Choć chcielibyśmy widzieć ją tylko w superlatywach, przedwojenna Polska nie była rajem na ziemi. Owszem, istniały eleganckie kamienice, pełne światła i nowoczesnych wygód mieszkania i okazałe domy, jednak ledwie kawałek dalej sytuacja wyglądała wręcz ponuro. Robotnicy, pracowniczy fizyczni, słowem najzwyklejsi mieszkańcy miast, żyli w prawdziwie nieludzkich warunkach.
Poniższy materiał, w znacznie dłuższej wersji, ukazał się pierwotnie w formie wideo na moim kanale na Youtube.
W jakich miejscach żyli całkiem zwyczajni ludzie w przedwojennej Polsce? Jeśli podobnie jak ja lubicie oglądać czarno-białe filmy z epoki, albo byliście w jednym z tych wielu muzeów, w których zrekonstruowano „przedwojenne mieszkania”, to być może macie… optymistyczne wyobrażenia na ten temat. Przyjmujecie, że musiało być… przynajmniej nieźle.
Reklama
W filmach pokazywano przecież niemal zawsze wielopokojowe, niezwykle przestronne, jasne i bogato wyposażone apartamenty. W muzeach z kolei ekspozycje też robi się tak… by było na czym zawiesić oko. Przykłady można by wymieniać długo, weźmy tylko jeden.
Na zamku w Oświęcimiu zrekonstruowano niby typowe mieszkanie z lat II Rzeczpospolitej, mające ukazywać miejscowe realia… W salonie mamy więc stół na 12 osób, piękną ceramikę z Ćmielowa, angielski czajnik do herbaty… w damskiej sypialni całą szafę pełną ubrań i akcesoriów, drogie radio marki Imperial, zegar szafkowy… w gabinecie pana domu gustowne biurko, telefon na korbkę, i jeszcze prawdziwego mercedesa. Znaczy – drogą maszynę do pisania marki Mercedes.

No i jasne, te sprzęty, plus dziesiątki innych wystawionych w „muzealnym lokum”, faktycznie pochodzą ogółem z międzywojnia, to nie kłamstwo. Takich przedmiotów i mebli naprawdę wtedy używano. Tyle, że to zdecydowanie NIE było typowe wyposażenie polskiego mieszkania sprzed stulecia. Pokazanymi cudeńkami otaczali się przedstawiciele wąskiej klasy średniej czy wyższej. Szeregowy człowiek z tamtej epoki… nie miał właściwie nic z tego. Nawet takich ścian i okien.
Raport odzierający zasłonę z oczu
Pomocą będzie mi służyć bardzo cenny raport, wydany w 1936 roku przez renomowany Instytut Gospodarstwa Społecznego. Ta placówka, kierowana wtedy przez Ludwika Krzywickiego, prowadziła najszerzej zakrojone badania nad warunkami życia w Polsce, a zwłaszcza nad sytuacją ludzi nieuprzywilejowanych, zabiedzonych, wykluczonych.
Reklama
Jej inne publikacje i projekty przytaczałem już wielokrotnie. To właśnie IGS zebrał chociażby ogromną bazę „Pamiętników chłopów” i „pamiętników bezrobotnych”, których lektura, skuteczniej niż cokolwiek innego, leczy z jakichkolwiek mrzonek na temat wspaniałej II RP. No ale dzisiaj my nie o pamiętnikach.
IGS zorganizował też szeroko zakrojoną ankietę dla robotników z głównych ośrodków przemysłowych kraju, poświęconą ich mieszkaniom, warunkom codziennego bytowania. Z pomocą różnych organizacji pracowniczych i społecznych udało się zebrać blisko 700 kwestionariuszy z 19 miejscowości.

Najwięcej z Warszawy, Łodzi, Sosnowca, Katowic czy Chorzowa, ale mniejsze liczby też chociażby z Wilna, Gdyni, Krakowa czy Poznania. Uzyskane odpowiedzi zestawiono z danymi spisu powszechnego i z wcześniej zbieranymi pamiętnikami. To był naprawdę szeroki, dobrze opracowany materiał. Może nie całkiem przekrojowy, ale jednak bardzo dobrze odzwierciedlający sytuację zwyczajnych ludzi. Między innymi budowlańców, włókniarzy, górników, metalowców, no i zwłaszcza robotników niewykwalifikowanych.
Z tym, że w znacznym stopniu ludzi znajdujących się w szczególnie trudnej sytuacji, bo przeszło połowę ankiet rozmyślnie skierowano do osób zmagających się z bezrobociem. Choć oczywiście należy pamiętać, że w pierwszej połowie lat 30., w dobie wielkiego kryzysu gospodarczego, bezrobocie w miastach było ogółem zjawiskiem zupełnie masowym. O całkiem stabilnej i pewnej pracy mało kto mógł wtedy marzyć.
Reklama
Ankieta zasadniczo dotyczyła samych mieszkań, a nie budynków i ich okolicy. Ale żebyśmy mieli pełny obraz sytuacji, zacznijmy od kilku zdań ze wstępu do raportu. Ludwik Krzywicki tak odmalowywał ogólny obraz typowych dzielnic robotniczych, jak warszawskie Bródno, Targówek, czy łódzkie Bałuty. Cytat:
„Ulice są (…) niekiedy wcale niebrukowane, z rynsztokami pełnymi cuchnącej cieczy, z podwórkami szydzącymi ze wszystkich przepisów higieny. Niskie, ciemne domki, zazwyczaj drewniane, wilgotne, zarobaczone, lub odrapane murowane rudery. Dom przy domu, podwórko przy podwórku, bez wolnej przestrzeni zadrzewionej a wszystkim dostępnej, gdzieby po pracy można było odpocząć i odetchnąć świeżym powietrzem. A wszystko to spowite podczas lata w tumanach kurzu, w porze zaś dżdżystej jesiennej lub wczesną wiosną tonie w błocie”.
Kontynuację tej historii znajdziesz w formie wideo na moim kanale na YouTube:







