szukały zaufanych i uczciwych partnerek do prowadzenia warsztatu czy handlu, zwracały się do sióstr.

Przedstawienie beginki pochodzące z XV-wiecznej Lubeki (fot. domena publiczna)
Przedstawienie beginki pochodzące z XV-wiecznej Lubeki (fot. domena publiczna)

Nie bulwersowało to współczesnych, bo na różnych etapach produkcji tkanin, od przędzy po gotowy produkt, chętnie zatrudniano niezamężne niewiasty. Pobożne kobiety, składające śluby czystości i spędzające czas na modlitwie oraz pracy, budziły zaufanie, a zaufanie stanowiło w tamtych czasach kluczowy element relacji gospodarczych.

Ich praca, o czym się często zapomina, miała bowiem nie tylko wymiar duchowy, ale i ekonomiczny. Niezamężne kobiety, takie jak Jake de France, prowadziły działalność nieuregulowaną przez cechy albo wręcz regulacje cechowe omijały. Przede wszystkim jednak zyskiwały dostęp do prac, które w innych okolicznościach wykonywały jako dzieci w rodzinnym warsztacie, żony przy mężach czy wdowy podtrzymujące rodzinną tradycję i przekazujące rzemiosło synom. Jako beginki czyniły to samo, ale na własny rachunek, samodzielnie podejmowały decyzje gospodarcze i – co niezmiernie ważne – było to społecznie akceptowane.


Reklama


W Paryżu wiele z nich rezydowało w mieście, poza wielkim królewskim beginażem. Specjalizowały w produkcji jedwabiu. Było to zajęcie nader intratne, ale wymagające kapitału, unikatowych umiejętności, dostępu do kredytu oraz rozległych kontaktów handlowych, podobnie zresztą jak handel luksusowym wełnianym suknem, którym parała się Jake de France. Beginki w Douai czy Paryżu mogły się tym zajmować, ponieważ jako niezamężne kobiety miały prawo dziedziczyć i osobiście zarządzać swoim majątkiem. Zostając beginkami, nie przekazywały swojego dobytku wspólnocie.

Jeżeli więc pochodziły – jak Jake de France – z zasobnych rodzin, dysponowały środkami oraz umiejętności niezbędnymi, by inwestować w handel hurtowy. Pobożność nie przeszkadzała im w prowadzeniu interesów na wielką skalę. Paryska beginka Marie Osanne figurowała wśród najbogatszych kupców w rejestrze podatkowym z 1292 roku. Marie mieszkała we własnej siedzibie, z dwiema innymi kobietami, także beginkami, które zapewne pracowały dla niej. Traktowano ją jak głowę rodziny. Inne paryskie beginki handlowały również suknem. Czasami zarządzały kilkoma warsztatami, organizując produkcję na dużą skalę i nadzorując jej kolejne etapy.

Beginki we flamandzkiej katedrze, obraz z XVII w. (fot. domena publiczna).
Beginki we flamandzkiej katedrze, obraz z XVII w. (fot. domena publiczna).

W Paryżu beginki mieszkające i pracujące wspólnie nazywano właśnie compagnesse. Natomiast słowo beguina albo beguine, czyli po prostu beginka, nie zawsze znaczyło członkinię wspólnoty religijnej. Czasami określano tak po prostu niezamężną, pobożną kobietę utrzymującą się z pracy rąk. Status tych religijnych niewiast nie został bowiem jasno zdefiniowany. Składały prywatne śluby, ale w każdej chwili mogły je cofnąć. Wyróżniał je strój i zachowanie, ale nie wymagała tego żadna reguła. Jeśli mieszkały poza zorganizowanymi beginażami, żyły według zasad, które same określały. Zachowywały ubóstwo i pokorę, ale nie wyrzekały się majątku. Niektóre z nich posiadały wystarczający kapitał, także społeczny, by niezależnie, bez męskich opiekunów, prowadzić działalność gospodarczą na dużą skalę i budować sieć handlowo-produkcyjną.

Beginki wykonywały prace poważane, powiązane kulturowo z kobietami, czyli przeważnie rozmaite formy produkcji tekstylnej. Próbowały naśladować Chrystusa w świecie, pod który podwaliny położyli przedsiębiorcy tacy jak Jehan Boinebroke, zaledwie pokolenie wcześniej wyzyskujący w Douai matkę Agnes li Patiniere, i przeorientować ten świat na inne, ewangeliczne wartości. Właśnie połączenie cnót bogacącego się mieszczaństwa, które ceniło pracę, skromność, zaufanie, solidarność, z głęboką religijnością przesądziło o sukcesie beginek, które szybko wrosły w pejzaż północnoeuropejskich miast.

Samotne, niezamężne kobiety od zawsze łączyły się w pary i grupki, by zapewniać sobie nawzajem bezpieczeństwo, wspólnie zmagać się z biedą i niepewnością. Ruch beginek oferował tym kobietom model życia alternatywny wobec klasycznych ról, czyli klasztoru i ogniska domowego. Dzięki tej nowej pobożności dwie niezamężne kobiety mogły mieszkać pod jednym dachem i dzielić ze sobą codzienność, wspólnie pracować, modlić się, chodzić na codzienną mszę, kroić chleb i szykować pieczyste w niedzielę, pomagać biednym w szpitalu, prząść, tkać i handlować suknem. Nikogo to nie bulwersowało ani nie dziwiło.

Poznaj niezwykłe kobiety średniowiecza

Autor
Anna Brzezińska

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.