Tak husaria wykorzystywała w boju swój najpotężniejszy oręż. Metody walki skrzydlatej kawalerii z rajtarami

Strona główna » Nowożytność » Tak husaria wykorzystywała w boju swój najpotężniejszy oręż. Metody walki skrzydlatej kawalerii z rajtarami

W XVI i XVII wieku husaria odnosiła wiele spektakularnych triumfów na polach bitew. Jako jazda kopijnicza, atakowała przede wszystkim kopiami, a po ich złamaniu pałaszami i koncerzami. O tym jak skrzydlata kawaleria wykorzystywała, mierzącą nawet ponad 6 metrów, broń drzewcową w starciach z jazdą przeciwnika pisze doktor Radosław Sikora na kartach książki Husaria w walce.

W ostatniej fazie szarży, czyli zazwyczaj po salwie przeciwnika, chorągiew husarska poruszała się cwałem, czyli z prędkością mniej więcej 10 m/s, starając się utrzymać szyk jak najbardziej zwarty, zwany „kolano z kolanem”. Husarze nosili przy tym półzbroje, które chroniły ich piersi (a zdarzało się, że i głowy, choć nie samą twarz) przed ogniem krótkiej broni palnej.


Reklama


Obalanie jeźdźca z konia

Gdy przeciwnik nosił zbroję, dobrze wyszkolony husarz celował kopią w jego twarz. Przykładu na takie właśnie postępowanie dostarczają nam akta sądowe województwa ruskiego z 1607 roku. Wtedy to dwaj husarze, Piotr Łaszcz i Joachim Ślaski, stanęli do pojedynku na kopie. Wygrał Łaszcz, który zabił rywala pchnięciem kopii w twarz.

Innym sposobem na pokonanie noszącego zbroję jeźdźca było obalenie go z konia. Aby „drzewkiem z konia zepchnąć”, wystarczyło uderzyć w korpus przeciwnika, nie celując w jego twarz. Takiego obalanego rajtara widać na obrazie Pietera Snayersa przedstawiającym bitwę pod Kircholmem. Metoda ta, choć nie wymagała tak świetnego opanowania kopii, jak w przypadku celowania w twarz, miała jednak tę wadę, że nie każdy cios zadany w korpus musiał wysadzić nieprzyjaciela z siodła.

Bitwa pod Kircholmem na obrazie Pietera Snayersa (domena publiczna),
Bitwa pod Kircholmem na obrazie Pietera Snayersa (domena publiczna),

Richard Brzezinski w swojej pracy o polskich husarzach podaje przykład szwedzkiego pułkownika (Clas Dietrich), na którego zbroi, w jednym ze starć z husarzami w 1627 roku, złamało się kilka (przynajmniej trzy) kopii. Z tego tytułu zyskał on sobie przydomek „Sperreuter”.

Zwróćmy jednak uwagę, że jeśli ktoś otrzymał po takim zdarzeniu przydomek, to jest to najlepszy dowód na to, że jemu współcześni traktowali to wydarzenie nie jako normę, lecz jako odchyłkę od niej. Innymi słowy – fakt, że jeździec utrzymał się w siodle po kilku uderzeniach kopiami husarskimi, był zdarzeniem wyjątkowym, a nie regułą. Podobnie jak rzadkością było przeżycie przez husarza uderzenia kulą armatnią.

Takie nietypowe sytuacje miały czasem miejsce na polach bitew i znajdywały odzwierciedlenie czy to w przydomkach nadawanych żołnierzom, czy w dodatkowych uwagach typu „dziw wielki”, którymi relacjonujący te epizody komentowali takie zajścia.

Siła uderzenia kopi husarskiej

Nie można jednak z tych nietypowych zdarzeń przekładać miary na inne sytuacje i twierdzić, na przykład, że kopia husarska niewiele mogła uczynić noszącemu zbroję rajtarowi, albo że napierśniki husarskie były na tyle dobre, że wytrzymywały uderzenia kul armatnich.


Reklama


W tym miejscu warto zadać pytanie: Z jaką siłą kopia uderzała w przeciwnika? Pewną wskazówką może być przeprowadzony przeze mnie test repliki kopii husarskiej, który wykazał (test odbywał się przy prędkości 7,0 m/s, czyli 25,2 km/h), że praca włożona w złamanie kopii wynosi około 265 ± 20 J.

Jest to znacznie więcej niż energia, z jaką uderzyć może człowiek dysponujący mieczem lub toporem (60–130 J) 231 , czy też energia strzały wystrzelonej z długiego łuku angielskiego 232  lub nawet bełtu wystrzelonego z trzynastowiecznej kuszy (100–200 J) 233 . Choć energia 265 J wydaje się niewielka w stosunku do tego, co oferowała broń palna w XVII wieku, to jednak, jak wykazały to doświadczenia, efekty użycia różnych rodzajów broni nie są wprost proporcjonalne do energii, z jaką uderzają one w cel.

Tekst stanowi fragment książki Radosława Sikory pt. Husaria w walce (Zona Zero 2026). Premiera 17 marca, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.
Tekst stanowi fragment książki Radosława Sikory pt. Husaria w walce (Zona Zero 2026).

W swojej pracy The Knight and the Blast Furnace Alan Williams podaje przykład, który to ilustruje. Otóż strzale uderzającej pod kątem prostym w blachę o grubości 3 mm (blacha była wykonana z pozbawionej domieszek innych pierwiastków stali niskowęglowej) wystarczyła energia 300 J, aby ją spenetrować na głębokość przynajmniej 40 mm. Gdy w analogicznym teście użyto broni palnej, okazało się, że wystrzelona kula musiała mieć energię aż 1700 J, czyli niemal sześciokrotnie większą niż w przypadku strzały, aby przebić taką samą blachę.

Co więc noszącemu zbroję jeźdźcowi mogła uczynić husarska kopia? Potrzebne są testy, które dadzą jednoznaczną odpowiedź na to pytanie. Na razie za dobrą monetę można wziąć wypowiedź Sebastiana Cefalego z lat 60. XVII wieku, który twierdził, że kopią husarską można było przebić zbroję.


Reklama


Czy husarska kopia przebijała zbroje?

Sądzę, że przynajmniej w niektórych przypadkach (dobrze wymierzony cios w słabej jakości zbroję o niewielkiej grubości blach) uderzenie kopią faktycznie mogło przebić zbroję nieprzyjaciela. Dodam, iż znane są przypadki przebicia zbroi w wyniku uderzenia w nią kopią. Zdarzenie takie miało miejsce chociażby w czasie turnieju zorganizowanego w 1553 roku z okazji ślubu króla Zygmunta Augusta z Katarzyną Austriaczką.

Wtedy to, w czasie gonitw „na ostre”, Stanisław Ostroróg został „włócznią przez zbroję przeszyty, ciężką stąd odniósł ranę”. Ważne tu jest podkreślenie, że w tym przypadku nie zrobiono tego kopią drążoną, lecz pełną. Kopie husarskie były drążone wewnątrz, a takie, zdaniem Cesare’a D’Evoli, łamały się łatwiej niż kopie pełne.

Mierzące niemal 5 metrów husarskie kopie ze ziobrów Muzeum Narodowego w Krakowie (Rafał Kuzak/wielkahistoria.pl)
Mierzące niemal 5 metrów husarskie kopie ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie (Rafał Kuzak/wielkahistoria.pl)

Sam D’Evoli, wyliczając wady używanych przez Węgrów kopii drążonych, pośrednio jednak przyznaje, iż mogły one zaszkodzić także noszącemu zbroję przeciwnikowi. Przy czym nie miało to wynikać z doskonałości takich kopii, lecz z niedoskonałości samych zbroi. Kopia nie musiała jednak przebić samej blachy zbroi, aby razić przeciwnika. Z opisu Samuela Leszczyńskiego:

[…] kopije swoje
W brzuchach grubych Moskalów topiła i zbroje
Moskiewskie twarde nity od grotów puszczały,

wynika, że cios kopią mógł rozerwać nity łączące blachy zbroi. W ten sposób grot wnikał między blachami w ciało nieprzyjaciela.


Reklama


Husarskie kopie kontra tarcze

O ile przebijanie zbroi przez kopie husarskie może stanowić temat do dyskusji (zwłaszcza że zbroje siedemnastowieczne miały grubsze napierśniki niż te używane w wiekach poprzednich), o tyle z całkowitą pewnością można stwierdzić, iż relacje o przebijaniu przez husarską kopię tarcz nieprzyjaciela są prawdziwe.

Zdarzenie takie miało miejsce na przykład 24 lutego 1574 roku, kiedy to, podczas igrzysk rycerskich towarzyszących koronacji Henryka III Walezego na króla Polski, sługa Samuela Zborowskiego, niejaki Mościński, pojedynkując się z Karwatem, czyli sługą Jana Tęczyńskiego: „przeszył kopją tarczę przeciwnika”.

Rysunek z XIX wieku przedstawiający husarz w oparciu o drzeworyt z pierwszej połowy XVII wieku (domena publiczna).
Rysunek z XIX wieku przedstawiający husarz w oparciu o drzeworyt z pierwszej połowy XVII wieku (domena publiczna).

Wiara w rzetelność tej oraz innych relacji, które odnotowały fakt przebicia przez kopie tarcz przeciwników, wynika ze wspomnianego powyżej testu kopii husarskiej. W teście tym grot kopii wbił się na 18,5 mm w sosnową deskę. Skoro tak, to i z przebiciem tarczy przeciwnika kopia ta nie powinna mieć większego problemu.

Skutki wysadzenia jeźdźca z siodła

Spróbuję teraz odpowiedzieć na pytanie, jakie były skutki wysadzenia jeźdźca z siodła. Okazuje się, że nawet jeśli kopia nie przebiła uzbrojenia ochronnego nieprzyjaciela, samo obalenie go z konia pociągało za sobą bardzo groźne konsekwencje.


Reklama


Po pierwsze, wysadzenie jeźdźca z siodła narażało go na stratowanie przez konie – czy to atakujących husarzy, czy też własnej jednostki. Inne niebezpieczeństwo kryło się w tym, że upadając na ziemię, człowiek mógł zostać poważnie ranny. Różne źródła nieraz notowały takie przypadki przy okazji opisywania turniejów rycerskich.

Dowiadujemy się z nich na przykład, że w trakcie igrzysk zorganizowanych na cześć Zygmunta Augusta w Gdańsku (1552) Herman Kersten, wysadzony z siodła przez Grzegorza Lütkego, połamał sobie kości.

Z kolei w trakcie turnieju zorganizowanego z okazji ślubu Izabeli, córki Zygmunta Starego i Bony Sforzy, z królem węgierskim Janem Zapolyą (1539) królewicz Zygmunt August obalił na ziemię księcia Ilię Ostrogskiego tak skutecznie, że ten doznał ciężkich obrażeń. Siedem miesięcy później książę zmarł. Bardzo niebezpieczna była również sytuacja, gdy spadającemu z konia jeźdźcowi uwięzła noga w strzemieniu. Spłoszony koń, wlokąc jeźdźca za sobą, mógł doprowadzić do jego śmierci.

Jak często dochodziło do wysadzenia jeźdźca z siodła? Jeśli w starciu uczestniczył dobrze wyszkolony kopijnik, to obalenie przeciwnika na ziemię przez zadanie mu ciosu w korpus było bardzo częstym zdarzeniem. W trakcie turniejów rycerskich, kiedy nie chodziło o zabicie ani człowieka, ani jego konia, starano się właśnie wysadzić rywala z siodła. Śledząc zatem ich przebieg, można wyciągnąć pewne wnioski co do skuteczności metody celowania w korpus przeciwnika kopią.

Szarża husarii pod Chocimiem w wyobrażeniu Adama Setkowicza (domena publiczna).
Szarża husarii pod Chocimiem w wyobrażeniu Adama Setkowicza (domena publiczna).

W turniejach ścierali się najlepsi

Weźmy dla przykładu wspomniane już igrzyska towarzyszące ślubowi Jana Zapolyi i Izabeli. Podczas nich na pięć par ścierających się ze sobą kopijników dwie wysadziły się wzajemnie z siodeł (Zygmunt Kurzcbach i Dembowski oraz Lubomirski i Jakubowski).

Pojedynki dwóch innych par skończyły się wysadzeniem jednego z przeciwników z siodła (Zygmunt August obalił Ilię Ostrogskiego, a Gniewosz uczynił to z innym niż wspomniany wcześniej Lubomirskim), a o wyniku jednego pojedynku (Czarnkowski z kolejnym z braci Lubomirskich) nie wiemy nic.


Reklama


Bezpośrednio przekładać tych wyników na warunki bojowe jednak nie można. Głównie dlatego, że w turniejach zazwyczaj uczestniczyli najlepiej wyszkoleni kopijnicy. Ich umiejętności były ponadprzeciętne. Wyniki starć turniejowych pokazują jednak potencjał tkwiący w konnych kopijnikach i w samej kopii.

Celowanie w twarz czy korpus noszącego zbroję jeźdźca nie było jednak jedyną możliwością, jaką dysponował chcący go pokonać kopijnik. Innym sposobem na pokonanie „zbrojnego” (to jest noszącego zbroję) rajtara przez kopijnika było zabicie konia, na którym rywal siedział. Celowano wtedy albo w koński łeb, albo w pierś zwierzęcia.

Tekst stanowi fragment książki Radosława Sikory pt. Husaria w walce (Zona Zero 2026). Premiera 17 marca, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.
Tekst stanowi fragment książki Radosława Sikory pt. Husaria w walce (Zona Zero 2026).

Było to o tyle korzystne, że konie znacznie rzadziej przywdziewano w jakiekolwiek uzbrojenie ochronne, a także znacznie wcześniej niż w przypadku jeźdźców całkowicie z niego zrezygnowano. Opisów takiego postępowania, tj. celowania kopią w konia, możemy się doszukać również w relacjach z turniejów rycerskich.

Trzy sposoby na pokonanie rajtara

Choć pamiętać należy, że nie było to zachowanie sportowe, gdyż w trakcie takich turniejów koń nie powinien być obiektem ataku. I tak z okazji wielokrotnie tu już wspomnianego ślubu Izabeli z Janem Zapolyą:


Reklama


[…] gonili Węgrowie [husarze węgierscy] za tarczami i dosyć mężnie kilka par, a z nich jeden uniżywszy kopią, towarzyskiego konia w czoło ugodził i zabił.

Takie zachowanie polskiego kopijnika widać również na rycinie szwedzkiego inżyniera wojskowego Eryka Dahlbergha. Scena z bitwy pod Wojniczem w 1655 roku ukazuje nam polskiego jeźdźca uderzającego swą kopią w pierś szwedzkiego konia.

Potyczka husarii ze Szwedami w czasie poopu (Józef Brandt/domenaPotyczka husarii ze Szwedami w czasie potopu (Józef Brandt/domena publiczna). publiczna).
Potyczka husarii ze Szwedami w czasie potopu (Józef Brandt/domena).

Zrekapitulujmy w tym miejscu dotychczasowe rozważania na temat sposobów, którymi husarz mógł pokonać swoją kopią noszącego zbroję rajtara. Sposoby te były trzy:

  • Uderzenie kopią w głowę rajtara. Cios taki był śmiertelny, ale wymagał sporych umiejętności od husarza.
  • Uderzenie kopią w głowę lub pierś konia. Cios taki obalał rajtara na ziemię, narażając go na kontuzje i śmierć.
  • Uderzenie kopią w korpus rajtara. Cios taki był najłatwiejszy do zadania. Mógł on, choć nie musiał, skończyć się przebiciem zbroi, wniknięciem grotu pomiędzy blachy zbroi lub wysadzeniem rajtara z siodła.

Znacznie prostsze zadanie mieli husarze, gdy spotykali się na polu bitwy z rajtarami nienoszącymi zbroi. Wtedy cios kopią w korpus rajtara (często celowano w pępek nieprzyjaciela) był wystarczający do wyeliminowania go z walki.

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Radosława Sikory pt. Husaria w walce (Zona Zero 2026).

Mechanika wojny w XVII wieku

Autor
Radosław Sikora

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.