Wybuch drugiej bomby w hotelu King David w Jerozolimie w 1946 r. (domena publiczna)

Wysadzili hotel żeby zatrzeć ślady. Tak żydowska bojówka walczyła o Izrael

Strona główna » Historia najnowsza » Wysadzili hotel żeby zatrzeć ślady. Tak żydowska bojówka walczyła o Izrael

W Palestynie gorąco jest nieprzerwanie od czasu drugiej wojny światowej. Po drugiej wojnie światowej Żydzi walczyli o swoją państwowość także brudnymi metodami. Jak pisze James Barr w książce Władcy Pustyni, w 1946 r. zorganizowano brutalny zamach bombowy w centrum Jerozolimy.

Agencję Żydowską powołano do reprezentowania żydowskich mieszkańców Palestyny przed brytyjską administracją terytorium mandatowego. Ale w maju 1946 roku już od dawna nie pełniła funkcji doradczych, zachowywała się niczym gabinet cieni, dysponowała pochodzącą z wyboru legislaturą, radą, departamentami wykonawczymi i własną półtajną armią. Urzędowała w Jerozolimie przy George V Avenue, w gmachu wybudowanym w stylu Bauhaus.


Reklama


Było to – jak stwierdził zeznający przed Anglo-Amerykańską Komisją Śledczą szef brytyjskiej administracji w Palestynie – „państwo w państwie”. Od innego z wysokich urzędników Crossman usłyszał, że agencja dysponowała najtajniejszymi dokumentami brytyjskimi już dzień po ich sporządzeniu.

Brytyjczycy także nie próżnowali i pod koniec 1945 roku ustalili, że agencja zmówiła się z terrorystami. Przechwytywali depesze, zasoby będące w gestii agencji, ustalili, że jej pracownik wysokiego szczebla wyraził zgodę na zaatakowanie 31 października szlaków kolejowych oraz przychylnie zaopiniował propozycję złożoną przez Irgun i Lechi, o której donosił MI6, i zawarł z obiema grupami porozumienie robocze w sprawie „przydzielania im zadań pod naszym dowództwem”.

Dawid Ben Gurion wraz z żoną w dniu spotkania z brytyjskim komisarzem Mandatu Palestyny wicehrabią Gortem. (fot. domena publiczna)
Dawid Ben Gurion wraz z żoną w dniu spotkania z brytyjskim komisarzem Mandatu Palestyny wicehrabią Gortem. (fot. domena publiczna)

Brytyjczycy zauważyli też, że szef agencji, David Ben Gurion, odmówił potępienia eskalacji przemocy na terytoriach mandatowych. Zeznając przed komisją śledczą, poparł jedynie wyrażoną przez Weizmanna dezaprobatę dla ostatnich ataków. Generalnie uważał, że wszelkie działania agencji zapobiegające terroryzmowi będą „nieskuteczne z powodu polityki uprawianej przez rząd Jego Królewskiej Mości”, obwiniał go też o „tragiczną sytuację panującą w kraju”.

W Palestynie robi się gorąco

Przez sześć miesięcy Wysoki Komisarz Wielkiej Brytanii w Palestynie domagał się od swego przełożonego, ministra ds. kolonii George’a Halla, zgody na swobodę w postępowaniach wobec agencji oraz Hagany i zawsze spotykał się z odmową. A sytuacja jeszcze bardziej nabrzmiała po wyjeździe Anglo-Amerykańskiej Komisji Śledczej.


Reklama


Dwudziestego trzeciego kwietnia 1946 roku Irgun zaatakował posterunek policji w Ramat Gan; zginął jeden z funkcjonariuszy, zamachowcy stracili dwóch bojowników – jeden poległ, drugiego ciężko rannego pojmano. Lechi w odwecie dwa dni później zaatakowało w Tel Awiwie park pojazdów 6. Dywizji Spadochronowej.

Zginęło siedmiu żołnierzy, w tym dwóch zaskoczonych we śnie. Nazajutrz nocą spadochroniarze ruszyli demolować dwie pobliskie mieściny – dewastowali domy i bili Żydów, którzy weszli im w drogę. Akcja odwetowa przybrałaby jeszcze gorszy obrót, gdyby któryś z wyższych szarżą oficerów nie dostrzegł, co się święci i zakazał opuszczania koszar. W połowie maja głównodowodzący oddziałami stacjonującymi w Palestynie podczas pobytu w Londynie przestrzegł, że żołnierze są u progu wytrzymałości. Kolejne ataki terrorystyczne sprawią, że nie da się ich powstrzymać.

Poniższy tekst stanowi fragment książki Jamesa Barra "Władcy Pustyni", która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Prześwity.
Poniższy tekst stanowi fragment książki Jamesa Barra „Władcy Pustyni”, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Prześwity.

Wprowadzili zasadę „oko za oko”

Miarka się przebrała 18 czerwca. Po skazaniu na śmierć dwóch członków Irgunu za udział w zamachach żydowskie komando uprowadziło pięciu brytyjskich oficerów spożywających lunch w kasynie w Tel Awiwie. Szóstego żołnierza porwano w Jerozolimie na George V Avenue – alei, przy której znajdowała się siedziba Agencji Żydowskiej. Los zakładników był oczywisty.

Irgun bowiem oświadczył, że dopóki Brytyjczycy będą ferować wyroki śmierci, dopóty „będzie obowiązywała zasada oko za oko, ząb za ząb”. Wysoki Komisarz po raz kolejny poprosił o rozszerzenie uprawnień i tym razem minister George Hall zdecydował się rozmawiać z szefem Agencji Żydowskiej Dawidem Ben Gurionem, który przebywał wówczas w Londynie. Żydowski przywódca zaprzeczył jakimkolwiek powiązaniom z Lechi i Irgunem, ale zapytany o związki z Haganą zaczął się wykręcać i robił uniki.


Reklama


Relacja ministra z tej rozmowy spowodowała, że w dniu następnym na posiedzeniu rządu uprawniono Wysokiego Komisarza do przeszukania agencji.

Nowy szef sztabu generalnego Bernard Montgomery, którego „omalże fanatyczna osobowość” zrobiła na Willkiem wrażenie cztery lata wcześniej, kilka dni po swoim awansie nie pozostawił żadnych złudzeń: „Teraz, gdy Żydzi rzucili nam wyzwanie, muszą zostać bezwzględnie pokonani, a ich nielegalne organizacje rozbite raz na zawsze”.

Pokój w kibucu Yagur po przeszukaniu, do jakiego doszło w ramach operacji Agatha (fot. domena publiczna).
Pokój w kibucu Yagur po przeszukaniu, do jakiego doszło w ramach operacji Agatha (fot. domena publiczna).

Zaraz po rozpoczęciu szabatu, o brzasku w sobotę 29 czerwca rozpoczęła się Operacja Agatha. Oddziały brytyjskie weszły do siedziby Agencji Żydowskiej oraz mieszkań jej najwyższych rangą funkcjonariuszy, a także znanych członków Hagany i jej elitarnego komanda Palmach.

Z agencji wywieziono trzy ciężarówki dokumentów, aresztowano niemal trzy tysiące osób, w tym prawie połowę bojowników Palmachu. Podczas równocześnie prowadzonych przeszukań w osiedlach żydowskich zarekwirowano kilkaset karabinów, niemal pół miliona sztuk amunicji, tysiące granatów i pociski moździerzowe.


Reklama


Napastowani przez osadników żołnierze dokonujący przeszukań wykrzykiwali, że „przydałyby się komory gazowe”. Żydzi wracający po przeszukaniach do mieszkań znajdowali na ścianach nabazgrane swastyki i hasło „śmierć Żydom”. W raporcie sporządzonym przez 6. Dywizję Spadochronową podano, iż operacja „pozbawiła przyjaciół, których wciąż mieliśmy wśród Żydów”; wyrażono jednak nadzieję, że to tylko przejściowe rozstanie. W rzeczywistości okazało się trwałe.

Truman prędko skrytykował wydarzenia w Palestynie i Attlee poczuł się w obowiązku wyjawić powody. Zwłaszcza że operację przeprowadzono w dość nieodpowiednim terminie, bo kalendarz prac Kongresu przewidywał za kilka dni debatę i głosowanie w sprawie udzielenia Wielkiej Brytanii pożyczki. Wynik był i tak bardzo niepewny, a prasa spekulowała, że najścia na żydowskie placówki przeciągną wahających się kongresmenów na stronę przeciwników pożyczki.

Attlee musiał działać natychmiast. Wyprzedzając spodziewaną podczas nocnej debaty krytykę przeprowadzonej operacji, oznajmił: „Mamy dowody – przedstawię je w odpowiednim czasie – na bardzo bliskie powiązania między Agencją Żydowską a Haganą. Mamy również dowody na bliskie powiązania między Haganą a Irgunem”. Ta bulwersująca wypowiedź wywołała niezamierzone konsekwencje.

Zniszczyć dowody za wszelką cenę

Przywódca Hagany – zaniepokojony zawartością tego, co wpadło w brytyjskie ręce i przekonany, że jeszcze są szanse na zniszczenie dowodów – polecił szefowi Irgunu, Menachemowi Beginowi, podłożenie bomby w hotelu „King David”.

Menachem Begin, lider Irgunu, późniejszy premier Izraela (fot. domena publiczna)
Menachem Begin, lider Irgunu, późniejszy premier Izraela (fot. domena publiczna)

Wciąż był także siedzibą brytyjskiej administracji terytorium mandatowego i zakładano, że to tam analizowane są dokumenty przejęte 29 czerwca. Begin, późniejszy premier Państwa Izrael, od miesięcy przygotowywał podobną operację.

Dwudziestego drugiego lipca siedmiu bojowników Irgunu w przebraniach arabskich roznosicieli mleka zdołało wymanewrować ochronę i wnieść do budynku bańki na mleko, w których umieszczono ćwierć tony materiału wybuchowego. Trafiły do działającego w podziemiach hotelu klubu nocnego „La Régence”, tego samego, w którym cztery miesiące wcześniej Bartley Crum z kolegą wychwalali pionierski duch żydowskich osadników.


Reklama


Zamachowcy, mimo strzelaniny, zdołali dotrzeć do zaparkowanego w pobliżu auta i zbiegli. Pomogło w tym zdetonowanie po przeciwnej stronie ulicy drugiego, mniejszego ładunku, co odwróciło uwagę nadjeżdżających służb bezpieczeństwa. Według Irgunu zignorowano telefoniczne ostrzeżenia o zamachu. Podłożone ładunki eksplodowały o 12.37. Według relacji jednego ze świadków „najpierw rozległ się potężny grzmot i chwilę potem południowo-zachodni narożnik gmachu się wybrzuszył i z łoskotem runął, wzbijając brązowoszarą chmurę”.

Zginęło dziewięćdziesiąt jeden osób, kolejne pięćdziesiąt trzy odniosły rany. Nazajutrz „New York Times” informował czytelników: „Wysadzono hotel należący do nowojorskiej korporacji”.

Ratownicy przeszukują ruiny biur brytyjskich w hotelu King David (lic. CC CY-SA 3.0, Biuro Prasowe Rządu Izraelskiego).
Ratownicy przeszukują ruiny biur brytyjskich w hotelu King David (lic. CC CY-SA 3.0, Biuro Prasowe Rządu Izraelskiego).

Szef brytyjskiej administracji w Palestynie ledwie uszedł z życiem. „Straciłem niemal setkę najlepszych funkcjonariuszy i przyjaciół” – napisał do Crossmana dwa tygodnie później.

„Mieszkam w Palestynie z przerwami od jedenastu lat i ci ludzie wiele dla mnie znaczyli. Nie tylko brytyjscy urzędnicy, lecz także lojalni i wierni Palestyńczycy, w tym kilku Żydów. Zginęła moja policyjna eskorta, z którą zdołałem się zaprzyjaźnić w ciągu dwudziestu miesięcy, mój ormiański kierowca i wielu innych podobnych im skromnych ludzi. Pomagałem wydobywać spod gruzów ich rozkładające się, cuchnące zwłoki. W ciągu trzech dni uczestniczyłem w czternastu pogrzebach”.

Dzień po zamachu minister kolonii George Hall przekazał kolegom: „Większość mojego personelu nie żyje, zaginęła bądź odniosła rany”. Irgun zadał brytyjskiej administracji omalże śmiertelny cios. I skupił się na torpedowaniu wszelkich możliwych wspólnych działań anglo-amerykańskich, a tym samym na pogrzebaniu brytyjskich nadziei na utrzymanie się w Palestynie.

Źródło

Powyższy tekst stanowi fragment książki Władcy Pustyni autorstwa Jamesa Barra, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Prześwity.

Dzięki tej książce zrozumiesz konflikt na Bliskim Wschodzie


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.