Nikołaj Wawiłow na fotografii więziennej.

Tak znikano ludzi w Związku Sowieckim. Naukowiec sławny na cały świat został… wymazany

Strona główna » II wojna światowa » Tak znikano ludzi w Związku Sowieckim. Naukowiec sławny na cały świat został… wymazany

Nikołaj Wawiłow był przez całe międzywojnie czołową gwiazdą sowieckiej nauki. Zorganizował największy wówczas na świecie bank nasion, zapowiadał, że zwalczy głód, stał się bohaterem międzynarodowej prasy. Kiedy jednak zaczął zawadzać lepiej ustosunkowanemu konkurentowi, nie było dla niego litości. Zniknął, jak tysiące innych ofiar stalinizmu. O tym, co następnie zobaczyli i usłyszeli jego współpracownicy pisze Simon Parkin w książce Zakazany ogród Stalina.

Było już ciemno, gdy Wadim Lechnowicz i profesor Fatich Bachtejew wrócili z obiadu na mieście do hostelu. Nie odczuwali zaniepokojenia, bo ich szef często wracał późno z wypraw na nasiona. Lechnowicz podszedł do portiera przy bramie i zapytał, czy widział Wawiłowa.


Reklama


Strażnik odparł, że tak, botanik wrócił chwilę wcześniej, ale gdy wyjmował rzeczy z auta, pojawił się inny samochód z paroma mężczyznami w środku, którzy zażądali, by pojechał z nimi na pilną rozmowę telefoniczną z Moskwą. Jak skomentował portier, Wawiłow wyruszył w takim pośpiechu, że zostawił na chodniku plecak.

Lechnowicz i Bachtejew odebrali więc rzeczy szefa i poszli do siebie, by czekać na jego powrót. Wyjęli próbki, które Wawiłow zebrał tego dnia, i sprawdzili, czy nic się nie zniszczyło. Wśród zgromadzonych roślin znaleźli ziarno, którego nie rozpoznali. Czy mogła to być odmiana pszenicy przyniesiona do Europy z Egiptu cztery lub pięć tysięcy lat temu?

Zrehabilitowany Wawiłow na sowieckim znaczku pocztowym z 1987 roku.
Zrehabilitowany Wawiłow na sowieckim znaczku pocztowym z 1987 roku.

„Proszę przekazać wszystkie moje rzeczy”

Około północy rozległo się pukanie do drzwi. Do pokoju weszli dwaj młodzi mężczyźni. Jeden podał Lechnowiczowi kartkę z liścikiem napisanym i podpisanym bez wątpienia ręką Wawiłowa:

W związku z nagłym wezwaniem do Moskwy proszę przekazać wszystkie moje rzeczy osobie, która dostarczy tę notatkę. 6 sierpnia 40, godzina 23:15. N. Wawiłow .

Nieznajomy wyjaśnił, że Wawiłow jest już na lotnisku i czeka na samolot do Moskwy. Botanicy w pośpiechu zbierali więc jego rzeczy, zastanawiając się głośno, czego szef może potrzebować w tej niespodziewanej wyprawie, a co powinno zostać i trafić z powrotem do Leningradu. Przybysze, coraz bardziej zniecierpliwieni, upierali się, że Wawiłow potrzebuje wszystkich swoich rzeczy – nic nie może zostać.


Reklama


Botanicy spakowali torby i wynieśli bagaż Wawiłowa na zewnątrz, do podstawionego auta. Za kierownicą siedział trzeci mężczyzna. Lechnowicz zorientował się, że w pojeździe jest za mało miejsca, żeby obaj, on i Bachtejew, mogli wyruszyć z rzeczami na lotnisko, więc Lechnowicz zgodził się zostać. Jego kolega podszedł do samochodu i wyciągnął rękę, by otworzyć drzwi.

– Nie szkoda wam czasu na tę jazdę? – zapytał ostro nieznajomy z Moskwy.

– Pan żartuje? – odparł Bachtejew. Czuł, że przynajmniej jeden uczestnik ekspedycji powinien się spotkać z Wawiłowem przed jego odlotem. Inaczej skąd mieliby wiedzieć, co robić przez pozostałe dni wyprawy?

Tekst stanowi fragment książki Simona Parkina pt. Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu (Znak Literanova 2026).

Gdy Bachtejew chwycił klamkę, obcy mężczyzna wymierzył mu gwałtowny cios w głowę. Botanik, odepchnięty od samochodu, stracił równowagę i ciężko wylądował plecami na ziemi. Zanim zdążył się pozbierać, rozległo się trzaskanie kolejno zamykanych drzwi i pojazd pośpiesznie zniknął w mroku nocy, zabierając bagaż Wawiłowa oraz oficerów Kobstewa i Kozłowa, agentów NKWD. (…)

Kto złoży podpis, ten sam jest wrogiem ludu

Po upływie kilku tygodni lojalni zwolennicy Wawiłowa nabrali przekonania, że został on aresztowany na podstawie jakichś fałszywych oskarżeń. Wystosowali więc list do Komitetu Centralnego Partii Komunistycznej, do rządu i do NKWD – radzieckiej tajnej policji – w którym ręczyli za jego uczciwość i zapewniali, że nie jest szpiegiem.


Reklama


Nalegali, aby Wawiłowa jak najszybciej uwolnić i pozwolić mu kontynuować tak ważną pracę naukową. Pod listem podpisało się dziewięć osób z instytutu. Nikołaj Kowalew, jeden z sygnatariuszy, pokazał jednak brudnopis krewnemu, który pracował dla NKWD. Dostał wówczas ostrzeżenie, że każdy, kto złoży podpis pod tym listem, zostanie aresztowany za popieranie szemranego „wroga ludu”.

Wspólnie przedyskutowano możliwe rozwiązania. Biolożka Nina Bazylewska jako jedyna osoba, która nie miała małych dzieci, zgłosiła się na ochotnika, że weźmie na siebie cały ciężar zagrożenia: pod listem znalazło się tylko jej nazwisko.

Wkrótce dostała wezwanie do siedziby Komitetu Obwodowego WKP (b) w Leningradzie. Tam stanęła w obronie Wawiłowa i powiedziała, że jeśli dyrektor banku nasion zostanie zesłany do gułagu, to większość jego pracowników pójdzie za nim na wygnanie. Te ryzykowne słowa miały na celu pokazanie, jak bardzo członkowie zespołu są przywiązani do swojego szefa.

– Bzdura – odparł partyjny urzędnik. – Nie popełniamy błędów, jeśli chodzi o aresztowania. Pracujcie dalej spokojnie i nie zawracajcie władzy głowy takimi głupstwami.

Nikołaj Wawiłow na fotografii więziennej.
Nikołaj Wawiłow na fotografii więziennej.

Trzy dni późnej Bazylewska poczuła na własnej skórze tępą, bezwzględną siłę oficjalnych represji. Została zwolniona z instytutu. Wkrótce potem aresztowano Kowalewa. Niezrażeni tym, zwolennicy Wawiłowa przygotowali nowy dokument, długi na kilkadziesiąt stron, który ukradkiem przepisali na maszynie. Wyliczyli w nim materialne korzyści, jakie odniósł Związek Radziecki dzięki wyprawom, eksperymentom i pracom badawczym Wawiłowa.

Maria Szebalina z działu roślin pastewnych z dokumentem w ręku udała się na Wyspę Wasilewską do młodszego brata Wawiłowa – Siergieja, dyrektora instytutu optyki. Szebalina i jej koledzy mieli nadzieję, że gdyby Siergiej przekazał ten zbiór dowodów w odpowiednie ręce, władze dla dobra nauki uwolniłyby Wawiłowa.


Reklama


Maria Szebalina weszła do gabinetu i zobaczyła Siergieja Wawiłowa siedzącego za wielkim biurkiem. Wskazał jej miejsce naprzeciwko siebie.

Zauważyła, że miał „niewyraźny, bezbarwny sposób mówienia” i „puste zmęczone oczy”.Popchnęła w jego stronę teczkę z dokumentem. Zignorował ją.

– To nie jest żadne nieporozumienie – powiedział o aresztowaniu brata. – Trudno w ogóle przypuszczać, że coś da się z tym zrobić.

Źródło

Powyższy tekst stanowi fragment książki Simona Parkina pt. Zakazany ogród Stalina. Jak naukowcy (nie) uratowali mieszkańców Leningradu (Znak Literanova 2026).

Nieznana historia II Wojny Światowej

Autor
Simon Parkin

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.