W listopadzie 1958 roku Stany Zjednoczone i Związek Radziecki zgodziły się na czasowe zawieszenie prowadzonych przez obie strony testów broni atomowej. Moratorium zostało jednak zerwane przez Sowietów niespełna trzy lata później. Doszło wtedy do największego wybuchu termojądrowego w historii. O tym, jak na detonację Car-bomby zareagował prezydent John Fitzgerald Kennedy pisze Łukasz Dynowski w książce pt. Atomowi. Testy nuklearne na ludziach.
W Białym Domu (…) wygłosił bardzo długie orędzie do narodu amerykańskiego. Przez ponad pół godziny opowiadał o powodach swojej decyzji. Tłumaczył. Próbował uspokajać. Był 2 marca 1962 roku. [John F. Kennedy mówił:]
Reklama
Siedemnaście lat temu człowiek uwolnił moc atomu. Tym samym wziął w swoje ręce śmiertelnika moc samounicestwienia. W kolejnych latach trzej następni prezydenci Stanów Zjednoczonych starali się wyeliminować tę broń z arsenałów poszczególnych państw.
Spośród wszystkich wspaniałych obowiązków powierzonych temu urzędowi żaden nie jest bardziej ponury niż upoważnienie do użycia broni jądrowej w obronie naszej ludności i pokoju.

Ile megaton miała Car-bomba?
Przypomniał, co się stało 31 sierpnia 1961 roku. Tego dnia na poligonie w Semipałatyńsku Związek Radziecki „w sposób bezduszny” złamał moratorium wstrzymujące testy atomowe. W sumie w ciągu nieco ponad dwóch miesięcy dokonał 57 prób, w tym tej najstraszniejszej.
– Malutkie petardy – mówił Ronald Benoit, porównując bomby zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki do tej, którą on widział, gdy Amerykanie przeprowadzali swój najsilniejszy test w dziejach na atolu Bikini.
Jednak to, co wtedy zobaczył, też było „malutką petardą” w porównaniu z testem, który 30 października 1961 roku przeprowadził Związek Radziecki. W archipelagu Nowej Ziemi na Oceanie Arktycznym Sowieci zrzucili Car-bombę. Miała, jak twierdzili, 50 megaton, ale według Amerykanów jeszcze więcej. „58 megaton”– powiedział Kennedy w orędziu do narodu z marca 1962 roku.
Nie wspomniał, że wybuch widziano nawet w miejscach oddalonych o tysiące kilometrów, takich jak Norwegia, Grenlandia czy Alaska. Nie przekazał też, że fala uderzeniowa trzykrotnie okrążyła kulę ziemską, że uszkodzone zostały domy setki kilometrów od strefy zero.
Reklama
Obawy ojca radzieckiej broni termojądrowej
Nawet Andriej Sacharow, fizyk jądrowy, ojciec radzieckiej bomby termojądrowej, był przeciwny temu testowi. Bał się, do czego doprowadzi opad radioaktywny. „Do większej liczby chorób i do narodzin potworów” – pisał po latach w autobiografii. „Każda megatona pochłania tysiące nieznanych ofiar” – dodawał.
Sacharow w ogóle nie chciał żadnych bomb. Gdy Chruszczow poinformował, że złamie moratorium z 1958 roku i wznowi testy, naukowiec stanowczo mu to odradzał, tłumacząc, że w ten sposób zaogni się wyścig zbrojeń.

„Sacharow to dobry naukowiec – mówił potem Chruszczow gościom na przyjęciu, na którym Sacharow nie był obecny – ale politykę zagraniczną powinien zostawić tym spośród nas, którzy są specjalistami w tej delikatnej sztuce. Nie możemy głośno mówić, że opieramy swoją politykę na sile, ale tak właśnie musi być. Byłbym ofermą, a nie przewodniczącym Rady Ministrów, gdybym słuchał ludzi takich jak Sacharow”.
Sacharow brał udział w budowie Car-bomby, ale potem był przeciwny jej detonacji. Twierdził, że z naukowego punktu widzenia test tak potężnej broni nie ma sensu, a sam pomysł „w swojej naturze jest kryminalny”. „Podjąłem desperackie kroki, aby to powstrzymać” – utrzymywał.
Reklama
Amerykańska odpowiedź na testy ZSRR
Bez skutku. Bombę zdetonowano. Zdaniem Kennedy’ego ani ona, ani żadne testy mające miejsce po złamaniu moratorium „nie dały Związkowi Radzieckiemu przewagi w sile nuklearnej”. „Ale dostarczyły sowieckim laboratoriom ogromu danych i doświadczeń, na których w ciągu najbliższych dwóch lub trzech lat mogą oprzeć znaczące analizy, eksperymenty i ekstrapolacje, i przygotować się do kolejnej serii testów, które potwierdzą ich ustalenia i posuną ich naprzód” – mówił amerykański prezydent.
Zaznaczył, że „pod uwagę wzięte zostały wszystkie alternatywy”, że „każda ścieżka porozumienia z Sowietami została sprawdzona”. Porozumienia jednak nie osiągnięto. W związku z tym ogłosił: „Autoryzowałem dzisiaj Komisję Energii Atomowej i Departament Obrony do przeprowadzenia serii testów nuklearnych”.

O tym, że Związek Radziecki prowadził testy, Amerykanie wiedzieli już wcześniej i wznowili testy podziemne. Teraz zamierzali pójść krok dalej. Wynurzyć się spod ziemi, wrócić na ląd, na świeże powietrze. Wpuścić w nie znowu stront-90, cez-137 i inne rakotwórcze izotopy.
Amerykanie wiedzieli już co nieco o stroncie-90 i w ogóle o opadzie radioaktywnym, a Kennedy wiedział, że wiedzą, więc ogłosił, że testy odbędą się nie w Nevadzie, ale na oceanie, daleko od granic USA. I zapewnił, że opad zostanie „ograniczony do minimum”.
Reklama
Niemniej jednak uważam za godny ubolewania fakt, że jakikolwiek materiał radioaktywny musi się przedostać do atmosfery i że zdrowie co najmniej jednej osoby może zostać z tego powodu narażone na ryzyko w dającej się przewidzieć przyszłości.
Niezależnie od tego, jak odległe i znikome jest to ryzyko, nadal ogromnie żałuję, że pojawiła się konieczność, by położyć je na szali z ryzykiem, jakie spotkałoby setki milionów istnień w razie jakiegokolwiek pogorszenia się naszej siły nuklearnej.

Muszę wam z całą szczerością powiedzieć, że dalsze sowieckie testy, przy braku progresu Zachodu, mogą zapewnić Związkowi Radzieckiemu tak potężne możliwości ataku nuklearnego i obrony, że mogłoby to pobudzić ich agresywne zapędy. Gdybyśmy stali bezczynnie, podczas gdy Sowieci nas wyprzedzają – albo chociaż gdyby się wydawało, że nas wyprzedzają – zdolności wolnego świata do odstraszenia, przetrwania i reagowania na atak z pełną mocą zostałyby poważnie osłabione.
Operacja Dominic
Jednocześnie dawał do zrozumienia, że jest jeszcze czas na porozumienie z ZSRR. Na koniec prezydent stwierdził:
Reklama
Mamy nadzieję i modlimy się o to, aby te ponure, niepożądane testy nigdy nie musiały być przeprowadzane – aby ta śmiercionośna broń nigdy nie musiała zostać wystrzelona – i aby nasze przygotowania do wojny przyniosły zachowanie pokoju.
Naszym głównym celem jest kontrola siły, a nie pogoń za siłą, w świecie bezpiecznym dla ludzkości. Ale bez względu na to, co przyniesie przyszłość, przysięgam stać na straży i bronić wolności narodu amerykańskiego – i zamierzam zrobić wszystko, co konieczne, aby wypełnić ten uroczysty obowiązek.

W kolejnym miesiącu Amerykanie wspierani przez Brytyjczyków, wśród których był John Lax, rozpoczęli na Wysypie Bożego Narodzenia znajdującej się na terenie dzisiejszego Kiribati operację Dominic – jedne z największych testów atomowych w historii USA.
Pomiędzy 25 kwietnia a 30 października 1962 roku zdetonowali 31 bomb atomowych i termojądrowych. Ich łączna siła: 38,1 megatony.
Źródło
Tekst stanowi fragment książki Łukasza Dynowskiego pt. Atomowi. Testy nuklearne na ludziach (Wydawnictwo Agora 2026).
Oni poczuli moc broni atomowej na własnej skórze

Ilustracja tytułowa: Kadr z filmu nagranego przez Sowietów w trakcie wybuchu Car-bomby







