Gdy mowa o zamku na Wawelu, na różne rzeczy można utyskiwać: na niektóre decyzje co do kształtu ekspozycji, a już zwłaszcza na ceny, które ostatnio… jeszcze zostały podniesione. Jeśli jednak chodzi o podejście ekipy tej placówki, to ja nie mogę powiedzieć o nim złego słowa.
Poniższy materiał, w znacznie dłuższej wersji, ukazał się pierwotnie w formie wideo na moim kanale na Youtube.
Kiedy swego czasu zapytałem czy mógłbym dla was sfilmować apartamenty królewskie, to nie tylko dostałem zgodę, ale nawet wpuszczono mnie do środka w poniedziałek, by uniknąć tłumów. Nie popędzano mnie, prawie wszędzie pozwolono mi filmować. No ale właśnie… słowo klucz: prawie.
Reklama
Gdy zapytałem czy mogę wam pokazać pewne konkretne wnętrza, których na co dzień nikomu się nie udostępnia i nie ujawnia, a które wtedy były otwarte, ze względu na prowadzone porządki, odpowiedź była odmowna. Ale prawdę mówiąc bardziej bym się zdziwił, gdyby nie była. Chodzi zresztą o pomieszczenia, które nie tylko teraz są tajemnicą.
Mało kto zwraca na to uwagę, ale na Wawelu, we wnętrzach udostępnianych do zwiedzania, bardzo dużo jest drzwi, których nie można otworzyć. A przynajmniej turyści nie mogą ich otworzyć.


Na ilustracji nr 1 macie nawet nie jedno, ale dwa takie niedostępne przejścia w rogu zrekonstruowanej sypialni Zygmunta Augusta. Na ilustracji nr 2 widać zamknięte drzwi w tak zwanej sali turniejowej. A na trzecim obrazku – piętro niżej, w narożnej sieni.
Oczywiście nie wszystkie takie drzwi prowadziły w takie same miejsca. Zwykle jednak kryją się za nimi części pałacu, które nawet przed wiekami nie były szeroko dostępne.

Na przykład więc ten ostatni portal, który wam pokazałem, prowadził do ukrytych w ścianie kręconych schodków, którymi w razie zagrożenia król mógł uciec z rezydencji. Zaraz obok była bowiem sypialnia monarchy.
A z kolei na ilustracji 4, w sionce przed niegdysiejszymi pokojami żeńskiego dworu Bony Sforzy, ktoś bardzo wścibski mógłby dostrzec za ekspozycją ukryte przejście, którym kiedyś służba przemykała do jadalni władczyni. Dalej bowiem były kuchnie dworskie.
Reklama
Zdecydowana większość „tajnych” drzwi miała jednak inną funkcję. Zanim do niej przejdziemy, potrzebujemy rozbroić pewien ogólny mit na temat renesansowego Wawelu.
„Wszystko było kilkanaście razy większe”
Dzisiaj często twierdzi się, że rezydencja polskich królów, przebudowana w XVI stuleciu, głownie na polecenie Zygmunta Starego była dziełem niespotykanego kalibru. Zupełnie wyjątkowym i niezrównanym. No ale to jest właściwie… bajka.

Tak naprawdę w skali całej Europy zygmuntowski Wawel wcale nie należał do pałaców największych, najbogatszych czy najbardziej zachwalanych. Zresztą kiedy pracowałem nad moją biografią Wawelu to zapytałem o tę kwestię byłego wicedyrektora zamkowego muzeum, profesora Marcina Fabiańskiego. Zalecił on… wstrzemięźliwość w ocenach.
Jak mówił, należy sobie uświadamiać, że nawet u szczytu potęgi nowożytnej Polski nasi królowie mieli o wiele skromniejsze pole działania niż najbogatsi monarchowie kontynentu. Cytuję: „Wydajność pracy, skala, liczba, dekoracja. Wszystko to było na przykład we Francji kilkanaście razy większe”.
Reklama
Jedna dziedzina, w której Wawel wyprzedzał niemal każdy pałac
Pełna zgoda z mojej strony. Albo… prawie pełna. Bo w jednej dziedzinie renesansowy Wawel jednak zdecydowanie wyprzedzał nawet największe i najsławniejsze rezydencje kontynentu. Chodzi właśnie o jego „miejsca sekretne”.
Przed wiekami podanym mianem, po łacinielocum secretum, określano bardzo konkretną rzecz. Toalety. Jeśli więc król szedł do „miejsca sekretnego”, to znaczyło po prostu, że szedł załatwić fizjologiczne potrzeby. Ale o tym opowiadam znacznie dokładniej w odcinku na moim kanale na Youtube:
Jedyna taka opowieść o najsłynniejszym polskim zamku








