Wydarzenie, które posłużyło Niemcom jako pretekst do wymordowania tysięcy Polaków. To on stał za zbrodnią pomorską

Strona główna » II wojna światowa » Wydarzenie, które posłużyło Niemcom jako pretekst do wymordowania tysięcy Polaków. To on stał za zbrodnią pomorską

Wydarzenie, do których doszło 3 i 4 września 1939 roku w Bydgoszczy stały się dla Niemców pretekstem do brutalnej rozprawy z Polakami na Pomorzu. Kierowane przez Ludolfa von Alvenslebena oddziały Selbstschutz zamordowały tysiące niewinnych ludzi. Przypomina o tym doktor Filip Gańczak w książce pt. Polakożerca.

Jest jeszcze ciemno, gdy nad ranem 1 września 1939 roku na przygraniczny Wieluń spadają pierwsze bomby. Bezbronne miasto w trzech czwartych zostaje zniszczone. Tego ranka wojska niemieckie atakują swoją wschodnią granicę bez wypowiedzenia wojny także w wielu innych miejscach. Zaczyna się pełnoskalowa napaść na Polskę.


Reklama


Co wydarzyło się w Bydgoszczy?

W Bydgoszczy 1 września bombardowania nie przynoszą jeszcze większych szkód, ale następnego dnia są już ofiary śmiertelne. W niedzielę 3 września i w poniedziałek, gdy przez miasto przechodzą polskie oddziały, w wielu miejscach padają strzały. Badacze do dziś spierają się na ten temat. Wiele wskazuje na to, że dochodzi do niemieckiej dywersji, walki z nią, a jednocześnie do samosądów na Niemcach i niekiedy omyłkowego ostrzału.

Według wyliczeń historyka Pawła Kosińskiego 3 i 4 września ginie w Bydgoszczy 365 osób, w tym 254 ewangelików (na ogół Niemców), 86 rzymskich katolików (głównie Polaków) i 25 nieznanego wyznania. Do zabójstw Niemców posądzanych o dywersję dochodzi też poza Bydgoszczą.

Groby ofiar krwawej niedzieli na zdjęciu z września 1939 roku (domena publiczna).
Groby ofiar krwawej niedzieli na zdjęciu z września 1939 roku (domena publiczna).

Urząd Spraw Zagranicznych w Berlinie wydaje w listopadzie 1939 roku dokumentację, w której mowa o 5437 niemieckich „mężczyznach, kobietach i dzieciach” zabitych przez Polaków w pierwszych dniach wojny. W drugim wydaniu, z 1940 roku, ta liczba zostanie odgórnie poprawiona na „ponad 58 000”.

Propaganda nazistowska trąbi o „bydgoskiej krwawej niedzieli”. Władze Rzeszy widzą dogodną sposobność, by przekonać własny naród i międzynarodową opinię publiczną, że napaść na Polskę była konieczna. „Krwawa niedziela” staje się też pretekstem do eksterminacji tysięcy Polaków – planowanej już wcześniej, ale po tym, co stało się w Bydgoszczy, przedstawianej jako usprawiedliwiony odwet.

„Przywódcza warstwa ludności w Polsce powinna, na ile to możliwe, zostać unieszkodliwiona” – czytamy w protokole narady szefów niemieckich urzędów policyjnych z 7 września 1939 roku. W Bydgoszczy, zajętej przez Wehrmacht dwa dni wcześniej, krwawe represje ruszają już w pierwszych godzinach niemieckiej okupacji. W kolejnych tygodniach niemiecki terror w regionie znacząco się nasila.

Ludolf von Alvensleben wysłany na Pomorze

Duży udział ma w tym Alvensleben. Niewykluczone, że o swoim nowym zadaniu zostaje poinformowany w ostatniej chwili. Według Gottloba Bergera z Głównego Urzędu SS między 8 a 10 września 1939 roku w kwaterze głównej Führera, zlokalizowanej wówczas sto pięćdziesiąt kilometrów na południowy wschód od Wrocławia, odbywa się konferencja z udziałem Himmlera.


Reklama


Szef SS informuje uczestników, że Hitler polecił natychmiastowe utworzenie Heimwehry – paramilitarnej formacji samoobrony ludności niemieckiej w Polsce. Ostatecznie zostaje ona powołana jako Selbstschutz i podzielona na trzy okręgi: południowy z siedzibą we Wrocławiu, centralny z Poznaniem i północny z Gdańskiem. Na czele okręgu północnego staje początkowo oberführer SS Walter Langleist. Swój sztab umieszcza nie w Gdańsku, lecz w Bydgoszczy.

Już jednak po kilku dniach – być może po interwencji Himmlera – Langleista zastępuje Ludolf von Alvensleben. W depeszy do gruppenführera SS Waltera Schmitta z 12 września czytamy, że Alvensleben „przypuszczalnie dzisiaj opuści kwaterę główną Führera” i uda się do Berlina, by następnie w okupowanej Polsce zorganizować werbunek volksdeutschów „jak swego czasu w Okręgu Sudeckim”.

Tekst stanowi fragment książki Filipa Gańczaka pt. Polakożerca (Prószyński i S-ka 2026).
Tekst stanowi fragment książki Filipa Gańczaka pt. Polakożerca (Prószyński i S-ka 2026).

Rzeczywiście, 13 września w Berlinie Alvensleben spotyka się z brigadeführerem Bergerem i generałem Kurtem Daluegem, szefem Głównego Urzędu Policji Porządkowej, a także z żoną Himmlera. Następnego dnia przez Piłę i Nakło nad Notecią dociera do Bydgoszczy. (…)

Inspektoraty  Selbstschutzu na Pomorzu

Podległy mu teren dzieli na pięć, a z czasem na sześć inspektoratów: w Brodnicy (I), Płutowie (II), Inowrocławiu (III), Chojnicach (IV), Starogardzie Gdańskim (V) i Bydgoszczy (VI). Na ich czele stają Niemcy z Rzeszy. Inspektoratem płutowskim kieruje Ludolf Jakob „Ludi” von Alvensleben (1899––1953), krewny „Bubiego”.


Reklama


Obaj do dziś bywają myleni nawet przez historyków. Poniżej szczebla inspektoratu powstają struktury powiatowe Selbstschutzu. Na ich czele też z reguły stają esesmani ściągnięci z Rzeszy. Dopiero w poszczególnych miejscowościach – poniżej szczebla powiatowego – formacją kierują zwykle miejscowi Niemcy, w nomenklaturze nowych władz: volksdeutsche. W Ostromecku pod Bydgoszczą lokalnym szefem Selbstschutzu zostaje wspomniany już Albrecht „Tito” von Alvensleben.

W bydgoskim dzienniku „Deutsche Rundschau” 15 września ukazuje się informacja o utworzeniu „w całych Prusach Zachodnich” Selbstschutzu. „Niezliczone są ofiary polskiego terroru” – czytamy w artykule. Dalej jest mowa o tym, że na-dal panoszą się „zdziczałe, bestialskie kreatury, których rzemiosłem stała się żądza mordowania”. Aby ukrócić ten stan rzeczy, powołuje się samoobronę. Towarzyszy temu apel do miejscowych Niemców zdolnych do noszenia broni, by stawiali się w ratuszu. Kilka dni później apel zostaje powtórzony. Tym razem jednak volksdeutsche mają się zgłaszać do centrali Selbstschutzu przy Gdańskiej.

Ludolf von Alvensleben (trzeci od lewej) na zdjęciu wykonanym w październiku 1939 roku w Bydgoszczy (IPN/domena publiczna).
Ludolf von Alvensleben (trzeci od lewej) na zdjęciu wykonanym w październiku 1939 roku w Bydgoszczy (IPN/domena publiczna).

Tysiące członków Selbstschutzu

Formacja szybko się rozrasta. O ile 24 września liczy nieco ponad osiem tysięcy osób, o tyle 11 października – już przeszło dwadzieścia tysięcy, a 21 listopada – ponad trzydzieści osiem tysięcy. Szeregowi członkowie nie otrzymują żołdu, nie są umundurowani, noszą tylko białe lub zielone opaski z napisem „Selbstschutz”. Większość nie ma za sobą służby wojskowej.

A jednak to właśnie oni – obywatele przed-wojennej Rzeczypospolitej – chwytają za broń, by mordować swoich polskich sąsiadów i kolegów z pracy. „Ci ludzie byli zachwyceni wkroczeniem wojsk niemieckich i wyzwoleniem ich stron ojczystych. Ich zachwyt wykorzystano w zły sposób” – przyzna po latach Alexander von Woedtke, w pierwszych tygodniach wojny standartenführer SS i przywódca Selbstschutzu w inspektoracie brodnickim, a następnie szef sztabu Alvenslebena w Bydgoszczy.


Reklama


Historyk Tomasz Ceran dopo-wiada, że zanim volksdeutsche stali się zbrodniarzami, ktoś reprezentujący państwo niemieckie „dał im karabin i opaskę na rękę oraz przesiąkniętych antypolską ideologią dowódców”. Takim właśnie dowódcą jest Ludolf von Alvensleben.„V[on] Alvensleben bardzo nienawidził Polaków” – zezna później Heinrich (Heinz) Mocek, przywódca Selbstschutztu w inspektoracie chojnickim.

Stale wygłaszał podburzające przemówienia na temat polskiej ludności. Przypominam sobie, że na naradach służbowych mówił o tym, że zanim faktycznie rozkręci się niemiecka administracja cywilna w Prusach Zachodnich, trzeba rozstrzelać tylu Polaków, ilu tylko możliwe. Dotyczy to przede wszystkim członków inteligencji i [Polskiego] Związku Zachodniego.

Polscy zakładnicy czekający na egzekucję ew Bydgoszczy. Wrzesień 1939 roku (domena publiczna).
Polscy zakładnicy czekający na egzekucję ew Bydgoszczy. Wrzesień 1939 roku (domena publiczna).

Tych ostatnich v[on] Alvensleben określił jako największych wrogów niemieckości. Wzywał – i to nie tylko raz, lecz iks razy – nas do tego, żeby to zadanie oczyszczenia obszaru zachodniopruskiego z niepewnych Polaków zostało przeprowadzone przez Selbstschutz z jak największym sukcesem.

„Szalejący” von Alvensleben

Innym razem Mocek powie: „W ogóle przy każdej nadarzającej się okazji v[on] Alvensleben był zainteresowanym tym, by podburzać nas przeciwko wszystkiemu, co polskie, wzbudzać nienawiść wobec polskości i stale zachęcać nas do bezwzględnego postępowania”. (…)


Reklama


Miejscowi Niemcy od pierwszych dni po wkroczeniu Wehrmachtu donoszą na swoich polskich i żydowskich sąsiadów. Ci trafiają do więzień lub obozów internowania. Początkowo Alvensleben pozostawia podwładnym w powiatach swobodę decydowania, którzy Polacy zostaną rozstrzelani. Esesmani przybyli z Rzeszy nie mają rozeznania w sytuacji, więc posiłkują się opiniami volksdeutschów – podwładnych z Selbstschutzu, ale też choćby starostów, wójtów lub sołtysów.

Podstawą do decyzji o rozstrzelaniu może być lakoniczna opinia dwóch lub trzech Niemców, że dany Polak prezentował „antyniemiecką” postawę. W praktyce takie oskarżenie można rzucić na kogoś, z kim na przykład ma się sąsiedzki zatarg.

Ludolf von Alvensleben na zdjęciu wykonanym jesienią 1939 roku (domena publiczna).
Ludolf von Alvensleben na zdjęciu wykonanym jesienią 1939 roku (domena publiczna).

Alvensleben wyraźnie chce ukierunkować terror. Przemawiając 15 października w Toruniu do członków Selbstschutzu, daje do zrozumienia, że ma na myśli przede wszystkim polską inteligencję, która jakoby „podszczuwała do wojny” (…)

W powojennych protokołach przesłuchań powtarzają się słowa o akcji wymierzonej w polskie elity, „warstwę przywódczą” bądź inteligencję, choć wśród ofiar jest też wielu rolników, rzemieślników, a nawet robotników. „Kierownictwo nad tą akcją sprawował wedle mojej wiedzy SS-Führer von Alvensleben, który bardzo »szalał«” – powie prawnik Alfred Breitkopf, jesienią 1939 roku należący w Bydgoszczy do Selbstschutzu.


Reklama


Skala zbrodni pomorskiej

„Góra życzyła sobie likwidacji inteligencji. Obszar miał być »zgermanizowany«” – będzie z kolei tłumaczył Jakob Lölgen, po wybuchu wojny członek niesławnego Einsatzkommando 16, jednostki współodpowiedzialnej wraz z Selbstschutzem między innymi za masowe egzekucje w fordońskiej „Dolinie Śmierci”. Fordon, Piaśnica, Paterek, las szpęgawski – to tylko niektóre miejsca kaźni na Pomorzu i Kujawach. (…)

Niemieccy badacze szacują, że z rąk pomorskiego Selbstschutzu zginęło dwadzieścia, trzydzieści tysięcy osób Oceniają zarazem, że nigdzie ta formacja nie działała z równą brutalnością jak pod komendą Alvenslebena. Biorąc pod uwagę właśnie wyjątkową skalę zjawiska, Tomasz Ceran wyodrębnia z licznych zbrodni niemieckich „zbrodnię pomorską 1939”.

Nauczyciele z Bydgoszczy prowadzeni na śmierć. Październik 1949 roku (IPN/domena publiczna).
Nauczyciele z Bydgoszczy prowadzeni na śmierć. Październik 1949 roku (IPN/domena publiczna).

Zalicza do niej eksterminację polskiej ludności cywilnej, miejscowych Żydów i pacjentów szpitali psychiatrycznych przedwojennego województwa pomorskiego. Zbrodni tych dopuszczały się różne niemieckie formacje, ale jako główne wymienia Selbstschutz i Einsatzgruppen.

Przyjmuje przy tym na podstawie list imiennych i dokumentacji ekshumacyjnej, że „najmniejsza z możliwych” liczba ofiar zbrodni pomorskiej mieści się w przedziale od 14 423 do 16 201, przy czym „ponad 10 tys. to polska ludność cywilna, 4–5 tys. pacjenci szpitali psychiatrycznych”, a przeszło 300 – pomorscy Żydzi. To liczby mniejsze niż w większości wcześniej-szych szacunków, ale dobrze udokumentowane – i wciąż przeraźliwie wysokie.

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Filipa Gańczaka pt. Polakożerca (Prószyński i S-ka 2026). Premiera 29 stycznia, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.

Historia kata Pomorza

Autor
Filip Gańczak

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.