To miejsce było solą w oku wszystkich tych, którzy chcieli zaprowadzać chrześcijaństwo w Europie ogniem i mieczem. Ze wszystkich słowiańskich świątyń, które musiały istnieć w zamierzchłych czasach znamy lokalizację tylko jednej – tej, która mieściła się na rugijskim stromym cyplu. W XI i XII w. Arkona była najważniejszym ośrodkiem kultu.
Z punktu widzenia logiki można założyć, że skoro dawni Słowianie wyznawali własną religię, ziemie przez nich zamieszkane powinny być usiane miejscami kultu. Tymczasem z średniowiecznych źródłach pisanych informacji o takich świątyniach mamy jak na lekarstwo. Zaledwie siedem znamy z nazwy – miejsca kultu w Szczecinie, Wolinie, Radogoszczy, Garzu, Gutzkow, Wolgaście i wreszcie w Arkonie na Rugii.
Reklama
Przy czym, jak podkreślają badacze tematu, tylko to ostatnie, czyli Arkonę, możemy względnie dokładnie zlokalizować. Świątynia mieściła się na stromym cyplu na Rugii i mogła istnieć być może już w wieku IX. Dopiero jednak późniejsze wieki i poniekąd też wpływ chrześcijaństwa sprawiły, że wykształciła się tam zorganizowana forma kultu. Ranowie czcili tutaj boga Świętowita.
Wobec postępów brutalnej akcji chrystianizacyjnej na Połabiu, Arkona stała się w wiekach XI i XII najważniejszą słowiańską świątynią całego regionu. W 1168 roku, po długim oblężeniu, gród wpadł w ręce Duńczyków. Jak przypomina Robert F. Barkowski w książce Rugia 1168, poświęconej tym właśnie wydarzeniom, Skandynawowie przypuścili atak z myślą o zdobyciu „legendarnych skarbów” świątynnych. Nie zawiedli się. Ośrodek kultowy został splądrowany i zniszczony. Jego pozostałości istniały jednak aż do czasów niemal współczesnych.
Umocnienia Arkony. Wizualizacja na tablicy turystycznej na Rugii.
Dzisiaj relikty miejsca kultu na Rugii mogłyby stanowić bezcenne źródło wiedzy dla archeologów i historyków. Część półwyspu, na której stały niegdysiejsze zabudowania, runęła jednak do morza, podmywana przez fale. Zanim do tego doszło, w dwudziestoleciu międzywojennym prowadzono wstępne, mocno amatorskie wykopaliska archeologiczne. Ich wartość jest jednak znikoma. W efekcie badacze słowiańskiej kultury są zdani tylko na źródło pisane.
Na początku XIII wieku historię zdobycia Arkony odtworzył kronikarz Saxo Gramatyk. Pisał z perspektywy kilku dekad, należy więc podejrzewać, że nie znał wszystkich szczegółów, a swoją relację podkolorował lub podciągnął pod oczekiwane schematy. Mimo to jego opis świątyni na Rugii stanowi fascynujący dowód rozwoju kultów słowiańskich w tym późnym okresie. Dziejopis opowiadał:
Reklama
Pośrodku miasta znajdował się otwarty plac, na którym stała nadzwyczaj misternie wykonana świątynia z drewna, której okazywano wielką cześć, nie tylko dlatego że wzbudzała podziw wspaniałością, lecz także dlatego że znajdował się tam w niej posąg bóstwa [Świętowita].
W środku miasta znajdował się plac, na którym stała świątynia drewniana o misternej budowie, wzbudzająca cześć nie tylko wspaniałością nabożeństw, lecz boskością posągu w niej umieszczonego.
Król Waldemar i biskup Absalon w zdobytej Rugii. Obraz XIX-wieczny.
Z zewnątrz świątynia przyciągała wzrok różnymi starannie wyrzeźbionymi obrazami wspaniałej roboty, które jednakowoż były prymitywnie i niedbale pomalowane. Było tam tylko jedno wejście, lecz sama świątynia była podzielona na dwie przestrzenie, z których zewnętrzna biegła wzdłuż ścian i miała czerwony dach, podczas gdy wewnętrzna opierała się na czterech filarach i zamiast ścian miała zawieszone czerwone zasłony i ze ścianami zewnętrznymi była połączona pojedynczymi poprzecznymi belkami.
„Miał cztery głowy i tyle samo szyj”. Posąg Świętowita
Dostęp do wnętrza miał ponoć tylko jeden długowłosy kapłan. Nawet jemu nie wolno jednak było kalać świątyni swym oddechem. „To znaczy musiał uważać, by wstrzymywać oddech, tak że za każdym razem, gdy potrzebował zaczerpnąć powietrza, musiał spieszyć do drzwi, by bóg nie został skażony tym, że jakiś człowiek oddychał w jego bliskości” – dopowiada autor książki Rugia 1168. Najważniejszym obiektem kultu był potężny, być może nawet czterometrowy posąg bóstwa. Saxo Gramatyk pisał o nim:
Reklama
Miał cztery głowy i tyle samo szyj wzbudzających zdziwienie, z których dwie zwrócone były do przodu, a dwie do tyłu; tak samo z tych dwu głów zwróconych do przodu, jak i tych dwu zwróconych do tyłu jedna patrzyła w prawo, a druga w lewo. Brody były podgolone i włosy przystrzyżone na modłę, jaka między Rugianami panowała.W prawej ręce trzymał posąg róg zrobiony z rozmaitych kruszców. Doświadczony kapłan znający się na ofiarach raz w roku napełniał ten róg miodem i ze stanu napoju wróżył, jaka będzie obfitość przyszłorocznego plonu.
Posąg bóstwa, podobnie jak cała zresztą świątynia, były bogato zdobione. W szczególności wizerunek Światowida miał wręcz ociekać przepychem. Jak relacjonował to Saxo Gramatyk:
Lewa ręka wsparta na boku tworzyła łuk. Szata sięgała aż do goleni zrobionych z różnych gatunków drewna, które były połączone z kolanami, tak że jedynie bacznie się przyglądając, można było dojrzeć miejsce ich spojenia. Stopy dotykały podłogi, lecz to, na czym posąg stał, ukryte było w ziemi.Obok znajdowała się uprząż i siodło oraz inne wspaniałe akcesoria, wśród których podziw wzbudzał miecz, nadzwyczaj wielki, którego pochwa i rękojeść rzucały się w oczy wykonaniem ze srebra i pokryte były ozdobami znakomitej rzeźbiarskiej roboty.
Rekonstrukcja wyglądu świątyni w Arkonie według Leszka Słupeckiego.
Upadek Arkony
Świątyni broniła trzystuosobowa gwardia. Nawet jej poświęcenie nie wystarczyło jednak, by odeprzeć atak przeważającego wroga. Gdy mieszkańców Arkony przymuszono do kapitulacji, w pierwszym punkcie porozumienia kończącego walki Duńczycy zażądali „wydania posągu Świętowita i wszystkich świątynnych skarbów”.
Wyprowadzenie figury wymagało zburzenia części budynku. „Gdy usunięto ścianę, posąg opadł na ziemię z wielkim hukiem” – pisze Robert F. Barkowski na kartach Rugii 1168. – „Saxo nie omieszkał wtrącić przy tej okazji, że z chwilą upadku posągu diabeł pod postacią jakiegoś czarnego zwierza uciekł z wnętrza świątyni i zniknął”.
Powyższy tekst stanowi fragment najnowszej książki Kamila Janickiego pt. Polskość. Prawdziwa historia tego, kim jesteśmy. Książka jest już dostępna w sprzedaży. Autor odpowiada w niej na pytania o to, jacy naprawdę są Polacy? Co nas ukształtowało? Co odróżnia nas od wszystkich innych narodów? Jak się okazuje, za wszystkim stoi historia!
Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.
Wielkie historie w twojej skrzynce
Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.