W surowym klimacie wczesnośredniowiecznej Skandynawii było bardzo niewiele miejsca na sentymenty. Wyjątku nie stanowiło tutaj również podejście ludzi Północy do własnego potomstwa. Badania archeologiczne jasno dowodzą, że dzieciństwo trwało krótko, a wikingowie całkowicie inaczej traktowali swoich synów i córki.
W świecie wikingów występował jasny podział ról społecznych między mężczyznami a kobietami. Ze spisywanych od XII wieku sag jasno wynika, że we wcześniejszych stuleciach panowało przekonanie, iż kluczowym zadaniem dla mieszkanek Skandynawii było rodzenie dzieci oraz opieka nad potomstwem.
Reklama
Wielkość wikińskich rodzin
Nie dysponujemy jednak wczesnośredniowiecznymi źródłami opisującymi dokładnie jak liczne były rodziny ludzi Północy oraz jak wiele dzieci rodziła wówczas przeciętna mieszkanka Skandynawii.

Wnioski płynące jednak z badań archeologicznych sugerują, że w przypadku wieloletnich wikińskich małżeństw na świat mogło przychodzić nawet kilkanaścioro dzieci. Nie znaczyło to jednak, że wszystkie osiągały pełnoletność. Wręcz przeciwnie.
Należy pamiętać, że w okresie przedindustrialnym śmiertelność niemowląt była zatrważająco wysoka. Niski poziom higieny przekładał się na częste dolegliwości pokarmowe oraz epidemie takich chorób jak czerwonka czy dur brzuszny. Profesor Neil Price na kartach pracy Dzieci jesionu, dzieci wiązu. Historia Wikingów szacuje, że przed osiągnięciem dorosłości umierało nawet do 60% dzieci.
Reklama
Wyraźnie lepiej traktowali synów
Wykopaliska archeologiczne dowodzą też jasno, że wczesnośredniowieczni Skandynawowie zdecydowanie lepiej traktowali męskich potomków niż córki.
Badania szkieletów przeprowadzone w środkowej Szwecji wykazały, że wśród wikingów, którym udało się osiągnąć dojrzałość około 7% mężczyzn w dzieciństwie cierpiało głód. W przypadku kobiet odsetek ten wynosił aż 37%. Jak podkreśla profesor Price taka duża dysproporcja wyraźnie wskazuje na „przygnębiający system wartości”.

Innym dowodem na faworyzowanie w dzieciństwie męskich potomków są kamienie runiczne. Jak czytamy w książce Roberta Fergusona pt. Młot i krzyż. Nowa historia wikingów przykładowo w prowincji Södermanland na wschodnim wybrzeżu Szwecji liczba synów upamiętnionych na nich „często sięga pięciu i więcej, podczas gdy córek nigdy więcej niż dwie”.
Los niechcianych dzieci wikingów
Nowonarodzone dzieci wikingów nie zostawały automatycznie członkami rodziny. Aby tak się stało najpierw ojciec musiał je uznać. Symbolem zaliczenia w poczet familii było nadanie imienia. Niechciane lub chore potomstwo czekał straszliwy los.
Reklama
Jak podkreśla profesor Kirsten Wolf w książce pt. Daily Life of the Vikings „takie dzieci były wystawiane na działanie żywiołów i pozostawiane własnemu losowi”. Znany z opisu państwa Mieszka I Ibrahim ibn Jakub stwierdzał, że w Hedeby – jednym z najważniejszych wczesnośredniowiecznych miast Danii – niechciane niemowlęta wyrzucano bezpośrednio do morza.
Skandynawskie sagi zawierają informacje o tym, że powodem porzucania na pewną śmierć najmłodszych mogła być również bieda. Takie postępowanie miało jednak być „źle widziane” przez pozostałych członków społeczności.

Mimo wszystko proceder ten musiał być powszechny skoro jeszcze w XII i XIII wieku skandynawskie kodeksy kategorycznie go zakazywały. Historycy przypuszczają, że i w tym przypadku decydujące znaczenie przywiązywano do płci potomka. Rodziny znacznie częściej pozbywały się córek niż synów. Jak tłumaczy Ferguson:
Kobiety, jako rodzicielki, w czasach głodu uważano za obciążenie biologiczne, natomiast w czasach wojny priorytetem stawało się płodzenie dzieci płci męskiej w celu zastąpienia poległych mężczyzn. Innym czynnikiem w tym rachunku ekonomicznym mógł być ciężar finansowy, jaki dla biednych rolników stanowił posag panny młodej.
Reklama
Krótkie dzieciństwo wikingów
Ogółem badania wczesnośredniowiecznych skandynawskich grobów wskazują, że w przypadku pochowanych tam ludzi około 14 roku życia zacierały się różnice w ich wyposażeniu między dziećmi, a dorosłymi. Można więc przyjąć, że był to próg osiągnięcia dorosłości. Zgodnie z tym, co pisze profesor Kirsten Wolf w epoce wikingów „dzieciństwo było krótkie”, a potomków, którym udało się przetrwać już od najmłodszych lat przygotowywano do wyznaczonych im ról:
Dla dziewcząt z klas uprzywilejowanych mogło to oznaczać zdobycie umiejętności niezbędnych do prowadzenia gospodarstwa domowego. Dla mniej uprzywilejowanych gotowanie, pranie, przędzenie i inne umiejętności domowe.

Chłopcom można było powierzyć zadanie wypasu lub opieki nad zwierzętami domowymi lub, jeśli pochodzili z rodzin królewskich lub zamożnych, uczyć ich sztuki myślistwa i jazdy konnej oraz podstaw walki i żeglowania. Mentorami byli prawdopodobnie rodzice dzieci, chociaż powszechnie praktykowano wychowanie zastępcze, czyli wychowywanie dziecka – zwłaszcza syna – w innej rodzinie.
Często był to układ „polityczny” między ojcem dziecka a przybranym ojcem i, podobnie jak małżeństwo, stanowiło to sposób na uzupełnienie więzów pokrewieństwa krwi w celu nawiązania nowych sojuszy lub wzmocnienia istniejących.
Reklama
Chłopcy nierzadko już w wieku dziesięciu lat towarzyszyli ojcom w podróżach. Zachowały się również informacje o dwunastolatkach zabieranych na wyprawy łupieżcze i wojenne. Piętnastolatkowie byli zaś uważani za dorosłych.
W związku z tym, jak podkreśla Kim Hjardar w książce Wikingowie. Najeźdźcy z morza, młody wiking w tym wieku „mógł mieć swoją własność. Miał też obowiązki i ponosił odpowiedzialność. Mógł się podejmować zadań w życiu publicznym i ożenić się. Musiał brać udział w obronie, zemście i wojnach”.
Bibliografia
- Robert Ferguson, Młot i krzyż. Nowa historia wikingów,Wydawnictwo Dolnośląskie 2016.
- Kim Hjardar, Wikingowie. Najeźdźcy z morza, Wydawnictwo RM 2018.
- Don Nardo, The Vikings, Lucent Press 2010.
- Neil Price, Dzieci jesionu, dzieci wiązu. Historia Wikingów, Państwowy Instytut Wydawniczy 2025.
- Else Roesdahl, Historia Wikingów, Marabut 1996.
- Kirsten Wolf, Daily Life of the Vikings, Reenwood Press 2004.







