Choć nie urodził się jako syn cezara, już od najmłodszych lat Marek Aureliusz wychowywał się w cieniu tronu. Czy Hadrian przeczuwał, że na własnych kolanach huśta jednego ze swoich następców? Poważny chłopiec, osierocony wcześnie przez ojca, dorastał pod okiem dziadka. Donald J. Robertson w książce Marek Aureliusz. Stoicka mądrość władcy, opisuje wczesne lata przyszłego cesarza.
Marek Aureliusz był ostatnim członkiem linii znanych z pokojowego usposobienia i szlachetności rodów związanych z dawną religią i filozofią. Ojciec Marka miał też w żyłach odrobinę cesarskiej krwi. Był nie tylko siostrzeńcem cesarzowej Wibii Sabiny, żony Hadriana, ale także dalekim krewnym cesarza Trajana (ze strony matki).
Reklama
Jego siostra Faustyna (Starsza) była żoną senatora, który został potem cesarzem Antoninusem Piusem – przeznaczeniem ciotki Marka było zatem zostanie augustą, czyli cesarzową. Biorąc pod uwagę historię rodziny i wspomniane cesarskie koneksje, oczekiwano, że ojciec Marka osiągnie najwyższy urząd w służbie cywilnej – zostanie konsulem – ale wkrótce po tym, jak zapewnił sobie poprzedzające je stanowiska pretora, jego kariera niespodziewanie utknęła w miejscu. (Najlepszą współczesną analogią, która przychodzi mi do głowy, jest chyba przypadek ministra, który, jak się wydaje, musi zostać premierem, ale nigdy nie realizuje w pełni swojego potencjału).
A potem, gdzieś na początku lat 20. II wieku, gdy Marek miał około trzech – czterech lat, jego ojciec zmarł. Nie znamy szczegółów; wiemy tylko, że zaledwie kilka lat po ślubie Lucylla została wdową z dwójką małych dzieci. Zgodnie z jednym ze źródeł Marek „na początku życia” przyjął imię pradziadka ze strony matki, Katyliusza Sewerusa, co może sugerować, że ten wiekowy już wtedy człowiek tymczasowo adoptował go po stracie ojca.

Lucylla miała wtedy najprawdopodobniej niewiele ponad dwadzieścia lat, ale nigdy więcej nie wyszła za mąż. Ta pierwsza tragiczna strata wpłynęła zapewne na charakter Marka bardziej niż wiele innych, których miał jeszcze doświadczyć. Charakterystyczne jest to, że całe jego życie było grą naturalnej wrażliwości i wypracowanej filozoficznej postawy wobec śmierci – własnej i innych. „Lucylla pochowała Werusa” – pisze lakonicznie o tym tragicznym zdarzeniu, spoglądając na nie po półwieczu. Wszystko to trwa – rozmyśla – wciąż tak samo, jedno życie po drugim. Jego ojciec, Marek Anniusz Werus, i wszyscy inni byli tylko istotami „jednodniowymi”, które szybko zniknęły.
On jednak – Marek Aureliusz – stale je wspominał i ronił łzy. Marek prawie nie znał swojego ojca. Mimo to przez resztę życia, zgodnie z panującym zwyczajem, modlił się przed jego wizerunkiem w rodzinnym sanktuarium (lararium), by oddawać cześć jego pamięci. Musiał zbudować obraz ojca z fragmentów dziecięcych wspomnień i zasłyszanych opowieści.
Reklama
Wierzył przede wszystkim w to, że jego ojciec uosabiał zarówno męskość, jak i skromność. Później stwierdzi, że właściwie zdefiniowane słowo „męski” (arrenikos) oznacza nie twardość i popędliwość, tylko życzliwość i naturalną czułość. Sądzę, że Marek pamiętał ojca jako kogoś łagodnego i czułego, a nie jako członka zepsutej kliki rzymskiej elity. Starał się mu dorównać, zwracając się ku kolejnym męskim wzorcom, choć – jak w przypadku wielu młodych mężczyzn borykających się z problemami – na drodze często stawał mu własny gniew.
Najważniejszy mężczyzna w życiu Marka Aureliusza
Po zakończeniu oficjalnego dziewięciodniowego okresu żałoby po mężu matka Marka wyjaśniła swoim małym dzieciom, że służba spakuje ich zabawki. Opuszczali znany i ukochany dom na rzymskim wzgórzu Caelius, by przeprowadzić się do pobliskiej willi dziadka Marka ze strony ojca, który także miał na imię Marek Anniusz Werus.

Jak podaje Historia Augusta, „gdy zmarł jego ojciec, młody Marek został adoptowany i był wychowywany przez ojca swojego ojca”. Początkowo młody patrycjusz odczuwał pewien niepokój na myśl o dostosowaniu się do nowego stylu życia – później porównywał nawet tę zmianę do czegoś w rodzaju śmierci – ale z czasem zaczął uznawać dziadka za dobrego człowieka podobnego do ojca.
Właśnie „łagodność i spokojne usposobienie” tego czcigodnego męża stanu wywarły największe wrażenie na jego młodym wnuku. Taki charakter wydawał się rodzinną cechą Anniuszów Werusów, choć czas spędzony w tamtym domu nie był dla Marka okresem całkowitej beztroski. Jego dziadek był blisko związany z Hadrianem. Gdy cesarz w 117 roku objął tron, mianował go prefektem miejskim, czyli najwyższym urzędnikiem odpowiedzialnym za wszystkie sprawy Rzymu. Marek senior sprawował tę funkcję przez mniej więcej siedem lat. Ponieważ jej koniec zbiegł się z czasem, w którym przypuszczalnie zmarł jego syn, możliwe, że wiekowy mąż stanu wycofał się z życia publicznego, aby pomóc w wychowywaniu wnuka.
Reklama
Cesarz odbywał tymczasem liczne podróże, odwiedzając rzymskie prowincje i spędzając wiele czasu poza stolicą. Podczas jednego z pobytów w mieście – mniej więcej w okresie od 125 do 128 roku – zwrócił jednak po raz pierwszy uwagę na młodego Marka. Chłopiec pochodził z zamożnej i wpływowej patrycjuszowskiej rodziny i był nie tylko wnukiem jednego z najważniejszych rzymskich mężów stanu, ale także prawnukiem żony cesarza. Marek szybko stał się ulubieńcem dworu i podobno wychowywał się „na kolanach Hadriana” (lub „w jego objęciach”, jak określa to łacińskie słowo gremio).
Kilka lat później cesarz postanowił uhonorować Marka, przyjmując go w wieku zaledwie sześciu lat do stanu ekwitów. Ekwici, od łacińskiego equus, czyli „koń” (ich przodkowie byli żołnierzami jazdy), należeli do drugiej po senatorach warstwy politycznej Rzymu. Marka przygotowywano zatem do pełnienia obowiązków w najwyższych kręgach rzymskiego społeczeństwa. Wkrótce potem Hadrian wyjechał do Aten, ale już wcześniej zadbał o to, by chłopiec został w kolejnym roku przyjęty do bractwa religijnego o nazwie Kolegium Saliów.

Tajemnicze pieśni i rytuały Saliów zafascynowały młodego Marka. Dziadek musiał być z niego dumny, wiedząc, że ich kapłaństwo sięga korzeniami czasów Numy, legendarnego przodka ich rodu. Marek dołączył do innych chłopców uczących się skomplikowanych „skocznych” tańców wojennych. Ich ceremonialne stroje składały się z brązowych pancerzy i haftowanych tunik, a w rękach dzierżyli archaiczne tarcze i sztylety.
Tajemnicza sekta wpływowych rzymskich patrycjuszy
Pochodnie płonęły jasno, a powietrze było gęste od dymu z kadzidła, gdy Saliowie podskakiwali, rytmicznie uderzając tarczami w takt bojowej muzyki. Marek, wraz z innymi kapłanami, wykrzykiwał tajemnicze inkantacje starożytnego hymnu Saliów, Carmen Saliare, oddając cześć Marsowi Gradivusowi, bogu wyruszającemu na wojnę.
Reklama
Marek był oddanym członkiem tej grupy religijnej przez całe lata, a potem został jej przywódcą. Kilka dekad później w Rozmyślaniach wydaje się czasami czerpać ze wspomnień tamtych dni. Pisze, że niektórzy poświęcali się tańcowi bez reszty – do całkowitego wyczerpania, nawet bez jedzenia i snu – obsesyjnie starając się doskonalić swoją sztukę. I zadaje sobie pytanie, dlaczego tak trudno jest wykazywać się podobną odwagą i samodyscypliną w dążeniu do najwyższego dobra – moralnej mądrości.
W innym miejscu argumentuje z kolei, że stoicka sztuka życia bardziej przypomina walki zapaśników niż taniec – a miał duże doświadczenie w obu tych dyscyplinach. W życiu musimy uczyć się stać twardo, jak zapaśnik, i być gotowi na ataki losu, które mogą być nagłe i nieoczekiwane. Zastanawia się także nad tym, jak „przyjemne pieśni i taniec” mogą tracić swój urok, gdy „rozdzielimy melodię głosu na pojedyncze dźwięki”, i sugeruje, że można robić to samo, obserwując taniec i myśląc w kategoriach pojedynczych ruchów.

To trafna obserwacja psychologiczna, którą odnosi do życia jako takiego, myśląc o trudnych doświadczeniach tak, jakby składały się z mniejszych, łatwiejszych do opanowania i mniej przytłaczających emocjonalnie fragmentów. To typowe dla sposobu, w jaki Marek korzystał ze swoich codziennych doświadczeń do opisywania stoickiej filozofii życia.
Zaszczyty, jakimi cesarz obsypywał Marka jako dziecko, mogą świadczyć o tym, że już wtedy przygotowywał go do roli swojego następcy, choć było także wielu innych kandydatów. Hadrian wyraźnie podziwiał chłopca, a dodatkowo obaj mieli wiele wspólnego. Ich rodziny pochodziły z Andaluzji w południowej Hiszpanii. Obaj wcześnie stracili ojców – rodzice Hadriana zmarli, gdy miał dziesięć lat.
Reklama
Cesarz słynął także z tego, że – podobnie jak matka Marka – był miłośnikiem kultury greckiej. Jako pierwszy z rzymskich władców nosił brodę, za sprawą której jego profil na monetach wydawał się zgrecyzowany i sugerował aspiracje intelektualne. Marek jako dziecko prawie nie opuszczał Rzymu – być może poza krótkimi wakacjami na włoskiej wsi – więc musiał marzyć o tym, by towarzyszyć cesarzowi w jego podróżach do odległych Aten.
Jak Grek z Grekiem?
Hadrian, który zyskał w młodości przydomek „Mały Grek”, z entuzjazmem przyjmował grecki ruch sofistyczny. Ufundował nawet na cześć Aten centrum nauki Ateneum, które mieściło się w pobliżu Wzgórza Kapitolińskiego. Jego ulubionym greckim oratorem był Faworyn z Arelate (dzisiejszego Arles we Francji). Faworyn był osobą interseksualną – urodził się z męskimi narządami płciowymi, ale bez jąder, i miał podobno mieszankę cech męskich i żeńskich. Nauczał zarówno greckiej retoryki, jak i wywodzącej się ze szkoły Platona filozofii sceptycyzmu akademickiego, utrzymującej, że pewność jest czymś niemożliwym, choć niektóre myśli bywają bardziej prawdopodobne niż inne.

Faworyn był także przyjacielem i nauczycielem dwóch mędrców: Heroda Attyka i Aleksandra Peloplatona, którzy później zostali nauczycielami Marka Aureliusza. Hadrian, który sam chciał być pisarzem i mówcą, rywalizował z sofistami o publiczne uznanie. „I choć był wyjątkowo biegły i w prozie, i w poezji, oraz niezwykle uzdolniony we wszelkich możliwych sztukach, wystawiał nauczycieli tychże sztuk, którzy byli bardziej od niego uczeni, na pośmiewisko, pogardę i upokorzenie. Z tymi właśnie mędrcami i filozofami często debatował za pomocą pamfletów lub wierszy pisanych na przemian przez obie strony”.
Pewnego razu cesarz zaczął uparcie twierdzić, że Faworyn niepoprawnie używa jakiegoś słowa, mimo że dokumentowało je kilka wiarygodnych źródeł. Faworyn ustąpił, chociaż wiedział, iż Hadrian się myli. Gdy inni wyrzucali mu, że nie powinien był tego robić, sofista zażartował: „Przyjaciele, nakłaniacie mnie do złego, nie pozwalając uważać za najmądrzejszego człowieka, który ma trzydzieści legionów”. W końcu, pewnie dlatego, że zbyt często wchodził w konflikty z Hadrianem, Faworyn został najprawdopodobniej wygnany, ale – jak twierdził – i tak był mu głęboko wdzięczny, że uszedł z życiem. Cóż, najwyraźniej -jak w baśni Hansa Christiana Andersena Nowe szaty cesarza – niewielu dworzan miało odwagę mitygować cesarza Hadriana, gdy robił z siebie głupca.
Reklama
Marek, podobnie jak jego matka, wolał jednak bardziej przyziemne i proste towarzystwo. Podczas pobytu w willi dziadka opiekował się nim nauczyciel (tropheus). Prywatne nauczanie stanowiło element podstawowej edukacji chłopców z wyższych sfer i zwykle rozpoczynało się około siódmego roku życia. Nauczyciel Marka był najprawdopodobniej niewolnikiem lub wyzwoleńcem, być może greckiego pochodzenia, mieszkającym w domu Anniusza Werusa. Marek pozostawał pod jego opieką przez całe lata, codziennie bawiąc się oraz ćwicząc czytanie i pisanie pod jego czujnym okiem.
Wśród osób, których cnoty wymienia w Rozmyślaniach, tylko ten człowiek pozostaje anonimowy. Nawet już jako cesarz, czyli cztery dekady później, Marek wciąż pamiętał wrażenie, jakie na nim wywarł. W ogóle nie wspomina zaś na przykład o Herodzie Attyku, który był nie tylko najbardziej uznanym mówcą w całym imperium, ale także uczył go greckiej retoryki i był dobrym przyjacielem rodziny. Zamiast tego autor obsypuje pochwałami swojego bezimiennego nauczyciela z dzieciństwa, stawiając go na równi z wielkimi rzymskimi mężami stanu i sławnymi greckimi intelektualistami, którzy ukształtowali jego charakter.

Tropheus Marka nauczył go unikać przesadnego angażowania się w widowiska sportowe lub, jak to ujmował, nieopowiadania się po stronie ani Małych Tarcz (Traków), ani Dużych (Samnitów) w walkach gladiatorów. Miał także nie faworyzować drużyn Zielonych ani Niebieskich w wyścigach rydwanów.
„Najprawdziwszy” chłopiec
Sądzę, że Marek zinterpretował te słowa jako wskazówkę, by w miarę możliwości unikać opowiadania się po jednej ze stron i uważać na stronniczych ludzi. Gdy jako cesarz stacjonował na naddunajskiej granicy i w końcu zapisał tę radę z dzieciństwa, był bardziej zajęty walczącymi ze sobą plemionami i frakcjami politycznymi niż miłośnikami wyścigów.
Reklama
Ten sam tropheus nauczył też Marka pracować fizycznie, znosić przeciwności losu i cieszyć się zaspokajaniem podstawowych potrzeb. Doradzał chłopcu, by nigdy nie wtrącał się w cudze sprawy i nie słuchał oszczerstw. Ten skromny anonimowy nauczyciel był dokładnie kimś, kim nie byli Hadrian ani sofiści. Lucylla, która dzieliła z nauczycielem syna szereg wartości, wybrała go zapewne właśnie z tego powodu.
Marek podziwiał proste, uczciwe charaktery swojej matki i nauczyciela. W swoich zapiskach podkreśla, że proste cnoty, o których dowiedział się w młodości od członków rodziny i opiekuna, są dla niego bardziej fundamentalne niż wszelkie wzmianki o filozofii. Wymienia je na początku Rozmyślań, jakby stanowiły podłoże, na którym miała się oprzeć jego późniejsza edukacja w zakresie filozofii stoicyzmu.

Tym niemniej już jako młody chłopiec Marek był w oczach wielu, którzy go poznawali, przyszłym filozofem. Historia Augusta podaje, że jakiś czas po śmierci jego ojca Hadrian zaczął nazywać Marka Verissimus. Cesarz wybrał go na potencjalnego następcę, bo był jego krewnym w odpowiednim wieku i „już wtedy wykazywał oznaki wyjątkowej siły charakteru” – cechy, która podobno zapewniła mu ten przydomek. Rodowe nazwisko Marka, Werus, może oznaczać „Prawdziwy”, więc Hadrian mógł w żartach nazywać go Verissimusem – „Najprawdziwszym” lub „Najbardziej prawdomównym”, jakby mówił, że był najbardziej uczciwą i szczerą osobą w całym Rzymie.
Źródło
Powyższy tekst stanowi fragment książki Marek Aureliusz. Stoicka mądrość władcy autorstwa Donalda J. Robertsona, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Onepress.
Poznaj niezwykłą biografię jednego z najsłynniejszych cesarzy








