Nikt nie wie, co tak naprawdę się wydarzyło. Ona była piękna, on był wpływowy. Miało z tego wyjść małżeństwo dynastyczne, jak każde inne. Tymczasem wystarczyło, że po nocy poślubnej wstało słońce, by Filip II król Francji i duńska księżniczka Ingeborga po prostu się znienawidzili. O najbardziej nieudanym małżeństwie średniowiecza pisze w książce „Kapetyngowie” Justine Firnhaber-Baker.
„Mala Francia! Mala Francia!” („Niedobra Francja! Niedobra Francja!”), krzyczała duńska księżniczka. Spędziwszy w królestwie raptem trzy miesiące, Ingeborga słabo jeszcze mówiła po francusku i musiała się uciekać do łaciny, by wyrazić swój ból i gniew. Jej tłumacz przełożył właśnie wyrok biskupów i baronów, którzy w listopadzie 1193 roku zgromadzili się w królewskiej sali w Compiègne, by zbadać jej genealogię.
Reklama
Orzekli, że nie mogła zostać poślubiona królowi Filipowi, gdyż stwierdzili, iż jest zbyt blisko spokrewniona z jego pierwszą żoną. Nie wyjaśniali dokładnie, jakie to pokrewieństwo – a później musieli przyznać, że je wymyślili – ale piętnastu mężczyzn przysięgło, że to prawda, choć dziesięciu było wątpliwymi świadkami.
Jej małżeństwo było zatem nieważne, jak gdyby w ogóle do niego nie doszło. Zadanie przekazania jej tej wieści otrzymał arcybiskup Reims, stryj króla. Musiał on słuchać krzyków Ingeborgi z pewnym zawstydzeniem, a potem może z niepokojem, kiedy dodała: „Roma! Roma!”, apel o sprawiedliwość do samego papieża. Ingeborga, siostra króla Danii, w której żyłach płynęła krew królów Anglii i Rusi, nie spodziewała się tego, kiedy w sierpniu zeszła ze statku na francuską ziemię. Można śmiało przyjąć, że nikt się tego nie spodziewał.

Przyciągany przez jej słynną urodę i wychowanie Filip gnał niecierpliwie do Amiens na spotkanie swej osiemnastoletniej narzeczonej. Ślub odbył się natychmiast, a ceremonia koronacyjna następnego dnia. Arcybiskup Reims nałożył królewski diadem na nieskalane skronie Ingeborgi. Wszystko toczyło się zgodnie z planem.
„Ależ dziw!” (sed mirum!), wykrzyknął kronikarz Rigord, „tego samego dnia Filip zaczął nienawidzić małżonki, której tak długo pragnął”. Podczas koronacji „pobladł i zaczął dygotać, i ledwo wytrzymał do końca ceremonii”. Miasto pękało w szwach od gości – nawet biskup Tournai miał problem ze znalezieniem noclegu – ale wszelkie uczty i rozrywki, jakie zaplanowano, zostały odwołane. Ludzie zapewne kręcili się zdezorientowani, próbując się dowiedzieć, o co chodzi.
Reklama
Filip nie udzielił żadnych wyjaśnień. Po prostu kazał służbie Ingeborgi spakować jej rzeczy, wysłał ją do podupadłego merowińskiego klasztoru pod Paryżem i zaczął się starać o odkręcenie małżeństwa.
Dlaczego Filip tak postąpił, to jedna z wielkich zagadek średniowiecznej historii Francji. W owym czasie niektórzy, co prawda „niepoważni” ludzie, mówili, że to dlatego, iż miała cuchnący oddech albo że Filip odkrył, iż nie jest dziewicą. Rigord i inni kronikarze winili diabła, a teorie współczesnych historyków sięgają od rozczarowania Filipa dyplomacją Duńczyków po jego „osobiste skłonności i obsesje”.

Prawnicy Filipa w ciągu dwudziestu lat jego walk o uwolnienie się od Ingeborgi przedstawiali rozmaite, lecz niezadowalające uzasadnienia. Kiedy argument genealogiczny okazał się mylny, sięgnęli po nieskonsumowanie małżeństwa, a kiedy to upadło wobec stanowczych zaprzeczeń Ingeborgi, próbowali przekonywać, że choć doszło do penetracji, nie było ejakulacji, gdyż czarnoksięskie zaklęcie lub rzucony urok przyprawiły króla o chwilową niemoc.
Kościół ostatecznie odrzucił to wyjaśnienie, ale twierdzenie Filipa o penetracji bez ejakulacji za sprawą magii usiłowało się przecisnąć przez nadzwyczaj wąską furtkę prawną. Była to iście desperacka próba uniknięcia konsekwencji decyzji, która jego poprzednikom mogłaby ujść na sucho, ale którą jego własne okoliczności dziejowe uczyniły sytuacją bez wyjścia.
Reklama
To, że coś wydarzyło się w noc poślubną, być może coś, czego implikacje stały się oczywiste dla Filipa dopiero kilka godzin później, wydaje się jasne, gdyż wszystko było w porządku aż do przedpołudnia następnego dnia, a że to coś wstrząsnęło królem do głębi, jest ewidentne. Filipa mogła rozwścieczyć niechęć Duńczyków do wysłania ich okrętów przeciwko Anglii – choć pewna angielska kronika donosi, że król wiedział o tym jeszcze przed uzgodnieniem małżeństwa – a być może chciał też zachować dziesięć tysięcy marek, które stanowiły posag Ingeborgi.
Był w końcu pazerny i złośliwy. Ale choć wyrachowany zwrot o sto osiemdziesiąt stopni mógłby tłumaczyć poczynania Filipa tuż po ślubie, nie wyjaśnia jego stanowczej odmowy przebywania w obecności Ingeborgi w kolejnych długich latach, nawet jeśli niewiele by go kosztowało, a przyniosło mu wiele korzyści, gdyby choć pozwolił jej usiąść u swego boku. Na pozór niewytłumaczalne zachowanie Filipa sugeruje niekontrolowaną odrazę, wstyd i niechęć, których król, zamknięty w sobie i mało wylewny, nie potrafił zbyt długo tłumić.

Ponownie próbował, raz, odbyć stosunek z Ingeborgą, udawszy się do klasztoru, w którym zamknął ją w pierwszych tygodniach po ślubie, ale opuścił jej sypialnię „po bardzo krótkiej chwili, tak bardzo jej nienawidził…”. O ile w twierdzeniu o magii można byłoby widzieć wyjaśnienie najbliższe temu, jak sam Filip rozumiał to, co się stało, zbyt zażenowany, żeby to wyznać, dopóki nie wyczerpał innych możliwości, prawdą jest też, że była to jedyna ścieżka otwarta dla jego prawników, odkąd wykluczono argument genealogiczny.
Kościół rozumiał impot__cję wywołaną czarami jako stan tymczasowy, któremu nie mogło zaprzeczyć świadectwo jurności w innych momentach, na przykład istnienie dzieci. A Filip miał już wcześniej żonę, Izabelę z Hainaut, i t en związek wydał potomstwo, w tym syna, który miał mniej więcej sześć lat, gdy jego ojciec żenił się z Ingeborgą, oraz martwo urodzone bliźnięta, których poród kosztował Izabelę życie. Zanim jego prawnicy uciekli się do twierdzenia o magicznej impo__ncji, trzecie – i w oczach papieża bigamiczne – małżeństwo Filipa z 1196 roku zaowocowało jeszcze dwójką dzieci, a późniejszy romans z tajemniczą „damą z Arras” dał mu nieślubnego syna.
Reklama
Choć niemoc płciowa Filipa w łożu Ingeborgi była wyjątkiem od jego skądinąd dowiedzionej potencji, jego okrucieństwo wobec niej miało precedens w jego relacjach z pierwszą żoną, Izabelą. Miała ona zaledwie dziesięć lat, kiedy poślubił ją w 1180 roku, ale zanim skończyła czternaście, próbował się już z nią rozwieść. Powodem, jak sugeruje pewien późniejszy kronikarz, mogło być to, że Izabela nie dała mu jeszcze potomka: zarzut nie tylko nieelegancki, ale i niesprawiedliwy.
Jeśli Filip, podobnie jak Plantageneci, przestrzegał zwyczaju konsumowania małżeństwa z dorastającą dziewczyną tylko raz tuż po jej pierwszej miesiączce, która u przeciętnej średniowiecznej kobiety następowała w dwunastym roku życia, i podejmowania regularnego współżycia dopiero kilka lat później, nie mógł jeszcze zasadnie oczekiwać ciąży. Jego prawdziwym celem było prawdopodobnie ukaranie ojca Izabeli za wsparcie, jakiego Hainaut udzielało hrabiemu Flandrii wbrew życzeniom królowej matki i jej fakcji z Szampanii.

Nie mogąc liczyć na ochronę rodziny, ponieważ Filip wystąpił przeciwko niej szybko i po cichu, Izabela walczyła desperacko, ale sprytnie. Zamieniwszy kosztowne suknie na skromne szaty, przeszła boso ulicami niczym pokutująca grzesznica, modląc się w kościołach oraz wzywając Boga i lud na ratunek. Poruszeni tym widowiskiem trędowaci i biedacy zgromadzili się hałaśliwie przed pałacem, żądając zrehabilitowania Izabeli.
Filip, wyczulony na oznaki słabnącego poparcia poddanych i być może uwiedziony tym dowodem pomysłowości młodej królowej, skapitulował. Choć dobrze poinformowany kronikarz, któremu zawdzięczamy tę historię, zauważył, że „nie odwiedził jej łoża” od razu, musiał wkrótce znów zacząć z nią sypiać, gdyż rok lub dwa lata później urodziła córkę. To dziecko nie żyło długo, ale w 1187 roku młoda królowa zatriumfowała, dając Filipowi syna nazwanego Ludwikiem.
Reklama
Do wszystkich zakątków królestwa rozesłano kurierów, by rozgłosili tę wieść, a na ulicach Paryża przez tydzień płonęły ogniska, przy których świętujący ludzie tańczyli całą noc. Chwała Izabeli była jednak krótka, gdyż zmarła w połogu niespełna trzy lata później, krótko przed swymi dwudziestymi urodzinami. Choć uderzająco piękna, niezwykle wysoka jak na tę epokę, o pięknych błękitnych oczach i poetyckich gustach, nie mogła się wyraźnie zapisać w pamięci dwuletniego Ludwika. Filip jednak nigdy jej nie zapomniał.
Na swój zmienny sposób najwyraźniej z czasem ją polubił, gdy razem wkraczali w dorosłość. Pochował ją z pompą koło głównego ołtarza w Notre-Dame, gdzie jej trumna spoczęła pomiędzy trumienkami jej maleńkich dzieci. Na okrytych jedwabiem piersiach Izabeli złożono srebrną pieczęć z jej wizerunkiem, w koronie i z berłem w lewej dłoni oraz kapetyńską lilią w prawej, pośmiertny symbol zaszczytów, o które walczyła za życia.

Ingeborga była niemniej od Izabeli zdecydowana bronić swego jako królowa, żona i, jak miała nadzieję, matka, ale to papież Innocenty III okazał się niemal równie trudną przeszkodą dla rozwiązania drugiego małżeństwa Filipa. Innocenty został wybrany w 1198 roku, pięć lat po tym, jak Ingeborga wysłała swój pierwszy apel, w czasie, kiedy jej sprawa wydawała się praktycznie stracona. Bezpośredni poprzednik Innocentego, pełen dobrych intencji, ale powolny dziewięćdziesięciolatek, potrzebował trzech lat, by sformułować odpowiedź na duńskie protesty.
Dopiero w 1196 roku francuskiemu klerowi nakazano poddać rewizji podstawy anulowania małżeństwa, a to spóźnione działanie miało znikomy efekt. Zbyt zastraszeni przez swego króla, by postąpić inaczej, francuscy duchowni potwierdzili unieważnienie, „jak psy zanadto bojące się o swoją skórę, by szczekać”, wedle słów coraz bardziej rozczarowanego Rigorda. Filip już w następnym miesiącu poślubił córkę niemieckiego księcia, Agnieszkę z Meran, i kiedy Innocenty zasiadł na papieskim tronie, Agnieszka spodziewała się ich pierwszego dziecka.
Reklama
Ów fait accompli nie odwiódł Innocentego od tego, co uważał za swoją świętą misję obrony chrześcijańskiego małżeństwa. W ciągu kilkudziesięciu lat, jakie minęły od rozwodu ojca Filipa z Eleonorą Akwitańską, nie tylko prawo Kościoła, ale także teologia stały się mniej wyrozumiałe wobec eksperymentów małżeńskich. Małżeństwo stało się główną metaforą opisującą relację między Kościołem, wyobrażanym jako oblubienica, i Chrystusem, jej metaforycznym oblubieńcem. Ludzkie małżeństwa zawierane były na obraz tej boskiej unii między Chrystusem a Kościołem, a zatem musiały być równie nierozerwalne jak ów wieczny związek.
Odtąd możnym nie miało już być wolno oddalać żon wedle uznania, jak zrobiło tak wielu poprzedników Filipa. Innocenty był nawet gotów złagodzić od dawna obowiązującą kościelną definicję kazirodztwa, aby uczynić małżeństwa bardziej stabilnymi przez ograniczenie zakazanych stopni pokrewieństwa z siedmiu do czterech. Choć wciąż oznaczało to, że ślubu zawrzeć nie mogą osoby mające, na przykład, tę samą prababkę, wydatnie zmniejszyło liczbę dokonywanych ex post facto „odkryć” zakazanego pokrewieństwa, które zapewniały poręczną wymówkę dla tak wielu królewskich anulowań.

Ową reformę skodyfikował dopiero Sobór Laterański IV z 1214 roku. Był to przełomowy moment w dziejach średniowiecza i punkt kulminacyjny pontyfikatu Innocentego, ale od samego jego początku ten nowy papież prawnik zamierzał uczynić z Filipa przykład. Według jego średniowiecznego biografa Innocenty po objęciu Stolicy Piotrowej wysłał do Francji jednego ze swoich kardynałów, powierzywszy mu trzy zadania: po pierwsze, wysłać pomoc do Ziemi Świętej, po drugie, doprowadzić do pokoju między Francją i Anglią, i po trzecie, zmusić Filipa do powrotu do Ingeborgi.
Tkwiąc między dwiema tak nieustępliwymi postaciami jak Innocenty i Filip, kardynał zrobił, co się dało. Pod koniec 1199 roku zwołał synod w Dijon, mieście leżącym poza obrębem ziem Filipa, który cofnął ustalenia wcześniejszych zgromadzeń unieważniających duńskie małżeństwo na mocy argumentów genealogicznych. Synod w Dijon orzekł, że Filip i Ingeborga nie są zbyt blisko spokrewnieni, a ponieważ złożyli sobie śluby, są małżonkami.
Reklama
Nowe małżeństwo Filipa jest zatem cudzołożne i nielegalne. Rozkazano mu niezwłocznie oddalić tę nową żonę i wrócić do Ingeborgi. Jeśli nie usłucha do 13 stycznia 1200 roku – tyle mniej więcej czasu potrzeba było, aby decyzja ta dotarła do Paryża – całe królestwo zostanie obłożone interdyktem, co oznaczało, że kościoły będą zamknięte dla świeckich.
Księża wciąż udzielaliby dwóch najpilniejszych sakramentów, chrztu noworodków i spowiedzi dla umierających, ale nie dawano by ślubów ani nie sprawowano by Eucharystii. Woda święcona byłaby niedostępna. Grzesznicy otrzymywaliby pokutę u drzwi kościoła. Ksiądz, który czytałby Biblię na głos, winien uważać, by nie słyszał go żaden parafianin.

Filip poczuł się oszukany. Poskarżył się Innocentemu, że został potraktowany bardziej surowo niż jego ojciec, Ludwik VII, cesarz Fryderyk I, a nawet król Anglii Jan, którym pozwolono bez problemu odprawić małżonkę uznaną za zbędną. Innocenty odparł protekcjonalnie, że to były inne przypadki, a tak czy owak, działa jedynie dla dobra nieśmiertelnej duszy Filipa. Ale Filip nie miał ochoty rozstawać się ze swą nową partnerką, Agnieszką z Meran, gdyż ich związek był szczęśliwy, a ona była płodna.
Choć jej pierwsze dziecko było dziewczynką, mógł się rozsądnie spodziewać, że da mu jeszcze syna, zabezpieczenie na wypadek przedwczesnej śmierci jego kruchego pierworodnego, Ludwika. Filip nie był też pozbawiony kościelnego poparcia we Francji. Choć niektórzy francuscy duchowni, w tym biskup Paryża, zastosowali się do interdyktu, inni wykonywali swoje obowiązki jak gdyby nic się nie stało.
Poznaj dzieje dynastii, która rozgrywała losy Europy








